Kreseczka u władzy
Niedawno światem wstrząsnęło zdjęcie Angeli Merkel w wieczorowej kreacji podczas otwarcia opery w Oslo. Oto kobieta u władzy wyeksponowała biust, całkiem dobrze odziany w baaaardzo głęboki plunge. Brytyjski tabloid Daily Mail poświęcił temu niezmiernie szokującemu wydarzeniu cały artykuł pt. "Merkel's Weapons of Mass Distraction". Kreseczkę kanclerz Niemiec analizują w kategoriach etyczno-towarzyskich wszystkie mniej i bardzie poważne media, z rodzimą Gazetą.pl włącznie. Angela Merkel, zdziwiona szumem medialnym zareagowała bardzo feministycznie. Jej rzecznik prasowy oświadczył, że kanclerz nie ma zamiaru zmieniać swojego poczucia smaku i w przyszłości będzie nadal wybierać kreacje według własnego gustu.
Kreseczki nie wstydzi się również prezydent Argentyny, Cristina Fernández de Kirchner. Jej biust, mniej wprawdzie obfity, niż biust kanclerz Niemiec, nie wzbudza w argentyńskich mediach żadnych sensacji. Prezydent występuje publicznie w głębokich dekoltach, dopasowanych do figury żakietach, podkreśla każdy atut swojej figury. Nieprzychylni określili ją mianem "botox lady" - podobno pani prezydent zainwestowała przed kampanią wyborczą w poprawienie wyglądu twarzy.
Kreseczka nie ujmuje profesjonalizmu również minister spraw wewnętrznych Wielkiej Brytanii, Jacqui Smith. Ta feminizująca laburzystka łamie powszechny, krzywdzący stereotyp, wedle którego feministki to sfrustrowane babochłopy o nieogolonych nogach. Jacqui to zadbana biuściasta czterdziestoparolatka - daleko jej do wizerunku, jaki towarzyszy popularnym wyobrażeniom o feministkach.
Eksponowanie kreseczki na szczytach władzy to istotny przełom w dwóch kwestiach. Po pierwsze, pokazuje się, że piastowanie ważnej funkcji publicznej przez kobietę nie musi wcale oznaczać całkowitej maskulinizacji wizerunku - choć próbują i próbowały dowieść tego Condoleezza Rice, czy Margaret Thatcher, zawsze zapięte pod samą szyję. Po drugie, kobiety u władzy prezentujące dekolt bez skrępowania jako coś naturalnego, coś na porządku dziennym, mówią jednocześnie stanowcze "nie" powszechnej fetyszyzacji piersi. Kreseczki u władzy krzyczą: hej, manifestowanie swojej kobiecości to nic złego! Bycie kobietą nie oznacza wcale bycia obiektem seksualnym przez 24 godziny na dobę!
Szkoda tylko, że na bezpretensjonalne pokazywanie dekoltu stać tylko kobiety-polityków z ugrupowań tradycyjnie kojarzonych z lewicą. Czyżby na prawicy nie było żadnej biuściastej? Z radością powitałabym dekolt wśród Torysów albo chadeków...
Nawiasem pytając: czy po obejrzeniu powyższych zdjęć któraś z Biuściastych wciąż może uważać, że dużego biustu należy się wstydzić, a kreseczkę wolno eksponować tylko pannom lekkich obyczajów?
Fotografie pochodzą ze stron:
spiegel.de
daylife.com
thesun.co.uk





Komentarze: 18 / Dodaj komentarz »
Hmmm.. w sumie kreseczka kojarzy mi się z moimi starymi, źle dobranymi, przyciasnymi push-upami, więc jakoś nieszczególnie przemawia do mnie fakt eksponowania jej przez grono kobiet-polityków (polityczki?). Postuluję o jak najszybsze ostanikowanie pani Merkel, na pewno jej to nie zaszkodzi ;))
Też mi się wydaje, że u pani Merkel trochę bułkuje, ale brawa za odwagę i utarcie nosa mediom, którym wydaje się, że wszystko wiedzą najlepiej. Natomiast pozostałe panie sa chyba dobrze ostanikowane na pierwszy rzut oka??
Sama uwielbiam dekolty i kiedy tylko mogę, to ubieram się tak do pracy. Głupie komentarze słyszę równie często od kolegów jak i ... koleżanek. Zazdroszczą?
Pani Merkel do ostanikowania w trybie natychmiastowym, pozostałe panie zależy - czy kreseczkę noszą, bo lubią, czy po prostu nie wiedzą, jak osiągnąć efekt dolinki:)
Mala uwaga - Angela jest jak najbardziej przedstawicielem (socjalistycznej) chadecji (CSU)
Asinek, kajam się, przeoczyłam chadeckość Angeli - tak strasznie skupiłam się na fascynującej biografii Jacqui Smith, że zapomniałam, że w sumie cała inspiracja tekstu pochodzi z CDU... No ale... - CDU/CSU to w Niemczech odpowiednik naszej Platformy. Do prawicy w sensie krowino-mikkowsko-thatcherowskim im daleko... A ja bym chciała właśnie taką wojującą prawicówkę z kreseczką zobaczyć. Mnie samej wojownicza prawicowość przeszła jakiś czas temu;-)
Mauzonka, CDU/CSU to zdecydowanie prawica. CSU to nawet totalna konserwatywa. Jeszcze bardziej na prawo w Niemczech masz tylko partie faszystowskie. Odpowiednikiem Platformy jest raczej liberalna FDP. Ale trudno to nawet porownywac. A Merkel to fajna babka i Niemcom jej dekolt sie podobal. :-)
Kiedy patrzę na te zdjęcia, to nie myślę ani bułeczkach, ani o polityce, tylko się cieszę, że promujesz także pozytywne wzorce. Panie wyglądają wspaniale, ujawniona kobiecość nie odbiera im profesjonalizmu ani godności ich urzędom.
Czy sensacjolubne media zaskoczone "comming outem" Pani Merkel bardziej się dziwiły, że jest ona kobietą, czy że jest istotą ludzką, a nie maszyną?
Eh, im dalej w stanikowy las, tym większy feminizm się we mnie budzi...
a mi sie od razu przypominają prezenterki wiadomości- tam kawałek skóry poniżej szyi to powód do wstydu
Fenomenalna notka. Pani Merkel wygląda królewsko, bułkuje czy nie bułkuje (na fotce nie widać). Ciekawe, ile jeszcze potrwa ten chory schemat, że kobieta, by być traktowana poważnie, musi się koniecznie przebrać za faceta. @roza_am: bo staniki są na wskroś feministyczne :)
@pierwszalitera :) pierwsze co zrobilam to spytalam sie siedzacego tuz obok mnie Niemca, czy CSU jest prawicowe.
-Prawicowe??? Nie, no skad, konserwatywne.
-Ale SPD to lewica.
-W zasadzie tak.
-To CSU jest prawica.
-Nie, jest konserwatywne. Prawicowe jest NPD.
I tak w kolo Macieju. :D Ale to daje do myslenia, ze na prawo od csu/cdu jest tylko npd a na prawo od PO jeszcze PiS i LPR...
A swoja droga brawa dla Merkel, za calosc postawy - od zalozenia kreacji po ostatnia informacje.
@turzyca :-) problem wynika za tego, ze uzywajac w Niemczech pojecia lewica (linke Partei) ma sie na mysli baaardzo na lewo czyli komunistow, a prawica (rechte Partei) to baaardzo na prawo czyli partie faszystowskie, takie jak npd. A srodek jest po prostu demokratyczny i coraz bardziej do siebie podobny. Nawet Niemcy nie zauwazaja juz poczatkowej roznicy.
Jest pewna różnica między pokazywaniem kreseczki a połowy biustu.
I skąd ten zarzut maskulinizacji? Mężczyźni na stanowiskach też są zapięci po szyję, na dokładkę noszą krawaty
@fioletowa: Ile pokazanego biustu - to zależy od sytuacji. Co innego wystąpienie w parlamencie, kiedy najważniejsze są nasze poglądy i decyzje (garsonka + kreseczka), co innego wizyta w operze, kiedy możemy, a nawet powinniśmy "błyszczeć" (suknia wieczorowa + dekolt). Zauważ, że panowie też różnicują strój dzienny i wieczorowy.
Garnitur to tradycyjny strój męski (potomek różnych surdutów itp.), tradycyjny strój kobiecy to suknia. Kiedy kobiety weszły w sferę publiczną zarezerwowaną wcześniej dla mężczyzn (m.in. obszar władzy) starały się być bardziej męskie niż mężczyźni, aby udowodnić swoją kompetencję. Dotyczy to i stroju, i stylu zachowania. Nie mam nic przeciwko stanowczości i profesjonalizmowi kobiet, ale uważam, że nadmierna maskulinizacja odbiera kobiecie jej indywidualność i prowadzi ją w kierunku dobrze zaprogramowanej maszyny (a nie istoty ludzkiej). Howk.
Merkel odważnie, acz prawdę mówiąc trochę jej się "wylewa". Lubię dekolty, ale to już nieco przegięcie ;) Choć myślę, że zmiana stanika na pewno by jej pomogła :)
Ps. Margaret Thatcher (bez c po pierwszym t ;))
wylewa jej się tylko na tym zdjęciu. jak się wejdzie na gazetę to tam dekolt ma normalny
Fajna notka, tylko jeszcze chciałabym wystąpić w obronie kreski, która niektórym się bardzo nie podoba - kreska nie musi oznaczać, że ktoś ma źle dobrany stanik. Kobieta może mieć piersi osadzone blisko siebie po prostu, wtedy ma kreskę prawie w każdym staniku. Nikt mi nie wmówi, że pas startowy między piersiami jest ładny, więc wiwat kreska;)
Ostatnio na gazecie pojawił się artykuł, zbliżony tematycznie.
http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosc...
Kreseczka powraca
http://tnij.com/QEaeI
Tylko zalogowani użytkownicy mogą dodawać komentarze.