Niejedna z jedną przed czterdziestką
Ile z was chociaż raz w życiu poddało się badaniu USG piersi? Podejrzewam, że niewiele. Bo kiedy myślimy o raku sutka i mastektomii (operacji usunięcia piersi), myślimy stereotypami. Przekonane, że rak piersi dotyka tylko kobiety po 50. roku życia, szczególnie puszyste i obciążone genetycznymi skłonnościami do nowotworów, wmawiamy sobie, że mamy jeszcze czas na beztroskę. Że póki co, w młodym wieku, jesteśmy nietykalne. Sama również dawałam się okłamywać temu stereotypowi. Do momentu, kiedy znalazłam w sieci zdjęcia młodych amazonek przygotowane w ramach projektu „Niejedna z jedną”.

„Niejedna z jedną” to kalendarz na 2009 rok wydany przez wrocławskie stowarzyszenie Femina Fenix, z inicjatywy Doroty Kiałki (amazonki) i Agnieszki Kłos. Każdy miesiąc w kalendarzu ilustruje zdjęcie młodej kobiety po mastektomii. Zdjęcia wydają się mówić to, co z reguły pomija się we wszelkich kampaniach profilaktyki raka piersi: po mastektomii wciąż można wyglądać pięknie, kobieco, seksownie. Niektóre ze zdjęć w kalendarzu to, moim zdaniem, wręcz niebanalna erotyka.

Modelki mają od 25 do 34 lat. Blizny na ich klatkach piersiowych niestety nie są dziełem fotoszopa. Młodych amazonek jest w Polsce trochę, choć wydają się niewidzialne.
Organizatorki akcji piszą w informacji prasowej, że „pokolenie kobiet z jedną piersią żyje w ukryciu. Nie przychodzą do klubów Amazonek, bo wśród starszych kobiet czują się nieswojo”. Jednocześnie „tracą część stereotypowo pojętej kobiecości i niesprawiedliwie czują się tym upokorzone. Wygnane z części świata dla «prawdziwych kobiet», przeżywają niesłusznie poczucie wstydu, beznadziejności i słusznie — gniew”. Kalendarz został więc pomyślany jako protest przeciwko napiętnowaniu i wykluczeniu młodych kobiet, które przeszły operację. Rzeczywiście, w wykluczenie grupy młodych kobiet bez piersi trudno wątpić, szczególnie gdy ogląda się katalogi z bielizną przystosowaną do protezy (np. tutaj).

Kalendarz ma także zwrócić uwagę na to, że rak dopada również kobiety na długo przed pięćdziesiątką. W sondzie na stronie rakpiersi.pl 21% (z 20 tysięcy) respondentek przyznaje, że wykryto u nich chorobę przed 25 rokiem życia. Liczba ta zapewne nie jest miarodajna, ale pokazuje, że młodych z nowotworem piersi wcale nie jest tak mało.
W moim odczuciu zdjęcia w kalendarzu są autentycznie interesujące. Nie ma tu taniego epatowania brakiem piersi, nie pokazuje się braku jako kalectwa, a kobiet bez piersi — jako przerażającyh monstrów. Przykre są więc komentarze jak ten, które oskarżają zdjęcia o epatujące ułomnością.
Mimo że — jak przekonuje projekt „Niejedna z jedną” — życie bez piersi nie jest jednoznaczne z utratą kobiecości, gorąco zachęcam do wykonania profilaktycznego USG piersi. W prywatnej przychodni w Warszawie takie badanie kosztuje 70zł — tyle, co nowy stanik. Wasze piersi na pewno bardziej ucieszą się z badania:)
Zdjęcia pochodzą z materiałów informacyjnych wystawy „Niejedna z jedną”. Reportaż o bohaterkach kalendarza można obejrzeć na stronie TVN. Polecam także artykuł o organizatorkach akcji na stronach Feminoteki. O wrocławskim projekcie dowiedziałam się dzięki linkowi Kozy-1985 — dziękuję!







Komentarze: 58 / Dodaj komentarz »
Świetna notka, piękne zdjęcia. I przestroga przed "jestem młoda, mnie to nie dotyczy".
Świetna i bardzo potrzebna notka!
Oprócz raka, jest wiele łagodnych nowotworów które wykrywane są właśnie u kobiet młodych, często nastolatek - więc dotyczy to każdej z nas. Takie badanie to kwestia 15 minut, a o ile spokojniej można spać ;)
Mauzonko, zdanie "Mimo że projekt „Niejedna z jedną” oswaja lęk przed mastektomią i przekonuje, że życie bez piersi nie jest jednoznaczne z utratą kobiecości, gorąco zachęcam do wykonania profilaktycznego USG piersi." jest nie do końca jasne dla mnie. Chyba się jakoś zaplątałaś.
Ważna notka. Ja od dawna grzecznie chodzę na USG i jak lekarz powie, że trzeba pójdę na mammografię.
Szczególny plus za dobrą jakość artystyczną tych zdjęć !
A ja jestem ciekawa, jak często powinno się robić USG piersi. Pierwsze (i jak dotąd ostatnie) miałam ze 3 lata temu, czyli w wieku 22 lat...
Piękne zdjęcia. Przykry komentarz, do którego link podała Kasica. Może jestem dziwadłem... Na początku brak piersi przeraża na tych zdjęciach. Ale to mija po sekundzie. Mam tylko 18 lat, a widzę piękne, uśmiechnięte kobiety, które walczyły o własne życie. I to jest najważniejsze. Wspaniały projekt. Naprawdę. Świetna notka.
Szczerze mówiąc krew mnie zalewa jak czytam komentarze jak ten zacytowany. Zwłaszcza, że autorka sama jest amazonką...
Podaje mój najulubieńszy argument z dziećmi, którym nie należy pozwalać patrzeć na "takie" rzeczy. Myślę, że dzieci mogłyby w takiej sytuacji wykazać dwa razy więcej zrozumienia niż niejeden dorosły. Ale właśnie dzięki ograniczeniom ich własnych mam, które chowają je pod kloszem i pozwalają im oglądać tylko "ładne" obrazki tak by nieboraczki nie miały przypadkiem problemów z zaśnięciem, wyrastają na równie ograniczonych, zakompleksionych dorosłych z zahamowaniami, dla których też wszystko poza niewieloma rzeczami jest "brzydkie".
Dla dzieci to naturalne! Zauważcie, że dla małych dzieci ich mama jest piękna... Co tu ukrywać? Są ludzie biali, czarni, są modelki, są ludzie grubi, upośledzeni, poparzeni, są i amazonki.
I w każdym jest piękno.
Ale super, że istnieje taka grupa wsparcia! To jest bardzo potrzebne.
Przykrego komentarza zalinkowanego w notce na wszelki wypadek nie czytam, żeby się nie denerwować.
To świetnie, że powstałą ta notka. Temat jest super ważny, zwłaszcza jeśli pisze się do młodych kobiet :) Niestety żadna z nas nie jest bezpieczna, trzeba się badać regularnie niezależnie od wieku.
A zdjęcia są naprawdę świetne i oddziałują lepiej niż wszystkie artykuły w babskich pismach. Z jednej strony stanowią pewne ostrzeżenie, z drugiej - pokazują, że choroby to nieodłączna część życia, bynajmniej nieodbierająca mu piękna, i że człowiek naznaczony ich piętnem wcale tego piękna nie traci.
robilam usg w maju:) tak samo jak badanie na hpv bo wtedy jak wyjdzie ok dowiedzialam sie ze cyto mozna robic co 3lata.
zalinkowałam notkę na moim forum dzieciowym.
ponad 60% nigdy nie miało usg piersi (na razie ok.60 osób głosowało). pojedyncze robią to regularnie.
szczerze mówiąc myślałam, że wśród młodych, wykształconych, "światowych" kobiet (bo tak wygląda przeciętna użytkowniczka tego forum) statystyki będą bardziej optymistyczne.
Victoria08 - jeśli współżyjesz, cyto co trzy lata to zdecydowanie za rzadko... Raz na rok według mojego lekarza należy robić. Raz na trzy lata poleca się starszym kobietom, w dobie HPV i innych świństw to zdecydowanie za rzadko...
Ja miałam już USG 3 razy, w czasie tych ferii zimowych wybieram się na kolejne. Mammografia w moim wieku ponoć nic nie daje, bo mam piersi zbyt gruczołowe.Raz przeszłam już całą drogę Usg, biopsja, 3 wizyty u onkologa, a na koniec zabieg wycięcia i histopatologia, na szczęście guzek okazał się niezłośliwy. Pani onkolog mówiła, że widziała już nieraz dziewczyny w moim wieku lub trochę starsze ze złośliwym guzkiem, jedna umarła zostawiając paromiesięczne dziecko. Mam w rodzinie dwie amazonki, które na szczęście wygrały walkę. Na prawdę radzę się badać, nawet w wieku parunastu lat. Ja mam teraz 23.
Wstyd się przyznać ale zbliżając się do ćwierćwiecza nie robiłam jeszcze USG piersi. W każdym razie czas najwyższy... Dzięki Mauzonko za tą notkę, bardzo dobra moim zdaniem.
greylin, to przerażające, co piszesz. USG piersi, a później mammografia to powinna być absolutnie żelazna rutyna. Czy lekarze na nie nie kierują? Skoro to "dzieciowe" forum to zakładam, że te kobiety widziały kiedyś ginekologa...
Kasico, śmiem twierdzić, że ginekolodzy zwyczajnie olewają piersi. Byłam u gina wiele razy, za prawie każdym razem chodzę do innego (wciąż nie znalazłam ideału:) i nigdy żaden z nich nie zainteresował się moim biustem z własnej inicjatywy. Co najwyżej - na moją prośbę, czy zechciałby łaskawie zbadać mi dotykowo piersi. To dotyczy też cytologii (albo ja mam cholernego pecha). Pierwszy raz u gina byłam chyba w wieku lat 16, o konieczności robienia cytologii dowiedziałam się 5 lat później... Przez te 5 lat przepisywano mi środki antykoncepcyjne bez żadnych badań, bez żadnego zapytania o grupę cytologiczną, nawet bez poinformowania, że przy antykoncpecji nie powinno się palić. Sądzę, że lekarze są po prostu w zatrważającej większości straszliwie nieprofesjonalni i stąd się bierze ta nasza niewiedza o podstawowych badaniach profilaktycznych.
Pomijam też szumnie zwane "promocją zdrowia" lekcje w liceum, kiedy wprawdzie pół klasy chichrało się odpowiadając przy tablicy z anatomii krocza płci przeciwnej (dostałam trójczynę:/), a słowem nie wspomniano ani o tym, jakie badania należy wykonywać regularnie, ani nawet - jak często myć zęby.
Wspaniała notka:)
Moj lekarz zaleca wykonywanie USG piersi profilaktycznie raz w roku. Badanie kosztuje prywatnie 70 zł i myślę, ze żadna z nas nie powinna się ani chwili wahać wydając je w tym celu:)
Najbardziej przykre jest dla mnie to, ze pokutuje w naszym społeczeństwie przekonanie, ze sprawy ciała, piersi i ich zdrowia, doboru stanika są często jakoś tak wstydliwie traktowanie, jakby to "nie wypadało", "było przesada" czy czymś wręcz nieprzyzwoitym. A to normalne, ludzkie i kobiece:) sprawy i chciałabym bardzo, żeby nasze społeczeństwo zaczęło je traktować tak jak nalezy, czyli normalnie.
Ja też musiałam sama się wysłać na USG piersi. O badanie palpitacyjne (to się pewnie inaczej nazywa) nawet nie proszę. Skoro moja ginka nie proponuje tego mi, to i innym też nie, więc jej zdolności w tej materii są takie jak i moje. Przynajmniej kiedyś sama z własnej inicjatywy zrobiła mi USG jajników.
Mauzonka - nie tylko Ty tak zle trafiasz. Ja na ponad 10 ginekologow w moim zyciu tylk oraz trafilam na kobiete (endokrynologa przy okazji), ktora sama zaproponowala badanie piersi.
USG czy to piersi czy jajnikow mnie w wieku 26 lat (chodzacej od 8 lat do ginekologa przynajmniej 2 razy w roku) nikt nigdy nie zaproponowal...
Badan przed/w trakcie brania tabletek nikt nie chcial robic i potrafili sie nawet zapytac mnie jako 18latki "Czy moze chce jakies konkretne? Czy kolezanki mi cos polecaly?" ...
ech, szkoda slow co do profesjonalizmu niektorych ginekologow
teraz szukam nowego i jak znajde to na pewno wreszcie po raz pierwszy w zyciu zrobie oba USG :)
dzieki za taka wazna i potrzebna notke!
Hm, z tym USG jajników mnie zdziwiłyście, byłam święcie przekonana, że to standardowy element badania.
Z badaniem (nawet ręcznym) piersi jest gorzej, lekarze nie zawsze proponują - wtedy pytam. Z cytologią podobnie, zdaje się w ramach NFZ można ją zrobić raz na trzy lata. Ale jednak warto częściej, 20-30zł nie jest wielkim wydatkiem, a zawsze lepiej spać spokojnie.
Za to o USG piersi jakoś do tej pory jeszcze nie pomyślałam, też wydawało mi się, że jeszcze na nie "za wcześnie". Artykuł dał mi do myślenia. Łatwiej zapobiegać, niż leczyć.
Wielkie dzięki za notkę :)
@masza
mysle ze to tez zalezy od tego czy sie ma stalego partnerai partner jest wierny - to apropo hpv:)do tej pory robilam co roku, pani ginekolog ktora robila mi badanie na hpv mowila ze jak wyjdzie ok to moge raz na 3lata. rozni gini roznie mowią.
Tam, gdzie chodzę do gin, cytologię każą mi robić raz do roku(no jest tam jedna pani dr, która uważa, że takie młode to nie muszą) Co 3 lata wydają również skierowanie do drugiej przychodni na USG piersi i pochwy (i nawet na próby wątrobowe jak się bierze tabletki) . Póki co raz dostałam taki świstek i jak weszłam do gabinetu i powiedziałam o co chodzi, to pan dr wzniósł oczy do nieba i powiedział coś w stylu "Ale po co, dlaczego?" wznosząc oczy do nieba, jakby miał to robić za karę:/. Ostatecznie z wielką łaską zrobił tylko USG pochwy.
Piersi miałam badane raz w życiu, jakoś 5 lat temu. Właśnie wybieram się do gina, żeby wydał mi skierowanie, bo znalazłam bolący guzek w piersi.
ja tylko dodam, że przy USG ważne jest, żeby badający przejechał także po mostku... nowotwór może się przyczaić tam też.
inna rzecz: ani USG ani mammografia nie daja pewności wykrycia czegokolwiek, a samobadanie może nas doprowadzić do paranoi: przy obfitej budowie gruczołowej piersi jest duża szansa na guzki - zgrubienia czy guzki w piersiach nie muszą wcale oznaczać choroby nowotworowej.
Kalendarz badań dla kobiet z nowotworem w rodzinie: USG co 6 miesięcy (+ morfologia cała!!!) oraz mammografia co rok. Tak się powinno badać, jak jest - same wiemy. A, ginekolog OBOWIĄZKOWO co 6 miesiecy.
Moja Matka umarła na raka. Ja też jestem w grupie wysokiego ryzyka. Nie piszę, żeby straszyć, ale żeby uświadomić, że nawet najlepszy sprzęt może zawieść. Dlatego tak ważna jest cała morfologia z naciskiem na leukocyty przebadane we wszystkich możliwych konfiguracjach.
@Victoria08
Właśnie to jest bzdura. HPV naprawdę łatwo się przenosi ( w przeciwieństwie do HIV) i wierność mężczyzny nie musi być gwarancją, że nie zachorujesz. A nuż koleżanka wytarła się Twoim ręcznikiem, a publiczne toalety? To TEŻ jest ryzyko. Lepiej dmuchać na zimne, zresztą cytologia co trzy lata to dla mnie absurd nie tylko ze względu na ryzyko raka czy samego HPV. Biegamy, przeziębiamy się, podziębiamy, korzystamy z toalet w szkole, w pracy, wszędzie - zwykle leciutkie zmiany cytologia wykryje i będzie ok.
Akurat podziębianie i korzystanie z publicznych toalet nic do raka, ani wirusów przenoszonych drogą płciową nie ma. Co nie świadczy, że cytologia nie jest ważna.
problem jest taki, że bezpłatne USG młodym kobietom nie przysługuje, tak samo jak mammografia. nie każdą dziewczynę stać na prywatne badanie. a jak jest z tymi akcjami "usg za darmo" to dobrze wiemy - źle ogłaszane, potem szybko się okazuje że już nie ma miejsc, telefon w rejestracji milczy. nawet akcje "mammografia za darmo" dotyczą głównie kobiet po 50 r.ż. i z tego co wiem, to niektóre nie korzystają, bo po prostu robią od lat prywatnie. przez to przepadają wolne miejsca, które mogłyby dostać dziewczyny np w wieku 20-25 lat.
o badanie piersi u ginekologa to ja sama muszę prosić. do tego mam mastopatyczną budowę i sama nie wiem czasem czy wszystko jest w porządku, w końcu nie jestem lekarzem :/
cytologia jak najrzadziej, bo oczywiście na NFZ.
ps. komentarz amazonki może i przykry, ale uważam że jako amazonka ta kobieta miała prawo wyrazić swoje odczucia na ten temat, w końcu to ONA nie ma piersi i sama najlepiej wie jak się z tym czuje, inaczej pewnie też odbiera zdjęcia z kalendarza.
na pewno utrata piersi to tragedia i ja bym nie polemizowała ze zdaniem osoby, którą to dotknęło.
Jak któraś z Was chce, to mogę polecić BARDZO DOBRĄ PANIĄ GINEKOLOG w Warszawie (dr Ewa Barcz - przyjmuje w CM LIM).
W 99% zgadzam się z lizzie. Chodziłam od 17 roku życia do ginekologów. Wyobraźcie sobie, że po pół roku leczenia w państwowej przychodni nikt nie zrobił mi posiewy przy grzybicy!!! Zrobiła mi 3 lekarka z rzędu (1 lekarz odszedł, 1 był na chorobowym) i to dopiero po moim żądaniu.
Cytlogię zrobiłam dopiero w wieku 21 lat u prywatnego lekarza. Państwowo, pomimo, że mi się nalezała, nikt nie chciał wykonać.
Z tymi prywatnymi badaniami to też ogólna masakra. Tabletki antykocepcyjne brane od 17 - 23 roku zycia i żadnych badań. Zrobiłam dopiero markery nowotworowe na zlecenie 5 czy 6 ginekologa... Łącznie to chyba juz u 10 byłam i żaden o badaniu piersi nie wspomniał... USG piersi robiłam, bo mi się wydawało, że coś wyczułam.
W szkołach poziom też jest taki sobie, ale cóż sie dziwić. Jeśli idę do lekarza i żadnych badań zrobić nie mogę, bo albo miejsc już nie ma, albo NFZ uznał, że mi się nie należą.
Gazety piszą co trzeba zrobić, ale kogo stać na prywatną wizyztę z USG narządu rodnego i piersi? Do tego cytologia.
Kolejną bzdurą jest dla mnie becikowe jak mamy stałą opiekę lekarską:-) Tylko co to oznacza? U mnie w przychodni to są 3 wizyty + 2 USG.. To jest po prostu żałosne, bo na tej 1 z 3 wizyt trzeba walczyć nawet o badanie na Toksoplazmozę. W cale się nie dziwię, że kobiety do lekarza po prostu nie chodzą....
Chciałabym też zwrócić uwagę na raka piersi i płci przeciwnej.
Notka mądra, fajna i ciekawa.
A co do badań - oczywiście każdy kto umie liczyć wie, że państwu bardziej się opłaca finansować badania zamiast leczyć ciężkie przypadki. Tymczasem jak wyglądają realia? Ostatnio rozmawiałam z kobietą po 50-tce z rodziny obciążonej genetycznie, która próbowała wywalczyć od ginekologa skierowanie na cytologię (wcześniejszą robiła 5 lat wcześniej). Oczywiście dowiedziała się, że jej nie potrzebuje.
Coś mi mówi, że gdyby NFZ nie prowadził polityki zniechęcającej (w stylu jak lekarz wypisze skierowanie na badania, to mniej dostanie za pacjenta, bo mu je odliczą), to nie byłoby takich problemów.
Swoją drogą ja np. w ramach NFZ-tu w ogóle nie jestem w stanie się nawet dostać do gina (wizyt w kontrakcie gin w mojej przychodni ma za mało, żeby bez kolosalnego wysiłku i stania w kolejce od nie wiadomo której rano dało się tam w ogóle dostać).
Jeśli chodzi o badania piersi przez ginekologa, to normalnie coś takiego się nie zdarza. Propozycje wykonania innych badań tym bardziej. My oczywiście mamy prawo do różnych rzeczy, ale NFZ ma monopol, więc płaci tylko za to, co zapisze w kontrakcie (np. za 1/10 badań, które jest w stanie wykonać dana przychodnia).
akurat ja miałam robioną cytologię z inicjatywy lekarza (z tym, że ja byłam "szczególnym" przypadkiem z pewnych względów i to może dlatego ;) ), potem powtarzana, bo wyszła nadżerka (tak - dziewice też mogą mieć!!! kolejny mit, że dziewice nie mają nadżerek :/). jednak po jakimś czasie lekarz tylko patrzył kiedy było wykonywane badanie i po prostu mówił w stylu "a to dopiero za rok" :/
do tego żadnej informacji, czy mogę sobie zrobić prywatnie i za ile. z drugiej strony zachęta do szczepienia na HPV.
tak samo jak u figi - tabletki zapisane bez żadnych badań przed. badanie piersi - na życzenie.
usg narządów rodnych miałam robione chyba tylko dlatego, że byłam "szczególnym przypadkiem".
naprawdę jest mi ciężko ocenić lekarzy, z którymi miałam do czynienia, bo pewnymi kwestiami się interesują, o innych nawet nie wspominają.
Akurat z cyto nigdy nie miałam problemów, ani z badaniami krwi przy braniu hormonów. ale fakt, musiałam się dopraszać USG piersi - bo niby nie przysługiwało mi przed 25 rokiem życia! to JA musiałam tłumaczyć lekarce, że trudno mi badać sobie piersi - ze względu na ich rozmiar i strukturę. W końcu dostałam skierowanie...
Teraz mam innego lekarza, jestem już po 25 r.z. i ogólnie jest ok.
tylko co z dziewczynami, które nie mają świadomości, że trzeba? Które nie będą prosić same?
zostaje liczyc, ze jednak trafia na podobne do tego artykuly :)
choc nie ma co wierzyc w cuda, wiadomo, ze kazda sie nie zbada na usg przed 25rokiem zycia... ale trudno zeby tak bylo jak wiele doroslych kobiet nadal nie robi mammografi, choc im przysluguje :/
A ja jeszcze nigdy nie miałam USG waginalnego. Powinnam?
vihma:"tylko co z dziewczynami, które nie mają świadomości, że trzeba? Które nie będą prosić same?"
są też dziewczyny, które do ginekologa nie chodzą w ogóle, osobiście znam jedną 23latkę i jedną trzydziestokilkulatkę :/ one uważają że nie muszą, przecież są młode i zdrowe.jedna z nich kończy zdrowie publiczne, druga jest naukowcem.
zatrważające i smutne, ale za to jakie szczęściary, przez kawał życia nie złapać infekcji czy grzybka??
no szczesciary pod tym wzgledem - ja bym u ginekologa od 18 roku zycia pare razy do roku i to nie dlatego,ze taka madra jestem i dbam o profilaktyke ;)
ale ostatnio i o to postanowilam zadbac - nastepnym razem pojde i na usg :)
Myślę, że krąży dużo bardzo mocno trzymających się mitów ze wspólnym mianownikiem "ja nie muszę chodzić do ginekologa": "jestem dziewicą, więc nie muszę", "mam stałego partnera, więc nie muszę", "rodziłam już dzieci, więc nie muszę", "już nie uprawiam seksu, więc nie muszę", itd. No bo przecież choroby biorą się z seksu <ironia>.
Apeluję do wszystkich mam: jak wasze córki będą mieć te 16 lat, to wybierzcie się razem na wizytę i cytologię; nauczcie je, że coroczne badanie powinny być oczywistością. Za dużo mam traktuje wizytę u ginekologa jak tabu albo okropieństwo, na które trzeba się decydować w ostateczności; później mamy tabuty dwudziesto-kilkuletnich kobiet, które nigdy nie miały badań.
Mauzonko, świetna notka - przeczytałam z uwagą od początku do końca. Komentarze również dają wiele do myślenia...
A co do samego kalendarza - moim zdaniem jest piękny.
A ja mam taki pomysł.
Założyłyście Lobby, które pełni także szereg innyh funkcji niż wykładanie wiedzy z zakresu stanikologii i lobbowanie porducentów - leczycie z kompleksów, doradzacie w wielu innych sprawach, można to nazwać nawet pochwałą kobiecości ;)
Wierzę, że macie dość sporą wiedzę i doświadczenie z ginekologiami, napewno znajdzie się tutaj kilku lekarek, może stwrzyłybyście małe vademecum z tego zakresu? Na co zwarac uwagę przy doborze ginekologów, jakie badania są niezbędne, jakie panują mity, po czym poznać, że ginekolog źle wykonuje swoją pracę itd?
Wiele dziewczyn nie wie skąd czerpać takie informacje, idzie do lekarza i do głowy jej nie przyjdzie, że np. powinno się robić badania pred zapisaniem tabletek antykoncepcyjnych. A struktury Lobby docierają do coraz większej rzeszy kobiet :)
Co Wy na to? :)
mala_mi: Uwierz mi, Lobby składa się z takich samych kobiet jak ty czy ja. Na pewno znajdzie się tu parę ginekolożek i jeśli założysz odpowiedni wątek na Offtopach to z pewnością uzyskasz wyczerpujące informacje i wiele osób z tego skorzysta, ale Lobby jako Lobby imho powinno pozostać przy stanikach.
Czytam Wasze komentarze i dochodzę do wniosku, że moja ginekolog to cud nie lekarz. Cytologię mam co roku bez żadnego proszenia, badanie piersi przy każdej wizycie, raz gdy mnie coś zakłuło od razu wysłała mnie na USG. Mam 23 lata i nie płaciłam nigdy za nic ani grosza. Poza tym chetnie i wyczerpująco odpowiada na wszystkie moje pytania... myślałam, że tak jest wszędzie?
A co do samego kalendarza to dla mnie te zdjęcia są bardzo piękne. Nie znam się na fotografii, ale po prostu bardzo mi się podobają.
no to juz wiesz, ze tak nie jest wszedzie :)
a usg jajnikow mialas kiedys robione? bo ostatnio byla o tym mowa na stanikowych offtopach i tez nalezaloby je od czasu do czasu robic...
ja przynajmniej o cytologie sie prosic nie musze ale reszty nigdy mi lekarz nie zaproponowal :/
A czy któraś z Was mogłaby polecić jakiegoś ginekologa z Krakowa? prywatnego, publicznego, obojętne?
Koza, to nie jest tak, że te dziewczyny niczego nie łapią, żadnych chorób! Znam takie, które leczą się domowymi sposobami, ew. środkami bez recepty i uważają, że jest ok! Setki razy tłukę do głów, że to może do niepłodności prowadzić, do raka! Ale nie, wiedzą lepiej :]
@Mi - ja chodzę prywatnie do pani dr Kisielewskiej i mogę ją z czystym sumieniem polecić - rzeczowa, miła, z własnej inicjatywy bada piersi, pilnuje żeby wykonywać wszystkie badania... Przedtem chodziłam chyba do sześciu różnych ginekologów i to jest pierwszy, od którego nie mam ochoty uciekać - wręcz przeciwnie.
Tu jest strona gabinetu: http://ginekolog-krakow.republika.pl/
A notka i zdjęcia - wspaniałe. Choć temat trudny, dobrze na coś takiego popatrzeć - że mimo choroby można być tak piękną i kobiecą...
Oj warto się badać, warto!
U mojej najlepszej przyjaciółki wykryto jakiś czas temu (podczas jednej z regularnych wizyt) złośliwego raka piersi (obie) ale... na szczęście wszystko skończyło się dobrze, bo został wykryty w miare wcześnie :)
Miała poważną operacje, ale obyło się bez mastektomii!
Bardzo, bardzo dobra notka. I właśnie od tygodnia-dwóch się "zabieram" zrobić USG piersi - lecę jutro i nie ma przeproś ;)
Notka super.
Sama przeczołgałam się przez procedurę wycinania guzka. Z tej perspektywy mogę powiedzieć, że jeszcze bardziej skrzeczy rzeczywistość po wykryciu. Do badań profilaktycznych USG czy mammografia i idzie się dopchać i są akcje uświadamiające. Za to po uzyskaniu niepewnej diagnozy - 'coś jest, ale nie wiadomo co' nie wiadomo co robić i gdzie się zwrócić. Następna wizyta u lekarza za 3 miesiące, następne USG za pół roku i tak np. przez 16 lat (jak w przypadku mojej ciotki) - czyli czekamy aż się ślicznie uzłośliwi i będziemy ratować życie. Wiecie, że np. warszawskie centrum onkologii nie ma kontraktu na wycinanie nowotworów niezłośliwych - oni chętnie poczekają, aż załapiesz się na ich nowotworowe procedury. Oczywiście jak przeżyjesz w tym stanie proces rejestracji.
Najgorszy jest brak informacji. Mi się w końcu udało paskudę wyciąć i nawet NFZ za to zapłacił. Ale wcześniej było dużo nerwów i morze łez.
ale czego się spodziewać po służbie zdrowia :/
kilka dni temu zamknięto jeden z 4 oddziałów położniczych w moim mieście, a zarazem najlepszą porodówkę...
tfu, miało być "oddziałów ginekologicznych" ;)
Nunia01: Niestety przeszłam podobną drogę, ale ze znamionami na nodze. Pół roku czekania, jak już w końcu się zdecydują gdzie Cię można przyjąć....
USG jajników miałam robione u ginekologa prywatnie. W sumie u jednego na każdej wizycie.
Jak to jest z tym USG waginalnym? Ja miałam zawsze robine normalne,a waginalne tylko w ciąży.
Jedna rzecz wydaje mi się tutaj odrobinę zapomniana. USG piersi jest wprawdzie bardzo ważne, ale dziewczyny, nauczcie się też badać swoje piersi same i róbcie to kilka dni po każdej miesiączce. Wszystkie kobiety z rakiem piersi, które znałam osobiście, zauważyły guzka właśnie podczas osobistego "obmacywania", albo pod prysznicem podczas mycia. Istnieją też bardzo złośliwe nowotwory, które szybko rosną i roczne USG to wtedy żadna gwarancja. Ja takie obrazkowe przedstawienie samobadania do wzięcia ze sobą, znalazałm kiedyś nawet w kabinie sklepu z bielizną (Hunkemoeller). Regularne badania u lekarzy są istotne, ale nie zapominajcie o własnej odpowiedzialności.
Zgadza się, ja wymacałam sobie sama... znaczy się mąż:)
Tylko, że przy niektórych biustach to nie jest łatwe, ze względu na ich budowę, taką węzełkowatą:(
Pracuję w szpitalu onkologicznym. Niestety to prawda, że nowotwory piersi dotykają coraz młodsze kobiety, nawet dwudziestoletnie :(
Badajcie się dziewczyny! Do Poradni Chorób Piersi nie idzie się kiedy coś się dzieje, ale zbadać się czy aby coś się nie dzieje.
Do ginekologa zaczęłam chodzić, jak miałam 15 lat i pojawiły mi się jakieś problemy z okresem, na tle hormonalnym. To był najlepszy lekarz u jakiego kiedykolwiek byłam - badanie piersi bez proszenia, cytologia, waginalne usg, lista badań krwi do wykonania. Sęk w tym, że kosztował ze dwa razy więcej niż każdy inny prywatny gin w mieście.:/
Maith pisała: "Coś mi mówi, że gdyby NFZ nie prowadził polityki zniechęcającej (w stylu jak lekarz wypisze skierowanie na badania, to mniej dostanie za pacjenta, bo mu je odliczą), to nie byłoby takich problemów." Poszłam wtedy z tą listą badań krwi do zrobienia do mojego lekarza rodzinnego, do którego chodziłam od zawsze i który wiedział, że problemy hormonalne (hormony tarczycy) są normalne w mojej rodzinie i usłyszałam, że jeśli on mi to przepisze to go z pracy wywalą (i wiem, że to była prawda)...
Byłam kilka razy państwowo u pani dr, która przepisała mi tabletki z wysoką
(w porównaniu do innych tabletek anty) zawartością hormonów - "bo przecież masz trądzik!" a jakoś nie zauważyła, że ważę ok 42kg. Gdy poskarżyłam się na skutki uboczne (pustynia...), usłyszałam, żeby sobie kupić żel nawilżający i się przyzwyczaić. Efekt? Jeszcze przez rok po odstawieniu tabletek moje życie seksualne było na poziomie raz-na-dwa-miesiące-z-zaciśniętymi-zębami.
Była niedelikatna, w słowach i czynach. Badanie ręczne ("gmeranie") po prostu bolało.
Raz zrobiła mi cytologię - tzn otworzyła drzwi na poczekalnię i zawołała pielęgniarkę, potem pielęgniarka znów otworzyła drzwi a ja cały czas eksponowałam wdzięki na nieosłoniętym fotelu... Ale to była dr z NFZ, najłatwiej osiągalna w mieście (=kolejka od piątej pod szpitalem, od siódmej otwierają drzwi, od ósmej są recepcjonistki, po trzech godzinach czekania słyszysz, ze pani dr przyjmie trzy pierwsze osoby dzisiaj o jedenastej, reszta może iść do domu...). i ta pani prowadziła pogadanki w gimnazjach/liceach - usłyszałam to od jednej znajomej z komentarzem, że nigdy do gina nie pójdzie:/
Oczywiście, dziewczyny niepełnoletnie muszą przyjść z mamusią (ta kolejka od piątej itd.):/
Po kilku takich doświadczeniach (wiele mogłabym opowiedzieć) aż się boję iść do ginekologa...
mala_mi_1985 ----> wiem, że to pewnie nie jest reguła, ale mama zawsze mi powtarzała, że mężczyźni (ginekolodzy) są delikatniejsi i milsi od kobiet. Że badają delikatniej, a także są bardziej wyrozumiali. Ja bym Ci polecała zasięgnąć opinii o innych lekarzach mężczyznach :>
Ja jako pierwszego ginekologa wybrałam lekarza poleconego przez mamę, potem on mnie przekierował z pewnych względów do innego lekarza z tej samej przychodni. Nigdy nie myślałam o tym, żeby iść prywatnie do ginekologa. Tak samo jak nigdy nie brałam pod uwagę ginekologa-kobiety. W sumie oglądała mnie tylko raz kobieta, ale to była konsultacja przy ginie-mężczyźnie, a nie zwykłe badanie wziernikiem itp.
no z tym, że widzę że problem to z rejestracją i dostępnością. ja zazwyczaj się rejestruję kilka dni/tydzień przed wizytą i zwykle wchodzę od razu, ale czasem się zdarza że trzeba czekać np pół godziny. teraz chodzę do małej przychodni na sąsiednim osiedlu, ale wcześniej ten lekarz przyjmował w popularnej przychodni w centrum miasta i w sumie tam też nie miałam żadnych problemów z rejestracją czy długim czekaniem na wizytę.
Tego lekarza prywatnego, do którego chodziłam jako nastolatka, poleciła mi siostra - i to naprawdę świetny lekarz, tyle, że potwornie drogi. Z przyczyn finansowych zaczęłam chodzić do państwowego ośrodka w moim mieście powiatowym i tam jest trzech lekarzy: ta pani, o której pisałam wyżej, ojciec tej pani, który jest jeszcze gorszy (raz u niego byłam) i jeszcze jedna doktor, która podobno jest niezła, ale wiecznie na urlopie i jest może ze trzy godziny w tygodniu. Sposób dostania się na wizytę opisałam wyżej, najczęściej się trafia na tą poprzednio wymienioną bo jest prawie codziennie. O zapisach telefonicznych nie ma co marzyć. Po kilku takich wizytach - kolejka od piątej, nie ma gdzie usiąść, zimno, ciemno, ja wtedy chorowałam często na pęcherz - przestałam chodzić.
A chciałabym znów zacząć - polecicie mi dobrego lekarza w Warszawie, do którego można chodzić państwowo (podobno nie ma rejonizacji i nie muszę chodzić tu, gzie mam lekarza pierwszego kontaktu, prawda?)
Mala_mi: prawda :) możesz iść, gdzie Ci się podoba, a nawet do innego miasta pojechać. Kiedyś na forum gazeta.pl były całe listy dobrych i złych ginów, na różne miasta. Tam też polecono mi bardzo dobrego lekarza w moim mieście. Niestety, później forum robiło remont i dużo rzeczy poznikało, w tym "moje" ginekologiczne forum :( nie mogę znaleźć go do dzisiaj :( ale szukaj, może znajdziesz :)
Kuraiko: ja się z Tobą w 100% zgadzam. U kobiety byłam tylko raz, tak cały czas mężczyźni i teraz "mój" gin to też mężczyzna i uważam, że są o wiele lepsi, delikatniejsi i o dziwo, o wiele lepiej mi się z nimi rozmawia jeśli chodzi o antykoncepcję, choroby, czy jakiekolwiek sprawy.