Dać się pokroić. Czy to już gigantomastia?
Jestem wrogiem rozwiązywania problemów za pomocą noża. W każdej dziedzinie życia (no, może poza kuchnią). Niestety, w tzw. mediach kobiecych nóż chirurga plastycznego jest coraz częściej przedstawiany jako sposób na „problem za dużego biustu”. Tym samym koduje się w głowach kobiet, że rzeczony „za duży biust” jest całkiem częstą przypadłością i może dotknąć każdą z nas, dlatego zawczasu warto rozejrzeć się za dobrym chirurgiem plastycznym w swoim mieście.
Skutków tej idiotycznej polityki trudno nie zauważyć. Na forach internetowych posiadaczki staników w rozmiarze 80G szukają namiarów na dobrego chirurga. Właścicielki 65J pytają, skąd wziąć pieniądze na zabieg redukcji piersi. Na eBay możemy kupić staniki 75G po kobiecie, która już przeszła redukcję. A przecież te wszystkie rozmiary są jak najbardziej normalne i w ogóle nie przeszkadzają w codziennym funkcjonowaniu!
Nie twierdzę, że problem dużego biustu nie istnieje. Owszem, źródłem takiego problemu jest np. gigantomastia, czyli przerost tkanki łącznej piersi. O schorzeniu, zwanym też makromastią, mówi się, gdy masa jednej piersi przekracza 4,5 kilograma. W ostatnim stuleciu udokumentowano niewiele przypadków choroby, ale z reguły ujawnia się w trzech okolicznościach: tuż po pierwszej miesiączce, w trakcie ciąży, lub zaraz po porodzie. Zawsze polega na bardzo szybkim przyroście masy piersi, rzędu kilku rozmiarów miseczki w ciagu tygodnia lub nawet paru dni. W każdym przypadku choroba przebiega inaczej, choć wspólnym objawem jest podwyższona temperatura piersi. U niektórych kobiet, które doświadczyły gigantomastii, przyrost piersi po jakimś czasie cofa się, a rozmiar stabilizuje się na początkowej wielkości. U innych schorzeniu towarzyszy poważny obrzęk, pękanie skóry i rany. W najgroźniejszych przypadkach gigantomastia prowadzi do przerostu piersi o kilkadziesiąt kilogramów. Największe udokumentowane makromastyczne piersi ważyły po 33 kilo.
Geneza gigantomastii nie jest dokładnie zbadana, dlatego jedynym sposobem leczenia schorzenia jest chirurgiczna redukcja piersi lub nawet ich amputacja. Współczesny opis przypadku można obejrzeć na stronie chirurga z Macedonii. Ze zdjęć wyraźnie wynika, że biust gigantomastyczny to nie jest ani 65J, ani nawet 80K. Celowo nie wklejam ich na Balkonetce.
Gigantomastia z opisu to przypadek ekstremalny, niewątpliwie potrzebujący interwencji chirurga dla ratowania życia i zdrowia kobiety. Istnieje jednak także drugie ekstremum, z przeciwnego bieguna — redukcja piersi z przyczyn psychicznych.
Wskutek agresywnego marketingu, jaki towarzyszy operacjom plastycznym piersi, niebezpiecznie obniża się granica, powyżej której biust postrzega się już jako nienormalny i za duży. Na lobbing chiurgów plastycznych szczególnie podatne są młode, dorastające kobiety, którym bardzo łatwo wdrukować niezadowolenie z własnego ciała, a przede wszystkim — biustu.
Wystarczy obejrzeć reportaż z amerykańskiego kanału Discovery Health. Bohaterka, Diana, to piętnastolatka, która bardzo chciała poddać się operacji zmniejszenia piersi. Nosiła „potrójne D” (ewidentnie źle dobrany rozmiar!) i aż trzy staniki sportowe na raz. Nie mogła kupić bikini na ulicznym straganie, bo nie mieściła się w klasycznych trójkątach. Cała rodzina kibicowała jej jednak w podjęciu decyzji o operacji, dzięki czemu voila!, Diana jest o o półtora kilograma biustu lżejsza! Nikt nie powiedział jej wcześniej, że są prostsze sposoby na kompleksy, a redukcja piersi w wieku lat piętnastu to tylko rozwiązanie doraźne, bo jej biust przecież jeszcze na pewno urośnie — czy ktoś słyszał, aby dojrzewanie fizyczne kobiet kończyło się na etapie 15. roku życia?
Operacja chirurgicznego zmniejszenia biustu jest medycznie niewskazana, jeżeli jedna pierś pacjentki waży mniej niż 1,6 kilograma. Konsekwencją zabiegu bardzo często jest niemożność karmienia piersią (choć zdarzają się szczęśliwe wyjątki), z rutynowym niebezpieczeństwem wiąże się także narkoza w trakcie operacji. Po redukcji piersi przez długi czas pokryte są bliznami po szwach i bynajmniej nie wyglądają od razu jak idealne brzoskwinki. Do tego zabieg jest całkiem drogi, w Polsce kosztuje ok. 18 tysięcy złotych. Mimo to kobiety decydują się na taką kosztowną „inwestycję”. Dlaczego?
Moim zdaniem plastyczna redukcja piersi to sposób nie na piękniejszy biust, ale na polepszenie komfrotu psychicznego. Jeżeli kobieta jest przekonana, że za jej niewygodne życie układające się w pasmo porażek winę ponosi „za duży biust”, to taki zabieg może zupełnie zmienić jej podejście do samej siebie. W końcu nie będzie już miała czego obarczyć odpowiedzialnością za swój psychiczny dyskomfort. Poza tym, wydanie sporej sumy na operację plastyczną do także zastrzyk dla poczucia własnej wartości. Wyobraźcie sobie, że ktoś (nawet sama właścicielka biustu) zdecydował się na to, aby wydać równowartość połowy samochodu na polepszenie jej samopoczucia. Sądzę, że gdyby operacje plastyczne były dużo tańsze, cieszyłyby się mniejszą popularnością.
Tymczasem można równie dobrze poporawić sobie komfort psychiczny kupując lepszy stanik. Dobrze dobrana bielizna potrafi zdziałać cuda — bez narkozy, bez skalpela i bez blizn.
Korzystałam ze źródeł na stronach La Leche League International oraz Wikipedii. Pierwsze zdjęcie pochodzi z http://www.plasticsurgery4u.com.


Komentarze: 97 / Dodaj komentarz »
Podoba mi się Twoja teoria o cenach. Hihi... Chyba nawet się zgodzę. A już na pewno z tym, że sposób na urodę w większości przypadków to to nie jest. Zdaje się, że dziewczyna z filmiku miała całkiem ładny biuścik, a przynajmniej biuścik "z potencjałem" jakby tylko o niego nieco zadbać.
10 lat temu gdyby ktoś dał mi pieniądze na operację i obiecał, że nie będzie komplikacji, pewnie bym ją zrobiła, bo wyglądałam tak samo jak ta dziewczyna i miałam podobne kompleksy. Dlatego rozumiem ją i współczuję,że nie trafiła na kogoś, kto pomógłby jej w samoakceptacji zamiast kłaść pod nóż chirurgowi, który cynicznie mówi, że "faktycznie 15 lat to nie jest najlepszy wiek na operację biustu, ale skoro pacjentka zna ryzyko, to nie ma problemu".
Nie zrobiłabym sobie operacji - dzisiaj z tą wiedzą i życiowym doświadczeniem, które mam, chociaż teraz moje piersi są pewnie ze dwa razy większe niż wtedy, ale poczucie własnej wartości też jest dwa razy większe.
Drogie Panie. A czyż nie jest tak, że operacje powiększania i pomniejszania piersi to jedynie, nomen omen, mały wycinek kobiecego "polepszania komfortu psychicznego". Fakt, o tyle ekstremalny, że wykorzystujący skalpel. Ale powiedzcie mi, Drogie Panie, która z Was NIE robi niczego, aby ten komfort sobie polepszyć? Z mojego, męskiego, punktu widzenia, problem ów dotyczy 99% kobiet! Bo czymże są ustawiczne ulegania terrorowi mody, "znawców", producentów i własnym obawom nt. własnej nieatrakcyjności, jak nie poprawą własnego komfortu psychicznego - często (za często!) w sposób irracjonalny albo polegający tylko i wyłącznie na oszukiwaniu samej siebie? Właśnie dlatego krocie zarabiają spece od mody, kosmetyków (zwłaszcza tych cudownych, wygładzających zmarszczki 20-letnich modelek, na co łapią się wszystkie 30-latki i starsze), zabiegów "upiększających", wstrzykiwania botoksu, a nawet fryzjerzy, z radością inkasujący od pań dużo więcej, niż od panów. Proszę nie odbierać tego jako samczego ataku; faceci w ogóle nie dbają o siebie (w przytłaczającej większości), nad czym ubolewam u siebie - więc przeginamy w drugą stronę. Ale powiedzcie, z ręką na sercu - która z Was jest "bez grzechu"?
Ps. ja sam, choć mimo wszystko lubię kobiety "zrobione", to jednak zdecydowanie wyżej stawiam naturalność, wielbiąc krągłości, piersi ulegające grawitacji, dodające uroku i dojrzałości zmarszczki czy nawet tłuściutkie uda. Bo one są ludzkie - piękne ludzkim pięknem, a nie odhumanizowanym...
Pozdrawiam gorąco - jestem stałym czytelnikiem (jako partner biuściastej).
Dobrze dobrana bielizna potrafi zdziałać cuda — bez narkozy, bez skalpela i bez blizn (bez ryzyka, no chyba że kursowego :D no i o ile taniej..! ;P)
myślę że za oceanem panie dużo łatwiej i chętniej ida pod nóż, tam to norma (niestety) u nas luksus. szkoda że nie ma kto tych dziewczyn i kobiet oświecić, że wystarczy dobrze dobrany stanik...
ja dopiero od niedawna jestem stanikowo oświecona - zanim się dowiedziałam co i jak, też myslałam o zmniejszaniu, ale nigdy na serio. miałam cykora i szkoda by mi było kasy (a nie wiedziałam że to aż tyle..!) a czymże jest moje 65GG czy nawet H..? :D w złym staniku - owszem, kaplica, ale w dobrym - czuję się pewna, czuję się piękna, czuję że mam fajny biust (a zawsze go nienawidziłam ;) czuję się lepiej psychicznie i fizycznie :)
Masz rację, jest w tym coś. Tylko, że w przypadku operacji pomniejszania piersi, problem jest poważniejszy, bo perfidni chirurdzy plastyczni często namawiają do niej używając właśnie argumentu o gigantomastii. Tym samym wciskają normalnym kobietom, że ich wygląd jest patologią, a zabieg nie jest kwestią połechtania swojej próżności czy dążenia do jakiegośtam "ideału", a sprawą zdrowia. To trochę jak wmawianie kobiecie o nieco szerszych udach, że ma słoniowaciznę i w związku z tym powinna się odessać.
to wyżej to a propos wypowiedzi Naumy było :)
Naumo, tylko że kupowanie ciuchów, kosmetyków i dbanie o siebie są czynnościami przyjemnymi i relaksującymi. A na pewno nie szkodliwymi i nie niebezpiecznymi dla zdrowia...
Nauma - różnica dla mnie jest taka, że wszystkie inne metody polepszania swojego wyglądu są odwracalne. Makijaż sobie zmyjesz, włosy odrosną itp. Piersi mamy jedne.
Co do fryzjerów. Biorąc pod uwagę straszny poziom skomplikowania i wymyślności większości męskich fryzur (polegających na objechaniu głowy maszynką), to wcale się nie dziwie, że męski jest tańszy. Powiem więcej - dziwię się, że różnica jest tak niewielka.
Z jednej strony, oczywiście - 15 lat i operacja plastyczna, to chyba trochę za wcześnie... A z drugiej - pamiętam, gdy jako nastolatka uparcie ubierałam się w grube golfy i wielgachne koszulki, by ukryć biust 8/ Istota problemu nie leży przecież w wyglądzie, ale w tym, jak my się czujemy z tym, jak wyglądamy. Szczególnie nastolatki chcą być ładne, chcą się podobać, ale jednocześnie muszą czuć się akceptowane i podobne do innych ze swojej grupy. A tu wiadomo, hormony buzują, chłopaki rzucają dwuznaczne tekściki, dziewczyna czuje się źle i obwinia za to samopoczucie - biust. Wtedy łatwo o decyzję o operacji, jako o pozbyciu się problemu. Tylko że przypuszczalnie za jakieś 10 lat, nabrawszy z wiekiem pewności siebie (i zakupiwszy odpowiedni stanik), potrafiłaby zrobić z tego biustu swój atut, a nie problem. No ale tego już nigdy się nie dowie, bo dała się pokroić 8/ Oby jej to wyszło na dobre.
Obejrzałam ten filmik z zepsutymi słuchawkami, więc może czegoś tam nie dosłyszałam, ale nie podobała mi się postawa bliskich tej nastolatki.
Jasne, dziewczyna może i chcieć zmniejszenia piersi, ale mama, która jej w tym kibicuje jest...dziwna. Żeby nie powiedzieć zazdrosna.
No bo czego ta dziewczyna się nauczyła? Że chirurg plastyczny rozwiązał jej problem. Chyba matki innych rzeczy powinny uczyć córki.
Przed operacją dziewczyna jest smutna, narzeka, po niej biega sobie radośnie po plaży w bikini.
Pokazali jej biust przed operacją, ale "po" już nie (w sensie-z ewentualnymi bliznami). Nie usłuchałam tez nic o rekonwalescencji typu :noszenie bielizny korygującej po operacji.
Po prostu jasne przesłanie: operacja rozwiązuje problemy.
Z łatwością mogę sobie wyobrazić scenariusz podobnego filmu o powiększeniu biustu (choćby u nastolatki).
Zatem przesłanie jest szersze: wszystko można zoperować, poprawić operacyjnie.
Już widzę przed oczami dziewczyny wychodzące z klinik chirurgii plastycznej jak z fabryki lalek Barbie: każda podobna.
A poza tym, śmieszy mnie, że właśnie w USA, w filmach duży biust jest pokazywany często jako obiekt pożądania, ale gdy już trafi się prawdziwy to jest on odbierany jako wynaturzenie. To jest śmieszne!
Zupełnie jakby nie można było być ładnym z natury, a tylko przy pomocy skalpla i czegoś więcej.
Na forum literackim, gdzie rozmowy schodza w roznych kierunkach, a trzon towarzystwa stanowia Amerykanki, reakcja na bohaterke opowiadania z biustem 32JJ były Wielkie Oczy. I głębokie niedowierzanie, ze istnieje cos TAK OGROMNEGO. Wkleiłam linki do Stanikomanii, gdzie właśnie znalazłam jakąś prezentowaną migrującą, która skończyła właśnie na 32JJ.
Reakcje były ogolnie niedowierzające.
Dodam, że w opowiadaniach, gdzie z różnych powodów jest wspominany Wielki Biust bohaterek to taki megapotwornieogromny to 34D. Oczywiście opowiadania Amerykanek... ;)
Drogi Nauma. Nie wydaje mi się, by problem podporządkowania się modom i presjom estetycznym dotyczył w 99 procentach kobiet. Mężczyźni na świecie wydają też mnóstwo pieniędzy na środki na porost włosów, przedłużają sobie w przeróżny sposób penisy i korzystają bardzo chętnie z odmładzających technik operacyjnych. Męski fryzjer w zachodnim salonie też bywa piekielnie drogi. Że polscy mężczyźni zaniżają te statystyki, to tylko sprawa czasu. Gdy kobiety staną się tu na tyle samowystarczalne finansowo, że zaradność, portfel, a nawet inteligencja mężczyzny stanie się sprawą drugorzędną w doborze partnera, to i Polacy zaczną bardziej dbać o swój wygląd. Być może nasze aktualne kobiece problemy z atrakcyjnością fizyczną staną się wtedy dla nich bardziej zrozumialne. ;-)
Nie sądzę, by ta matka była zazdrosna o córkę. Z jakiego powodu? W świecie, którym żyją, duży biust uważany jest za problematyczny i matka chce na pewno zaoszczędzić córce nieprzyjemności. A że innego sposobu nie zna... Poza tym matka wygląda na osobę ceniącą sobie szczupłą, sportową sylwetkę. Nie wszystkie kobiety mają kompleksy na temat mniejszego biustu.
pierwszalitera: co do komentarza Naumy- mi też przychodzi na myśl na przykład wstrzykiwanie sobie botoksu przez mężczyzn, nie tylko takich pokroju Jacykowa, ale bogatych przedsiębiorców, prezesów firm. Faktycznie jest tak, że mężczyźni też dadzą się "pokroić", czy wstrzyknąć sobie to i owo, żeby lepiej wyglądać. Jakieś dwa lata temu czytałam o tym tekst- botoks stał się wśród panów popularny, bo pomaga zrobić wrażenie w pracy. Ot, tyle. Tak samo operacje plastyczne- temat do podśmiewania się ze zdesperowanych kobitek, a przecież mężczyzn to dotyczy w takim samym stopniu.
a_girl: myślę, że w swoich przemyśleniach bliska jesteś prawdy- dziewczyna decyduje się na operację, bo myśli, że jej biust jest patologią. Dąży do normalności, a nie do jakiegoś ideału piękna.
malagracja: ja napisałabym raczej, że matka może być zazdrosna o córkę. Znam takie przypadki, choć może bardziej zakrawa to na przypadek, gdy matka postrzega wygląd córki jako coś "nieprzyzwoitego". Coś na zasadzie "nie wypada mieć takich wielkich piersi", skojarzenia głównie z dziewczynami z pornosów etc.
no dobra,przyznam sie...ja jeszcze jakies 3 lata temu marzylam o operacji zmniejszajacej biust(GG).nienawidzilam swojego biustu i wstydzilam sie go..przyjaciolka i rodzinie plakalam ze wygladam jak "dojna krowa" "maciora" i inne takie...nie zrobilam tego tylko z braku funduszy.na szczescie!teraz jestem dumna ze swojego o biustu i bardzo chetnie go eksponuje,zawsze wkladam duze dekoldy i wiem jak to dziala na plec przeciwna ;)
tylko ze ja otrzymalam pomoc psychologiczna i brafiterska...
Obawiam się jednak, że autorka artykułu pojęcie o operacjach plastycznych ma nikłe. W Polsce u czołowych chirurgów plastyków operacja pomniejszania piersi kosztuje od ok. 8 do 12tys.zł. Siedzę w temacie już od jakiegoś czasu i wiem, że dziewczyny zmniejszają biust nie ze względu na jego ROZMIAR, ale na jego WYGLĄD. Polecam galerie kilku dobrych chirurgów:
http://www.chp.pl/index2.php?status=3...
http://www.chirurgiaplastyczna.biz.pl...
http://www.niemkiewicz.pl/galeria.php
I forum, gdzie można poczytać o dziewczynach po zabiegu: http://www.beautywpolsce.com/forum/
Ja mam wrażenie, że rodzice tej dziewczyny (i ona też) bezkrytycznie podchodzą do norm, jakie obowiązują w ich otoczeniu. Jeśli nie można kupić bikini na straganie, to trzeba zmniejszyć biust, zamiast poszukać gdzie indziej. Jeśli córkę spotykają chamskie odzywki, to trzeba zmniejszyć biust, zamiast olać palantów. I tak dalej. Panicznie boją się wykraczania poza te normy i ta operacja jest dla nich jedynym sposobem pomocy córce. A chirurdzy plastyczni cynicznie, wykorzystują ich obawy i niewiedzę, łamiąc przy tym zasady etyki lekarskiej. Przecież tej dziewczynie mogą jeszcze urosnąć piersi? A co, jeśli będzie chciała potem karmić? Może dowiedzieli się o skutkach ubocznych poza kadrem, ale tego typu informacje nie powinny być wycinane z czegoś, co jest pokazywane na kanale pretendującym do miana edukacyjnego. Moment, kiedy ten facet mówi, że bohaterka może się wydawać młoda, ale jeśli chce sobie zrobić operację, to w porzo, był przerażający.
A co do komentarza Naumy: ja (i większość znanych mi kobiet) widzę dość jasną granicę między tymczasową maskaradą polegającą na zmianie fryzury albo nałożeniu makijażu, a poważną ingerencją chirurgiczną w imię dopasowania się do jakichś arbitralnie ustalanych norm. Naprawdę, w moim kosmosie beztroska gotowość na ryzykowne ingerencje we własny wygląd dotyczy znacznej mniejszości. O co chodzi z oszukiwaniem samej siebie? Przecież ta dziewczyna akurat nie oszukuje samej siebie, biust zmniejszyła i on jest (na razie) widocznie mniejszy. Natomiast ja myjąc włosy zapewne oszukuję samą siebie, że się nie przetłuszczają i nie brudzą:) Nie to, co widziany przeze mnie dziś na ulicy pan z długimi siwymi włosami przyklejonymi do czaszki, on był stuprocentowo szczery.
Vi: być może masz rację, autorka zapewne nie siedzi w temacie, ale całość tekstu ma, przynajmniej moim zdaniem, przesłanie takie, że operacja to niekoniecznie dobre wyjście. Zresztą- my, biuściaste, oceniamy to tak, a nie inaczej, bo zapewne niejedna z czytelniczek ma właśnie taki biust jak dziewczyna z filmu, i ma się z nim całkiem dobrze.
Poza tym, co do wyglądu- nie znam żadnej kobiety, która by się urodziła ze źle wyglądającym biustem :P
Lata spędzone ze źle dobranymi stanikami robią swoje, są też inne sytuacje, które powodują bardzo nagłe "klapnięcie" piersi. Ale nie uważam tego za powód do operacji, a przynajmniej w moim przypadku tak nie było.
@Vi,
słuszna obawa, rzeczywiście mam nikłe i czysto teoretyczne pojęcie na temat operacji plastycznych, z czym zresztą nigdzie się nie kryję. Cenę 18 tys. wzięłam z artykułu "Jak dbać o biust?" (nomen omen) z najnowszej Olivii, w którym podaje się, że własnie tyle kosztuje chirurgiczna redukcja piersi.
Nie znam też środowiska amatorek plastyki piersi tak dobrze, jak ktoś, kto siedzi w temacie. Ale często spotykam na forach internetowych wypowiedzi, z których jednoznacznie wynika, że kobiety myślące o redukcji nie chcą mieć "tak wielkiego biustu", a nie, że chcą sobie po prostu poprawić jego wygląd, zachowując tę samą wielkość. Nie bez przyczyny zabieg redukcji nazywa się zabiegiem redukcji właśnie...
Charakterystyczny obraz rzeczywistości: kobiety z dużym biustem (oczywiście te nieuświadomione stanikowo) marzą o pomniejszeniu biustu, zaś te obdarzone nieco skromniej - o powiekszeniu. Zastanawiam się tylko nad tym, jaka wielkośc biustu jest wzorowa według jakiegoś dziwnego kanonu panującego wśród zakompleksionych kobiet?
Nie istnieje taka wielkość w kanonie zakompleksionych kobiet ;). Najlepiej, żeby piersi były składane i można je było zwiększać i zmniejszać w zależności od sytuacji i własnego widzimisię :P
Amerykanie to jednak pokręcony naród jest... chirurgia plastyczna i u nas ma się nieźle z tego co czytam w necie, chociażby wątek wizażowy o powiększaniu piersi, chyba żadna z tamtych dziewczyn nie ma bladego pojęcia o dobieraniu bielizny.
a jaki jest ten idealny rozmiar, do którego tak dążą kobiety? pewnie duże C;)
No obejrzałam sobie te linki podane przez Vi - zwłaszcza ten trzeci pokazuje kobiety o biuście _przeciętnej_ wielkości , może czasem nieco zaniedbanym przez lata noszenia niewłaściwej bielizny. Jeśli przyjąć za normę, że taki wygląd to już jest nie do zaakceptowania, to podejrzewam, że ok 3/4 kobiet w pewnym wieku według tych "dobrych" chirurgów kwalifikowałoby się pod nóż, w tym i ja.
Szczerze mówiąc, robie mi się strasznie jak sobie o tym pomyślę tzn. o silnych męskich dłoniach chirurga plastycznego który ma być panaceum na wszystkie kompleksy kobiet...Czy to dotyczące biustu czy innych części ciała.
@Malagracja: Wybacz proszę, ale punkty, które wymieniłaś nie prowadzą do zazdrości. Zazdrość jest wtedy, gdy pożądamy czegoś, czego sami nie posiadamy i to coś jest pewną pozytywną (dla nas) wartością. Nie wydaje mi się, że matka zazdrości córce dużego biustu. Ma on dla niej raczej negatywną konotację i kobieta pragnie swoją córkę od problemów związanych z dużym biustem uwolnić. Jeżeli sama nie dostrzega w dużym biuście nic pozytwnego, to nie można mieć do niej pretensji, że nie potrafi pomóc córce uwolnić się od kompleksów w inny sposób. To może jest smutne, ale rodzice, to nie są wszystko wiedzący i wszystko potrafiący eksperci, dlatego nie można zawsze zarzucać im złą wolę. Często jest to tylko niewiedza. Być może nawet własne kompleksy, ale nikt nie jest przecież doskonały. Pomyśl o tym, zanim znowu zarzucisz komuś zazdrość. ;-) W tym przypadku jest raczej tak jak pisze palacsinta, rodzice chcą dopasować się do normy i wybierają ich zdaniem najprostszą i najlepszą drogę. Sami chyba nawet nie zdają/ zdawali sobie sprawy z ewentualnych konsekwencji i zagrożeń.
Vi - na dla mnie cały problem właśnie w tym, że jakoś nie widzę drastycznych zmian jakościowych na tych zdjęciach. Ilościowe owszem, ale żeby tak szczególnie pięknym kształtem powalały.... Buły pod pachą często ja były tak są, symetria pozostawia często wiele do życzenia, i sklapłe taka samo jak były - OK może nieco wyżej, ale nie nazwalabym tego jędrnością. Ma to tylko związek z wielkościa. Wiadomo, że wiotkie 70K bedzie niżej niż wiotkie 70D. No i do tego te seksi blizny.
Nie twierdzę przez to, że piersi asymetryczne sa beee... Nie w moim odczuciu (patrz niżej). Ale w kategoriach naszych ideałów są, a podobno operuje się człowiek dla osiągnięcia ideałów.
Może ślepa jestem, albo ma wypatrzony gust.
Nawet najbardziej obwisłe piersi wsadzone w dobry stanik dostają przyzwoitego kształtu. OK, może nie będą to dziewicze jabłuszka (po operacji zresztą tez nie będą), ale KAŻDE bedą sie trzymać poziomu klatki:) czyli rozwiązujemy problem pt. źle wyglądam w ubraniu.
Problem pt źle wyglądam nago tez nie zostanie rozwiązany. Co z tego, że niby jędrniejsze? Do czego służą piersi nago - do tarmoszenia w sytuacjach łóżkowych:P Blizny nie są przyjemne do tarmoszenia. Ewentualnie do oglądania w lustrze. Blizny w lustrze też się zle oglada.
Kwestią karmienia już może przemilczę, bo tłumaczy się sama.
Jedyny "problem" który to rozwiązuje to rozmiar. Chyba nie trzeba byc specjalistką by do tego dojśc.
OK, jestem w stanie się zgodzić że niekiedy rozmiar jest problemem. Nie wiem czy to jest 80K czy 65LL - wydaje mi się, że to kwestia indywidualnej wytrzymałości organizmu. Zdaje sobie sprawę z tego, że przy bardzo dużym biuście może boleć kręgosłup i ramiona MIMO dobrego stanika. Może wtedy warto się zastanowić nad operacją. Ale do cholery to NIE JEST rozmiar w stylu F czy G (przy prawie dowolnym obwodzie), a panowie od plastyki usiłują kobietom wmówić, że to jest to. I tak samo nie jest to 1000ml na pierś. Była na ten temat kiedyś dyskusja na lobby. Z ciekawości zmierzyłam. Przy 34F/75G (czyli pełne przeciętniactwo rozmiarowe) wychodzi prawie 1000ml:)
I tu tez nie trzeba byc specjalistą by zauważyc, że robi sie kobietom wodę z mózgu w wiadomym celu. Wystarcze trochę trzeżwego, pozbawionego kompleksów i uprzedzeń myślenia.
Poza tym, jak zauważono każde naturalne piersi sa z natury ładne. Jeśli nie są ładne to na 99,99% z winy właścicielki. Może powinniśmy sobie raczej rozwinąć kulturę dbania o ciała i odpowiedzialności za nie, zamiast kultury chirurgii plastycznej?
właśnie uświadomiłam sobie, że pomysł zmniejszenia piersi ani razy do głowy mi nie przyszedł, ani teraz ani za czasów stanikowych grzechów.
@Vi jeśli o różnice wyglądu, to dla mnie nie są powalające, i co by się nie mówiło blizna pooperacyjna piękna nie jest, nawet po latach nie znika (wiem, bo mam).
ja nie jestem przeciwniczką operacji tego typu, ale mydlenia oczy kobietom, że operacje są im potrzebne.
owszem niektórym są i to szanuje i popieram takie decyzje, ale muszą być świadome i poprzedzone szukaniem innych rozwiązań, a nie tak jak u dziewczynki z filmu.
@malagracjo zazdrości matki nie widzę, raczej jej brak wiedzy i brak wsparcia dla córki
A_girl:
Też fakt. Aczkolwiek uważam, że największym "wmawiaczem" jest sama kobieta albo jej usłużne "ptzyjaciółki"...
Ponura:
Polemizowałbym :) Przymierzanie kilkunastu ciuszków tudzież wąchanie masy flakoników stresuje wiele kobiet, niszczy śluzówkę nosa :) i na pewno nie jest relaksujące dla faceta, który ciągany jest po sklepach i zmuszany do płacenia :)
Odziak:
Co do odwracalności to zniszczenie sobie skóry i włosów masą kosmetyków NIE jest odwracalne w każdym przypadku. Aczkolwiek zgodzę się, że nie da się tego porównać bez zachowania skali do cięć skalpelem - dlatego nazwałem to extremum...
PierwszaLitera:
Odnoszę wrażenie, że 99% kobiet (pomijam te w czadorach, w dżunglach i na szczytach gór) maluje się przynajmniej raz w tygodniu. Może jestem skrajny w swych poglądach, ale tak uważam... Po prostu wyznaję pogląd, że NAJPIĘKNIEJSZA jest naturalność, zadbanie. Wręcz czuję się oszukany, gdy zaczyna sypać się puder, rzęsy okazują się być wydłużone jakimś smarem, a na szklance odciska się szminka...
@Nauma: Jestem pewna, że czytano ci, albo opowiadano w dzieciństwie bajki. ;-) Otóż zawsze tam, gdzie do rozdania była jakaś królewna, to kandydat wykazać musiał się albo odwagą i ukatrupić smoka w bezpośredniej walce, albo załatwić gada sprytem. Nigdzie nie wymagano od niego, by miał gładkie lico. W przeciwnym przypadku jednak, gdy do ożenku skory był królewicz, to sprytne brzydule dostawały tylko po nosie. Królewicz brał zawsze najpiękniejsze dziewczę. Czasem musiało ono otrzepać najpierw twarzyczkę z popiołu i założyć piękne pantofelki, by królewicz poznał się na jej wartości, czyli urodzie, ale zawsze się opłacało. Dlatego my też teraz pucujemy buzie pachnącymi mydełkami i próbujemy innymi mazidełkami pomóc odrobinę naturze. Być może jakiś tam parobek wziął by nas i tak, jako naturalnego Kopciuszka, ale my chcemy niestety, zawsze królewicza. ;-)
Nauma, ale why?
Rozumiem politowanie dla bezrefleksyjnego chwytania się wszelkich środków, byle tylko się dopasować się do jakiejś wyimaginowanej miarki. Ale niby czemu czujesz się oszukany, kiedy kobieta się fajnie, modnie się ubiera i maluje? Przecież to nie jest tylko perfidny sposób na złapanie w sidła samca (może trochę też, ale w dużo mniejszym stopniu niż się mężczyznom wydaje, chyba), to też pewien sposób na eksperymentowanie z własnym wyglądem. Dla dla mnie np. malowanie się, dobieranie kolorów to jest dzika frajda. Uwielbiam siedzieć przed lustrem i patrzeć, co się stanie, jak se rzucę na powiekę np. niebieski i zielony razem ;). Dla frajdy też zmieniłam też ostatnio kolor włosów. Nie dlatego, że mój naturalny mi się nie podoba i że dążę to jakiegoś włosowego ideału. Po prostu chciałam spróbować czegoś nowego i wyglądać inaczej. Kupę radochy mam z tego :). Myślę, że wiele kobiet ma podobnie. Nie dla męskiej satysfakcji kupujemy sobie kolejne niebieskie szpilki albo dziesiątą parę kolczyków :P.
Operacja to już jednak coś innego, wydaje mi się. Nie idziesz pod nóż dlatego, że lubisz. Myślę, że jeśli kobieta decyduje się na tak poważny zabieg, to musi być bardzo zdeterminowana, a jej motywem nie jest "przyszła wiosna, może by coś tak zmienić".
I jeszcze dla wyjaśnienia, gdyby ktoś chciał zauważyć, że z moimi bajkami piszę nie na temat. ;-) Wydaje mi się, że takie apele, jak u naumy: dziewczyny, po co wy się malujecie, stroicie, operujecie, wynikają z całkowitego niezrozumienia kontekstu. Przecież nie robimy tego dlatego, bo jesteśmy z natury próżne i mamy za dużo wolnego czasu! W naszym społeczeństwie kobieta ma być atrakcyjna fizycznie i odpowiadać standardom urody. I nawet taka wyemancypowana feministka, jak ja (cha, cha, cha), nie potrafi wyzwolić się całkowicie od tego wewnętrznego przymusu. Ja miałam szczęście, w gruncie rzeczy podobam się sobie, ale nie wiem jak bym zareagowała, gdbym miała na przykład kompleks za dużego biustu. Mam nadzieję, że zdecydowałabym przeciwko operacji. Ale, że jakiś wielbiciel naturalności czuje się oszukany z powodu mojego sypiącego się pudru, to już na pewno nie powód do zawracania sobie głowy. ;-)
Artykuł świetny - mądrze i sensownie tłumaczysz problem. Zdjęcia prawdziwej gigantomastii powinny wystarczyć do zrozumienia, jak często to określenie jest zwyczajnie nadużywane.
Też mnie przeraża, kiedy licząc na niewiedzę kobiet wmawia im się, że na problemy wywołane złym rozmiarem stanika koniecznie muszą... zoperować sobie biust.
Nauma: Dlaczego nie napiszesz tego co myślisz inaczej?
Wystarczyłoby, żebyś napisał, że lubisz naturalne kobiety, takie, które się nie malują, że nadmiar makijażu Cię odstrasza, nie podoba Ci się chęć robienia "poprawek chirurgicznych". I że takich kobiet znasz bardzo mało. Wszystko byłoby dobrze :)
Wydaje mi się, że już mniej więcej rozumiem o co chodzi, tylko że pisząc tak, jak napisałeś- mierzysz każdą kobietę tą samą miarką. To jest jak sugestia- wszystkie jesteście takie same, tylko fatałaszki i kosmetyki wam w głowie, wszystko łącznie z operacjami.
Wiem, że to nie miał być "atak", ale wyszło jak wyszło.
Jeśli chodzi o te "bez grzechu"- notorycznie kupuję jakieś kosmetyki, a potem je wyrzucam, bo zanim zdążę je wypróbować- kończy się termin ważności, bo one tylko leżą i leżą... :P
Nie, no ja akurat jestem próżna jak diabli :P. Być może wmówiło mi to patriarchalne społeczeństwo, ale ja lubię róże w ładnych pudełeczkach, cienie we wszystkich kolorach tęczy, tusze i perfumy. Ale z drugiej strony prawdą jest, że w makijażu (o ile nie zrobię sobie czegoś naprawdę ekstrawaganckiego) wzbudzam większe zainteresowanie niż bez. Mi się wydaję, że to gadanie o naturalności to jest taki pic na wodę. Mężczyźni chcieli by, żeby kobiety wyglądały jak umalowane będąc nieumalowane :P. Wilde kiedyś pisał, że kobiety są jak parówki - najlepiej nie wiedzieć, jak się je przygotowuje. I myślę, że taki jest właśnie stosunek wielu mężczyzn ;).
"kobiety są jak parówki - najlepiej nie wiedzieć, jak się je przygotowuje."
:DDD Świetne!
Ale byki w moim poście. "Chcieliby", of kors. Nigdy więcej chodzenia spać po drugiej :P.
Siostra koleżanki idzie na operację pod koniec miesiąca - musi sobie podnieść biust po dzieciach. Jakby nosiła dobrze dobrany stanik, to pewnie nie trzeba by było podnosić:(
A tak poprawi sobie samoocenę, uszczupli skarbonkę męża, zainwestuje w siebie i będzie szczęśliwa. Oby bez powikłań.
A o stanikach słuchać nie będzie, to nic nie pomaga, przecież jej dobrali w sklepie D. Koleżanka z mniejszym biustem nosi 65 G, a jej z sylwetki i odniesień do biustu jej mamy i siostry wróżę 70 G czy GG - czy to trzeba operować?
Lekarz zarobi a siostra koleżanki będzie ciężko pracować żeby biust znowu opadł. Bo pewnie po podniesieniu zmieni miskę na C.
Całkowicie jej się nie dziwię, że zdecydowała się na operacją. Jej piersi wyglądały okropnie, wisiały, po prostu były bardzo brzydkie. Na jej miejscu też bym się zdecydowała na operację.
Dziewczyny - jeśli ktoś tak jak Nauma uparcie "nie widzi" różnicy między mierzeniem ciuchów przed kupieniem a zrobieniem sobie operacji, to znaczy, że to tylko zwykła prowokacja.
Autorka tego tekstu nie jest maniakalną zwolenniczką naturalności za wszelką cenę, tylko zwolenniczką zdrowego rozsądku. I z tego (sensownego) punktu widzenia został napisany ten tekst :)
@anowi - dzięki! Mam taki biust i w życiu nie nazwałbym go brzydkim.
Bardzo madry tekst!
Oburza mnie, ze operacje przeprowadzono u pietnastolatki, ze i matka i lekarze sie na to zgodzili, ba namawiali na to!
Przypominam sobie siebie w wieku 14-15 lat. Mialam wtedy fiksacje na punkcie ...nosa.
Marzyl mi sie malutki zadarty nosek, a zostalam obdarzona pokaznym kinolem. Na szczescie moi rodzice wyjasnili mi spokojnie, ze o operacji bedziemy rozmawiac jak skoncze 18 lat...czyli nie od razu.
Minal rok, poszlam do liceum i jakos zajelam sie czyms innym i coraz mniej myslalam o nosie. A w wieku pietnastu lat spotkalam dawno nie widziana kolezanke...ktora zrobila sobie operacje zmniejszenia nosa, wlasnie taka o jakiej ja marzylam przed laty. Ktora to operacja wlasciwie niczego nie zmienila w jej twarzy - nie wygladala zle, ale tez nie stala sie po niej ladniejsza.
Wtedy mysle ze ostatecznie przeszla mi obsesja nosowa. A moj nochal uwielbiam i nie zamienilabym go na zaden malutki.
Koncze te przydluga dygresja nosowa : chce przez to powiedziec, ze nastolatki maja prawo zle sie czuc w swoim ciele, ktore zmienia sie tak gwaltownie. Dlatego rola rodzicow i lekarzy jest pomagac im w akceptacji siebie a nie namawiac do zmian. Komus, kto nie nauczy sie akceptowac swoich wlasnych niedoskonalosci, bedzie trudno cieszyc sie zyciem.
http://www.pudelek.pl/artykul/14900/s...
wpadki gwiazd - ubezpieczyla swoje piersi a pozwala zeby miseczka sie w nie wpijala ?!
@Dorotek: To zupełnie nie na temat. Na dodatek nie chodzi o zdjęcie z prywatnego albumu modelki, tylko o jej pracę. Myślisz, że modelki mogą wybrać sobie "ubranie robocze"?
I tu kochana Balkonetko po raz pierwszy się z Tobą nie zgadzam i zupelnie nie dziwię się owej 15 letniej panience, że zrobiła co zrobiła. Współczuję jej serdecznie.
Ja tez je współczuje serdecznie, bo miała śliczny biust (tak się przynajmniej wydaje z marnej jakości filmiku) i pozwoliła go sobie zniszczyć na dodatek za własną kasę:P
Panienka była w sytuacji, w której jej wszystkie problemy mógłby rozwiązać dobry stanik. W sumie szkoda, że nie poszperała sobie w internecie właśnie na ten temat. Ale łatwiej pójść pod skalpel niż poszukać właściwej bielizny i garderoby.
Gdybym była przekonana, że muszę nosić trzy staniki sportowe na raz by podtrzymać mój biust (to niby na zasadzie, ze 3 razy C= GG?:P) i miała na zbyciu pare tysięcy też pewnie zdecydowałabym się na taką operację.
Myślę jednak, że jak trochę dorośnie to będzie tej decyzji żałować. Pozbyła się pięknego, własnego biustu na rzecz średniego ze sporymi bliznami. Ciekawe czy ich będzie się wstydzić?
Zwłaszcza kiedy jej koleżanki-rówieśnice trochę podrosną i okaże się, że jej naturalny biust nie był wcale takim kuriozum jak jej sie wydawało.
Poza tym straszny to świat, w którym nastolatkom, które zwykle mają kompleksów na tony, z których prędzej czy później wyrastają funduje się operacje plastyczne.
Niestety problem tej nastolatki nie mogl byc latwo rozwiazany dobrym stanikiem, poniewaz w Stanach dobrego stanika to ze swieca szukac. Po prostu NIE MA miseczek wiekszych niz DD czy DDD w kazdym obwodzie. Co wiecej, obwody zaczynaja sie od 70. Mowie na przykladzie Nowego Jorku, moze gdzie indziej jest lepiej, ale watpie. Musialaby sprowadzac stanik brytyjski przez internet, a ta przyjemnosc kosztuje ok $70 za np.Freye. Ale aby to zrobic, musialaby byc uswiadomiona stanikowo, a na to szanse w Stanach malutkie.
ten filmik jest bardzo smutny.
było już tutaj dużo wypowiedzi, że to zła decyzja i jak rodzice mogli się na to zgodzić dla 15 letniej córki! oczywiście zgadzam się.
Ale popatrzcie: czy ci rodzice są normalni patrząc na fakt, że robią z tej operacji filmik dokumentalny?? Kamera lata po ich domu i u lekarza filmując nagie dziecko (jak wybryk natury który MUSI być udokumentowany). Ot cały problem: w rodzicach.
@ Ananke:
problem ze znalezieniem dobrego stanika nie jest powodem do operacji! My wszystkie też miałyśmy ten problem, aby kupić w zwykłym sklepie biustonosz na nasz biust. Ale zaczęłyśmy szukać, grzebać w necie, aż trafiłyśmy na Lobby :) I chwała Panu za to.
Nie wiem jaki jest bilans plusów i minusów operacji piersi (czy to redukcji czy podnoszenia), ale dla mnie minimalna granica to 30 lat, tak aby nie narobić głupstw.
Wiecie, u nas kilka lat temu największą dostajna w handlu miską było E, czyli DD. Handel internetowy w powijakach i UK zapomnij. Pomijam Avocado i inne takie ze względów cenowych i dostępności ogolnopolskiej (czyli to samo co Freya a USA) i jakoś nikt z nas się nie pociął jeszcze.
Sama miałam w tym mrocznych stanikowych czasach nosiłam zwężane 80E/85D, wkurwiałam sie mocno bo "kocham szyć" a i tak w efekcie stanik nie leżał za fastynująco. I miałam naście lat i nie płakalam.
Może to zasługa naszych super zarobków. Przynajmniej do czegoś się przydają:P
Ananke: a amerykańskie Figleaves?
Myślę, że nie mają wcale gorzej od nas w kwestii staników dd+.
I jakaś biuściasta społeczność też się znajdzie
Komentarze w stylu: "mogła poszukać w internecie" są naiwne. Wiele z nas dowiedziało się bowiem o możliwości dobrego stanika zupełnie przypadkiem. I nasze polskie, masowe Lobby, to zjawisko zupełnie wyjątkowe. Jestem pewna, że wrzucając do amerykańskiego Googla pojęcie gigantomastia, a o takiej diagnozie dziewczyna i jej rodzice byli przekonani, znajdujemy tylko kliniki proponujące operacje. Czasem trzeba też wiedzieć czego się szuka, a większość z nas była przed uświadomieniem przecież przekonana, że to nie bielizna, tylko nasze ciało wymaga korektury. Jestem pewna też, że im więcej osób u nas będzie stać finansowo na takie zabiegi, tym wyżej skoczą operacyjne statystyki. Przypisywanie rodzicom i dziewczynie jakiejś amerykańskiej patologii to bzdura. Wcale nie jesteśmy bardziej świadomi, a liczba kobiet dobrze ostanikowych nie jest jeszcze u nas taka duża.
ja trafiłam na lobby i to wszystko poprzez wpisanie w google: dobry stanik, duży biust, sklep katowice. Przecież to naturalne.
No pewnie, że bardzo malutko kobiet jest dobrze ostanikowana. Mam nawet wrażenie, że nie wiele osób się przejmuje swoimi piersiami.
Ja nie potępiam operacji biustu, jeśli jets to rozsądne.
Operacja zmniejszenia biustu 15-letniej dziewczynki i zrobienie z tego programu jest dla mnie nienormalne ;/
@shkrab: Jasne, tylko skąd wiedziałaś, że rozwiązaniem twojego problemu jest dobry stanik? I spórbuj zrobić to samo w amerykańskim googlu. Ciekawe jestem co wyskoczy na pierwszych piętnastu stronach, gdy podasz pojęcie duży biust? Widzisz, ja wrzuciłam właśnie do niemieckiego googla pojęcia: duży biust i dobry stanik. W odpwiedzi dostałam na pierwszym miejscu sklep z miseczkami do G, potem porady na odchudzanie i jak ukryć duży biust, artykuł o bólach kręgosłupa i kilka zrozpaczonych pytań właścicielek rozmiaru 85F, na które ktoś podaje namiary na minimajzera Triumpha. Nawet nie zdajesz sobie sprawy jak dobrze mamy w Polsce. ;-) A że ktoś robi program o operacji dziewczynki, to w Ameryce normalne. Tam ludzie nie mają problemu z wywalaniem prywatności w telewizji, to nie jest chore, tylko częścią ich kultury. A przy okazji zwróci się rodzinie może częśc kosztów operacji. Nie można oceniać zawsze tylko z perspektywy własnego podwórka. ;-)
Wiesz, mi się wydaje, że do tego nie potrzeba google ale po prostu trochę zdrowego rozumu. Duży biust miałam zawsze i jakoś google nie potrzebowałam jako antidotum na całe biustowe zło. Fatalnie ostanikowana nie byłam nigdy - wiem, że staniki zwęzane nigdy nie leża tak samo dobrze, ale zawsze coś ludzkiego dało się wykombinować. Wiem, że teraz lobby i UK mnie rozpieszcza, bo moge dostac co chce w moim rozmiarze, nie musze się martwić zeby szukac ścisliwca, bo jak zmniejsze o więcej niz 5cm to się zdefasonuje kompletnie. No i mamy wielkie katalogi staników i powstają następne. Wiem, że mamy lepiej. Ale teraz. Kilka lat temu nie mieliśmy. Było A-D ewentualnie E w fasonie takim, że moja babcia ma seksowniejsze. Internetu nie było prawie wcale (tzn łacze drogie, a informacji zero, o zakupach nawet nie marzać)
I jakoś przez głowę mi nie przeszło, że coś z moim cyckiem jest nie tak. Robiliśmy co się da. Moja mama prowadziła sklep z bielizną i razem z innymi sklepami wylobbowaliśmy zaistnienie firmy Biggi.
Wystarczy trochę myśleć nad tym co i jak sie nosi, gdzie się marszczy, gdzie lata i gdzie ucieka. I kombinować:) Jeśli nie masz naprawdę wielkiego biustu, któremu zwężenie 85E i tak nic nie da, to jesteś uratowana:)
Ale do tego trzeba:
a) nieco chęci i energi
b) nieco inteligencji
c) samoakceptacji
Jak brakuje któregoś to się idzie pod nóż. Tak, łącznie z b i pewnie za chwilę też się ktos obrazi.
ps. Jak w google wpiszesz duży biust to w USA na pierwszych 15 stronach wyskakuja filmy porno:P
@odziak: No, obrażę się ;-), bo moim zdaniem inteligencja nie ma z tym nic wspólnego. Ja w życiu bym nie pomyślała o zwężaniu obwodu. Ja ceniłam sobie wygodę i wąskie obwody były katowaniem ciała. A pierwsza większa miseczka powodowała u mnie efekt pomarańczy w szklance, do głowy mi nie przyszło, że mam spróbować jeszcze większą. I wiele inteligentych kobiet nie zajmujących się zawodowo bielizną ma ten sam problem. Proszę tu nikogo nie dyskryminować. ;-) Brak dostępu do informacji nie jest dowodem głupoty.
Tekst o inteligencji dotyczył szukania pierwszej pomocy u chirurga i to jeszcze w wieku lat 15. Do tego trzeba mieć zdrowo nierówno pod sufitem. W znacznie mniejszym stopniu tego, że można samemu wpaść na pewne rozwiązania jak się nieco głową ruszy. A można. "Profesjonalizm" właściciela prowincjonalnego sklepu z bielizna nie jest potrzebny. Chyba nie podejrzewasz nas o dostęp do informacji. Raczej dostęp był do "antyinformacji" (ze strony producentów). Antyinformacja powstaje bo producentom tak taniej.
Informacja jest na lobby.
właśnie o to mi chodziło: patrzę na siebie, dochodzę do wniosku, że biust źle wygląda w lustrze/na zdjęciach, więc żaróweczka nad głową się pojawia: to wina stanika! trzeba kupić nowy stanik, ale jaki żeby było lepiej? inny rozmiar/fason? na chłopski rozum da sie coś wydedukować i znaleźć. jeśli nie ma sklepów, to można znaleźć gorseciarkę. efekt zpewnością byłby lepszy niż te "triple D" z sieciówek.
To do kwestii dobrego wyglądu w ubraniu, inna sprawa nago.
Kuraiko,
Jeśli miałbym do wyboru: inteligentną dziewczynę ze śladami po trądziku albo głupią jak but sexbombę, wybrałbym pierwszą. Siedem lat spędziłem z dziewczyną, która miała de facto hirsutyzm, a resztę życia mam zamiar spędzić z kobietą z krzywymi zębami i ciężkim biustem :)
Pierwszalitera:
W dzieciństwie katowano mnie smutnym Andersenem :)Życie to na szczęście nie bajka i dzięki temu nawet te, które wielbiciele bajek odtrąciliby jako brzydule, znajdują książąt, którzy dostrzegają w nich piękno.
A-girl:
Nie zrozumieliśmy się. Może wypowiadam się nie do końca zrozumiale. Nie mam nic przeciwko upiększaniu się co jakiś czas - byleby zachować umiar i w ilości kosmetyków i częstotliwości ich stosowania. Wyznaję zasadę, że kobieta wtedy jest naprawdę piękna, kiedy o 6:00, gdy dzwoni budzik, a ona podnosi rozczochraną głowę bez cienia kosmetyku na twarzy, nadal podoba mi się - i to bardzo :)
Kaniuniu:
Spoko, nie odbieram tego jako atak. I chciałbym też, żeby moja pisanina nie była odbierana jako atak. Ja w ogóle jestem dziwny :) skoro nie podoba mi się uroda modelek, a kobieta idealna to dla mnie wzrost w cm minus 105 równa się waga w kg :) Owszem, wolę kobiety naturalne, choć mogę się zachwycić wspaniałym makijażem. Chodzi mi o co innego i tak uważam: podświadomie czy świadomie ogromna większość kobiet (nawet tych, które tłumaczą się tym, że to dla nich przyjemność) "upiększa się", bo nie są świadome własnego naturalnego piękna...
Maith:
To nie jest prowokacja, tylko męski punkt widzenia osoby zżymającej się na dyktaturę mody i upiększania się za cenę większą, niż rozsądna. Poza tym różnicę widzę, o czym już pisałem. Różnica polega w skali (przy czym przymierzanie ciuszków uważam za "be", jeśli podyktowane jest modą).
A jeśli miałbys do wyboru: inteligentną dziewczynę ze śladami po trądziku albo równie inteligentną sexbombę to co?
A jeśli byś miał do wyboru inteligentną ale brzydką (ze śladami po trądziku czy czymkolwiek innym) dziewczynę i równie inteligentną sexbombę, to którą byś wybrał?
Tą brzydką, tak dla zasady?
Agafka - ha, sam się wpakowałem :) Spieszę donieść, że uroda NIE JEST dla mnie wyznacznikiem numer jeden. W imię zasad robię różne rzeczy, ale nie jest dla mnie zasadą wybór polegający przy takiej masie danych. Oczywiste - wygląd ma znaczenie, ale tylko i wyłącznie wg moich kryteriów. W tym hipotetycznym przykładzie "sexbomba" może mieć wszystko piękne, ale wg mnie okazuje się, że dziewczyna z trądzikiem ma prześliczne oczy, wspaniały kolor włosów, uśmiecha się tak, że aż świat się rozjaśnia, głos ma taki, że wydaję tysiące na telefon, żeby tylko ją usłyszeć, boski tyłeczek i jeszcze parę innych rzeczy. Ale i tak nie to będzie najważniejsze. Dużo ważniejsze będzie to, o czym i jak rozmawiamy, jakie ma pasje, czy umie nimi "zarazić", czy zaciekawią ją moje szaleństwa, a sexbomba zrazi mnie tym, że owszem, będzie inteligentna, ale nagle ziewnie nie zasłaniając buzi, po czym wytrze nos w rękaw :)
Nie przeczę: uroda to wyróżnik. Ale NIE najważniejsza sprawa na świecie. Czego ja sam jestem dowodem :)
Próbowałam dodać 2 posty i się nie udało :( nie można zamieszczać linków?
Facet mówi Ci, że wyglądasz pięknie nawet w worku po ziemniakach a Ciebie to prowadzi do frustracji??? ;P
@Kuraiko: Ale marudzisz. ;-) Założę się, że gdyby facet zachwycał się twoją "zrobioną" wersją, to byś płakała, że nie podobasz mu się naturalnie. Zastanów się, czy twoje wymagania do życia przypadkiem się nie wykluczają, bo stawiasz sobie sama nogę. ;-)
Kuraiko;
Większość kobiet na widok tego wzoru łapie się za głowę, bo dla nich świadomość, że przy wzroście np. 167cm miałyby ważyć 62kg, to chorobliwa otyłość :) Wolę zresztą odchylenia "mniej niż 105" - zdecydowanie preferuję kobiety krągłe.
A z przebudzeniem to chodzi mi o to, że wtedy TEŻ jest piękna.
@Nauma: Co ty piszesz? "Większość kobiet na widok tego wzoru łapie się za głowę, bo dla nich świadomość, że przy wzroście np. 167cm miałyby ważyć 62kg, to chorobliwa otyłość?" Mam nadzieję, że to zdanie jest baaardzo ironiczne, bo jeżeli faktycznie uważasz, że większość kobiet tak twierdzi, to właśnie zdradziłeś swój wiek. ;-) Jesteś młodym chłopakiem, który wszystkie osądy na temat płci żeńskiej czerpie z obserwacji małej wyegzaltowanej i rzucającej się dlatego w oczy, grupy nastolatek z anorektycznymi zapędami. Bo nawet u młodych dziewcząt znaleść można krąglejsze. A w późniejszych wieku waga 62kg, przy 167 (BMI 22!) jest nawet powodem do "szczupłej" dumy i symbolem dbania o siebe. Ale być może dla ciebie pojęcie kobieta kończy się u osób po 25 roku życia? ;-)
Obetnijmy sobie piersi i wypatroszmy biodra i wtedy homoseksualni stylisci i kreatorzy mody moze będą zadowoleni. JAk my kobietki dałyśmy się wpędzić w ten ślepy zaułek bycia coraz bardziej męskimi?
Hm...
Po pierwsze żałuję, że weszłam na stronę lekarza. Bardzo, bardzo przykra sprawa i nie może mi to wyjść z głowy.
A co do piętnastolatki. Myślę, że jeśli ktoś zrzuca winę za swoje niepowodzenia na piersi to po ich zmniejszeniu wynajdzie sobie następną wadę. Potem będzie operować sobie nos i pośladki, bo coś tam, cokolwiek.
Widać, że dziewczyna nie akceptuje. Myślę, że ta lalkowata matka mogła maczać w tym ręce.
No i jej biust wcale nie jest duży. Wcale a wcale.
Szkoda, że nie zajął się nią i jej mamuśką psycholog i dobra brafitterka... Myślę, że nie pozostanie to bez wpływu na jej psychikę w przyszłości :(
Ale pieprzycie bezsensu, jak chceta to zmniejszajta mamy chirurgie plastyczna potrzeba tylko pieniedzy. ja juz zbieram kase, nie mam zamiaru dźwigac przez zycie swoich piersi
@anka - Twój wybór, ale powstrzymaj się od używania okresleń "pieprzycie bez sensu" w odniesieniu do osób toczących a miarę rzeczową dyskusję. Taki "wkład merytoryczny" w rozmowę jest na Balkonetce niemile widziany.
Kurcze, po co tej nastolatce operacja, przecież miała normalne piersi, wystarczyłby dobry stanik, nie mogła poszukać informacji w necie, pewnie parę sklepów brytyjskich wysyłających do USA by jej wyskoczyło...
PierwszaLitera;
Mam 36 lat, moja żona też, a wszystkie moje znajome są mniej więcej w tym wieku (z odchyleniem 5 lat w każdą stronę). Temat odchudzania się poruszany jest przez większość z nich, dominuje pogląd, że wzrost powyżej między 160 a 170 cm oznacza konieczność zbijania wagi najlepiej w okolice 50 kilo. Ha - mam też to w domu :(
I oczywiście, że jest to ironia, bo jak tu się z tego nie śmiać? :)
@Nauma: No to sorry. :-) Najwyraźniej mamy więc do czynienia z sytuacją, w której to kobiety zachowują się odrobinę niedojrzale. Ale to nie znaczy, że nie możesz jako mężczyzna nic zrobić. ;-) Pokaż im, nie tylko słowami, ale i czynem, że cenisz u kobiet intelekt, siłę, samodzielność i umiejętności nie związane tylko z typowo kobiecymi rolami, a może nie będą czerpały całego poczucia wartości tylko z bycia słodką i śliczną. ;-)
Ja myślę, że pierwszalitera po prostu tylko odwraca kota ogonem ;-P
Nauma może faktycznie mieć rację z tym, że kobiety dążą do niewiadomo jakiej wagi, ale pierwszalitero, nie trzeba też tego sprowadzać do kultu bycia słodką i pustą. Może raczej do bycia kobietą silną, inteligentną, ale też piękną, czyli dążenie do doskonałości. Faktycznie, czasem się to obserwuje, że spełnione życiowo i niezależne kobiety mają kompleksy, bo oceniają się w kategorii zero-jeden. Albo jestem doskonała, albo nie- nie mam doskonałego wyglądu- muszę go mieć. Coś podobnego do tych biznesmenów, którzy koniecznie muszą mieć kilo botoksu pod skórą, żeby robić wrażenie człowieka sukcesu.
Poza tym- nastolatki często w ogóle nie mają zapędów anorektycznych, tylko wyglądają tak z racji wieku. Dlatego malagracja, nie ma powodu do nerwów :-P Jest wiele oblicz kobiety- te bardzo młode mają figurę bardziej smukłą, drobniejszą, inną. Ja cię doskonale rozumiem.
Miałam w swoim życiu taki epizod, że "roztyłam się" do 62 kg przy moim wzroście, mając jakieś 18-19 lat. Czułam się piękna, kobieca i atrakcyjna, chociaż nie powiem, rzucało mi się w oczy, że jestem "grubsza" od rówieśniczek. I ja miałam to w głębokim poważaniu, tak samo jak całe moje nastoletnie otoczenie, i JEDYNYMI osobami, które zrobiły z tego raban (aleś ty gruba!), była moja mama i jakieś moje ciotki, czy koleżanki mamy - wszystko kobitki około 40.
Wskutek wszelkich moich doświadczeń z "grubością" i "chudością" mogę powiedzieć tylko, że każda kobieta ma prawo czuć się ultrakobieca- i ta z BMI poniżej 18, i ta z BMI powyżej 22.
Sama jestem bardzo chuda od zawsze i dobrze sie czuje sama ze soba. Chociaz wygladalabym po prostu zdrowiej gdybym wazyla pare kilo wiecej i na pewno kobiecej. Taka jest prawda, ot co, swiat sie nie zawalil. Nikt nie jest idealem. Nawet kobieta szczupla, wysoka i z duzymi piersiami. Czasem trzeba byc mniej nadetym, pfff. Kazdemu sie podoba co innego i nie ma idealow, a jesli ktos uwaza, ze jest nim i nie dopuszcza do siebie mysli, ze jest inaczej to same wiecie, nie bede pisac, bo jeszcze sie ktos obrazi i bedzie mi tu swoje racje wykladal, tak jakbym byla sklonna zmienic swoje zdanie, jeszcze czego. Ale jesli ktos jest po prostu zadowolony ze swojej sylwetki i uwaza ja za bardzo kobieca, to nie widze w tym nic zlego, zeby nie bylo:)
kuraiko: jak odróżniasz dziewczyny, które naturalnie mają BMI poniżej 18, od tych, które je mają nienaturalnie?
Chodzi mi o to, że młode kobiety mają kompleksy i nie są jeszcze przyzwyczajone do swojego ciała, ale zauważam teraz odrobinę prawdy w tym, co napisał Nauma: zdarza się, że to nie "wyegzaltowana i rzucająca się w oczy grupa nastolatek", ale dorosłe i dojrzałe kobiety mają bzika na punkcie niskiej wagi. I niekoniecznie tylko u siebie.
Co do zwrotu "mieć coś z deklem"- owszem, mieć zły punkt odniesienia. Naprawdę było mi ciężko wytłumaczyć starszym ode mnie, że to, że nie jestem już tak drobna jak siostra (168-50kg) to nie jest chorobliwa otyłość ;)
Ej, czekajcie.. Czyli kobieta musi być silna? Ja rozumiem emancypację, kobiety pracujące i to wszystko, no ale heloł - nie mają już prawa istnienia delikatne, wrażliwe, niekoniecznie samodzielne kobiety, które potrzebują do szczęścia opiekuńczego faceta? o.O
No super - kiedyś kobieta musiała być słodką idiotką, teraz nie może nią być, bo wtedy już nie jest kobietą. :/
Sorry za offtop, ale tak rozumiem niektóre Wasze wypowiedzi. :/
Nauma dał mi do zrozumienia, że problem niskiej wagi jest w głowach kobiet w jego otoczeniu dominujący. Poza tym pisał o przesadnym (jego zdaniem) zajmowaniem się urodą u płci żeńskiej. Najprawdopodobniej z własnych obserwacji. Odniosłam się do tego. Nie napisałam, że wszystkie kobiety chcą być tylko śliczne i słodkie, ale wiele traktuje to ciągle jako kobiecy obowiązek. I na pewno nie tworzyłam definicji prawdziej kobiety, jak insynuuje mi malagracja. Takiej definicji nie ma. Moim zdaniem jednak mężczyźni nie mają powodów, by się skarżyć, albo naśmiewać z naszych zapędów do wizualnej perfekcji, bo niejednokrotnie własnym zachowaniem się do tego przyczyniają. Bardzo często widzą w nas bowiem słodkie ozdobniki, które cenią sobie wyżej komplementy za piękną figurę niż na przykład awans w pracy.
I napiszę jak kuraiko, nikt nie mówi o dziewczynach z natury bardzo szczupłych. Jednak pewna krągłość u kobiety jest programem natury i moda na szczupłe modelki tego raczej nie zmieni. Ponieważ pracuję zawodowo z ludźmi z nadwagą, do moich obowiązków w pracy należy też sprawdzenie realistyczności celów moich klientów. Jeżeli mam przed sobą kobietę z normalną wagą i przesadzonymi oczekiwaniami, to muszę jej o tym powiedzieć. Bo wiele tych ciągle walczących ze swoją zdrową genetyczną predyspozycją kobiet nie potrafi nawet tej bardzo niskiej wagi dłuższy czas utrzymać. One się odchudzają, tyją, odchudzają, tyją i tak w kółko Macieju. Często nawet powrót do bardzo niskiej wagi z młodego wieku dorosłego (przed ciążą itp.) jest beznadziejnym przedsięwzięciem skazanym na niepowodzenie. Ja nie wiem, czy to jest strategia sprzyjająca dobremu samopoczuciu i pozbyciu się kompleksów? Dla mnie to jest niedojrzałość, taka jak w okresie nastoletnim, kiedy nie rozumie się często jeszcze długotrwałych konsekwencji własnego działania i nie kapuje wielu zależności w życiu. W wieku lat 17 można jeszcze bowiem potrzebę wyglądania jak modelka na okładce uznać za usprawiedliwioną.
A nadwagę definiuje się dopiero przy BMI powyżej 25. O otyłości mówi się powyżej 30. Dlatego mówiąc o kobietach, które przy 22 określają się jako grube i dążą do niedowagi nie można mówić, że wszystko jest w porządku. To jest niestety już lekka patologia i nawet jej powszechność nie robi sprawy mniej poważnym.
I drogie, bardzo szczupłe z natury nastolatki! Być może przytyjecie jeszcze, może nawet więcej niż sobie tego życzycie, więc nie róbcie tu proszę tragedii. Niestety większość życia kobiety odbywa się po ukończeniu 20 lat i trudno, by wszystko orientować tylko na waszej sytuacji i wrażliwości. ;-) Kompleksów też warto się pozbywać. Nie w imię jakiejś tam idei i definicji prawdziwej, perfekcyjnej kobiety, tylko z tego praktycznego powodu, że bez nich łatwiej się żyje.
@zmijunia: Chodzi właśnie o to, by kobieta nic nie musiała. Nie czuła przymusu. Jeżeli jednak ktoś, tylko dla bycia "kobiecą", tzn. piękną i słodką utrudnia sobie i uprzyksza znacznie życie przez diety, zabiegi upiększające, operacje i zachowanie niezgodne z jej indywidualną naturą, to mam wątpliwości, czy są to działania dobrowolne. Nie podoba mi się też, że mówi się tu teraz o definicji prawdziwej kobiety. Kto wpada pod nią lepiej? Niemiecka kanclerz pani Merkel, czy może Doda? Tu nie chodzi o licytacje, tylko o świadomy wybór.
@pierwszalitero JA tragedii nie robie, zeby bylo wszystko jasne;) Ktos inny, ale nie ja.
@mmm-mm: Nikogo nie wymieniłam osobiście, więc nikt nie musi czuć się wywołany. ;-) Ja nawet nie wiedziałam, że jesteś nastolatką. :-)
@zmijunia:
"Czyli kobieta musi być silna? Ja rozumiem emancypację, kobiety pracujące i to wszystko, no ale heloł - nie mają już prawa istnienia delikatne, wrażliwe, niekoniecznie samodzielne kobiety, które potrzebują do szczęścia opiekuńczego faceta? o.O"
Każdy musi sobie jakoś poradzić w życiu, niezależnie od tego, czy jest kobietą, facetem czy istotą bez genderu. Każdy może by i czasem chciał, żeby się ktoś nim zaopiekował i przejął odpowiedzialność za jego czy jej życie - tylko że świat tak nie działa.
ludzie robia sobie redukcje odstajacych uszu, za duzego nosa itp. co to jest w porownaniu do duzych piersi dosłownie NIC. odstajace uszy, za duzy nos moze przeszkadzac jedynie psychiczne a duze piersi obciazaja kregoslup, ograniczaja ruchy.
"redukcja piersi w wieku lat piętnastu to tylko rozwiązanie doraźne, bo jej biust przecież jeszcze na pewno urośnie — czy ktoś słyszał, aby dojrzewanie fizyczne kobiet kończyło się na etapie 15. roku życia?"
mi piersi juz nie rosna wlasnie od ok.15 r.z. ciagle mam ten sam rozmiar. wiem ze piersi moga urosnac gdy sie przytyje/w ciazy ale napewno nie do takiego rozmiaru jak sprzed operacji zmniejszenia wiec operacja w wieku 15 lat jak najbardziej uzasadniona.
@azzz: jeden - Twój - przypadek nie świadczy o tym, że piersi przestają rosnac w 15 roku życia! Jesli już mamy licytować, to u mnie ten proces wyhamował dopiero w wieku ok.23 lat:)
Nie zgadzam się także, że duże piersi - duże w sensie filmiku o piętnastolatce - ograniczają ruchy i obciążają nadmiernie kręgosłup. Owszem, nie będziesz z takim biustem biła rekordów w biegu przez płotki, ale śmiało możesz uprawiać jogging, aerobik, taniec... Wystarczy dobrze dobrany stanik, więc gorąco Cię zachęcam do poszukania dobrego rozmiaru dla siebie:)
szczerze mwóiąc nie oglądałam filmiku, ale po komentarzach wydaje mi się, że ta dziewczyna wcale nie była niezadowolona z tego, że ma duze piersi tylko z tego, że nie wyglądają ładnie i nie moze znalezc bielizny oraz z reakcji otoczenia. Moim zdaniem wiek 15 lat to najgorszy wiek na operacje, nie ze względów na zmiany w budowie, ale dlatego, że jest to okres keidy nie patzymy trzezwo na swoje ciało. Ja sama w wieku lat 15 siedziałam przed lustrem i godzinami płakałam patrząc na swój nos załamana jego wyglądem marząc o czyms co go zmiejszy. Teraz jakby mi ktos powiedział, że powinnam coś z nim zrobić to bym go wyśmiała (upłynęły 4 lata)
mauzonka nie wiem czy masz taki duzy biust jak dziewczyna z filmu. ale jestem pod wrazeniem, ze jestes w stanie taki biust zaakceptowac. pomysl sobie o ile by Ci bylo lzej gdybys miala biust mniejszy np o 3/4. nawet nie musialabys wyszukiwac odpowiednich stanikow, garderoby w rozmiarze XXL gdy masz rozm zalozmy 38. kupowalabys ciuchy pierwsze lepsze jakie Ci sie podobaja. ile swobody bys zyskala i latwiej bys uprawiala sport. dla mnie moj biust choc nie taki duzy jak ma dziewczyna z filmu jest ogromna blokada :(
@azz, rety, chyba jesteśmy z innych planet, naprawdę:) Noszę rozmiar 65HH (brytyjskie, czyli ok 65K polskie) i za nic w świecie nie chciałabym się pozbywać nawet jednej ósmej!
Nie noszę garderoby XXL, bo kupuję ciuszki w Biubiu.pl i Bravissimo, sklepach dla biuściastych kobiet. Jogguję, jeżdżę na nartach i do niedawna tańczyłam brzuchem. I ani trochę nie jestem mutantem:)
Myślę, że na Twoją blokadę naprawdę pomoże dłuższa obecność wśród bardziej probiuściasto nastawionych osób (zapraszamy:) Blokady, niestety, siedzą w głowie, a nie w biuście:)
Zachęcam tez do pooglądania większych rozmiarów w katalogu - przekonasz się, że prawdziwa miseczka K w dobrze dobranym staniku wcale nie powoduje żadnych blokad:)
ja nosze 70hh albo 65j i tez nie czuje żadnych blokad odkąd mam dobry biustonosz :) mogę sobie swobodnie biegac, skakac i tańczyć :). A garderoba xxl przeszkadza mi tylko w koszulach białych co rozwiązałam kupując duże koszule i nosząc spódnice z wysokim stanem, poza tym koszuli potrzebuje tylko na egzaminy i uroczystosci :) z innych ubrań wybieram to co ładnie na mnie wygląda. Tez nie oddałabym ani grama biustu :) myślę, że gdybym spróbowała mój T. by się zapłakał albo mnie zamknął :)
http://www.papilot.pl/lifestyle/news/...
To link do kolejnego artykuły o zmniejszaniu biustu - tym razem chce to zrobić młodziutka rumuńska tenisistka, której biust przeszkadza w karierze sportowej. Chyba nie słyszała o Shock Absorberach?
Witamy w epoce Photoshopa i operacji plastycznych... jeszcze 20 lat temu nikt by nie pomyślał, że takie piersi są brzydkie, ale nafaszerowano nas widokiem idealnych, sterczących piersi i prawdziwy, duży biust jest po prostu nieestetyczny (lub jak ktoś tu był łaskaw napisać- brzydki). Ja dopóki nie trafiłam na lobby też miałam w chwili kryzysu myśli-jak to fajnie by było gdybym miała mniejszy biust, ale to na szczęście tylko chwile kryzysu były, częściej się zastanawiałam skąd wytrzasnąć odpowiedni stanik (zanim to wykombinowałam niestety zdążyłam zniszczyć sobie piersi), a w chwili obecnej jestem nawet zadowolona z tego co mam:) Ja jedynie mogę serdecznie współczuć dziewczynkom, które dopiero wejdą w okres dorastania, bo obrazy idealnego piękna sa tak nachalne i wszechobecne, że im to dopiero będzie trudno zaakceptować własne ciała, a że już nie wspomnę o młodych chłopcach, których potencjał już widać na niektórych forach internetowych, gdy komentują zdjęcia w galeriach epitetami typu: zwisy, naleśniki, krowie wymiona, skarpety z piachem, etc.
Hej !!
Przeczytałam temacik oraz Wasze opinie i muszę stwierdzić, że nie zgadzam się z Waszymi opiniami ... Mam 17 lat, bardzo chcę "dać się pokroić " . Sądzicie, że 15 lat to za mało ? Ja wcale nie , wiem jak to jest, sama trenowałam lekkoatletykę ... Trzeba mieć naprawdę zacięcie, by biegać z takim biustem, znosić te wszystkie komentarze itp. Nie macie pojęcia ile się namęczyłam by znaleźć odpowiednią, podtrzymująca bluzkę na mój biust, by móc trenować. Nie wspominam nawet o ciągłym bólu pleców, braku staników oraz strojów kąpielowych w polskich sklepach ... by dostać coś na siebie muszę zamawiać rzeczy w specjalnych sklepach za duże sumy ... Kupuję ciuszki, które na mnie pasują, NIE te które mi się podobają bo NIE MA rozmiaru na mój biust. Moja mama także mnie popiera w moim dążeniu do zmniejszenia biustu ... Jest to naprawdę normalna rzecz. ...
A jaki rozmiar nosisz, że jest aż tak ciężko?
mglista_zapauka_chaosu nad tym samym się zastanawiam... bo albo justin wychodzi za brytyjską rozmiarówkę albo w ogóle się nie zapoznała ze stroną, tylko przeczytała 1 artykuł.
Gdyby jednak się mieściła, to polecam np ten artykuł: http://balkonetka.pl/2009/11/8/biegac... i w ogóle cały katalog, są tam dziewczyny, które mają naprawdę duże biusty i je kochają;)
A jeszcze odnośnie ciuszków, jest wiele typów kobiecej figury i nie ma możliwości, by 1 rzecz dobrze leżała na wszystkich, więc każda z nas nie raz miała ten problem, że nie pasowało coś co wpadło w oko- nic się na to nie poradzi i trzeba szukać innych opcji, są firmy które szyją właśnie na duże biusty (np. biubiu czy bravissimo- to pierwsze jest polskie i ma bardziej przystępne ceny)
Ne rozumiem traktowania kobiet, które marzą o operacji redukcji piersi jako bezmyślne idiotki które nie mają dobranego stanika i nie zdają sobie sprawy z konsekwencji operacji. Są kobiety, które naprawdę mają dość swojego biustu, dość tego że muszą poszukiwać nie wiadomo gdzie odpowiedniego stanika, mają dość bólu. Zamiast oceniać z góry powinnyście wykazać więcej zrozumienia bo są kobiety dla których wielki biust nie jest szczytem marzeń.
Moje drogie, nie wszystkie kobiety są afirmatorkami swoich piersi, dodam dużych piersi. Nie należy sądzić wszystkich według siebie. Ja nie jestem zwolenniczką dużego biustu, nigdy nie byłam. Be względu na to czy kiedyś nie miałam dobrze dobranego biustonosza czy teraz kiedy już taki mam. Zdecydowanie najlepiej czuję sie w małym, kształtnym biuście, nie tylko kształtnym w dobrze dobranym staniku. Lubię kiedy (bez dobrze dobranego stanika) estetycznie się unosi a nie ciąży grawitacyjnie ku dołowi. I rozumiem te kobiety, które chętnie pozbywają się nadmiaru niechcianej tkanki. Zwłaszcza jeśli nie współgra z ich sylwetką, a rozebranie się przed swoim mężczyzną może nastąpić tylko w głębokich ciemnościach. Enjoy
kikiriki:
"I rozumiem te kobiety, które chętnie pozbywają się nadmiaru niechcianej tkanki. Zwłaszcza jeśli nie współgra z ich sylwetką, a rozebranie się przed swoim mężczyzną może nastąpić tylko w głębokich ciemnościach. Enjoy"
Ja też, w zupełności. Nie znoszę swojego wzrostu. Przez niego nigdy nie wyprostowałam się przy moim mężczyźnie. W ogóle staram się przy nim jedynie siedzieć bądź kucać. Zapisałam się już na operację redukcji stóp i czubka głowy. Mam nadzieję, że bez nich moja sylwetka będzie lżejsza i bardziej harmonijna, a ja w końcu będę szczęśliwa.
Tylko zalogowani użytkownicy mogą dodawać komentarze.