Rubensowska Oola
Rozpisując się o modelach staników stworzonych z myślą o większych piersiach, często zapominam o tej grupie kobiet, dla których największym problemem wcale nie jest znalezienie dużych miseczek, ale — szerokiego obwodu. I nie chodzi tu wcale o obwód 90 (w końcu ten rozmiar dostaniemy nawet w Bravissimo), ale raczej o okolice 120 cm pod biustem.
Czy widziałyście gdzieś kiedyś biustonosz dla obfitej biuściastej, który byłby: ładny, niezabudowany, kolorowy i jeszcze stosunkowo niedrogi? Owszem, na rynku są dostępne marki Elomi i Goddess, ale ich wzornictwo dedykowane jest raczej kobietom dojrzałym, gustującym w klasyce bieliźnianego dizajnu.
Brytyjska marka Oola Lingerie specjalizuje się w biustonoszach dla bardziej obfitych sylwetek. Produkuje bieliznę w obwodach od 38 (europjeskie 85) do 48 (europejskie 110) i miseczkach od D do G. W największych obwodach miseczki są niestety tylko do E, z czego można wnioskować, że firma celuje w puszyste, acz średniobiuściaste klientki. Rozmiarówka nie jest więc nadzwyczajnie szeroka, ale warto przyjrzeć się tej marce ze względu na oferowane fasony. Głęboko wycięte plandże czy półprzejrzyste balkonetki nie zdarzają się zbyt często w tych okolicach rozmiarowych. Wystarczy spojrzeć, jaką bieliznę w rozmiarze np. 110F oferuje polski sklep e-lady — Oola wypada dużo lepiej zarówno pod względem wzornictwa, jak i cen, które teraz (wiosenna wyprzedaż) oscylują wokół 15 funtów, czyli ok. 70 zł.
Jestem ciekawa, co na temat takiej bielizny sądzą same zainteresowane tymi rejonami rozmiarowymi. Na rynku bielizny dla obfitych sylwetek królują przecież mocno zabudowane fasony o szerokich szelkach (trudno je nazwać ramiączkami...) i bez fiszbinów. Czy to dlatego, że puszyste sylwetki rzeczywiście lubią takie konstrukcje, czy też — producenci myślą, że to się podoba?
PS. To była notka nr 100!:)


Komentarze: 64 / Dodaj komentarz »
Gratuluje 100 notki:)
Ładne te staniki, ale... Skoro firma produkuje staniki *od* obwodu 85, to ewidentnie ubiera swoje modelki w źle dobrane staniki. Czy ktoś mnie przekona, że obie panie powinny nosić obwód 85?
W zawiązku z powyższym naprawdę nie wiadomo, jak ta bielizna się prezentuje na kobiecie noszącej faktyczny obwód 85.
khem. zdjecia do notki cos nie teges. te panie sa na bank grubo ponizej 85-tki :)
Do gratulacji się przyłączam:)
zawsze_zielona - słuszna uwaga! Największy obwód z którym miałam do czynienia to było bodaj 95 a właścicielka miała znacznie bardziej obfite kształty. Sama noszę 80 i w 75 niektórych też się mieszczę - a mam 180 cm wzrostu i 30 kilo nadwagi. Pani z pierwszego zdjęcia na bank 38 powiewa.
Uważam, że bielizna dla pań o bardziej obfitych kształtach powinna obejmować obwody od 75 - tak, sami sobie zawężają grupę docelową. A szkoda.
W dodatku do tego 95 obwodu pod biustem konieczna była miseczka w rozmiarze HH, więc pulchne kobiety niekoniecznie muszą mieć niewielkie biusty.
Byłam na ich stronie i wyliczyło mi, że powinnam nosić 38H, a noszę 34J/JJ - bardzo ciekawe :).
Ha ha...
To lubię - producent rzeczy dla puszystych, pokazujący swoje produkty na "puszystych" modelkach. No przecież są w rozmiarze 40-42, znacznie powyżej standardu branży - wiadomo że idealnie się nadają na prezentowanie kolekcji dla grubasków.
Tak osobiście to mam wątpliwości by ten plunge z wąskim pasem obwodu z dolnego zdjęcia (na modelce obwód około 70) dobrze się sprawdził na osobie o obwodzie 140cm - no bo chyba tyle by musiała mieć posiadaczka stanika 120.
Tragedia. Tzn staniki ładne, ale chyba nie na tą grupę klientek.
Jasne, modelki nie są puszyste (choć pierwsza odbiega od kanonów in plus:), ale trudno ocenić ich obwód pod biustem na 70 tak bez żadengo porównania. Jeśli okazałoby się, że pani z pierwszego zdjęcia ma np. 190 cm wzrostu, to wyobrażam sobie, że może mieć pod biustem coś koło 90...
Nie wiemy też, jakie są te staniki pod względem ściśliwości. Na filmiku bra-fittingowym: http://www.oola-lingerie.com/swf/FlvP... dobierają kobiecie o stosunkowo obfitej sylwetce raczej dobrze leżący stanik. Być może (nie wiem, może któraś z Was przetestuje?;) te staniki są szyte na realne wymiary, bez konieczności zaniżania obwodu?
"Na rynku bielizny dla obfitych sylwetek królują przecież mocno zabudowane fasony o szerokich szelkach (trudno je nazwać ramiączkami...)"
szkoda, że gdyby podmienić "dla obfitych sylwetek" na "dla mało/średniobiuściastych" to stwierdzenie byłoby równie prawdziwe ;/
co do samej bielizny to trzeba przyznać, że całkiem ładna. tylko ta rozmiarówka dziwna.
nie rozumiem dlaczego przy największych obwodach miski kończą się na E. czy rzeczywiście większość kobiet z tak dużym obwodem pod biustem potrzebuje staników na 24cm i mniej różnicy między biuściem a podbiuściem, czy może to ograniczenie jest zupełnie bez sensu?
Jesli dobrze widze, to pani z pierwszego zdjecia, to rowniez dziewczyna z filmiku; bardzo wysoka nie jest.. Podobna figure ma moja przyjaciolka (tyle ze piersi wieksze) i wcisnelam ja w 34GG Rio.
BTW, nowy stanik z filmiku wydaje sie byc troche za maly. Mam wrazenie, ze dziewczyna miala wizualnie wieksze piersi w tym full cupie.
Jedyna mozliwosc, to ze staniki Oola sa szyte jak Effuniaki, czyli na realny obwod.
A ja wczoraj w Chińczyku, do którego poszłam po rajstopy, tradycyjnie poszłam na staniki- rozwaliło mnie 110B barwy białej i czarnej, bez fiszbin, uszyte prawie w całości z takiej kilkucentymetrowej gumy...Fuj!
Nawet jak ma dwa metry wzrostu to nie ma tyle w obwodzie, by ta bielizna była na nią dobra:) No chyba, że effuniak, to wtedy w 85 uwierzę. Jednak średnio chce mi się w to wierzyć.
Ja przy ocenie zakładałam, że jest średniego wzrostu.
A na filmiku modelka zdaje się mieć za luźno naramki - czyli stanik nie podjedzie:P A przy okazji też nieco za mały w misce.
Nie wiem jak wam, ale mnie się wydaje, że polowa problemu z tym full cupem polegałam na tym, że modelka nie miała piersi włożonych do miseczek tylko stanik zarzucony na piersi. Z każdym najlepiej dopasowanym stanikiem jestem w stanie osiągnąć taki sam żałosny efekt.
Mi też się wydaje, że to problem nałożenia stanika na piersi a nie piersi do stanika ;)
nawet puszyste Panie ze względu na ilośc tkanki podskórnej, kończą na obwodzie 90... no bo to i tak obwód na kobitkę ponad 100 pod biustem
Ja jestem też z puszystszych i noszę 70.
Więc nie wyobrażam sobie osoby, bez patologicznej, wymagajacej interwencji chirurga otyłości, potrzebującej (dobrze dobranego) obwodu 120.
To samo mi się rzuciło w oczy - mam figurę zbliżoną mniej więcej do pani z pierwszej fotki (przy 170 cm wzrostu - nie wiem, czy to się łapie na "wzrost średni") i noszę obwody 70/75, więc u Ooli chyba nie miałabym czego szukać - a w sumie szkoda, bo ten pierwszy komplecik bardzo zacny.
Mam pod biustem 98 i nosze 85G, wolalabym 80H, ale czesto na G sie konczy rozmiarowka. Mam ponad 40kg nadwagi, wiec same policzcie, ile musialabym wazyc, zeby miec pod biustem 120 (czy wrecz 140). Firma szyjaca takie obwody jest tez Ulla Popken, ktora jednak zazwyczaj konczy na miseczce D, choc zdarza sie i E, czasem wrecz F.
Hitem jest moim zdaniem 120B... Taki biust nie ma szans istniec - nie chce nikogo urazic, ale po prostu przy tak duzym obwodzie nawet najmniejszy biust bedzie wiekszy, niz B...
Ja dzieki takim firmom, jak Ulla nosilam... 110C(D), a teraz szczesliwie przesiadlam sie na w.wym.
Obejrzalam film instruktażowy i mogę powiedzieć, że nawet jeli to są "realne" rozmiary (czyli ja powinnam nosic ichnie 95, czy 100...?), to warpie, by ta pani miala 85 pod biustem. Pani ma dosc szeroka dolna czesc, ale gora jest waziutka, a biust stosunkowo niewielki. To nie jest firma dla niej... Bez sensu. Zupelnie bez sensu...
No ja w życiu widziałam może z trzy okazy "kobietek" na oko około 140cm pod. Tak jak piszę Duża Mi, to jest już patologia.
I takiej kobiecie raczej na nic się nie zda stanik gustu oola, bo biorąc pod uwagę ilość tkanki tłuszczowej, to ten pas obwodu jest tam taki jak dla nas zwykły sznureczek. Lepszym podparciem dla biustu zdaje się brzuszek właścicielki:P Pamiętacie, tak na marginesie, te twory Róży z obwodem składającym się z trzech sznureczków?? Pomyślcie teraz czy chciałybyście to nosić, bądź też czy w ogolę można byłoby to nosić).
OK, zgodzę się, że każdemu - nawet chorobliwie otyłemu, należy się ludzka bielizna ale:
1. To na pewno nie jest ta bielizna
2. Pokazywanie tej bielizny dla solidnie otyłych, na przeciętnych (ta wyżej) lub szczupłych (niżej) modelkach jest dla mnie oburzające. Nie wiem, czy nie bardziej niż pokazywanie wszystkiego co się da na anorektyczkach. Cały świat już w końcu wie, że nikt nie wygląda tak jak te modelki. Problem używania dziewczyn o przeciętnej figurze dla reklam odzieży dla puszystych nie został jeszcze dobrze nagłośniony. Jeszcze ktoś serio uwierzy, że te dwie panie na foto puszyste są.
... ale ta druga modelka? O____o ja byłam od niej nieco tęższa za czasów liceum i nosiłam obwód 80, pewnie że niedobrany, ale miałam pod biustem bez ściskania 78-80cm, rozumiecie ;) nawet zakładając, że obwody są ścisłe, to nie ma szans aby ta modelka miała pod biustem 85cm (!!!).
obwód 85 i 90 i więcej to już na osobę otyłą (zakładając, że naturalnie jest średnio zbudowana i nie ma mega rozwiniętej klatki oraz zakładając zaniżenie obwodu). tak jak pisze jul. - ja sobie nie mogę wyobrazić ile musiałaby ważyć osoba nosząca obwód 120... ok 150kg? albo więcej?(zakładając tak czy owak nierozciągliwy obwód ;) )
odziak, troszke jednek przesadzilas piszac: "Lepszym podparciem dla biustu zdaje się brzuszek właścicielki". Rozumiem, ze to bylo porownanie do sznureczkow, ale tez nie demonizujmy - sredniobiusciasta otyla kobieta nie potrzebuje polpancerza, zeby utrzymac biust na miejscu...
Na moje obfite (baaardzo) ksztalty fantastyczne jest zarowno Harmony fullcup (ktory jest megazabudowany i ma szeroki, fajny pas pod obwodem), jak i superdelikatna Casablanca - z waziutkimi ramiaczkami, dwiema haftkami i generalnie materialu to tam jest minimum. A NAPRAWDE mam prawie 100 pod biustem :)
A osoby "chorobliwie" otyle tez nie zawsze wymagaja interwencji chirurga, nie oszukujmy sie, czasem wrecz tego nie chca. Zreszta nawet jesli potrzebuja (lub chca), to do czasu operacji w czyms musza chodzic :)
Nie wchodzmy znow w schematy - ponad 100 (czy ponad 120) jest juz patologia. Rzadkosc - tak. Patologia - nie...
Zgadzam sie, ze prezentowanie stanikow na tych kobietach jest gruba (nomen omen) przesada - ja mieszcze sie w dole ich rozmiarowki a jestem zdecydowanie obszerniejsza :)
Te staniczki wyglądają mi stanowczo zbyt delikatnie (chodzi o konstrukcję, nie o estetykę), żeby nadawały się dla pań naprawdę solidnej postury. A osoby potrzebujące obwodów około setki wbrew pozorom istnieją i bardzo potrzebują dobrej bielizny. I nie wyglądają jak te modelki na stronach Ooli. ALE przecież doświadczenie nas jednak poucza, że staniki potrafią wyglądać ZUPEŁNIE inaczej w naturze niż na sklepowych fotkach i kto wie, może w tych większych rozmiarach eteryczne Oole mają szersze pasy i solidniejszą konstrukcję?
BTW przypomniałaś mi mauzonko o Elomikach, którymi miałam się dogłębniej zająć :-)
Te biustonosze są bez sensu! Dlaczego rozmiary 100 i więcej są do miski E, F? Ja znam bardzo dużo puszystych kobiet, w rodzaju śp Danuty Rin- więc naprawdę obszernych, z wielkimi biustami i te panie gniotą piersi w stanikach 120 D, E.. Obwód lata, a miski się wżynają. Porażka! Ale nic innego w sklepach nie ma.
Jul, prawie 100 pod biustem mam moja mamusia (stanik 80-85). Jest baaaaaaaaaaaaaaardzo puszysta i wysoka (175). I ona zdecydowanie celuje w szersze pasy obwodu, bo wąskie jej się wrzynają w miękkie ciałko. Tak więc średnio jestem w stanie wyobrazić sobie dobre podtrzymanie przez tak delikatny stanik na kimś sporo od niej grubszym. Tak jak nie jestem w stanie sobie wyobrazić mojego biustu podtrzymanego przez Róże na paseczkach. I tyle. Może mam kiepską wyobraźnie.
No chyba, że te staniki wyglądają tak przy rozmiarze 85, a potem są pancerne. To tez jednak oszustwo ze strony firmy.
Jak na razie to jednak Elomi zrobiło na mniej bardziej pozytywne wrażenie, bo przynajmniej wygląda realistycznie. Muszę kupić jakiś mamie na próbę, to będę mogła się wypowiedzieć.
Z tym, że każda z nas nosi BEEE, a w niektórych przypadkach jest to zajebiście wielkie BEEE, to prawda.
Weszłam na stronkę, w pisałam w ich kalkulator moje wymiary przeliczone na cale (74/99-->34/39) i wyszło mi...38B.
Na ich stronie głównej, kobieta w czarnym staniku wyglada jest tak samo źle ostanikowana jak ta z wczorajszego JDWN - 85C :)
hihi... a ja wyglądam jak ta dziewczyna ze zdjęcia niżej ;) A jestem, tu uwaga! szczupła ;)
jul.
już ja powinnam sporo zrzucić, zwyczajnie, dla zdrowia.
Mimo że noszę 70.
Więc osoba która ma 120cm pod biustem to jest patologia, choćby nie wiem w jak ładne słowa to ubierać.
Kochać swoje krągłości: owszem, i nie można wpatrywac się w anorektyczne modelki.
Ale bierzmy pod uwagę też nasze stawy, serducho, tętnice i miażdżyce, kondycję... wszystko.
I jest to otyłośc chorobliwa, jeśli czegoś ze sobą się nie zrobi, będzie źle.
I jak piszę: sama jestem okrągła, więc żadna ze mnie hipokrytka, bo też walczę z kilogramami. Tylko trzeba spojrzeć prawdzie w oczy: kiedy krągłości robią się chorobą.
I jeśli już robimy bieliznę dla kobiet wiekszych to do G to "lekka przesada"...
Wprawdzie zupełnie nie moja półka rozmiarowa, ale nie tak dawno temu kupowałam biustonosz razem z Mamą, która już ma szansę się w Oolę zmieścić. Okazało się, że moja Matuś jest gotowa nawet dać się porządnie ścisnąć i nosić obwód 80 (którego wcześniej przez kilka miesięcy stanowczo odmawiała), byleby tylko załapać się dzięki temu na G+ i mieć szeroki pas obwodu, frejowe szelki i inne tego typu upancerniające przyjemności. Bo w tym jest jej najwygodniej, nic się nie wrzyna, nic nie uwiera. Więc podejrzewam, że na Oolę machnęłaby ręką i sięgnęła po wieszaczek z pancernymi Freyami. A obwodowo przecież ledwo ociera się o dolną granicę rozmiarową Ooli...
ech, nie ma 38HH ani J ani JJ... no i na nic :(
Znam małobiuściastą panią noszącą rozmiar 50, może jej by taka bielizna się spodobała. Tylko tak jak poprzedniczki wątpię, czy te paseczki by się jej nie wrzynały w tłuszczyk - Elomi jest chyba lepiej pod tym względem skonstruowane.
Niestety nie mogę wypróbować ich kalkulatora, bo nie ma wyboru 27 pod biustem :( Pani z dolnego zdjęcia może i ma prostą, beztaliową syletkę, ale puszysta ona nie jest. Pani z górnego zdjęcia powinna być mniej więcej dolną granicą puszystych modelek, a nie laski z 38 (i nie mówię tu wcale o obwodzie). Nikomu to nie pomoże - ani faktycznie puszystej klientace w wyborze ciucha, ani dziewczynie o podobnych wymiarach, która nauczy się w ten sposób, że jest gruba.
Dobra, mamy już dwie linie dla wysokoobwodowych, teraz czekamy na linię dla niskoobwodowych (50-70) oraz linię pin-upową dla wysokokontrastowych (50-75 H+). Dopisek "lingerie designed for REAL women" też by się tam przydał ^^
Najpierw małe sprostowanie- moje 74 pod to 29 cali- to w jakich calach jest zatem rozmiarówka angielska, skoro 75cm=34?
Daslicht, tą "real woman" wywołujesz wywołanego juz raz wilka z lasu.
Co do modelek- ta druga to chyba jest szczuplejsza ode mnie, inna rzecz, że u mnie tłuszcz mieszka głównie na brzuchu.
Idealne dla osób ze sporą nadwagą/otyłością i nienajmniejszym biustem byłyby gorsety overbust, przynajmniej odpadłby problem wrzynających sie obwodów. - tych jednak powyżej G nie ma.
Pooli zaczynam mieć pomysła na zbicie fortuny, potrzebuje tylko kapiatału i wykonawców: firma szyjąca staniki w jednym obwodzie: 55.
Już o tym było w komentarzach pod notką o beżowych stanikach w 20 kolorach.
29 cali = rozmiar 34, a to że u nas 75 cm = rozmiar 75, to oni mają serdecznie w poważaniu. 70 cm w talii = rozmiar 38, na tej samej zasadzie :)
Z "real women" chodziło mi raczej o to, że Oola napisała tak na stronie by pokazać, ze grubsze kobiety istnieją a nie są tylko jakąś tam statystyką "20% osób otyłych". To samo mogłoby się znaleźć na stronie tej wymyślonej (mam nadzieję, ze tylko na razie) firmy szyjącej na kobiety wysokokontrastowe - one naprawdę istnieją, 55L, 60K, 65HH itp to prawdziwe kobiety, a nie lalki Barbie i silikony :)
Dalej nie rozumiem, ale co tam...
OT: czemu tylko wysokokontastowe? 55AA, 55A, 55B, 55C - mam dziwne wrażenie, że takie rozmiary rozchodziłyby sie jak świeże bułeczki.
A wracajac do Ooli- ciekawe, czy jakas firma odważyłaby sie reklamować na naprawdę otyłych kobietach (nie z lekką nadwagą)?
Nie wiem, czy to Pani się kwalifikuje na naprawe otyłą - chyba jeszcze nie. W każdym jednak razie zdaje się, że nie ma tylko lekkiej nadwagi. Tak wiec Gaia się odważyła:
http://www.gaia.com.pl/?action=lineam...
odziak-> To, że Twojej mamie się wrzyna, nie znaczy, że wrzyna sie rowniez i mnie, i mojej mamie, wiec nie generalizujmy aż tak...
Nawet jeśli uwazasz, ze czyjs obwod pod biustem jest patologią, to moze po prostu zachowaj akurat tego typu okreslenia dla siebie. Sa rozne przyczyny otylosci i nie zawsze da sie "coś ze sobą zrobić".
Jest bardzo duzo zlego w nazywaniu otylosci patologia, bo zazwyczaj idzie za tym obwinianie osoby otylej, a naprawde duza czesc otylych ma niezdiagnozowane (niediagnozowalne wrecz!) choroby, ktore nie daja im mozliwosci schudniecia po prostu - dzieki diecie i cwiczeniom.
A wracajac do biustonoszy - jesli osoba otyla chce cwiczyc i chudnac, to tym bardziej jest jej potrzebny baaardzo dobry biustonosz :) Bo duuzy ciezki biust moze zniechecic do cwiczen najwytrwalsza :)
Jedno mnie zastanawia. Na jaki realny obwód pod biustem jest stanik o obwodzie 120? Bo generalnie im większa kobieta, tym bardziej jest ściśliwa, na poziomie staników 85-95 spokojnie da się zaniżyć o jakieś 20cm (oczywiście wszystko zależy od modelu stanika, ja kiedyś robiłam taki fitting przy pomocy Fantasie Heleny). Ja sobie zdaję sprawę, że istnieje spora grupa kobiet noszacych np 120, ale ile z nich faktycznie potrzebuje tak dużego obwodu? Nie pytam ze złośliwości, tylko z czystej ciekawości, jak się ma rozmiarówka Ooli do naszej wiedzy o ściśliwości tego końca tabelki.
Co do tego 120 pod biustem, to pewnie by musiała mieć ze 140 jak nic (no, chyba że potężna klatka piersowa.
Chyba, że dobieraja stanik tak, jak wiele osób z nadwagą dobiera ubrania- byle zakryc, byle sie nie wrzynało, to nawet profilaktycznie obwód 120 na realne 110. Co jest bez sensu.
Wiesz Jul. Ta oola to nawet mnie by do ćwiczeń zniechęciła.
Dyskusja zaczyna przypominać dyskusje o cieniutkich ramiączkach dla J+. Po prostu pewnych rzeczy nie da się przeskoczyć i tyle. Przynajmniej w 99% przypadków. Bo może i istnieję kilka dziewczyn J+ z wyjątkowo jędrnym biustem, którym podołają cienkie naramki i może istnieje kilka dziewczyn z obwodem 100 i więcej którym się cieniutkie pasy w ciałko nie wrzynają. W większość przypadków jednak tak nie jest i trzeba się z tym pogodzić. A jak już tak strasznie komuś te upancernienia przeszkadzają, to niech sobie uszyje effuniaka. O ile effunika sie zgodzi na brak upancernień.
Nadal obstawiam przy tym, że 140cm realnie pod biustem jest niezdrowe i taka osoba powinna schudnąć. Dla zdrowia. Nie jestem złośliwa. Jestem realistką.
Napisałaś, że masz prawie 100. Wiesz dla mnie prawie 100 a 140 do jedna wielka różnica. Tym bardziej, że te 40cm różnicy to na bank 100% tłuszczyku. Może tobie się jeszcze nie wrzyna, ale jesteś pewna że nie wrzynałoby ci się jakbyś miała o 40cm więcej?
Mnie tez Oola by zniechecila :) Ramiaczka cienkie mi sie nie wrzynaja, to fakt, pewnie jestem wyjatkiem :) W dodatku najlepszym krojem i dla mnie, i dla mojej mamy jest plunge i baaardzo plytki halfcup. Tez pewnie jestesmy wyjatkami (i nie jestem tu zlosliwa:).
Uparcie Ci tlumacze, ze wyrokowanie, kto i co powinien zrobic, nie jest zadaniem (ani nawet prawem) innych ludzi. Tlumacze tez, ze nie kazdy moze. Po prostu. I wierz mi, sa osoby, ktore nie sa w stanie schudnac, czy chca tego, czy nie... I im tez naleza sie staniki.
Ale może byś najpierw przejechałam wzrokiem historie tej rozmowy i zobaczyła, kto najpierw nazwał 140 pod patologią.
Przestań więc może łaskawie wyładowywać na mnie swoje frustracje dotyczące wagi. Tym bardziej łaskawie przestań, że nikt nie nazwała patologią twojego 100cm.
Wiem, że pierwsza była Duża Mi, a Ty "tylko" potwierdziłaś.
Smutne jest to, że czlowiek starajacy sie wziac w obrone ludzi "innych" w jakikolwiek sposob (tym razem wagowo-wymiarowy) jest nazywany frustratem i oskarzany o kompleksy...
nie tylko do odziak -> Nie chodzi o to, że to MNIE dotyka słowo "patologia", ale że w ogole takie okreslenie nie powinno pasc... Ani w stosunku do osob otylych, ani bardzo chudych potrzebujacych obwodow 50-55 (nazwalbyscie to patologiczna chudoscia..?).
Nie po to Lobby i blogi takie, jak ten, żeby osoby "niewymiarowe" (w ktorakolwiek strone!) były oceniane i by im sugerowano, ze powinny "cos ze soba zrobic".
Acha, czyli Pani z filmiku i zdjęcia ma 83 cm pod biustem i nosi 85D. Gratuluję serdecznie, nawet mojej otyłej mamie nie przyszłoby to do głowy
jul.
gdybym całe życie nie była na diecie i nie ćwiczyła, miałabym również otyłość, którą nazwałabym patologiczną.
Ostatnio coś sie w diagnozie ruszyło, ale prawdopodobnie jest to coś falowego, a co, się dowiem może za 2-3lata regularnych badań.
A mam 23lata.
Także doskonale wiem co to znaczy mieć problemy z wagą zwiażane ze zdrowiem.
A mimo wszytsko, dzieki mega pilnowaniu się mam te 77cm pod biustem.
Wzięcie w obronę osób... Dziewczyno! Tu chodzi o zdrowie i życie.
O stawy, serce, naczynia krwionośne, zatory mózgowe itp.
Patlogogiczną chudością nazwę anorektyczkę: a to jest juz kwestia figury jaki obwód by nosiła.
Mozna mieć obwód 80 i być "w normie" bo ma się bardzo rozbudowaną klp.
Albo nawet 85 przy kulturystyce.
nie mówię że wszyscy muszą mieć rozmair 38. Bo lekka nadwaga nie grozi jeszcze zdrowiu. I z tym pogodzić się można.
Ale wiem, ile osób odrzuca od siebie myśl że jestem za duża, bo "kochanego ciałka nigdy za wiele" "taka po prostu jestem" "już nic nie da się zrobić" |oj tam nie każdy musi być szczupły"...
Bo nie każdy musi być.
Ale każdy powinien pomyśleć, że może coś da się zrobić jednak.
Uważam że takie określenie paść powinno, bo nie można się cały czas głaskać po główkach.
Bo sama wiem po sobie ile może zdziałać stała, naprawdę stała dieta i ćwiczenia, mimo braku diagnozy i porąbanego organizmu na wszystkie możliwe strony.
I zawsze mozna coś zrobić, nie mozna mówić że już nic nie ma.
Czasem potrzebny jest kubeł zimnej wody, aby uświadomić sobie że może tego kochanego ciałka jest za dużo i aby znaleźć sły do dalszej, bardzo ciezkiej walki. Z ciałem, z lekarzami, z lenistwem, z psychiką...
Co nie zmienia faktu, że staniki powinny być w pełnej rozmiarówce obwodów i misek, i ktoś mógłby zapełnić lukę na rynku staników "na miarę" dla osób właśnie np. 110L.
Bo na razie Effuniak nie ruszła :)
Ehhh...
przepraszam bardzo, ale "otyłość patologiczna" to jest określenie używane w medycynie i określa się tak bodajże otyłość przy BMI powyżej 40.
czyli przykładowo kobieta o wzroście 165cm ważąca 110kg będzie miała prawdopodobnie stwierdzoną przez lekarza otyłość patologiczną.
możliwe, że określenie "patologia" padło właśnie w takim znaczeniu.
no i logiczne, że taką otyłość się leczy. i należałoby piętnować osoby, które nie udają się w takim przypadku do lekarza bo to olewają, nie chodzi wcale o ćwiczenia czy dietę, bo na własną rękę nie powinno się wtedy działać.
a co do niedowagi, to osoby z BMI np 17, obrażają się kiedy ktoś im mówi, że mają niedowagę, bo się np wcale nie odchudzają ;) albo te które się odchudzają i w gruncie rzeczy dążą do wagi określanej jako niedowaga ;) a przecież to też określenie medyczne o ile się nie mylę i dotyczy takich, a nie innych wskaźników.
z określeniem "patologiczna niedowaga" się spotkałam, ale w odniesieniu do niemowląt.
a z "patologiczną chudością" w kontekście anoreksji
Podpiszę się raz jeszcze pod Duża Mi.
Gdzieś należy przestać głaskać ludzi po głowach. Granicę są rozmyte, ale w pewnym momencie zaczyn się patologia. I właśnie tak się to nazywa. I nie nazywamy tego tak, by komuś miało się z tego powodu zrobić przykro tylko dlatego, ze jest to niebezpieczne z medycznego punktu widzenia.
Chcę tolerancji dla różnorodności naszych kształtów, kragłości, kilku zbędnych kilogramów tu i tam, bądż też i wystających kości. Walczę ze standardem rynkowym 70-85 A-D, ciuchy 36-42, stopa 36-40. Wzrost 160-170. Do tego jest lobby i takie blogi, ale nie przesadzajmy nie do tego żeby uważać za OK dokładnie wszystko.
Nie mieszczę się w żadnym z wyżej wymienionych. (34FF, 44, 43, 180). Ale nie martwi mnie to szczególnie. Mam BMI w granicach zdrowego rozsądku (27) i w lustrze widzę nieco puszystą osobę. I to jest OK, bo z tym można życ i nie zagraża to mojemu zdrowiu. Gdybym jednak wspomniane BMI podskoczyło mi do wspomnianych 40, w lustrze ujrzałabym zdecydowanie co innego niz widzę teraz, to przestałabym się głaskać po głowce i powtarzać, że to dlatego że wysoka i mocno zbudowana jestem. Jakbym tego sama jakimś cudem nie zauważyła, to bardzo bym się ucieszyła jakby mi ktoś ten kubeł zimnej wody jednak na głowę wylał.
Żeby nie było, że jestem jednostronna. Anoreksję tez nazywam patologią.
Mam wrazenie, ze nie potrafimy się porozumieć.
Wydawalo mi się, ze po to czytamy tego bloga i Lobby, żeby znalezc odpowiedni stanik dla siebie i ewentualnie pomoc w tym innym. To nie jest chyba miejsce na dyskusje o tym, co jest, a co nie jest patologia/nadwaga/otyloscia/niedowaga i jakie sa ich skutki. Jeśli ktos chce przestrzegac przed zgubnymi skutkami otylosci (czy niedowagi), niech wybierze się na bloga, czy forum poswiecone temu tematowi…
Możemy rozmawiac o tym, czy i komu potrzebne sa szerokie ramiaczka, szerokie pasy itp. Ja chetnie wymienie się opiniami z kobietami noszacymi taki rozmiar (i wieksze), jak ja. Ale niech nikt w miedzyczasie nie wtraca uwag o chudnięciu i patologicznej otylosci. Bo nie po to się tu zebrałyśmy, prawda?
tak obserwuję tą waszą dyskusję i według mnie i Duża Mi i odziak mają rację. Nie głaszczmy się po główkach. A co do "uwag o chudnięciu i patologicznej otylosci" - trzeba mówić o tym zawsze, kto wie czy nie zajrzy tu ktoś właśnie z takim problemem? Nie można udawać, że problemu nie ma, bo to blog o biuście i stanikach.
Fajnie, ze macie misje zbawiania grubasow. Faktem jest, ze otylosc jest niezdrowa, grozna, ze ogranicza czlowieka, ze otylej osobie trudno kupic ubrania, a jak już kupuje, to namioty lub garsonki jak dla ciotki.
Ale czy Wam się zdaje, ze osoba otyla nie ma lustra? Ze nie widzi, jak wyglada? Ze nie slyszy co i rusz od lekarzy, ze przyczyna jej WSZYSTKICH dolegliwosci jest tusza? Ze nawet jak ma katar to dlatego, ze jest za gruba? Ze nie slyszy na KAZDYM kroku, ze ma cos ze soba zrobic, ze wyglada ohydnie, ze ma jesc tylko i wylacznie surowki i biegac po 45 minut dziennie? Ze ogladajac ubrania w dziale B&B nie slyszy uwag: „ale worki, kto chodzi w takich wieeelich ciuchach?” albo „jakbym JA była taka tlusta, to bym sobie zyly poderznela”. Myslicie, ze osoba otyla potrzebuje Waszych upomnien? Ze takimi tekstami uswiadomicie jej problem, zmienicie i uratujecie przed zgubnymi skutkami otylosci? Nie. Takimi uwagami jeśli już, to wpedzicie ją w depresje, w poczucie winy i zal do calego swiata.
Ja cale zycie bylam szczupla, rozmiar 38-40 to max, raczej 36. A potem zachorowalam. I mialam do wyboru: albo brac leki, które utucza mnie do rozmiaru 48, albo zejsc. Wybralam zycie i w ciagu 4-ech miesiecy przytyłam 40 kg. Tak, mam nadzieje, ze uda mi się wrocic do normalnej wagi. Już przestalam plakac slyszac takie teksty jak te, które przytoczylam. Już się nawet jakos pogodzilam ze stanem faktycznym. Ale jak kolejna osoba chce mnie uswiadamac, jak kolejny lekarz krzyczy TO PANI WINA, zanim dowie się, dlaczego i w jakim tempie przytylam, to uswiadamiam sobie, ze nie, wcale się nie pogodzilam.
Kiedy czytalam na Lobby wpisy dziewczyn o tym, ze wreszcie przestaly się wstydzic swojego biustu (lub wrecz ciala), ze znalazly akceptacje i zrozumienie, to naprawde się ucieszylam. Bo pomyslalam, ze może i ja będę akceptowana, może nikt nie będzie mnie nawracal na jedyna sluszna wage, może po prostu ktos pomoze mi dobrac bielizne do mojej obecnej sylwetki, a nie do tej wymarzonej.
Staralam się delikatniej dac Wam do zrozumienia, ze Balkonetka, czy Lobby nie maja być miejscem uswiadamiania grubasow, a miejscem, gdzie bez względu na rozmiar, będziemy mogly się dobrze czuc, dobrac odpowiedni stanik i zajac się wazniejszymi rzeczami.
Myslicie, ze po takich tekstach ja (czy inne grube dziewczyny) odwaza się komukolwiek pokazac swoje zdjecia w galerii i zapytac „czy dobrze dobralam stanik”?
Wiem, ze wyrzucilam wlasnie swoje frustracje, kompleksy, swoje poczucie niskiej wartosci i zal do swiata. Ale probowalam tego nie robic, powiedziec to wszystko delikatniej, bez opowiadania „swojej historii”. Nie dało się…
Jul. No i właśnie cały problem zaczyna się od tego, że ty masz kompleksy. Od niczego innego. Bo Duża Mi nazwała patologia nie rozmiar 48 i obwód 100 tylko dużo więcej. Ja Ci zresztą też już pisałam, że nikt tu nie nazwał Twojego 100 patologią, ale do Ciebie to nie dotarło. Chyba dlatego, że bardzo chciałaś by nie dotarło. Bo lepiej jest spoglądać na świat przez pryzmat swoich kompleksów i frustracji niż logiki.
48 to w tym kraju nosi wiele kobiet (bardzo wiele) i o ile nie masz 120cm wzrostu, to nie jest to patologia. Generalnie za duzo, ale nie o tym z Duża Mi mowiliśmy. Duża Mi wspomniała o tym w kontekście obwodu 140. Tyle to się w bluzkę rozmiaru 48 nawet bez biustu (żadnego) nie zmieści. Myśl trochę dzieczyno. Logicznie. Nie swoimi kompleksami.
Nie wiem jak długo żyjesz z taka wagą, ale w końcu Twoje ciało zacznie odczuwać to obciążenie. 48-50 to tez rozmiar moje mamy. I ona tez roztyła sie na lekach. Wiem jak trudno jej zrzucic choćby 5kg i że musi się pilnować by jeszcze bardziej nie utyć. Ale ona nie głaszczę się po głowce i nie wylewa na cały świat swoje frustracji, nie obraża sie za to, że ktoś jej powie, że jest gruba. Stara sie z tym walczyć. A walczyć trzeba - po kilku, kilkunastu latach organizm zaczyna siadać. Też widzę to po niej.
Jakie jest Twoim zdaniem zadanie lekarza? Głaskanie po główce, czy powiedzenie co trzeba zrobić żeby poprawić stan zdrowia? On też nie ma prawa powiedzieć Ci co należy a czego nie należy robić? Ja jest niby jego rola?
Wpędzanie w depresję? Kto kogo wpędza w depresję. My Ciebie, czy ty sama się?
Jakoś nie mogę się poczuć odpowiedzialna, za to że ktoś z rozmiarem X wpada w depresje i kompleksy i w galerii się już nie pokaże ze wstydu, dlatego że zostało stwierdzone że X+15 to patologia.
Odziak, naprawde zazdroszcze Ci dobrego samopoczucia i asertywnosci. Nie rozumiem jednak, jakim cudem nie dostrzegasz, ze ja podaje siebie jako PRZYKŁAD. I ze pisze, ze skoro ja się tak czuje czytajac Wasze posty, to jak będzie się czula osoba o wymienianych przez Was wymiarach, majaca rzeczywiscie 120 cm pod biustem…? Ja naprawde mysle logicznie, ale tez mam w przeciwienstwie do Ciebie odrobine empatii, która w kontaktach z ludźmi jest nieco bardziej potrzebna, niż zimna logika…
Moje ciało BARDZO odczuwa obciazenie, nie musisz mi tego uswiadamiac, bo zyje w nim na co dzien i doskonale wiem, co moglam robic „przed”, a czego nie mogę teraz. I nie glaszcze się po glowce, wierz mi, ale tez nie znosze, kiedy ktos mnie po tej glowce wali piescia uswiadamiajac mi to, co już sama wiem od dosc dawna…
Fajnie jest mowic, ze „trzeba walczyc”, jak się nie zna etiologii i przebiegu cudzej choroby, prawda? Dodam tylko, ze jestem prawdopodobnie o polowe mlodsza od Twojej mamy, wiec moglabys mi chociaz wspolczuc, zamiast wylewac mi na glowe kolejny kubel z pomyjami (bo już nawet nie z zimna woda…).
Mysle, ze i Twoja mama, i inne kobiety otyle po prostu uwielbiaja tych, którzy im mowia, ze sa grube. Ponawiam pytanie – czy ci, którzy to mowia, mysla, ze grubi nie maja luster…? I ze nie widza, jaki rozmiar nosza? Czy Ty jak widzisz czlowieka z jedna noga krotsza, to sugerujesz mu operacje wydluzania nogi? I opowiadasz mu, jak to zle jest zyc tak, jak on zyje?
I czy Ty jestes lekarzem? Każdy lekarz poczatkowo krzyczacy, ze jestem winna swojej tuszy, kiedy dowiaduje się, jaka jest jej przyczyna, od razu spuszcza z tonu lub wrecz przeprasza. Rozumiem, ze Ty jestes madrzejsza i wiesz lepiej, prawda?
Na koniec powtorze jeszcze – moja frustracja i kompleksy nie sprawiaja, ze jestem WYLACZNIE przewrażliwiona. Sprawiaja tez, ze odrobinkę lepiej jestem w stanie wczuc się w role osoby, która nazywacie „patologicznie otyła”.
Raz jeszcze poproszę Cię o spuszczenie z tonu i nie wylewanie tutaj swojej frustracji na cały świat.
Nie zamierzam już dyskutować z tobą racjonalnie, bo się nie da. Emocjonalnie, to sorry, ale ze mną się nie da. Jedynie tu masz rację.
Drogie Panie!
Odpuście Jul.
Mnie też by wkurzyło gdyby ktoś mi próbował wmówić, że rzekomo powinnam lub prawie powinnam coś zrobić.
Każdy "ma swój rozum" (jak mawia moja babcia).
A mnie by bardzo interesowało, od jakich to lekarstw tyje się 40kg w ciągu kilku miesięcy? Bo pracując z ludźmi z nadwagą od wielu lat, bardzo rzadko spotykam kogoś ze zdrowotnym problemem, który sam w sobie prowadzi do tycia. Nawet jeżeli pewne lekarstwa obniżają przemianę materii do minimum, to tyje się nadal od zjedzonych kalorii, a nie od powietrza. Z doświadczenia wiem, że ekstremalna otyłość jest po prostu wynikiem długotrwałych błędów żywieniowych i wygodnego trybu życia. Każdy ma jednak prawo do własnego wyboru sposobu na życie. Jeżeli jednak ludzie otyli chcą być traktowani normalnie, to nie powinni oczekiwać też specjalnej empatii i politycznej poprawności polegającej na unikaniu "drażliwych" określeń.
pierwszalitera -> Wydaje mi sie, ze jestes psychologiem, a nie lekarzem, prawda?
Zakladasz, ze sciemniam piszac o przytyciu w ciagu kilku miesiecy, czy chcesz, zebym naprawde Ci napisala, co bralam i dlaczego...?
pierwszalitera-> sterydy, czesc neuroleptykok, hormony. To grupy lekow, ktore biorac mozna bardzo utyc. Widac, ze swietnie znasz problem...
To ja napiszę ostatni post, bo już i tak nic więcej nie ma sensu.
Fajnie, że jul. Ty jesteś świadoma co i jak. Wiesz, czemu wazysz ile ważysz, i jak będziesz mogła to wrócisz do wagi.
Że jesteś pod opieką medyczną i podjerzewam że trzymasz dietę jako taką skoro nie tyjesz.
Nosisz rozmair 48, czym potwierdzasz, po raz XXX że po prostu masz nadwagę i tyle, bez nazywania niczego patologią.
W galerii są osoby nawet o 140cm w biuście, a nie spotkałam się z komentarzami pod danym postem o tuszy, czy wyśmiewczych. Za bardzo zaufane osoby tam wszędzie są.
RZetelna ocena stanika.
Ale gdy rozmawiamy ogólnie, bez wskazywania nikogo palcem, o staniczkach w obwodzie 120, czyli 140cm POD biustem... będąc prawie lekarzem, a na diecie od 8 (sic!) roku życia nie potrafię nie zwracać na to uwagi.
Bo nie uważam aby to było wpędzanie w depresje: idź do lekarza, dziewczyny mogły, może i mnie się uda. Zacznę od marszu 30min 3x w tygodniu, może za dwa miesiącu będę mogła maszerować godzinę i to energiczniej!
Dziewczyny były niezdiagnozowane, kurcze, udało się, może i ja zagrzeję siły do walki.
Wiem że większość ludzi ma lustra. Ale doping i pokazanie, że tak, to nie jest zdrowe, trzeba coś z tym zrobić, bo naprawdę może mi się coś stać, uważam za dobry...
No ale nic, wesołych świąt Wam wszystkim życzę :)
@gaja: Właśnie dlatego, że znam problem, wiem, że od samych lekarstw sie nie tyje. Przytycie takiej ilości kilogramów w tak krótkim czasie, nie jest tylko winą lekarstw. W ciągu lat poznałam chyba wszystkie mitologie, wymówki i pseudomedyczne wytłumaczenia ludzi, którzy sporo utyli. Znam wielu, którzy biorą sterydy, hormony, środki antydepresyjne i wstrzykują insulinę non stop, i wiem, że trudno w takiej sytuacji schudnąć, ale nikt nie musi aż tak przytyć. Jeżeli zauważa się przyrost wagi o pierwsze 10-20 kg, to warto zastanowić się nad tym, co się je, szukać porady, bo jak napisałam, tłuszcz nie zbiera się z powietrza. I nie lubię, gdy takie medyczne bajki powtarza się wszędzie, jakoby było to już nieuchronnym przeznaczeniem ludzi biorących podobne środki. Nie zarzucam Jul, że ściemnia, widocznie miała pecha, nie zauważyła rozwijającego się problemu, nie podoba mi się tylko jej postawa ofiary, bo jakby nie było, trochę jest się samym za siebie odpowiedzialnym i chyba widziała, że coś się dzieje. Utyć 40kg, to nie jest pestka i przynajmniej odrobinę wzmożony apetyt musiała zauważać. Tak bowiem reaguje się na lekarstwa które wymieniłaś. Dziwię się tylko jej lekarzom, że w porę nie zereagowali, nie przestrzegli, nie dali wskazówek jak się zachowywać. Nie wiem więc, komu zarzucać tu brak kompetencji? Źle się stało, ale nie ma co rozdzierać szat, szukać winy gdzie indziej i litować się nad sobą. Gdy dopuści się do siebie myśl o własnej odpowiedzialności za nadwagę, to łatwiej będzie też o motywację, by ją zrzucić. Albo o samoakceptację, bo osobiście nie jestem ani za przymusowym odchudzaniem i uszczęśliwianiem na siłę, ani za dopasowywaniem do wątpliwych ideałów szczupłości.
Miałam się już nie odzywać, ale jednak.
Po pierwsze są leki od których spada dość drastycznie przemiana materii, bądź zwiększa się apetyt. Tak jak wymieniła gaja sterydy, neuroleptyki i hormony. Łatwo na nich utyć. Ale mimo wszystko nie należy zwalać 100% winy na nie. Dlaczego? Będą dwa przykłady - oba osobiste, ale jak już wywlekamy tu wszystkie osobiste przypadłości medyczne i nie tylko, to niech będzie.
1. Moja mama - jak pisałam jest mocno puszysta, nawet otyła. Nigdy nie należała do super szczupłych, ale te najbardziej grzeszne kilogramy "zawdzięcza" właśnie hormonom. Bierze je stale i jak pisałam już musi się przypilnować by nie tyć bardziej, a chudnięcie jest super trudne. Trudne, ale możliwe. I moja mama niewiele, bo niewiele i bardzo powoli chudnie. A przede wszystkim nie robi z siebie ofiary i nie mówi całemu światu, że gruba jest przez te cholerne leki. Bo to nie do końca prawda. Przez te leki ma pod górke i to mocno. Ale wie, że jakby od początku ich brania przeszła na 1000 kalorii to nie utyła by aż tyle. Wie, że utyła temu bo lubi jeść i nie chciała z tego rezygnować, bądź też dlatego, że obudziła się za poźno.
2. Ja - tez już pisałam ze mam lekka nadwagę. I jeśli chodzi o ścisłość nabytą podobnie. Na neuroleptykach. Jakbym była jul. to bym stwierdziła, że dlatego ją mam. Ale nie stwierdzam. Wedle mnie sama jestem za nią odpowiedzialna. Dlatego, że podobnie jak mama mogłam od razu przejść na dietę jak tylko zauważyłam że zaczynam tyć, ale także dlatego że już ich nie biorę i mogłabym schudnąć. Ale mnie się nie chcę. Mam nadwagę bo jestem leniwa!!!
Ja swoje ciało akceptuje w pełni. Nie burzę się jak mi ktoś mówi, że mam wielki tyłek. Taki mam na własne życzenie. Wiem że ja jestem za niego odpowiedzialna. Moja mama tez nie ma wielkich problemów z przyznaniem się do tego, że jest gruba. Mówiła mi, ze miała kompleksy na punkcie wzrostu (obie jesteśmy bardzo wysokie) i że gorzej jej się je znosiło niż te wagowe, bo na to nic nie mogła poradzić.
Tak więc Jul. Nie rób z siebie ofiary, bo to sprawia, że czujesz się znacznie gorzej. Nie mówię Ci, czy masz chudnąc, czy nie. To twoja decyzja. Przyjmij jednak do wiadomości, że leki sprawiają tylko tyle, że jest Ci trudniej.
Jeśli nie chcesz chudnąć, bo w Twojej sytuacji wymagałoby to jedzenie tylko sałatek i bieganie 45min dziennie, a uważasz że to za duże poświęcenie to OK. Ja to rozumiem - sama napisałam że jestem za leniwa na to by się pozbyć 7kg nadwagi w normalnych warunkach, więc doskonale rozumiem, że ktoś może uznawać za zbyt wielkie poświęcenie pozbycie się kilkudziesięciu w warunkach utrudnionych. Nie mów jednak, że tak już jest bo brałam/biorę leki i nic nie mogę na to poradzić. Rzeczywiście trudniej jest Ci poradzić na to wiele, ale nieco zawsze można.
To tyle do Ciebie. Nie chcę Cię atakować. Nie chcę Cię dołować. Te uwagi dotyczą się każdego z nadwagą. Mnie też. Nie mają na celu oceny.
Poza tym jeszcze raz Ci przypominam, że cała dyskusja nie zaczęła się od Ciebie i od Twoich kształtów. Nikt nie nazwał Twoje figury patologiczną - powtarzałam to dziesiątki razy i powtórzę raz jeszcze. Z Duża Mi broniliśmy tylko poglądu, że patologie istnieją. To, że istnieją nie oznacza, że to właśnie Ty. Jeszcze raz powtórzę, że nie mogę być odpowiedzialna za to co sobie ktoś do moich słów dośpiewa.
I marsz mi do galerii pokazać się w nowym staniku:)
Dziewczyny, przynajmniej w świeta nie kłócić się (i tu padnie kilkadziesiat postów np. o polskim zakłamaniu itd. ;-)
Jak ktoś chce pogadać, niech mi wytłumaczy łopatologicznie, jak to z tymi calami jest.
A co do słowa "patologia" - przecież ono moze wystepować niekoniecznie jako nacechowane pejoratywnie- vide patologia ciąży.
o_0
ja ostatnio szukając stanika dla mojej mamusi trafiłam na stronkę:
http://balkonetka.pl/forum/czy-nosze-...
szwajcarska firma, fajna bielizna... i mają jedną linię w rozmiarach od 90C do 110F i muszę przyznać, że te staniki nie są takie paskudne... i nawet figi do kompletu można dobrać (są do rozmiaru 60) i top więc naprawdę spoko, szkoda tylko, że tak mało wzorów, ale z doświadczenia wiem, że jak się coś zamówi, to co 3 miesiące przysyłają ofertę i można zamawiać lub nie :)
tfu, nie ten link
http://www.provea.com/Provea/ProveaFi...
Ależ się przejęłam dyskusją o nadwadze, przeczytałam od deski do deski. Wiem, że to stare wpisy, ale poczułam chęć wyrażenia się. O ile rozumiem "co do mnie rozmawiasz" Odziaku i DużaMi, to jest mi dużo bliżej do Jul. Spoko, że macie luz jak ktoś mówi "masz wielki tyłek". Ja dostaję szału jak ktoś chociażby przy mnie, niekoniecznie do mnie wygłasza coś tego typu. Jakim k..wa prawem?? Nie jest dla mnie żadnym argumentem "ale to jest prawda". Czy w związku z tym spoko jest mówić komuś "ale masz blizny", "no, rzeczywiście niezły stan zapalny z ropą przy tym twoim trądziku", albo "he he, ale masz cycki krzywe, jeden większy, drugi mniejszy", "ale masz żółte zęby", "ale masz owłosione ręce", "ale masz wąskie usta", "ale masz iksy"? Co z tego, że tak jest. Jakim trzeba być skończonym palantem/idiotką (w moim osobistym odczuciu, nikogo nie atakuję), żeby np na rodzinnych, towarzyskich spotkaniach, albo na ulicy wygłaszać tym podobne komentarze?? Gotuje się we mnie, jak pada wypowiedź typu "no, ale się powiększyłaś" od kolegi na wyjściu, na które wszyscy się wyszykowali i chcą się dobrze bawić. I jeszcze nikt się nie odezwie! Wszystkim się robi niezręcznie, wszyscy czują, że to nie na miejscu. A osoba, której to dotyczy udaje jaki to ma luz, "przecież wiem, że mam wielki tyłek". Dramat. Zawsze się wtedy gotuję i reaguję.
Znam walkę z kilogramami z własnego doświadczenia. Traumatyczne przejścia z tym związane, obrzydzenie do siebie, myśli samobójcze, ciągłe obietnice zmiany i poczucie winny kiedy się poddawałam, ciągły wstyd. Znam transy, napady kompulsywnego obżarstwa, których z całą inteligencją, której nie dam sobie odmówić nie sposób jest tak po prostu zatrzymać. Znam życie, w którym pierwszą i ostatnią myślą kiedy otwierasz i zamykasz oczy jest jedzenie, niejedzenie, odchudzanie, obiecywanie, planowanie, podejmowanie decyzji, łamanie jej, ukrywanie przed otoczeniem jakiego się ma zajoba, bo przecież nikt nie zrozumie. I większość nie rozumie. To nie jest kwestia złej albo słabej woli. Ja rozumiem, że Odziak ma prawo uważać siebie za leniwą i winną swojej nadwagi. Natomiast ja wiem, że o ile nie mówimy o drobnej nadwadze wynikającej z drobnych zaniedbań, mówienie o lenistwie jest wielce krzywdzące.
Kiedy nie mieścisz się w nic, słyszysz w domu, w szkole, na ulicy, w sklepie, w pracy debilne komentarze,tak jak mówi Jul. niczego to nie zmienia, poza pogłębianiem twojej rozpaczy.
Jak to mówią syty głodnego nie zrozumie. I tu tak samo, ktoś kto tego nie przeżył
"Tego" w sensie całokształtu takiego doświadczenia, nie ma możliwości zrozumieć, dlaczego takie "przewrażliwione reakcje".
Nie brałam żadnych leków, mam idealny metabolizm, pochodzę z usportowionej rodziny. A moje problemy wynikały z zaburzeń emocjonalnych, zerowego poczucia własnej wartości i innych. Chociaż dla osób postronnych byłam zawsze mądra, ładna, zdolna. Dla większości "sama sobie wymyśliłam problem".
Mogłabym się tu jeszcze dzielić przeżyciem wizyty u pierd..niętej pani dietetyk w poradni, która kazała "się ograniczyć". Upokorzenia, które tam mnie spotkały przy mierzeniu nie da się opisać ani zapomnieć.
I minęło wiele lat ciężkiej pracy nad sobą, nad głową, nad emocjami, przy pomocy specjalisty. I ciało się zmieniło trochę choć nadal jest za dużo. Ale ja siebie już widzę inaczej i jakoś nikomu już nie przychodzi do głowy mówić "weź się za siebie" bo chyba bym łeb urwała. Szkoda, że nie mogli się ugryźć w język kiedy byłam w najgorszym stanie. W końcu nie uważam swojego biustu za obrzydliwy i mam fajne staniki, bo nie chodzę do sklepów, w których panie mówią "no trochę by się przydało zrzucić".
I wszystkim dużym i małym kobitkom, które się zmagają, życzę takiego momentu.
Trochę wyrozumiałości. Nie zawsze w środku jest to, na co wygląda. Nie każdy sam sobie winien, bo je tylko w McDonaldzie. I nie każdy potrafi przestać, mimo, że chce.Kuniec. Wybaczcie elaborat.
Coquelicot, z Miriale mam akurat złe doświadczenia - co prawda stanik kupiłam tylko raz (właśnie z katalogu) i było to tak dawno temu, że nie potrafię już ocenić jego jakości, ale dwukrotnie zdarzyło mi się trafić na promocje "telefoniczne" - odmawiałam zakupów, a mimo to musiałam się potem użerać z infolinią, bo nagminnie dostawałam wezwania do zapłaty za przesyłki, których w ogóle nie dostałam (!). Mam nadzieję, że Tobie pójdzie lepiej :).
Tylko zalogowani użytkownicy mogą dodawać komentarze.