Lindsay Lohan przedstawia: Stanikowe Grzechy Gwiazd
Od czytelniczki Balkonetki Majki (wielkie dzięki!) dostałam cynk do cudownych zdjęć Lindsay Lohan. Ostatnio na balkonetce rozgorzała dyskusja na temat podjeżdżających obwodów widocznych spod ubrań. Jak widać na zdjęciu, Lindsay jest typowym przykładem ilustrującym problem.
Czarny stanik i niebieska tunika do dżinsowych rurek jest typowym "modowym" połączeniem ostatnich kilku sezonów. W kobiecych magazynach o modzie wiele znajdziemy takich kombinacji. Nic dziwnego - bielizna jest widoczna i potrzebna, a przy odsłanianiu ciała należy dobrać ją do całości stroju. Również mi zdarza się przyodziać podziurawioną (oczywiście specjalnie:) bluzkę na ładny stanik. Zawsze jednak dbam o to, żeby był dobrze dobrany!
Obwód stanika Lindsay Lohan na zdjęciu wygląda jakby grupa nastoletnich chłopców bawiła się w strzelanie gumą na plecach koleżanki. Czy celebrytka wie, co się dzieje na jej plecach? Efekt naprawdę jest nieciekawy.
Zdjęcie pochodzi z Pudelek.pl.


Komentarze: 84 / Dodaj komentarz »
urocze w dodatku przez to wygląda jakby miała garb;)
Fatalnie... W ogóle ta bluzka dziwnie skonstruowana.
Ale połączenie kolorów mi się podoba:)
Wydają na najlepszych fryzjerów kosmetyczki, osobistych trenerów,operacje plastyczne, torebki o wartości naszych kilkumiesięcznych pensji, sukienki które założą tylko raz ..... nic dziwnego że na biustonosz już nie starcza.
"Mi również zdarza się ubrać podziurawioną (oczywiście specjalnie:) bluzkę na ładny stanik."
WŁOŻYĆ a nie UBRAĆ !
i chyba MNIE a nie MI
Amelciu popraw koniecznie (a potem możesz skasować mój wpis).
Ale co masz do ubrać? Mam wrazenie, ze pol Polski używa takiej konstrukcji, wiec jest OK.
To samo odnosi się do MI vs MNIE.
Zaraz sie z balkonetki zrobi forum preskryptywistow jezykowych. Brr...
odziak: jakoś gdy pół Polski używa takiej konstrukcji robi mi się słabo. Myślę, że nie jestem jedyna :P To NIE jest OK.
Poprawność językowa jest bardzo ważna u osoby, która publikuje swoje teksty w internecie.
mefistofelia ma rację. W domu przy obiedzie może być "kuń", ale w tekstach publikowanych musi jednak być "koń".
Mnie sie slabo jakoś nie robi. Ale coż, ja bardzo deskryptywna jestem.
Poł Polski tak mowi, mowic pewnie bedzie i to się staje normą. Tu i teraz. I nic na to zaden Miodek nie pomoże.
zreszta dla wlozyc/ubrac frekwencje 104/1890 mowia same za siebie:P
A skąd jest ta frekwencja? bo nie bardzo łapię
Polska mówi też "poszłem", "wzięłem", "wziąść", "włanczać" itp. Mnie też zęby bolą, jak takie rzeczy słyszę...
Z googla. czasem "na szybko" (na przyklad w pracy tlumacza, ale też żeby szybko podeprzeć bądź odrzucić swoja intuicję językową) używa się google jako korpus. Oczywiście nie zawsze nadaje się do oparcia na tym jakiś szczegolnie waznych badań (no chyba ze nad uzyciem języka w necie, bądz nawet nad samym google), bo korpus nie jest zbalansowany.
Zalety są takie, ze jest szybki, dostepny dla kazdego i latwy w obsludze. Przede wszytkim jednak jest to dużo wiekszy zbior tekstów niz jakikolwiek profesjonalnie zrobiony korpus. Dlatego czasem bardziej sie nadaje do wyszukiwania rzeczy stosunkowo nieczęstych.
Podane frekwencje - to wyniki wyszukinia frazy "ubrać bluzkę na" i "wlożyc bluzkę na". Sorry, ze nie wytlumaczylam o co chodzi, ale bardzo "na szybko" to robilam.
@julka - nie bolą mnie żadne z w/w form. Cieszę się nawet ze mamy roznorodość w naszym języku. Zęby mnie bola jak ktoś nie umie wykorzystać j. polskiego do wyprodukowania sensownej i zrozumialej dla innych wypowiedzi, a to jest niestety dosyć częste.
Widze ze Amelcia sie ugiela.
odziak- Jesteś językoznawcą i masz poczucie deskryptywistycznej misji. Rozumiem :)
Jednak zdania nie zmienię. Jeśli, ktoś wypowiada się publicznie powinien używac standardowej, poprawnej wersji języka. Co innego w domu, na podwórku czy na przerwie na papierosa.
Nie wiem jak ty, ale ja nie chciałabym żeby np. prezenterzy wiadomości mówili "włanczać" czy "wzięłem". Podobnie nie pasowałoby mi gdyby co drugie słowo mówili "kurwa" a większość czasowników i przymiotników zamieniali odmianami słowa "pierdolić". Nie obchodzi mi, że pół Polski tak robi ;P
odziak: No właśnie zastanawiałam się, czy to google czy korpus PWN czy jeszcze coś innego (chociaż obstawiałam googla, bo kojarzę trochę twoich wypowiedzi o poprawności i wydawało mi się, że nie popierasz systemu wybierania wartościowych wypowiedzi, na którym opiera się korpus PWN, google jest bardziej demokratyczny) btw "założyć bluzkę na" daje 5,720 wyników.
Mnie osobiście "ubrać bluzkę" szczególnie nie razi. Ale gdyby Amelcia napisała właśnie coś w stylu "wziąść" czy "włanczać", na pewno by mnie raziło. A nie jestem żadną hiperpoprawną purystką językową.
Inny search - mialam "włożyć" (tak jak purysci wyżej podali) a nie "założyć".
Kwiestia google vs korpus jest dyskusyjna i nie mylilabym jej z demokratycznością. Do codziennego użytku i "na szybko" - google. Do badań - trzeba sie mocno zastanowić. Google ma wiele wad - przede wszytkim brak zbalansowania ale tez wyszukiwarka.
K--- i pier--- nie budza juz u mnie takiego entuzjamu, bo są społecznie kiepsko akceptowalne.
@mefistofelia - prezenterzy w TV mowia gorsze rzeczy niz "włanczać". Uwierz, ze chwilami z ich ust padają zwroty dla mnie wątpliwe pod względem znaczeniowym. Niestety. I to jest to na co mnie zęby bola.
wiem, że szukałaś "włożyć", po prostu chciałam pokazać, że to nie jest tak, że prawie wszyscy mówią "ubrać". byłam strasznie zaskoczona, że "włożyć" daje tak mało wyników, więc spróbowałam czegoś podobnego i chyba trafiłam w najpopularniejszy zwrot. A "ubrać" nie jest po prostu regionalizmem? zawsze mi się tak wydawało.
@ odziak - pół Polski może i używa. Tylko czy na pewno samemu chce się równać w dół?.
nie wiem - trzeba by sprawdzic. problem, ze nie mamy korpusu anotowanego regionalnie. Ja jestem z Poznania i u mnie sie czesto mówi "ubrac". Amelcia chyba z Wawy.
@narcyza - nie chodzi mi o to, że ja chce namawiac kogoś do używania takiej a nie innej formy, czy sama ja przejmować. Chodzi o to by nie poprawiać tego na sile i nie wykazywać świętego oburzenia (ze jak to tak publicznie), bo jestem świecie przekonana ze to nie ma najmniejszego sensu a wręcz jest szkodliwe.
Co do "ubierania" to pierwszy raz formę "ubrać coś na siebie" zamiast "ubrać się" usłyszałam w telewizji parę lat temu i to w reklamach tvmarket itp. Od tej pory kojarzy mi się z tandetą...
Za to chyba Bralczyk powiedział kiedyś, że "założyć" też jest tak naprawdę formą niepoprawną:) i powinno się mówić "nałożyć". Bo założyć to można jakąś hipotezę itp.
Co do Lindsay to może ona nie ma doświadczenia z biustonoszami, bo jak już widuję jej zdjęcia w necie, to zazwyczaj stanika nie nosi.
hm, a miało być o źle dobranym obwodzie ....
-Zosiu, ubierz ten czerwony płaszcz.
-A w co mam go ubrać?
A kiedyś ktoś napisze 'łóho' i dopiero nie będzie wiadomo, o co chodzi ...
"Ubrać coś" w znaczeniu włożyć, ubrać się w coś to AFAIK regionalizm małopolski. Lokalnie ten zwrot jest więc poprawny, ale jako że balkonetka jest ogólnopolska (a nawet ogólnoświatowa) to w tym tekście jest błędem.
A wracając do tematu notki to szkoda, że taki podjeżdżający obwód jest dla wielu osób całkiem normalny i naturalny.
Sluchajcie, a moze by tak zostawic w spokoju ta dyskusje o poprawnosci jezykowej (albo przeniesc ja na forum) - tu i teraz mamy "pieknie" pojezdzajacy staniorek celebrytki;)
aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa.....
Strasznie, strasznie mnie wkurza, gdy ktoś tonem pełnym oburzenia próbuje kogoś nawracać na zanikającą już formę językową. Dla mnie język jest sprawą tak indywidualną, jak ubiór. Ostre krytykowanie tego, jak ktoś mówi jest nietaktowne, niekulturalne i bezsensowne. Ja np. znam wiele "ustaleń" Rady Języka Polskiego, ale do niektórych nie stosuję się celowo, bo brzmią nienaturalnie. Nie mówiąc już o tym, że niezmiernie bawi mnie, gdy forma używana "niepoprawnie" przez miliony ludzi, w ciągu jednego dnia, magicznym dekretem komisji staje się "dopuszczalna". No doprawdy.
Tak nawiasem mówiąc, według oficjalnej definicji, normą językową jest to, co jest uznawane za dopuszczalne przez większość wykształconych użytkowników języka. Jeżeli większość wykształconych użytkowników języka używa formy "ubierać płaszcz" (a wszyscy znani mi ludzie - również wykształceni - używają tej formy), to jest ona normą. Koniec kropka. Kto chce się ze mną kłócić, niech pokaże mi przekonujące dane statystyczne z 2008/2009 roku, które wskazują, że większość społeczeństwa z dyplomem wyższej uczelni używa formy "ubrać się w płaszcz" lub "założyć".
Uważam też, że określenie dostosowania się do naturalnej ewolucji języka i używania formy powszechnie używanej przez otoczenie jako "równanie w dół" jest poniżej krytyki. Język jest żywym organizmem i ma służyć komunikacji. Gdy dana forma jest nieużywana, to przestaje być komunikatywna, a więc przestaje spełniać swoją funkcję. Odchodzi zatem na śmietnik historii. Można płakać nad jakże smutnym faktem, że ludzie "ubierają płaszcz", a wołacz skazany jest na zagładę, ale tu działają nieubłagane prawa ewolucji. Gdyby ich nie było, do dziś mówilibyśmy po starocerkiewnosłowiańsku. Kolejny raz nawiasem mówiąc, formy językowe, których używamy także obecnie i są uznane przez wielką Radę często pochodzą od tzw. dołów. Toteż język, którym posługują się preskryptywiści nie do końca jest taki znowu "górny" :P.
I jeszcze o używaniu regionalizmów. W innych krajach są one przejawem patriotyzmu lokalnego. Posługiwanie się zwrotami powszechnie używanymi w danej społeczności językowej uznawane jest zaś za rzecz naturalną, nie błąd. Moim zdaniem, jest to podejście zdrowsze, niż nakazywanie ludziom mówić/pisać jakimś urojonym standardem, zwłaszcza, że nie piszemy tu kolejnych ksiąg "Pana Tadeusza", tylko BLOGA.
Apelują zatem o zdrowy rozsądek, moje drogie - pozwólcie ludziom mówić, jak lubią i uważają za słuszne, bo racja niekoniecznie musi być po Waszej stronie.
To pisałam ja
Wojująca Deskryptywistka
"Jeżeli większość wykształconych użytkowników języka używa formy "ubierać płaszcz" (a wszyscy znani mi ludzie - również wykształceni - używają tej formy), to jest ona normą." @a_girl wszyscy wykształceni ludzie, jakich znam używają formy "włożyć płaszcz". "Ubrać płaszcz" słyszałam tylko od osób, które w ogóle mają problemy z językiem polskim (także np. z ortografią) i dlatego założyłam, że użycie tego wyrażenia przez Amelcię to chwilowy zanik koncentracji - coś jak literówka i dlatego napisałam, żeby usunęła mój post, jak już poprawi błąd. W życiu mi nie przyszło do głowy, że są ludzie, którzy akceptują pisanie z błędami językowymi.
Większość społeczeństwa uważa, że mówi się po najmniejszej linii oporu, mało tego z pogardą wypominają mi, że robię błąd, zanim zastanowią się nad logiką (logicznie i poprawnie :iść po linii najmniejszego oporu). Ale krytykowanie innych i powoływanie na argument, że moi wykształceni znajomi to tak mówią, a nie wykształceni to nie, świadczy o poziomie kultury osobistej. Która akurat dla mnie (i zgodnie z imperatywem kategorycznym dla każdego ;) )jest czymś o wiele ważniejszym niż kultura języka, czy tytuł naukowy. A jeśli chcesz coś poradzić Amelii to może wyślij jej maila, albo zaproponuj korektę.
@a_girl, a może ci wszyscy wykształceni ludzie są po prostu niedokształceni? Przynajmniej językowo.
A forma włożyć/założyć coś nie jest bynajmniej zanikająca jak twierdzisz.
To ,ze większość robi coś w określony sposób nie oznacza bynajmniej, że jest to właściwe. Vide dobranie stanika ;).
tak się zastanawiam co by było gdyby ktoś tu pisał gwarą... uwielbiam jej słuchać, szkoda że na wsiach już zanika..
a co do stanika Lindsay, coż, sama takie podjeżdżające nosiłam jeszcze półtora roku temu i wydawało mi się że tak jest ok...
@beautygosiek: Pisanie gwarą byłoby jak najbardziej OK. Należałoby się jedynie konsekwentnie trzymać stylu, a nie przelatać język literacki "wtrąceniami gwarowymi".
A staniki kiedyś też mi tak podjężdżały, tyle że ja ich nie wystawiałam na widok publiczny ;).
Ej no, przecież w ubieraniu płaszcza nie ma nic złego. Można go ubrać w cekiny np.
A propos dyskusji na temat języka, jego poprawności, częstotliwości występowania określonych zwrotów/konstrukcji - tak na oko 50% (albo i więcej) naszego społeczeństwa (i nie mam na myśli tylko nizin intelektualnych) używa słowa "BYNAJMNIEJ" jako synonimu słowa "PRZYNAJMNIEJ". I nie widzą w tym nic złego. Jest to wręcz uważane za przejaw erudycji i prawdopodobnie niedługo będzie tak powszechne jak "ubrać płaszcz". To też jest według Was czymś normalnym?
jest czyms normalnym - absolutnie! To sie nazywa przesunięcie semantyczne (semantic shift) i przykladów tego jest wiele w historii kazdego języka (polskiego też, a jak!).
Dzieki wojująca deskryptywistko bo juz myslalam, ze tu sama jestem z tym dekskryptywno-liberalnym podejsciem.
odziak, może dla Ciebie jest to normalne. Dla mnie nie jest, bo są to dwa słowa o zupełnie odmiennych znaczeniach. A że analfabeci próbują pozować na erudytów i je ze sobą mylą, to cóż...możesz nazywać to sobie "przesunięciem semantycznym" z 20 różnych językach, a dla mnie jest to tylko i wyłącznie przejaw używania słów, których znaczenia się nie zna.
Nie po to całe życie będę płacić podatki m.in. na powszechną edukację, żeby później jeden z drugim powiedział do mnie "Tam pisze żeby bynajmniej płaszcz ubrać jak się idzie. To ja ubrałem płaszcz i poszłem".
PS: Bo tego typu błędy nie są spowodowane inwencją twórczą mówcy, czy żyłką eksperymentatora, jak chyba chciałabyś sądzić. To są skutki niedouczenia i niedoczytania. A od osoby kończącej obowiazkową edukację szkolną nie koniecznie trzeba wymagać znajomości układu rozrodczego żaby, ale brak umiejętności czytania i mówienia to już skandal.
Zresztą zwróć uwagę na ogólnopolskie zbiorcze wyniki egzaminów gimnazjalnych. Myślisz, że nie mają one żadnego związku ze statystykami użycia błędnych form językowych, które przytaczałaś? To te same osoby, które pisały te testy, tworzą Twoje statystyki. I przykro mi, w związku zpowyższym, dla mnie te statystyki to żaden dowód słuszności. Wręcz przeciwnie.
ty sposobem nadala nazywałabyś swoja matkę maciorą, a o bieliznie w tym serwisie nie mogłoby być mowy.
Ale OK. Odziak niedouczony jest.
odziak, nie twierdzę przecież, że Ty jesteś niedouczona. Mniemam, że akurat Ty zauważasz "subtelną" różnicę mniędzy przytoczonymi jako przykład "bynajmniej" i "przynajmniej". Ale są osoby, które tej różnicy nie widzą, bo prawdopodobnie należą do tej grupy Polaków, która czytuje tylko program telewizyjny. I to JEST problem.
A przykład z "matką" i "maciorą" jest moim zdaniem nieadekwatny, do przytoczonego przeze mnie. Bo "maciora" to świnia-matka, żeńska wersja świni. Więc ze słowem "matka" ma to ścisły związek. A "bynajmniej" i "przynajmniej" żadnego związku nie mają. Jak "grad" i "grat" chociażby.
jak mnie nie myli pamiec (polonista nie jestem) w XVw kazda matka byla nazywana maciorą.
ale tu nie sie lepiej wypowiedza polonisci co do szczegołow.
Ten poczatkowy zwiazek semantyczny moze miec znaczenie ale nie musi:) Zdarzaja sie przesunięcia bazowane tylko na podobienstwie foentycznym badz morfologicznym.
A skoro wiekszosc ludzi czyta tylko program tel (bo tak pewnie jest) to jezyk jest tworzony przez takich wlasnie ludzi.
I tak jak ogolnie poziom niedouczenia Polakow mnie boli, tak to jakos przelykam bez zajakniecia:P
miss-li, jako biolog protestóje: znajomosici układó rozrodczego rzaby jest absolutnom podstawom!
Odziak, zlituj się, zanim bynajmniej dotknie przesunięcie semantyczne to Twoje wnuki zdążą się rozsypać w grobie. O ile w ogóle do przesunięcia dojdzie, bo czegokolwiek by nie mówili wojujący deskryptywiści, niektóre rozpowszechnione błędy językowe nigdy nie wskoczą do normy czy nawet uzusu, tylko na wieki wieków pozostaną właśnie rozpowszechnionymi błędami językowymi :P
Tak, tak, kiedyś matka była maciorą, a maciora macierzą itd, itp. Ale chodziło mi o to, że wszystkie te słowa w gruncie rzeczy oznaczały i nadal oznaczają rodzicielkę, są do siebie podobne, a zmieniania się tylko, można powiedzieć, gatunek istoty, której dotyczą. "Macierz" nie stała się nagle "pacierzem", "maciora" "oborą", a "matka" "mapką".
I o ile oczywiście akceptuję fakt, że język się zmienia, o tyle nigdy nie zaakcpetuję jego degradacji.
felisdomestica, widze rze jezdeś osobom wyrzej wyksztauconom, tak iak i jo, wiendz jezdem w stanie zrozómić tfoje racje :)
Ava, oby było, tak jak piszesz z tymi rozpowszechnionymi błędami językowymi. Przynajmiej póki żyję :)
@a_girl: a czy czasem nie powinno być: "piszemy (kogo? co?) BLOG, zamiast "piszemy BLOGA"?
Jak już się czepiamy wszystkiego... 8P
@miss_Li - A kto dziś widzi związek semantyczny miedzy macierzą a maciorą:)
@ava - żebyś sie nie zdziwiła:) Moze ci się czasem przewartościować pojęcie "na wieki wiekow". Preskryptywiści oswieceniowi w anglii też tak mowili.
i podpisze sie pod felisdomesticą - nieznajomośc ukladu rozrodczego (moze nie zaby ale wlasnego gatunku) moze byc znacznie powazniejsza w skutkach niz mowienie "ubrać na" i "bynajmniej".
odziak, ja widzę i myślę, że nie jestem jedyną taką osobą w tym kraju. Po to między innymi, chodząc do szkoły, czyta się "Krzyżaków", "Potop", "Ogniem i mieczem", "Pana Tadeusza", "Chłopów" itd., żeby poznać język staropolski. I żeby wiedzieć, że np. słowo "macierz" nie oznacza jedynie uporządkowanej tablicy liczb.
Co innego streszczenia...one pisane są językiem współczesnym.
A co do układu rozrodczego, to...ręce opadają. Pomijając już wszystko inne, ja nie pisałam o układzie rozrodczym człowieka. Pisałam o układzie rozrodczym żaby, żaby rzekotki. Drzewniej, jeśli Cię to zadowala. I był to przerysowany przykład, mający na celu ukazanie pewnego absurdu. Więc doprawdy nie wiem skąd wziął Ci się ten ostatni wniosek.
Jak mam byc zlośliwa (bo jestem z natury i mnie korci) to zadne w wymienionych przez ciebie dziel nie jest napisane w jezyku staropolskim:P
Macierz w chwili obecnej jest używane chyba tylko w tym kontekscie (uwaga intuicja!) i sadze ze mało ludzi wie, ze oznaczalo (oznacza?) jeszcze coś innego.
A "powrót do macierzy"?
"Ostre krytykowanie tego, jak ktoś mówi jest nietaktowne, niekulturalne i bezsensowne" I o to chodzi! Jeszcze może dodam, że jest to zwyczajnie niesmaczne. Mam wrażenie, że niektóre z piszących tu pań nie zaznały w życiu spełnienia i teraz leczą swoje kompleksy poprawiając innych. Aspiracje były wielkie, ale wyszło nieciekawie. I teraz co by tu zrobić, żeby odróżnić się od niewykształconego motłochu hmmm...może poszukać błędów na blogu o stanikach!!! Wszystko świetnie, ale nie obchodzą mnie(i śmiem sądzić, że nie jestem w tym odosobniona) wasze problemy z językiem i próby zbawienia Polaków przed mową nieczystą. Ja całe życie mówię, że ubieram spodnie, bluzkę, sweter itd. Tak mówi też moja wykształcona rodzina i wykształceni znajomi. Dla mnie jest to forma poprawna i logiczna, wręcz naturalna. Język jest żywy! A to jest blog o stanikach i wątek o źle dopasowanym obwodzie stanika Lindsay Lohan. Więc wszystkie niespełnione domorosłe językoznawczynie zapraszam w inne miejsca. I obyście zaznały spokoju
Ależ ja nigdzie nie twierdzę, że one są napisane językiem staropolskim :) Tylko, że w nich takowe ZWROTY występują. Pomijam już fakt, że chyba wg Ciebie Sienkiewicz w "Krzyżakach" nie operuje zwrotami staropolskimi i gwarą (m.in. podhalańską)...Tylko ciekawe po co latami studiował kroniki Janka z CZarnowa, Długosza, itd. Pewnie dla zasady.
W pozostałych dziełach narracja jest może i bardziej uwspółcześniona, ale bohaterowie również często porozumiwają się językiem z dużą domieszką zwrotów staropolskich.
Zresztą, jeśli już wchodzimy w szczegóły, to fragmenty Długosza i "Bogurodzica" też w programie nauczania jest.
Jeśli zaś chodzi o macierz, to zanim osobiście poznałam się z matematyczną macierzą pod koniec liceum, to nie miałam pojęcia o jej istnieniu i słowo "macierz" oznaczało dla mnie tyle co "ojczyzna".
A i Rodziewiczównę, z całym szacunkiem dla jej zdolności, trudno raczej podejrzewać o ponad 200 stron wynurzeń na temat algebry liniowej.
Jestem purystką językową, ale rany, dziewczyny i kobiety, tu jest o stanikach! Linday wygląda po prostu smutno... Jak na tak młodą osobę, ma przerażająco obwisły biust. Nie wiem, czy ta obwisłość jest przyczyną, czy skutkiem niedbania.
A twierdzą, że zrobiła sobie implanty... Dotąd sądziłam, że implanty nie obwisają.
http://news.makemeheal.com/images/lin...
A tu zdjęcie bez stanika - pierś opadła i uciekła z sukienkowej miski. Nie ma nawet hollywood fashion tape?
http://msnbcmedia3.msn.com/j/msnbc/Co...
Lindsay ma spore wahania wagi. może to nie implanty, tylko jej naturalne piersi w momencie, kiedy przybrała na wadze. widziałam jej trochę fotek i przy normalnej wadze jej biust był dość pokaźny.
co do dyskusji o języku ;) moim zdaniem, jeśli byłby to blog w stylu "narzekania na okrutny świat skrzywdzonej emo nastolatki", to byłoby to obojętne. a tu jest jednak jakaś "misja", więc powinno się dbać o poprawność językową. Mnie to "mi" jakoś zgrzyta, na "ubrać" nie zwróciłam za to uwagi ;)
ale równie dobrze ktoś mógłby się domagać wyrzucenia sformułowania "dostałam cynk", więc bez przesady :>
a jak ktoś używa "bynajmniej" zamiast "przynajmniej" to po prostu nie wie co mówi i tyle :/
Jak się wcale nie obrażę, jeśli moderatorka całego offtopa z komentarzy usunie :) Właściwie, to nawet słusznie by zrobiła, bo to nie miejsce na takie dyskusje.
A co do Lindsay, to ona, kiedy była młodą dziewczyną, miała całkiem spory biust (i wg mnie naturalny), a później gwałtownie i baaardzo schudła. I pewnie stąd ten efekt obwisłości. Chociaż dziwne, że sobie tego nie "naprawiła".
Na tej sklejce (nie bic, neologizm) http://news.makemeheal.com/images/lin... zdjecie w gornym prawym rogu przedstawia Lindsay z implantami. Ponad wszelka watpliwosc. Pamietam oburzenie kiedy je sobie zafundowala bo nie miala jeszcze 18 lat, ale dosc szybko sie ich pozbyla i teraz ma swoje. Mnie sie osobiscie podoba ten naturalny ksztalt jaki prezentuje na zdjeciu w czarnej sukience. Oprocz tego oczywiscie ze biust nie powinien tak z niej wygladac ;)
Mam nadzieję, że słowo "bynajmniej" użyte przeze mnie i to dwukrotnie w komentarzu powyżej, zostało wg Was zastosowane zgodnie z jego znaczeniem ;).
A co do pisania poprawną polszczyzną, to czy na Lobby nie ma wątku na ten temat i apelu o tę poprawność? Zgadzam się pod tym względem z Sunako.
@asiek: niesmacznie mi się zrobiło po przeczytaniu Twojego komentarza.
Co do taktu z kolei, to sugestia ekstazy_w_masle, aby wychwycone błędy językowe zgłaszać nie w komentarzu tylko bezpośrednio do autorki (lub autora) jest jak najbardziej słuszna. Zobaczcie ile by to nam zaoszczędziło czasu ;) i nie odwracało uwagi od meritum.
polka_w_brukseli ----> o, ja mam bez stanika podobny biust jak Lindsay w czarnej kiecce, ale pod ubraniami to smutno, obwiśle i płasko wygląda ;) co z tego, że naturalnie xD
Miała, miała implanty w tzw. międzyczasie, ale i bez nich miała całkiem spory biust jak na swój wiek. Ale zwróćcie też uwagę, że na tym zdjęciu z implantami jest w ogóle znacznie pełniejsza na twarzy, niż na pozostałych. To było jeszcze zanim kokaina i zaburzenia odżywiania odcisnęły swoje piętno na jej figurze.
@abw-online> Zabolało? To znaczy, że trafiłam w sedno:)
Życzę Ci wielu entuzjastek Twojego poprawnie użytego przez słowa bynajmniej. I to aż dwukrotnie!!!wow
asiek, jak narazie to Ty rzucasz się tu jak nie powiem co i na czym. Pozostali starają się prowadzić w miarę merytoryczną dyskusję (fakt, nie na temat), mimo momentami ostrego tonu. A Ty sporządziłaś nam całkiem za darmo portrety psychologiczne, dzięki łaskawco :* A że prostacki ton? Och, zdarza się, składam na karb wspomnianego przez Ciebie wykształcenia...
A teraz zmykam się umartwiać, bo o nieszczęsna śmiałam nauczyć się języka polskiego. Cholerka...że też u mnie w szkole był obowiązkowy :(
zabawne:)Widać mamy inne wyobrażenie prostactwa:) Gratuluję i Tobie znajomości języka polskiego. To niezwykłe.
asiek - wyluzuj trochę. Miotasz się z wściekłością, rzucasz osobiste i kompletnie niemerytoryczne uwagi pod adresem dziewczyn - trochę to się gryzie z tym co twierdzisz a propos kompleksów. Widać temat mocno Cię dotknął skoro aż tak zajadle i nieprzyjemnie bronisz swojej opinii.
@ava
Błagam, zdradź mi swój sekret, powiedz, jak rozpoznajesz, które błędy językowe pozostaną zawsze jedynie bardziej rozpowszechnionymi błędami językowymi, a które wejdą do uzusu i stworzy normę językową? ;) Cały światek językoznawczy będzie leżał u moich stóp ;).
@black_lemon
Pytanie bardzo nie do mnie ;). Mów, jak lubisz, dla mnie forma "piszę bloga" brzmi naturalniej. No chyba, że grono preskryptywistów Ci zaraz autorytatywnie odpowie ;P.
@ Magdalaena
"W życiu mi nie przyszło do głowy, że są ludzie, którzy akceptują pisanie z błędami językowymi."
Błąd językowy to pojęcie względne. Niezależnie od tego, co mówią moi ulubieńcy z Rady ;)
@ abw-online
"@a_girl, a może ci wszyscy wykształceni ludzie są po prostu niedokształceni? Przynajmniej językowo.
A forma włożyć/założyć coś nie jest bynajmniej zanikająca jak twierdzisz.
To ,ze większość robi coś w określony sposób nie oznacza bynajmniej, że jest to właściwe. Vide dobranie stanika ;)."
Ojej! To trzeba się kształcić, żeby umieć porozumiewać się w swoim ojczystym języku? Mnie się wydawało, że to dość naturalny proces ;). Ciekawe, kto kształci afrykańskie plemiona w zakresie użytkowania ich własnego języka? Myślicie, że oprócz rady starszych mają radę językoznawców, która mówi im, co i jak? ;)
Przykład ze stanikami jest dość bezzasadny. Zły stanik szkodzi. "Zła" (tylko właściwie czemu zła? jest jakiś logiczny powód?) forma językowa nie powoduje uszczerbków na zdrowiu (chyba).
Btw, czym niby różni się zmiana językowa, wynikająca z "niedouczenia" od tej wynikającej z "kreatywności"? Przecież każdy użytkownik języka zmienia go dla swoich potrzeb tak, aby był albo bardziej ekonomiczny, albo wyrażał więcej. Douczenie nie ma tu nic do rzeczy. To nie jest tak, że w małym pokoiku trzech profesorów wpada na genialny pomysł "Ha! Dawno nie wzbogacaliśmy języka ojczystego - dodajmy kilka kreatywnych form oraz zmieńmy coś w deklinacji!". Zmiana językowa jest wynikiem potrzeby np. uproszczenia czegoś. I potrzebę tę może wyrazić zarówno pani Basia z warzywniaka, jak i pan profesor językoznawstwa, bo oboje są RÓWNOUPRAWNIONYMI UŻYTKOWNIKAMI JĘZYKA.
Sunako, masz rację w kwestii wahań wagi. Też dziwię się, że LiLo sobie nie poprawiła tego, co jej obwisło. To młoda dziewczyna! Jestem starsza od niej i mój biust wygląda lepiej, mimo że też się odchudzałam i tyłam. Kwestia starań, wśród których dobry biustonosz jest tylko jednym z wielu czynników.
no, ale jak ludzie zaczną sobie mówić jak im się podoba, tzn "bynajmniej" zamiast "przynajmniej", to będzie się trzeba domyślać o co chodzi ;)))
w przypadku "poszłem" nie ma wątpliwości ;)
Ech asiek,asiek szkoda czasu na rozmowę z Tobą. Wylecz najpierw Swoje kompleksy.
A zaboleć to mnie wcale nie zabolało tylko zemdliło.
@a_girl:
"Ojej! To trzeba się kształcić, żeby umieć porozumiewać się w swoim ojczystym języku?"
A jak myślisz, po co przez 12 lat uczą języka polskiego w szkole? Czy to może nie jest kształcenie?
@a_girl: A przykład ze źle dobranym stanikiem, był jedynie ilustracją słabości argumentu, że jeśli większość coś robi w określony sposób, to koniecznie należy to uznać za poprawne i właściwe.
To zabawne, że mówisz o moich kompleksach, podczas gdy wykazujesz tak silną potrzebę podkreślania oczywistości, jaką jest twoja znajomość języka ojczystego. Ale co to kogo obchodzi, że umiesz język polski? Nauczyłaś się go w szkole i fajnie, ale co z tego?
czytam i czytam .. niezły 'offtop' zrobiłyście ;) niedawno sama niechcący podobny w katalogu zaczęłam, ale chyba mam dość prowadzenia krucjaty, bo to jak grochem o ścianę i tak ..
BTW. Mi forma 'ubrać' nie przeszkadza,tak samo 'mi' - już bardziej denerwujące jest, gdy ktoś nadużywa formy 'mnie', stosując ją nawet wewnątrz zdania, np. "Tobie może nie, ale MNIE się podoba" - horror jakiś :P
Bynajmniej/przynajmniej - mylenie tych słów razi mnie straszliwie, tak samo, jak używanie form "rok/tydzień czasu" (no a niby czego, jak nie czasu ?? masakra ..)
Generalnie - bywa, że czepiam się ortów, bo oczy mnie bolą, ale chyba na Balkonetce już sobie nawet to odpuszczę.
Bardzo, bardzo prosze dojrzale czytelniczki o nie wdawanie sie w dyskusje z plujacymi jadem. Takie wpisy najlepiej ignorowac.
TC, ale to z tym "mnie" w środku zdania jest jak najbardziej poprawne, jeśli chcesz podkreślić kontrast. Szczególnie, jeśli w intonacji zdania jest na to "mnie" położony nacisk, brzmi to jak najbardziej naturalnie.
no nie wiem, mnie uczono, że nie zawsze powinno się tej formy używać - jedynie wówczas, gdy 'mi' ewidentnie nie pasuje; jak w zdaniu, które właśnie napisałam ;)
zamiast 'mnie uczono' mogłabym napisać 'mi mówiono', ale już nie 'mnie mówiono', jeśli wiesz, co mam na myśli ;))
ale wykłócać się o to akurat nie zamierzam ;)
PS. najczęściej 'mnie' odpowiada na pytania mianownika i dopełniacza , a 'mi' - celownika, a wiele ludzi tej różnicy nie wyłapuje i wtedy jest to ciut irytujące ;)
a mnie uczono, że różnica międzu "mnie" a "mi" polega na akcentowaniu.
Mi - nieakcentowane
Mnie - akcentowane.
Przy czym w potocznej mowie (mowie, nie w pismie), dopuszczalne są odstępstwa. Ale nie tam, gdzie ewidentnie stoi to w sprzeczności z sensem zdania:
"I mi to mówisz!"
"Nie mów mnie tego"
(Różnica między zdaniem "Nie mów mi tego" a "Nie mów tego mnie" jest jasna, w pierwszym chodzi o treść a w drugim o osobę")
"Różnica między zdaniem "Nie mów mi tego" a "Nie mów tego mnie" jest jasna, w pierwszym chodzi o treść a w drugim o osobę" - sęk w tym, że nie dla każdego ta różnica jest taka jasna ;))
Ale jak już pisałam - do tego akurat nie czepiałabym się tak, jak do ortów, które są jednoznaczne i 'niedyskutowalne' ;)
A ja właśnie powiedziałabym tylko i wyłącznie: "Tobie może nie, ale MNIE się podoba" :)
Bo właśnie siebie i swój gust w tym zdaniu podkreślam :)
Analogicznie: powiedziałabyś "Mnie może nie, ale ważne, że Ci się podoba"? Chyba raczej nie, prawda?
@a_girl: A przykład ze źle dobranym stanikiem, był jedynie ilustracją słabości argumentu, że jeśli większość coś robi w określony sposób, to koniecznie należy to uznać za poprawne i właściwe.
Mhm... Np. większość twierdzi, że istnieją twarde zasady, co "wolno" mówić, a co jest "niepoprawne". A ja, będąc w mniejszości, uważam, że to nieprawda ;).
Btw, uwierz mi, w językach świata zachodzi właśnie ten mechanizm - najpierw większość mówi w określony sposób, potem zaś uznaje się to za poprawne i właściwe ;). Co więcej, wiele badań językoznawczych robi się w ten sposób, że pyta się zwykłych użytkowników języka, czy dana konstrukcja jest poprawna. I jak większość badanych ją akceptuje, to językoznawca uznaje, że jest poprawna. Szokujące, nie? ;) Dzieje się tak dlatego, że nie istnieją żadne wyznaczniki, które mówią, co w języku "jest dobre", a co "złe". Reguły językowe są kwestią umowną (w gruncie rzeczy jest całkowicie wszystko jedno, czy chleb nazywasz chlebem, żyrafą czy tyłkiem) i jedyne, co wyróżnia jedną formę od pozostałych jest uznanie jej przez innych użytkowników języka.
Btw, właściwa rola preskryptywistów (albowiem wszystko, nawet preskryptywiści, ma swoje miejsce w przyrodzie ;)) polega na tym, aby z różnorodnych form języka, które powstają sobie samoistnie, wybrać te NAJPOPULARNIEJSZE i stworzyć z nich jakiś standard po to, aby ludzie w obrębie jednej jednostki administracyjnej (np. państwa) mogli się rozumieć. Właśnie tym jest (a przynajmniej powinien być) standard językowy - nie wykazem tego, co "poprawne" i "słuszne", a czysto utylitarnym rejestrem tego, co ma największą szansę być zrozumiałe w całym kraju. Języka w szkołach uczy się natomiast właśnie po to, aby dana forma była jeszcze popularniejsza i zrozumiała dla większości. W momencie jednak, gdy jakaś forma jednak przestaje być popularna i zamiast niej ludzie używają innej, to nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem, tylko włączyć tę popularniejszą do standardu, bo jest bardziej zrozumiała.
Mądry, a więc umiarkowany preskryptywista rozumie ten mechanizm i wykaże odrobinę pokory wobec przedmiotu swojej pracy. Głupi preskryptywista będzie próbował zawracać rzekę kijem i wciskać kit, że forma, której używa 3/4 Polaków, jest niepoprawna ;).
Podsumowując te przydługie wywody - normy językowe to nie dekalog. To jest narzędzie, które ma Ci pomóc dogadać się z kimś z drugiego końca kraju. Jeśli inna osoba ma te normy w poważaniu, ale i tak da się ją bez trudu zrozumieć, to naprawdę nie ma się o co się oburzać :)
@I jak większość badanych ją akceptuje, to językoznawca uznaje, że jest poprawna. Szokujące, nie?
Jakie tam szokujące, o tym, że język jest żywy, uczą już chyba w podstawówce. Problem w tym, że słowa wchodzące do języka "tylnymi drzwiami" często opatrzone są semantycznymi metkami: "regionalizm", "kolokwializm", "zabawne", "częściej używane przez osoby słabo wykształcone" itd. I utrata tych metek to IMHO proces trwający dłużej, niż samo uznanie ich za poprawne. Sprawna identyfikacja tych metek i dobieranie słów w zależności od kontekstu wypowiedzi świadczy o wysokiej kompetencji językowej. Poniekąd tłumaczy to, dlaczego poprawianie kogoś w internecie przeważnie kończy się wirtualnym mordobiciem;) A wystarczy założyć, że poprawiacze kierują się dobrymi intencjami i chcą uchronić piszących przed niepożądanym wydźwiękiem wypowiedzi. Wtedy istnieją dwa rozwiązania: albo dziękujemy i poprawiamy, co napisałyśmy, albo odmawiamy i poniżej wklejamy manifest Wojującego Deskryptywizmu. Klauzulę zaczynającą się od słów: "Jestem Wojującą Deskryptywistką..." można wklejać w CV, listach motywacyjnych, w stopkach blogów etc. Można nawet sprzedawać t-shirty z takim hasłem, co ułatwiałoby WD rozpoznawanie się nawzajem.
Mam tylko taką refleksję: każdy kij ma dwa końce. Skoro intuicja native speakera jest świętością, to należy uszanować również zdanie tych NS, którzy uważają jakieś formy za kolokwialne tudzież wzięte z kosmosu. Ja tak mam z "ubrać bluzkę". Nie dlatego, że tak mnie w szkole uczyli, tylko dlatego, że w moim środowisku, czytanych przeze mnie książkach i nawet w telewizji, zdecydowanie dominuje "włożyć bluzkę". Podejrzewam, że nie jestem w mniejszości. O ile Głupi Preskryptywiści (GS) próbują zawrócić kijem Wisłę, o tyle WD próbują sztucznie przyspieszyć jej bieg.
Piszesz ciekawie i rozsądnie, palacsinta :). Ale nie do końca się z Tobą zgadzam. Po pierwsze, myślę, że jednak nie zawsze intencje te są aż tak szlachetne ;). Po drugie, nawet jeśli nawet są szlachetne, to i tak doprowadzają mnie do szewskiej pasji swoją autorytarnością. Kurcze, ja też mam swoją intuicję językową i jest wiele sformułowań, których sama bym nigdy nie użyła. Ale nie narzucam swojego wyczucia innym, bo uważam, że nie mam do tego prawa. I dziwi mnie strasznie (pewnie dlatego, żem młoda i naiwna), że ktoś sobie to prawo przyznaje i wykazuje się tak wielką stanowczością ;). Te wszystkie "popraw koniecznie!", "równanie w dół", "niedopuszczalne" itd. To brzmi jak dyskusja co najmniej o boskich prawach, a nie o czysto umownych nazwach ;).
Btw, pisząc manifest wojującego deskryptywizmu, nie dyskwalifikuję intuicji tych native speakerów, którzy nigdy nie użyliby frazy "ubrać płaszcz". Po prostu nie dyskwalifikuję żadnej intuicji ;). Nie uważam też, aby deskryptywiści cokolwiek sztucznie przyspieszali, bo też ich ambicją nie jest zmienianie języka, ale przyglądanie mu się i opisywanie go. Nie narzucam nikomu jakiegokolwiek sposobu mówienia - po prostu staram się pokazać trochę inną perspektywę i wytrącić "wiecznych poprawiaczy" z ich przytulnego myślenia, że istnieje Jedna Prawda, którą należy głosić wszem i wobec, bo tak rzekł Wielki Autorytet. Nie ma jednej prawdy, a autorytety mylą się baaardzo często.
A tak już abstrahując od wszelkich rozważań teoretycznych, komentowanie czyjegoś języka jest dla mnie trochę jak komentowanie czyjegoś stroju. Możesz ewentualnie powiedzieć komuś, że to, jak mówi/jak wygląda może budzić kontrowersje i że lepiej powiedzieć/napisać/założyć coś innego. Ale krzyczenie do dorosłego człowieka "Zmień to natychmiast! To niedopuszczalne!"? Daj spokój... ;)
"A tak już abstrahując od wszelkich rozważań teoretycznych, komentowanie czyjegoś języka jest dla mnie trochę jak komentowanie czyjegoś stroju."
A po co jeśli nie by skomentować czyjś strój została napisana ta notka? :) ;P
Strój jakiejś abstrakcyjnej Lindsay Lohan ;). Nie piszesz anonimowej forumce, która zamieści gdzieś jakieś swoje fotki: "Nie masz gustu, wieśniaro. Natychmiast wskakuj w inne ciuchy!" ;)
Poza tym, jeśli napiszesz cokolwiek o czyimś stroju, wszyscy wiedzą (łącznie z Tobą samą, chyba), że to tylko Twoja opinia i Twoje odczucia ;). Puryści językowi uważają natomiast, że ich napomnienia są absolutną prawdą ;).
"Poza tym, jeśli napiszesz cokolwiek o czyimś stroju, wszyscy wiedzą (łącznie z Tobą samą, chyba), że to tylko Twoja opinia i Twoje odczucia ;). Puryści językowi uważają natomiast, że ich napomnienia są absolutną prawdą ;)."
no nie wiem, bo krytykujący namiętnie cudzy wygląd również sądzą, że są jedynymi, którzy mają gust :P
a_girl: nie tak dawno trzy dziewczyny zamieściły swoje zdjęcia w sukienkach biubiu i ich wygląd/dopasowanie zostało ostro skrytykowane. W niezbyt miły sposób, pomimo tego, że nie są abstrakcyjnymi LiLo tylko balkonetkowiczkami jak my wszystkie.
Poza tym nikt nie pisze: "Wieśniaro! To niepoprawne!" tylko "zrobiłaś błąd, lepiej popraw". To też wyrażenie opinii (wg mnie powinnaś poprawić).
"Puryści językowi uważają natomiast, że ich napomnienia są absolutną prawdą ;)."
Bo są. Jeśli coś jest oficjalnie uznawane za błąd jest nim ;P Krótka piłka.
Jesli juz o stanikowych grzechach mowa - zobaczylam to zdjecie: http://www.pudelek.pl/artykul/19476/p... i padłam.
"Puryści językowi uważają natomiast, że ich napomnienia są absolutną prawdą ;)."
Bo są. Jeśli coś jest oficjalnie uznawane za błąd jest nim ;P Krótka piłka.
Hoho ;). Skoro Twoim zdaniem coś, co jest "oficjalnie" uznane za absolutną prawdę, rzeczywiście nią jest, to niech i tak będzie. Moje zdanie już wyraziłam ;).
Pozdrawiam i EOT
Tylko zalogowani użytkownicy mogą dodawać komentarze.