Brzuszki na wybiegi!
Notki na Balkonetce zwykle są poświęcone tematom biuściasto - bieliźnianym. My, kobiety, mamy oprócz piersi także inne części ciała - między innymi brzuchy. Dzisiejsza notka została zainspirowana burzą w amerykańskich mediach, jaką wywołał tamtejszy wrześniowy numer pisma Glamour. Artykuł na temat dobrego samopoczucia i zadowolenia ze swojego wyglądu opatrzono fotografią nagiej kobiety. Zdjęcie nie różniłoby się niczym od miliona innych, gdyby nie fakt, że siedzącej dziewczynie robi się na brzuszku fałdka.
Na blogu Glamoura cała historia została opisana. Okazuje się, że dziewczyna ze zdjęcia to w ogóle nieznana modelka, Lizzie Miller. Jej figura odbiega od lansowanego powszechnie wizerunku kobiety-"wieszaka". Jest dziewczyną o kobiecych naturalnych krągłościach, noszącą rozmiar 12 (polskie 38). Co prawda przy wzroście 180 cm jest to i tak nie wiele. Wiele bym dała za to, żeby wyglądać tak jak ona:) Lizzie sama przyznaje, że kiedyś miała kompleksy z powodu wyglądu. Zaobserwowała, że mimo odchudzania i tak nigdy nie będzie przypominać kościotrupa z wybiegów, bo każda kobieta ma inną budowę. Wtedy Lizzie zaakceptowała swoje krągłości i zyskała lepsze samopoczucie. Przypadek Lizzie jest perfekcyjną ilustracją problemu przedstawionego w artykule zamieszczonym w Glamour. Nakłania on do akceptacji własnego ciała, co jest bardzo sensowne. W mojej opinii propagowanie zmiany stereotypowego myślenia o kobiecym ideale piękna jest bardzo chwalebne. Gdybym cały czas starała się naśladować top-modelki, popadłabym w głęboką frustrację. Dobrze wiem, że nie jestem w stanie osiągnąć ich wymiarów, a odchudzanie byłoby dla mnie torturą.

Nie wszyscy są podobnego zdania. W Stanach pojawiły się wątpliwości, czy promowanie "krągłości" i akceptacji swojego ciała nie jest związane z szerzącą się epidemią otyłości. W USA ok. 30% mieszkańców cierpi na tą chorobę. Nie są oni czytelnikami Glamoura, ale stanowią sporą grupę docelową dla mediów. Czy głoszenie haseł powrotu do naturalnego wyglądu nie jest przypadkiem strategią marketingową? Czy nie zachęca do pewnego rodzaju swobody dietetycznej? Z drugiej strony, otyłość w USA to bardzo drażliwy temat. Nie można jednak zarzucić Glamourowi, że promuje niezdrową dietę - w końcu na okładce numeru wrześniowego widać nagłówek: "3 sposoby na płaski brzuch".
Dla wielu zdjęcie modelki z fałdkami może wydawać się przełomowe etc. Odnoszę się dosyć sceptycznie do przypisywania mu tak dużego znaczenia. Gdyby fotografia pojawiła się przy artykule o temacie innym niż akceptacja własnych niedoskonałości, byłaby to dużo większa zmiana w kreowaniu ideału kobiecego ciała. A Wy co o tym sądzicie?
Zdjęcia pochodzą ze strony Glamour.com.


Komentarze: 121 / Dodaj komentarz »
Pomiędzy wychudzoną sylwetką a otyłością jest jeszcze milion innych stanów pośrednich, więc nigdy nie zrozumiem argumentu, że promowanie samoakceptacji to promowanie niezdrowego trybu życia. Może to zabrzmi trochę jak kolejna spiskowa teoria dziejów, ale mam wrażenie, że zadowolona z siebie klientka wcale nie jest na rękę koncernom kosmetycznym i farmaceutycznym - i to one właśnie lansują taki czarno-biały pogląd.
Klientka która dąży za wszelką cenę do 'perfekcyjnego' wyglądu kupi bez zastanowienia piętnasty krem przeciwzmarszczkowy, odmładzający czy antycellulitowy. Jeżeliby polubiła siebie i swoje ciało, nawet pomimo cellulitu na udach, to kto wie, czy wróciłaby po kolejną tubkę kremu? Media wywierają na nas przeogromną presję: że krzywe nosy lub zęby TRZEBA prostować, bo wręcz nie wypada wyjść z takimi na miasto, duże piersi należy pomniejszyć, małe powiększyć, tłuszcz odessać, fałdki wygładzić i dopiero wtedy można pokazać się publicznie. Nic dziwnego że większość nastolatek ma kompleksy na punkcie swojego wyglądu.
Dlatego też raczej nie spodziewałabym się zbyt szybko medialnej kampanii promującej samoakceptację. Nie wydaje mi się, żeby nawet osławiona marka Dove podjęła się takiego przedsięwzięcia na dłuższą metę, a bez odpowiednio hojnego sponsora ciężko byłoby się wybić z taką ideą. No, chyba że któryś z naszych lobbowych sklepów, jak już będzie strasznie słynny i bogaty zechce patronować takiej inicjatywie? :)
A jeszcze co do 'fałdki' modelki - toż to zwykły kawałek skóry, pozostały po porodzie czy podobnych atrakcjach. Czy ci wielce zbulwersowani tym zdjęciem widzieli kiedyś jakąś kobietę? Dzięki wielkie wam za Lobby - teraz lubię siebie na tyle, że z dużo większym brzuchem na wierzchu pokazałam się połowie Polski ;)
no tak "zaakceptuj siebie", a zaraz potem "3 sposoby na płaski brzuch".
hipokryzja...
poza tym wydaje mi się podobnie jak Marisce - że ten brzuch jest taki po porodzie albo np po odchudzaniu. Modelka jest szczupła, mimo że uda ma też pulchne, brzuszek nie wygląda jednak jak "typowy" pulchny brzuszek.
Moje pierwsze skojarzenie, na widok tego zdjęcia, to stan krótko po ciąży, ewentualnie jakieś błędy w photoshopie, bo brzuszek wygląda na pusty, a nie na warstwę tłuszczu. I dlaczego biedna dziewczyna ma za małe stringi ?
A co do samej akceptacji, to dla mnie takie apele wyjątkowo żałośnie wyglądają, jeśli ich bohaterka jest obiektywnie szczupła (tj. jak na normalną kobietę). To są zawsze teksty w stylu "trudno, noszę rozmiar 38, ale wreszcie postanowiłam siebie zaakceptować". Gdzie są artykuły i zdjęcia "noszę rozmiar 44 i uważam, że jest ok. ?"
czy to czasem nie ma zwiazku z takim programem Goka Wana o wyborach nagiej, naturalnej miss ? w Polsce dopiero ten program zaczal leciec na TVN Style, ale moze gdzie indziej juz sie skonczyl i oto efekt.
Podpisuję si e pod Mariską - między szczupłą sylwetką a otyłością jest mnóstwo stanów pośrednich, więc nie popadajmy w skrajności.
A co do modelki, ten brzuszek ciut mi wygląda na nie do końca naturalny, właśnie dlatego, że jak już wspomniała Magdalaena, wygląda na pusty :) Albo rzeczywiście stan tuż po ciąży ...
Tak czy siak modelka jest szczupła, a jak kobieta siądzie w taki sposób, to o o ile nie jest maksymalnie wychudzona to zawsze jej się jakaś fałdka zwinie - mniejsza lub większa ;) Dla mnie na zdjęciu jest zwyczajnie wyglądająca kobieta.
Im więcej zdjęć różnych kobiet w prasie tym lepiej. Świat jest piękny dzięki swej różnorodności i takim należałoby go w prasie pokazywać.
Każda kobieta ma cechy, z których jest dumna. U jednej będą to oczy u innej nogi i powinnyśmy podkreślać to z czego jesteśmy zadowolone a nie ciągle walczyć z własnym ciałem. A kilka niedoskonałości jest potrzebne każdemu, żeby nie popaść w zarozumiałość i wiedzieć, że nie tylko wygląd się w życiu liczy.
a czy amerykanskie 12 nie jest przypadkiem nasza 40?
Niezaleznie od tego jaki ta pani nosi rozmiar, to brawa za odwage, ze sie nie wstydzila z ta faldka zapozowac:)
kobieta wcale nie musi byc idealna, zeby byla piekna!
jak już dziewczyny napisały wyżej - fałdka zdecydowanie wygląda na 'pociążową', co sugerowałyby też widoczne obok rozstępy ;) wg mnie żaden wielki dramat .. @Sunako - fakt, hipokryzja niezła ;)))
Niekoniecznie pociążowy, mój brzuch wygląda w tej chwili bardzo podobnie a efekt jest poodchudzeniowy (-10kg), jak usiade też robi mi sie taka pusta fałdka, i mam w nosie prawde powiedziawszy czy komus sie to podoba czy nie, mam 174 cm wzrostu, waże 64 kg i noszę rozmiar 40/42.
Robiła mi się taka fałdka, kiedy miałam 23 lata, ważyłam 50 kg przy 163 cm i byłam ładnych parę lat przed ciążą :) Właśnie taka, bo wtedy ostro schudłam i skóra nie zdążyła się napiąć po ucieczce tłuszczu. Teraz, po 3 ciążach (3 cc), fałd(k)a rzeczywiście jest inna, taka właśnie pełna :) A rozstępy mogły zostać po szybkim rośnięciu i nabraniu w związku z tym większej masy, ciąża nie musi mieć z tym nic wspólnego (jedyne rozstępy pojawiły mi się właśnie kiedy nagle urosłam, nie po ciąży).
Dziewczę zgrabne, pozazdrościć :) A płaski brzuch to można mieć tylko w wyproście albo po Photoshopie.
Ja mam taki brzuszek:)
I nie jest on pociążowy. Mam 1,72 wzrostu, ważę ok.64-65 kg. Parę kilo schudłam ostatnio. Również dzięki bieganiu i pływaniu. Ale ćwiczeń na brzuch nie cierpię i mam efekt:/
No,ale teraz mogę sobie powiedzieć, że mam brzuch jak modelka:D
Ja przytoczę moje ulubione motto: "Nie jestem idealna, ale idealnie sobie z tym radzę!"
Według mnie, każdy kto siądzie w takiej pozycji będzie miał fałdkę na brzuchu. Chyba, że mówimy tu o szkieletach z wybiegu, ale dla mnie to one z kobiecości nie mają nic. Mało tego - jak ja usiądę to mam dwie oponki! I co? Mam się iść powiesić? Bez sensu. Kto powiedział, że jak schudnę to będę szczęśliwsza? Owszem, wejdę wtedy w spodnie, które schowane w szafie czekają od paru miesięcy, ale to nie o to chodzi moim zdaniem. Nauczyć się lubić (a nie tylko akceptować) samego siebie to podstawa.
Ej, ja ostatnio weszłam w spodnie, które nosiłam 9-10 lat temu, czyli zanim całkowicie nabyłam wszystkie kobiece krągłości. I teraz w nich chodzę, choć mam szersze biodra niż wtedy, wyglądają dobrze. I ten fakt mnie BARDZO, BARDZO cieszy. Jest niesamowicie napędzający.
Czy taka moja reakcja oznacza, że wcześniej nie lubiłam własnego ciała? Ależ skąd! Lubiłam je zawsze! Ale lubienie nie oznacza automatycznie tego, że uważam w nim wszystko za idealne. Nawet jak miałam 10 kilo za dużo, potrafiłam ładnie się ubrać i wyeksponować zalety.
A teraz się cieszę, bo mam prawie idealną (wg mojego gustu) figurę. I tyle.
Marisko, podpisuję się rękami i nogami, ujęłaś moje myśli na ten temat :)
szkoda, ze edytować postów nie można, bo dopisałabym "lub poodchudzaniową" ;)) Ale tak czy siak również jestem zdania, że nie ma z czego dramatu robić :D
Byłam nie tak dawno na zlocie forumowym (nie LB, innym :)). I powiem Wam, że każda dziewczyna miała tam sobie coś do zarzucenia. A to, że ma za mały biust i chce powiększyć, albo miała za duży i zmniejszyła. Jedna chciała przytyć, jedna schudnąć, jedna ma za kościstą sylwetkę, inna jeszcze coś.
Ratunku.
Takim powodem do narzekań/kompleksów może być praktycznie wszystko. Ile znacie dziewczyn z pięknymi naturalnymi włosami, które kładą na nie farbę, prostują, zawijają itp. bo nie są z nich nigdy zadowolone?
W tym momencie zaczynam się zastanawiać na ile zaistniała sytuacja jest podyktowana zalewem medialnej papki, a na ile kobiety po prostu takie są (albo stają się takie pod wpływem np. wychowania), że zawsze muszą dążyć do jakiegoś ideału i nigdy nie będą zadowolone? Weźmy choćby taki przykład: ile matek staje na rzęsach żeby "dać swoim dzieciom wszystko", a kiedy już opadają zupełnie z sił twierdzą, że są do niczego i beznadziejnie pełnią rolę matki?
Przykłady można mnożyć w nieskończoność, gorzej gdybyśmy miały powiedzieć, co z tym wszystkim zrobić. "Polub siebie, zaakceptuj siebie" będą pustymi sloganami tak długo póki nie wykształci się jakiś podstaw ku temu. A na razie przeważa chyba presja, że trzeba mieć idealne ciało, sukcesy w pracy i inne takie szmery bajery od których mi się słabo robi.
Dlatego dobrze, że Lobby pozwala spojrzeć na siebie inaczej :) Ale to dopiero początek.
Przecież to telewizja, kolorowe gazety i inne takie kształtują jakieś wzorce, trendy jak mamy wyglądać, jak żyć, jak wychowywać dzieci, jeśli w kołko widzisz i czytasz to samo to zaczynasz sie zastanawiać dlaczego ja tak nie wygladam i co ze mna jest nie tak:/ powiem Wam że ja może też bym w sobie coś tam chciała zmienić (hihi siła grawitacji zaczyna działać;p), ale i tak w tej chwili jestem zadowolona z siebie, mam 38 lat i akceptuję siebie taką jaką jestem, a w wieku 20 lat nie mogłam na siebie patrzec. Może to z wiekiem człowiek mądrzeje i wie że pewnych rzeczy nie jest się w stanie zmienic? Mam prawie odchowane 17letnie dziecko, zapisałam się właśnie na kurs tańca na rurze, zrobiłam sobie niedawno nowy kolczyk i cieszę się życiem takim jakim jest - bo jest moje !!:)
Uwielbiam biuściastą społeczność za propagowanie samoakceptacji :)))
A co do Glamour, ta modelka wygląda po prostu NORMALNIE, jest szczupła, ale w szalonym USA pojawienie się takiej kobiety w magazynie typu Glamour to już wielkie wydarzenie.
I zgadzam się z tym, że prawdziwy postęp byłby dopiero wtedy, kiedy zdjęcie takiej kobiety pojawiłoby się przy artykule INNYM, niż o akceptacji etc., a np.o modzie albo ofertach spa.
Ej, przecież każdy jak usiądzie to mu się zegnie brzuch. Idealnie płaski to tylko w fotoszopie.
Hmmmm... mam 180 wzrotu, rozmiar 38 i akceptuję siebie - mam dokładnie tak samo i fakt akceptuję siebie, ale w takiej kombinacji to kretyńsko brzmi. Zeby to było "46 i akceptuję".
Tez mnie wkurza dwustronna wersja anoreksja kontra otyłość. Żadne przegięcie nie jest dobre. Najlepsza jest norma i to powinni promować.
Widziałam kiedyś w Filipince ok. 2002 roku:
- okładka "jak dobrze wyglądac w rozmiarze XL"
- spis treści "jak dobrze wyglądać w rozmiarze L"
- artykuł "jak dobrze wyglądać w rozmiarze 40" (tak, czterdzieści)
I tu była sesja z normalną laską, której wmówili, że musi zasłonić sobie boczki, postawić na proste fasony i wcale nie musi chodzić w namiotach a'la ciocia klocia. Szok!
PRZEPRASZAM ZA OT, ale nie wiem gdzie indziej mogę napisać (jako gość) - zarejestrowałam się wczoraj, aby powrzucać mnóstwo staników do katalogu;) ale nie dostałam maila aktywującego konto...co mam zrobić? (nick mam taki sam, jak podałam tu).
mogę dać fotkę kobiety 180 cm i 44 roz. ja w sierpniu tego roku;) i sorry ale czegokolwiek by ktokolwiek nie powiedział to nie jest wtedy dużo:) wygląda to poprostu..normalnie:) 38 i 180 wzrostu to jaka samoakceptacja? to coś jak jestem chuda ale nie umieram z glodu trudno i tak sie akceptuje
Daslicht, masz racje - kazda bedzie miala takie faldki jak siedzie i jeszcze nie daj Bog sie troche zgarbi... Bez faldej to tylko w fotoszopie. sama mam tego typu zdjecie (i wtedy sie prawde mowiac troche przerazilam, ale starsza znajoma obejrzala, prychnela i powiedziala ze jest to zwyczajne prawdziwe zdjecie). Szczerze mowiac nie wierze zeby te fotomodelki takich faldek nie mialy (no chyba ze sa skrajnie wychudzone) jak tak siada, to ze na zdjeciach z okladek itd ich nie ma swiadczy tylko o tym ze sa obwicie wyfotoshopowane...
Widziałam kiedyś w Filipince ok. 2002 roku:
- okładka "jak dobrze wyglądac w rozmiarze XL"
- spis treści "jak dobrze wyglądać w rozmiarze L"
- artykuł "jak dobrze wyglądać w rozmiarze 40" (tak, czterdzieści)
miałam ten numer i sie załamałam bo wtedy nosiłam 42 i wydawalo mi sie ze nie mam co maskowac, teraz tez nosze 42 i uwazam ze musze schudnac- ech medialna papak ejdnak robi nam kaszke z mozgu:)
Ja noszę rozmiar 34/36 i jak się tak zegnę,to mam nawet trzy oponki ;-) Chętnie poznam ćwiczenia na płaski brzuch, bo mięśnie warto zacząć wzmacniać zanim się całkiem sflaczeje.
A jeśli chodzi o samą kampanię, to imo wszystko w granicach zdrowej normy jest ok i zdrowe, normalne kobiety nie powinny się zadręczać patrząc na zdjęcia nadmiernie wychudzonych modelek. Natomiast jeśli ktoś ma nadwagę stanowiącą zagrożenie dla zdrowia, to powinien coś z tym zrobić, ale to chyba oczywiste - choroby się leczy.
Zgadzam się z Sunako - hipokryzja... Najlepsze jest to, że takie pisma jak Glamour same lansują jedyną słuszną idealną sylwetkę ;] w następnym numerze z pewnością zamiast pań o krąglejszych kształtach wróci cały zastęp sphotoshopowanych modelek...
Cóż,i pomyśleć,ze "filipinka"swego czasu była jedyną sensowną gazetą dla nastolatek :] Modelka ma fałdkę-ot szał wielki, bo nie skorygowali jej w PS. Sporo dziewczyn ma fałdki bez siadania, na prosto, jeszcze podcięte zbyt niskimi i wąskimi biodrówkami.
Też mam fałdkę na brzuchu- taka moja uroda,poza tym, w swojej skórze czuję się całkiem nieźle, a JAK KOMUŚ SIĘ NIE PODOBA,TO NIECH SIĘ NIE PATRZY!
Po co mam trąbić o tym,co uważam za nie do końca fajne w moim wyglądzie? Może nie zauważą? A jak powiem,to "musztarda po obiedzie"
Do szału doprowadzają mnie kobiety, które "jojczą" na swój wygląd, a to na nogi,a to na włosy,a to na brzuch. Jest na to dwa dobre sposoby:
1. Ty,dobrze,że mi powiedziałaś,że z tym masz coś nie tak,sama bym nie zauważyła
2. Ktoś tam by się pewnie z Tobą chętnie zamienił ( i np. jeśli chodzi o włosy, to rzucamy imieniem łysiejącego/łysego znajomego)
Trochę cyniczne,ale ileż można wysłuchiwać?
Mam kilka koleżanek i budzimy zgorszenie nie marudząc na swój wygląd,a wręcz akceptując siebie.
Cholery dostaję, jak mi któraś małobiuściasta wyskakuje publicznie z wyrazami współczucia z powodu biustu (zresztą-nie tak dużego- 28H). I kolejna krótka piłka" nie narzekam,kwestia dobrze dobranego stanika".
A ja czekam na modelki z widocznie asymetrycznymi piersiami.
Dlaczego niezadowolenie ze swojego wyglądu zawsze musi oznaczać "nadwagę" przy rozmiarze 38 czy celulit?;P
Naprawdę czekam aż z takiej gazety dowiem się, że różnica 2 miseczek między piersiami to nic takiego,
Cóż, gdybym miała 30 lat i tkwiła w pierwszym małżeństwie, to w swej pustocie chciałabym mieć płaski...
Teraz mam o 10 więcej i swoje wiem:)
Przypomniał mi się taki rysunek, z któregoś ze starych "Przekrojów" bodajże: rozanielona pani "pod 50-kę" woła do partnera "chodź, kochanie, pokażę Ci moją nową fałdkę!" (a może zmarszczkę, nie pamiętam).
Według mnie, nie ważne jest-kiedy się starzejemy czy tyjemy, ważne-z kim. A jeśli nie każda ma z kim, to-jak (chodzi mi o to-jak mentalnie). Przyjmować z godnością to, co przygotowała nam natura, ot zagwozdka.
Wciąż się tego uczę niestety...
ja mam taką fałdkę 4 lata po ciąży...no teraz może większą, bo przytyłam, ale w zasadzie tak to wygląda. jak stoję/idę to wciągam ( od 13 roku życia. mięśnie brzucha mam jak stal). jakoś nie umiem już nie wciągać. głupia sprawa.
mnie bardziej zachwycają jej uda. normalne, babskie uda. no i ja jestem nieforemna, bo bluzki noszę 34-36, a spódnice 38. z sukienkami bieeda.
Ja też mam taką fałdkę jak usiądę, a jestem młoda, nie byłam w ciąży i jestem bardzo szczupła ( 164 cm, 50kg i rozmiar 34/36), ale kiedyś sie odchudzałam i schudłam 20 kg i od tej pory mam właśnie taka pustą fałdkę, ale wiecie co ? Ja to zamierzam przytyć sobie z 5 kg.
oj mam nawet 167 cm wzrostu :D
Amerykanska 12 to Polskie 42. Tak dla sprostowania. A i zeczywiscie trabia tutaj o Lizzie na wszystkich blogach i forum. :D
Chcialabym, aby to byla jaskolka odmiany, ale obawiam sie, ze to kolejna - po gwazdach au naturell - kobiety z broda.
Patrzcie, patrzcie! Kobieta z faldka! Wow! Co o tym myslicie?! A teraz tu patrzcie! Najnowsza kolekcja ktora prezentuja anorektyczno-androgynicznych modelki!
a ja po pierwszej ciąży brzuch ok, ale po drugiej już nie, mam fałdę, ogólnie szczupła raczej zawsze, chociaż ostatnio przytyłam i wcale mi to nie przeszkadza
a wiecie co mi pomogło ...
DOBRY STANIK :)
chrzanię fałdy na brzuchu, mam super biust ;P
Na stronie faktu podają, że waży 81 kilo, a wszyscy piszą o niej jako o "plus-size" model :/
Uwaga, masakryczny cytat:
"Dziewczyna ma 180 cm wzrostu, jak na modelkę przystało, ale waży ponad 80 kilogramów. To dwa razy tyle, ile powinna ważyć zgodnie z dotychczasowymi kanonami urody na wybiegu."
Ja wiem, że to Fakt, ale sobie chyba jaja robią :P 180cm wzrostu i 40 kilo?
Sympatyczny wywiad z nią:
http://www.youtube.com/watch?v=DvHB_m...
W tym wywiadzie babka z Glamour twierdzi, że może będzie więcej takich modelek w gazetach, ale dopóki nie zauważę, to nie uwierzę ;)
Plus size to rozmiar 38 i większy. Modelki w katalogach dla puszystych noszą zazwyczaj 38-42, co jest absolutną normą. Oprócz środowiska mody i jej szkieletowej załogi.
Limit wagowy dla modelek to 60 kilo i do tego żadnych wypukłości. Uroda najlepiej niezbyt charakterystyczna, niezbyt oryginalna.
Kiedyś chciałam zostać modelką plus size, ale jedyna "zainteresowana" agencja to jakaś niemiecka i w ogóle słabe wzięcie na takie modelki jest.
A pamiętacie niejaką Sophie Dahl?
Ależ było gadania, ło ludzie, że przełom, że nie wiadomo co, że "pulchna" modelka pracuje z największymi nazwiskami świata mody.
Pierdu-pierdu.
Szybko z takiej apetycznej babeczki:
http://www.sophie-dahl.com/images/ful...
zmieniła się w taką:
http://i.dailymail.co.uk/i/pix/2009/0...
I tak jest ładna, ale nie w tym rzecz.
Obawiam się, że to jeszcze potrwa nim niezdrowo chude przestanie być modne.
Jest lepiej Dziewczyny, jest Balkonetka, jest Gok, powolutku świadomość się zmienia.:)
Jakiś czas temu czytałam artykuł o Meme Roth. Kobieta, która wypowiedziała wojnę otyłości w USA. Wysoka, szczupła, pomimo faktu urodzenia dzieci. Co ona może wiedzieć o otyłości? Nie będę streszczać i przytaczać artykułu z WO. W USA otyłość typu olbrzym jest problemem. Ale przecież żaden człowiek nie rodzi się z nadwagą!! Nie chodzi mi w tej chwili o to, aby "piętnować" osoby noszące rozmiar 38. Chodzi mi o to, aby nie akceptować bezkrytyczne każdego dodatkowego kilogramu. Ot tak po prostu: taka jestem, kochanego ciałka nigdy nie za wiele. To nie tak!! Z wiekiem spada przemiana materii i wagę utrzymać coraz trudniej. Ale warto o to dbać. Z otyłości wynika masa chorób: miażdżyca, cukrzyca itp. Zaczęłam od artykułu w WO. Meme przytacza dane: na jedną osobę umierającą na anoreksję przypada kilkaset osób umierających z powodu otyłości. Myślę że często akceptowanie siebie jest źle rozumiane. Dziewczyny, akceptujmy siebie i troszczmy się o siebie. Alwe niech akceptacja własnego ciała nie stanie się swoistym rozgrzeszeniem niedbania o siebie.
"Hmmmm... mam 180 wzrotu, rozmiar 38 i akceptuję siebie - mam dokładnie tak samo i fakt akceptuję siebie, ale w takiej kombinacji to kretyńsko brzmi. Zeby to było "46 i akceptuję"."
Niestety, 'rozmiar 38 i akceptuję siebie' to nie jest aż takie częste zjawisko. Mało tego, znam inteligentne, wykształcone kobiety, które przy BMI 18-19 nadal będą narzekać na zbyt wystający brzuch/tyłek. Właściwie to panuje u nas jakaś dziwna moda na narzekanie, bycie zadowolonym z siebie w jakiejkolwiek dziedzinie życia, i jeszcze przyznawanie się do tego jest postrzegane jako próżność i bardzo nie na miejscu. Dlaczego gdy ktoś gratuluje nam sukcesu reagujemy odruchowo "Eee tam, to nic takiego"? ;)
A propos: genialny rysunek ilustrujący zjawisko o którym piszę - http://www.joemonster.org/p/244587/si... :)
+ size? ona to plus size? a co z kobietami naprawde + size? z ajej wyglad niejedna pulchna kobieta by dala...czyli ciuchy dla puszystych np beda prezentowac na ideale kobiecosci? bez sensu..kurcze wt ym wywiadzie ale ona ma nogi:))
Prezentowanie ciuchów dla puszystych na osobie normalnej jest bez sensu. Klientki nadal nie wiedzą jak ubranie układa się na faktycznie grubej osobie.
A zdjęcie u góry jest retuszowane, co prawda nie do plastiku ale ciało zostało wygładzone. Nie wierzę, że kobieta rozebrana do naga nie będzie miała żadnych pieprzyków, blizn, siniaków, cellulitu, rozstępów, piegów, przebarwień, zadrapań i innych bajerów. Poza tym ma "gumowe żebra" i zanadto sie świeci.
Pieczyste - można dbać o sibie, uprawiać sporty, racjonalnie się odżywiać i mieć nadwagę i można traktować swoje ciało jak śmietnik i wyglądać szczupło. To wcale nie jest tak że osoby z nadwagą wszystkie "nie dbają o siebie" a osoby szczupłe jak najbardziej.
TO wszystko nie jest takie proste jak się wydaje. I pokazanie jednej babki z fałdką nie jest jakiś przełomem, wydaje mi się że jest wręcz coraz gorzej. Aktorki, tkóre w latach 90 miały trochę krągłości, szybko pod wpływem dziennikarzy się odchudziły (Kate Winslet, Liv Tyler). Jakieś tam "fashion week" zabronił pokazywać zbyt szczupłe modelki na wybiegu. Dove miało kampanię reklamową. I co? I nic.
81 kilo? Zupełnie nie wygląda, nawet przy takim wzroście. Ja mam mniej (przy 1,70) i wyglądam znacznie, znacznie gorzej. Ale podobno też nie na tyle, ile mam ;)
Ludzie ogólnie boją się cyferek... fobia porównywalna ze stanikowymi literkami. 60 kilo to już dla niektórych kobieta pulchna. A co z tymi, które przekroczyły 70, 80 i nadal się akceptują? Czy powinny natychmiast wdziać wory pokutne i przepraszać za to, że lubią siebie takimi, jakimi są?
Jasne, że promowania żadnego ekstremum nie jest dobre. Ale, skoro tak napiętnujemy otyłość, to z taką samą mocą czepiajmy się także niedowagi, która też jest niezdrowa. Wiem, że BMI to nie jest najlepszy wskaźnik prawidłowej wagi, ale przynajmniej zostawia osobie całkiem spore pole manewru. Przykładowo, kobieta mojego wzrostu może ważyć 54 kg, może też ważyć 72 i wszelkie wartości w tych granicach są uważane za normę. Tymczasem, zapewne większość, usłyszawszy, że kobieta waży 70 kilo, stwierdziłaby, że powinna schudnąć. Tylko niby po co, skoro kobieta czuje się świetnie, a w lustrze nadal widzi zgrabną, kobiecą sylwetkę zamiast opasłego wieloryba? ;)
Ja tam już dawno wypowiedziałam wojnę płaskim brzuszkom. Może innym się to podoba, ale mnie nie. Mojemu chłopakowi również ;) Uważam, że deska do prasowania wygląda fajnie, ale u faceta. Kobiecy brzuszek wygląda lepiej, jak jest choć trochę zaokrąglony. Nie podobają mi się też zbytnie wyrzeźbione mięśnie, uważane teraz za absolutny ideał. Szkoda, że dzisiejszy ideał kobiety coraz bardziej przypomina faceta :/
A tak w ogóle, to zawsze myślałam, że 38 to jest właśnie ten najnormalniejszy rozmiar. Poniżej jest tylko 36 i 34 (z 32 się nie spotkałam), a powyżej jeszcze dużo innych. Jeśli dla kogoś 38 to już jest plus size, to chyba tylko dla nieświadomego piętnastolatka, który nagą kobietę widuje jedynie w pisemkach przeglądanych ukradkiem w markecie (bo jest za młody, by kupić je w kiosku ^^) :P Jest mnóstwo różnych typów kobiecych sylwetek, a nie tylko jeden nachalnie lansowany model.
Nie mówiąc już o tym, że większość biuściastych nie mieści się w bluzki poniżej 38, bo szyte są tak, jakby każda z nas nosiła Jedyne Prawdziwe 75 B :P
Mnie bardzo zdziwiło, jak się z Allegro dowiedziałam, że 38 jest równoznaczne z rozmiarem L. Wcześniej spotykałam się przelicznikiem, w którym 38 wypadało jako M. Zresztą jak 38 może być "duże" i dla "dużych" modelek skoro osławione rozmiary 90-60-90 dają według większości tabel rozmiary 38-34(lub 32)-36. Wychodziłoby na to, że ideał kobiecości powinien nosić bluzki 38, a nie kobieta pulchna.
A waga to też sprawa w pewien sposób względna. Mam dwie znajome, jedna waży 42 kg, druga 50 kg przy bardzo podobnym wzroście. Ta ważąca mniej wygląda przeciętnie i zdrowo, ta ważąca więcej chudo i anorektycznie.
To ja będę tą która napisze " noszę 48 rozmiar ubrań i co z tego?". W pełni akceptuję samą siebie. Po dwóch ciążach, depresji poporodowej, rozwodzie itd. przybyło mi nie tylko lat, ale i 35 kilogramów. I NADAL JESTEM PIĘKNA I BARDZO SZCZĘŚLIWA. Kiedy mówię czasem do swoich synów, że kiedyś byłam szczuplutka i zgrabniutka (175 cm wzrostu i 60 kg)natychmiast ripostują: mamo to już przeszłość i nie ma co do tego wracać.Jetem zapewne dużo starsza od większości forumowiczek (mam 39 lat i dwóch synów - 19 i 18), ale może kiedyś przyjdzie taki czas i dla Was kiedy ktoś Wam powie: a czy to ważne ile ważysz? Może kiedyś tak jak ja po "nabraniu ciała" poczujecie, że teraz dopiero jesteście sobą.Pozdrawiam wszystkie kobietki na forum. :)
cissnei, to nie jest tak, że niedowaga jest tak samo niezdrowa jak nadwaga. Nie ma w ogóle porównania. Nie mówię oczywiście o skrajnych przypadkach takich jak anoreksja. Ale dane naukowe są bezlitosne. Ludzie chudzi żyją dłużej i są zdrowsi. Ludzie (i zwierzęta też), którzy przeszli w życiu okres głodu też mają dłuższy średni czas życia. Akceptacja samych siebie - jak najbardziej, ale nie kosztem zdrowia. Każdy dodatkowy kilogram tłuszczu na brzuchu zwiększa ryzyko zawału serca, również u kobiet.
felisdomestica:
A z drugiej ludzie, którzy nieustannie są na diecie i których waga się cały czas waha są mniej zdrowi od tych, którzy nawet mając nadwagę utrzymują stałe w miarę zdrowe nawyki żywieniowe.
Morał z tego jeden- najważniejsze jest by nie dać się zwariować.
I właśnie do tego nawołuje artykuł w Glamourze- żeby zaakceptować swoją naturalną zdrową sylwetkę. No przecież nie piszą "Jedz same fastfoody, otyłość też da się pokochać".
Zdjęcie Lizzie dobrze do niego pasuje. Wątpię, żeby z medycznego punktu widzenia miała ona nadwagę, a wygląda na zadowoloną z siebie- o to chodzi!
Właśnie, nie mylmy otyłości z nadwagą, a już na pewno nie nazywajmy kobiety o wadze w górnej granicy prawidłowego BMI otyłą - bo to jest teraz bardzo częste! Każdy człowiek ma różne tendencje wagowe i jeśli dla kogoś schudnięcie choćby jednego kilograma jest mordęgą, to lepiej już mieć te kilka kilo nadwagi niż ciągle chudnąć i tyć (jak to napisała nieoceniona Bridget J. "zanurzać się i wypływać na powierzchnię niczym tonące zwłoki" ;)). Zwalczanie każdego kilograma jest strasznie modne i, nie oszukujmy się, najwięcej trąbią o tym ludzie, którym wcale nie zależy na naszym zdrowiu. Jeśli ktoś naprawdę uważa, że powinien schudnąć, to przede wszystkim należy to skonsultować z lekarzem, a nie w panice sięgać po jakąś babską gazetkę z wielką reklamą cudownych tabletek w środku.
Nie czytam Glamour, bo to pismo kojarzy mi się głównie z mnóstwem porad z dziedziny mody, która mnie nie interesuje, ale wydaje mi się, że jest ono utrzymane w nieco mądrzejszym tonie niż Cosmo (które, paradoksalnie, kiedyś regularnie kupowałam, żeby się pośmiać ^^). Ale i tak nie wierzę w jakąkolwiek rewolucję, świat jeszcze nie jest na nią gotowy.
A ja zdemaskuję jeszcze jedną pułapkę mitów o samoakceptacji. "Skoro podobam się mojemu Misiowi w rozmiarze 42, to znaczy, że jest ok i akceptuję siebie". Nikomu tego nie życzę, ale zawsze sobie wyobrażam, co zrobi taka dziewczyna jak Misio odejdzie do jakiejś chudej zdziry w rozmiarze 36 ? Cała samoakceptacja runie ?
Pomyślcie, jak trudno siebie akceptować, jeśli płeć przeciwna totalnie kogoś nie akceptuje ...
Magdalaena - jeśli misio odejdzie do chudej zdziry to dlatego że:
1. coś nie grało w związku (a nie dlatego że ona nosiła 42)
lub dlatego że:
2. misio jest pusty i liczy się dla niego tylko wygląd (a wtedy lepiej że odszedł, może wtedy ta dziewczyna zrobi coś żeby się zaakceptować?)
A poza tym czy chuda musi być od razu zdzirą?
Oczywiście, że chuda nie musi być zdzirą. Magdalaena podała tylko taki przykład.
Natomiast to, co piszesz, jest prawdą: sam rozmiar nigdy nie będzie przyczyną rozstania, będą nią inne czynniki np. pustota Misia.
Jednakże prawdą jest też to, napisała Magdalaena: niezależnie od przyczyny rozstania, fakt, że Misio rzucił dla chudszej, może być ciężkie dla osoby, która "samoakceptację" oparła na tym, że ma jakiegoś Misia.
(W cudzysłowie, bo to nie jest prawdziwa samoakceptacja. Taka osoba w rzeczywistości musi być koszmarnie zakompleksiona.)
Chodziło mi właśnie o to, co napisała kindafunny - że samoakceptacja oparta na akceptacji jednej osoby jest fałszywa.
A co co chudej zdziry - przecież wiadomo, że jak Misio odszedł, to tylko dlatego, że został otumianiony przez tę podstępną paskudę ;-)
Zgadzam się, samoakceptacja opierająca się tylko na akceptacji płci przeciwnej jest zgubna. Ale, tak jak napisała beautygosiek - jeżeli facet odejdzie do innej babki, bo jest szczuplejsza/grubsza/ma mniejsze/większe cycki/cokolwiek, to raczej nie ma czego żałować.
Myślę, że najważniejszą ideą tego artykułu jest to, by nie starać się zadowolić całego świata, bo to i tak się nigdy nie uda. Zawsze będziemy dla kogoś za grube, za chude, za niskie albo za płaskie. Najważniejsze to dobrze się czuć we własnej skórze, móc z uśmiechem patrzeć w lustro. Sama się tego uczę, bo mam za sobą dzieciństwo pełne kompleksów i wciąż wiele zarzutów do samej siebie. Ale takie przykłady, jak Lizzie, motywują :) Fajnie też się czyta wypowiedzi kobiet po trzydziestce, które dopiero teraz widzą z perspektywy czasu, jaka ta gonitwa za ideałami była głupia i w pełni doceniają swoją urodę i kobiecość. Dzięki nim wiem, że najlepsze dopiero przed mną ;)
Dziewczyny, "nie mylić otyłości z nadwagą" - słusznie. Ale...
nadwaga też nie jest zdrowa. Liczy się naprawdę KAŻDY centymetr obwodu.
Ja nie rozważam tego w kategoriach wyglądu, bo to jest względne, co się komu podoba. Martwi mnie tylko to, żeby "samoakceptacja" nie była po prostu usprawiedliwieniem dla lenistwa i łakomstwa.
Nawet jeśli dla nas samych jest za późno, bo cięzko jest zmienić swoje preferencje żywieniowe, to można inwestować w dzieci. Same przyznajcie, ile z was daje swoim pociechom pyszności typu Danonki, żelki z witaminkami, i inne tego typu pysznoci, składające się głownie z cukru? Niedawno opublikowano dane, które wskazują, że odwraca się trend cywilizacyjny, polegający na wydłużaniu się średniej długości życia. Jest możliwe, że przyszłe pokolenia będą żyły krócej niż ich rodzice! Smutna prawda jest taka, że łatwy dostęp do pokarmu przyczynia się do śmierci równie mocno jak wojna.
Wiesz, ja jako kobieta po trzydziestce raczej żałuję, że jak byłam młodsza nie poświęcałam swojej urodzie więcej uwagi. Gdybym się wtedy troszeczkę postarała, mogłabym wyglądać naprawdę super - a teraz już pewne rzeczy są nie do przeskoczenia :-(
"Liczy się naprawdę KAŻDY centymetr obwodu."
Zbytnie uogólnienie. Jak zmierzyć, ile centymetrów jest IDEALNE?
Poza tym, tyle rzeczy nas zabija, codziennie. Tytoń, alkohol, czipsy, danonki, kurczak ze sklepu, serek ze sklepu. Powietrze, promieniowanie, słońce. Warto popadać w skrajności z powodu "KAZDEGO centymetra obwodu"?
Przepraszam za OT: Magdalaena, Ty się udzielasz na Mirriel?
Pewnie, jestem starym mirrielczykiem (a w zasadzie to bardziej Twójnetowcem). Nigdy sama nie pisałam, ale ostatnio uzupełniam zaległości w czytaniu. Pozdrawiam !
Podpisuję się obiema łapkami pod tym co pisze Magdalaena o akceptacji opartej jedynie na zdaniu faceta! To jest straszne... Współczuję takim dziewczynom i kobietom... To smutne, gdy "akceptuje się" siebie tylko patrząc oczyma innych, nie swoimi.
Jak się cieszę, że w pewnym momencie coś mi padło na łeb i przestałam się przejmować rozstępami po odchudzaniu, "dziwnym" biustem, cerą, krągłościami (które obecnie wprost uwielbiam) itd., a zaczęłam się sobie podobać. Wszystko tkwi w pokochaniu siebie takiego jakim się jest.
@kindafunny - jestem starym mirrielczykiem (chociaż zaczynałam od Twójnetu). Nigdy sama nie pisałam, ale teraz nadrabiam zaległości w czytaniu. Pozdrawiam !
kindafunny, czy warto? To już każdy sam musi sobie odpowiedzieć...ale jak widzę w supermarkecie matkę, która dwulatkowi na wózeczku daje do picia coca colę, to smutno mi się robi.
Jest jeszcze jedna możliwość - że osoba, która nigdy siebie nie akceptowała, dojrzeje do samoakceptacji przy aktywnym udziale drugiego człowieka. Moja samoakceptacja powstała głównie (jeśli nie wyłącznie) dzięki mężowi, aczkolwiek teraz jest tak silna, że zachwyt męża nie jest jej jedynym motorem :)
felisdomestica:
Nie martw się. Zdrowy styl życia z coraz większym nasileniem wałkują media, a zdrowych produktów przybywa na półkach. Społeczeństwo jest coraz bardziej uświadomione. Na pozytywne rezultaty wystarczy trochę poczekać.
Z tym, że to nie jest artykuł o tym.
I straszenie o dodatkowych kilogramach po notce o zdrowej kobiecie zalatuje paranoją i może co najwyżej negatywnie podziałać na panie, które mimo normalnego wyglądu uważają się grubasy.
Bo, pozwólcie, że napiszę jeszcze raz, jaśniej- odchudzać mają się ludzie z nadwagą, bądź otyli, a nie ludzie, których BMI przekracza 20.
Chciałam jeszcze dodać, że "akceptacja puszystego rozmiaru 38" w Ameryce gdzie wiekszość ludzi ma nadwagę to komedia na maksa. Chyba że chodzi o "nawrócenie" całkiej sporej w tym kraju grupy anorektyczek.
Jak patrzę w lustro, to się sobą zachwycam, a nie wzdycham i "no cóż, noszę to gigantyczne 38, ale jakoś siebie akceptuję, nooooo" :))))))
Czasem mam "noooo dooobraaaa, akceptuję swoje wielkie łapy, potężną budowę, gieplusowe cycki i kościste kolana, nieeeech juuuuż będzieeee" po czym idę do odzieżowego i już nie jest tak prosto. Ale wolę nie lubić producentów odzieży niż siebie :P
mefistofelia. a czemuż to ludzie z nadwagą mają się odchudzać? (mówię tu o ludziach zdrowych) zwłaszcza kiedy siebie akceptują?
W sumie to dla zdrowia. Jak staniki - możesz se nosić 75B czy 90E, twój ból, ale na zmianie lepiej wyjdziesz :P
Akceptacja swoją drogą, bo z depresją jeszcze gorzej.
drogi Domowy Kocie: oczywiście, dawanie dwulatkowi coca coli pozwala jedynie współczuć i jemu, i matce. Ale to kolejna skrajność :)
Ani dużo niezdrowego, ani przesada ze "zdrowym" nie są według mnie pożądane. Żyjąc tym, że jesteśmy centymetr czy dwa grubsze niż kilka miesięcy wcześniej, być może tracimy dużo niepotrzebnych nerwów, a być może tracimy dużo więcej. Radość życia.
Osobie z kilkukilogramową nadwagą, która zapytałaby mnie o radę w kwestii odchudzania, pewnie nie zaproponowałabym odchudzania w ogóle. Poradziłabym za to uważanie, by nie dopuscić do żadnych gwałtownych wahań wagi (in plus i in minus). I zastanowienie się, czy w pełni odpowiada tej osobie tryb życia, jaki prowadzi.
Ale na Boga, nie demonizujmy każdego "nadprogramowego" centymetra.
Ps. Jestem ciekawa Twojej szczerej opinii, czy Twoim zdaniem ja mam za dużo tych centymetrów, czy nie? :D
beautygosiek:
Dla zdrowia. I chyba nie tyle odchudzać co zmienić nawyki żywieniowe i tryb życia na zdrowsze. Nie znam się na tym zbyt, ale domyślam się, że konkretna ilość tkanki tłuszczowej w organizmie sama w sobie nie jest zgrożeniem dla zdrowia. W odróżnieniu od niezdrowego trybu życia.
Jeśli żyjesz zdrowo, a wg wskaźników nadal masz nadwagę, pewnie nie masz się co nią przejmować.
daslicht mam kilkukilogramową nadwagę i nie noszę 90E
jestem zdrowa i w ogóle.. ale nie o mnie tu mowa, bo ja np powinnam schudnąć bo siebie nie akceptuję
pytam czemu niby mają się odchudzać osoby z nadwagą (nie otyłe) które na dodatek są zdrowe i dobrze się czują we własnym ciele.
mefistofelia, wszystko jasne :)
nic nowego nie odkryję, ale w takiej pozycji każdy będzie miał mniejszą lub większą fałdkę! moja siostra w zaawansowanym stadium anoreksji też miała fałdkę... było to trochę lat temu, a już wtedy media tłukły do głów, że fałdka oznacza, że jest się za grubym - tak, kutwa, dziewczyna przy wzroście 178cm i wadze poniżej (!) 40 kg jest za gruba, bo jej się skóra na brzuchu zwija, udając fałdkę!
kiedyś raz na jakiś czas kupowałam sobie babskie pisemka, ale po każdym ich przeglądnięciu psuł mi się humor po takich artykułach jak "Jak zamaskować swoje niedoskonałości" - na szkielecie pokażemy, jak zamaskować za duże piersi, krągłe biodra, na następnej stronie polecimy jakieś drogie kosmetyki wyszczuplające, później dietę 500kcal i supernowoczesny trening, dzięki któremu w trzy dni zejdziemy z ogromnego rozmiaru 40 do i tak za dużego 36... no szlag mnie trafiał :(
z modelingiem też mam "ciekawą" historię - moja siostra po wpadnięciu w chorobę stwierdziła, że w końcu jej się zaczyna podobać jej ciało (piersi i bioder brak, wieszak doskonały, a przedtem miała piękną, atletyczną budowę) i chce spróbować sił w modelingu... wysłała zgłoszenie do jakiejś agencji modelek, podała swoje wymiary, wagę, wzrost, wszystko i dostała odpowiedź, że musi jeszcze schudnąć, bo nie mieści się w ich normach :/ i powiedzcie mi, że "świat mody" jest normalny...
Kindafunny, nie kokietuj, jesteś zgrabną dziewczyną :-).
Trudno jest powiedzieć, gdzie kończy się szczupłość, a gdzie zaczyna się wychudzenie. Nie jestem lekarzem ani dietetykiem, więc nie wiem, jaka warstwa tłuszczu pod skórą jest potrzebna, a jaka już bedzie za duża.
Mogę tylko przytaczać wyniki badań, np. że szczury którym ograniczy się kalorie o 30 procent w stosunku do uznanej dla nich "normy", żyją dłużej.
Włączyłam się w dyskusję, bo uważam że nadwaga to nie jest problem estetyczny tylko zdrowotny. Akceptacja siebie to ważna rzecz, ale zdrowie też.
No właśnie, w tym rzecz, że świat mody nie jest normalny. A my, chcąc nie chcąc, zawsze choć trochę ulegamy tej koszmarnie niezdrowej presji. Niby dobrze wiem, co mi się podoba i do jakiej sylwetki chciałabym dążyć, ale kiedy tysiąc razy wmawia mi się, że przy moim wzroście 45 kilo wagi i wklęsły brzuch to norma, którą muszę (!) sobie wypracować, to też czasem tracę wiarę w siebie.
Nie ma co mówić o promowaniu otyłości, bo otyłość od dawna jest niemodna, wyśmiewana i tępiona z zasady. W tym momencie to promowanie chudości jest bardziej groźne, zwłaszcza, że zahacza o najbardziej silne pragnienia podobania się innym i akceptacji. Nie jesteś chuda, masz wałki - to jesteś gruba i musisz schudnąć. Nie ma tu miejsca na różnorodność, własny wybór, jest jeden zakichany ideał. Jak z rozmiarami staników ;)
ja tak sobie mysle, dlaczego ludzie z nadwaga (zdrowi) maja sie odchudzac? a ile staruszkow na ulicy jakich spotykacie jest szczuplych, a ilu z nadwaga? to daje do myslenia. moj Ojciec byl przebadany na wylot, pod kontrola roznych lekarzy, ale mial nadwage i zmarl nagle. jestem pewna, ze gdyby byl szczuply, to by zyl. okrutna prawda.
ja mam po nim sklonnosci do tycia, raczej kobieca sylwetke, bmi w zupelnej normie, uwazam, ze waze o jakies 3 kg za duzo, ale to tylko moje myslenie nakrecane przez zdjecia panien w prasie, jestem tego swiadoma. musze sie pilnowac, zeby bmi mi nie strzelilo w gore (ale i to nie jest wyznacznik, bo miesnie waza wiecej niz tkanka tluszczowa).
mam dwie zasady: sport ( uprawiam w miare regularny jogging) i staram sie nic nie jesc po 18. a tak do 18 to jem to, co lubie. raczej zdrowo ;)
jak widze w piaskownicy mame, ktora daje dziecku kubusia to mi zal dziecka. a woda to co, truje? takie gadanie, ze dzieciom nie smakuje. nie smakuje, bo sie dzieci tego oduczylo.
czekolada właśnie mi przypomniałaś o niesamowitej bredni pt. "nie jeść po osiemnastej i kropka!" - tyle się tego nasłuchałam... a co z ludźmi, którzy mają bardziej nocny tryb życia? jak mam wolne, to taki właśnie tryb mam, chodzę spać około 3-4, śpię 8-10h, funkcjonuję normalnie... i gdybym miała jeść ostatni posiłek o 18, to bym z głodu padła :/ ta raguła odnosi się do osób, które chodzą spać o 21-22, bo ostatni posiłek powinno się jeść 3-4h przed snem, więc jeśli chodzisz spać później niż o 22, to wcale ten ostatni posiłek o 18 nie musi być takim superzdrowym nawykiem ;)
nie no, ja nie bronie tej 18 jak wiary, dla mnie to jest optymalne (chodze spac ok 24). czuje sie z tym bardzo dobrze, spie mocno, wieczorem pije herbaty owocowe, a rano wcale nie umieram z glodu. kazdy musi znalezc sposob odpowiedni dla siebie. ja na przyklad kompletnie sie nie nadaje do diet bo mi tryb zycia i lenistwo nie pozwalaja.
Moim zdaniem to niestety KOBIETY KOBIETOM ZGOTOWAłY TEN LOS... (i projektanci, którzy w większości są homoseksualni).
Przecież to kobiety same sieją tą propagandę chudości, redaktorki poczytnych magazynów, etc.
Bo czy facetom kiedykolwiek podobały się szkielety*...?
*absolutnie nie jest to atak na szczupłe dziewczyny. chodzi mi o osoby nienaturalnie wychudzone.
Hm... "Modelki w katalogach dla puszystych noszą zazwyczaj 38-42" - że niby 38-42 jest PUSZYSTE??? Mam 170 cm wzrostu, w pupie obecnie rozmiar 44 i uważam się teraz za ledwie krągłą; prawie 38 to ja miałam raptem w życiu raz, po 2-letniej diecie na samych gotowanych warzywach (ze względów pozaodchudzaniowych) i mimo tego, że moje ręce wyglądały jak kości owinięte skórą, to niżej 100 w biodrach ani 60kg w wadze nie zeszłam. Puszyste 38, bo skonam! To brzmi jeszcze gorzej niż "to gargantuiczne F".
Problem widzę jeszcze gdzie indziej. Z tym 44 nie uważam się bynajmniej za mastodonta nawet spoza rozmiarówki z katalogu dla puszystych, ale producenci zmuszają mnie do ubierania się w kolekcjach XXL, bo rozmiarówki w "fajnych sklepach" kończą się na 40, albo łaskawie na 42... A do tych, co produkują spodnie tylko do rozmiaru L, to już wchodzę tylko po bluzki, żeby sobie nastroju nie psuć. Brakuje mi jakiegoś Lobby Pupiastych, bo sama to sobie mogę co najwyżej przy pani sprzedawczyni kąśliwie ponarzekać, a potem muszę iść przebierać w jakichś okropnych worowatych ciuchach, które i tak nie leżą, i wtedy się dopiero zaczyna problem z akceptacją. O tyle dobrze, że po LB wiem, że to jest jeno spisek producentów odzieży, a nie moje niewymiarowe ciało ;)
czeresniasta, miałam tak samo. po diecie nawet przy wadze 62 kilo nie zeszłam poniżej 100 w biodrach a u góry wyglądałam jak oświęcim
teraz wróciłam do swojej normalności i mam również rozmiar 44 i taki sam wzrost jak ty.
do sklepu również wchodzę po bluzki bo mało które spodnie są w rozmiarze 42 czy 44. dlaczego tacy ludzie jak ty i ja są dyskryminowani w sklepach?
tak, my rzeczywiście mamy schudnąć, jeśli nie dla zdrowia to dlatego żeby się zmieścić w rozmiarówkę producentów :(
Lobby Pupiastych, popieram :) Ja tam wcale nie uważam swojego zadka za bombastycznie wielki, mnie się tłuszcz odkłada głównie w górnych partiach ciała, ale ostatnio poszłam sobie kupić spodnie do jakiegoś dyskontu i to był dramat. Nie pasowały na mnie spodnie w rozmiarze 32, 33 i 34 (mam na myśli rozmiary "spodniowe", określające szerokość), więc w rozpaczy sięgnęłam po te z półeczki "duże rozmiary". I w żadne nie mogłam się zmieścić, niezależnie od rozmiaru. Co z tego, że w talii były jak wielkie wory, skoro kompletnie nie miały miejsca na pupę. Producenci chyba zapomnieli, że kobieta nie tyje tylko wszerz i jest wypukła, a nie jest wielkim płaskim prostokątem. W te spodnie można było wsadzić szeroką, płaską, drewnianą dechę i chyba na to właśnie były one zaprojektowane, bo na krągłą kobietę z pewnością nie :P
I to dopiero ostatnio to zauważyłam, bo potem poszłam do tanich ciuchów i bez problemu znalazłam na siebie trzy pary spodni w rozmiarach od od 40 do 44 (konfekcyjne, rzecz jasna). Za łączną cenę niższą niż jedno takie kuriozum w tamtym sklepie :P Wygląda więc na to, że ta beznadziejna rozmiarówka występuje w przyrodzie od niedawna.
A, że tak jeszcze zapytam z ciekawości - a co jest złego w dawaniu dziecku (i piciu samemu też, bo lubię) Kubusia czy innego soczku? Samą wodą też nie da się żyć, a sok, choć ma pewnie sporo cukru i jakieś tam barwniki, ma też cenne wartości. Na pewno łatwiej pójdzie zaaplikowanie dziecku soczku niż porcji marchewki ;)
Kubuś to raczej wartości nie ma i jest niepotrzebnie dosładzany :)
Na pewno ma jakieś witaminy i jest zdrowszy niż jakieś gazowane paskudztwo :P
Dziewczyny akceptacja, akceptacją, ale nadwaga JEST szkodliwa. Sposób mówienia o odchudzaniu (dwie skrajności: anorektycznie wychudzony wieszak czy otyłość) jest stereotypowy. Każda z nas ma inną budowę, tak naprawdę nie ma wagi idealnej. Ale są pewne granice (np. BMI) określające kiedy powinna włączyć się czerwona lampka. Co do problemu z zakupem ubrań, to dotyczy on również ludzi szczupłych. Więc dla producentów odzieży nie warto się odchudzać;) Ostatnio koleżanka z pracy wpadła na pomysł odchudzania się. Powiedziałam jej, żeby zamiast tego, wyrzuciła ze swojej diety wszystkie słodkie, gazowane napoje i fast foody. Odpowiedziała że to niemożliwe. To po raz kolejny pokazało mi, jak "głupio" mówi się w Polsce (choć pewnie nie tylko) o dbałości o sylwetkę. Odchudzanie tak, a potem powrót do złych nawyków żywieniowych.
O wagę naprawdę warto dbać, dla zdrowia oraz własnego dobrego samopoczucia. Ale dbać z głową, konsekwentnie i nie popadając w skrajności.
pamiętam, jak na początku liceum przestałam się dopinać w swoje ulubione spodnie. nie ważyłam wtedy jakoś szczególnie dużo, ok. 65 kg przy 165 cm wzrostu, w granicach samoakceptacji. ale ja nie umiałam zaakceptować tego, jak wyglądałam (fałdki na brzuchu nie tylko przy siedzeniu) ani jak się czułam (jakoś ciężko mi było biegać na wf). i zawzięłam się, żeby schudnąć. babcia z mamą na mnie krzyczały, że głupia jestem, że zdrowo wyglądam, że się pochoruję, że w anoreksję wpadnę i takie tam różne, które zawsze głoszą mamy. nie jadłam słodyczy (ach, co to był za ból) i codziennie rano robiłam iks brzuszków, skłonów, pompek (zwiększając co jakiś czas). i naprawdę schudłam te kilka kilo, które chciałam schudnąć.
i nie żałuję, to była jedna z najlepszych decyzji w moim życiu. został mi nawyk ćwiczenia (choć już nie tak zawziętego), został nawyk niejedzenia o późnych godzinach, pojawiło się samozadowolenie i takie tam różne. do chudzielców nie należę, tyłek mam zdecydowanie zacny :P
owszem, można mówić TAK samoakceptacji w granicach zdrowego rozsądku (otyłość jest już poza tymi granicami, bo to naprawdę choroba), należy mówić NIE niezdrowemu odchudzaniu i szkodliwemu trybowi życia. ale jak jakaś moja znajoma mówi mi "muszę schudnąć" i ma rację, i robi to rozsądnie, to nie wciskam jej bajek o samoakceptacji, tylko dopinguję w działaniu. nikogo z nadwagą na siłę nawracać nie będę, ale jeśli ktoś z własnej woli się decyduje, to chętnie wesprę ciepłym słowem. bo jakoś rodzina zawsze ma zwyczaj mówić "zdrowo wyglądasz" i "rozchorujesz się".
odnośnie modelki - raczej powiedziałabym o niej, że jest w górnych granicach BMI, niż że ma nadwagę :P
cissnei -> no niż coca-cola na pewno, ale czy to jest argument? :)
Nadwaga jest szkodliwa, ale myślę że depresja plus nadwaga to jeszcze gorzej. Dużo grubych osób ma megadoła na punkcie swojej tłustości, którego zażera... i tak się kręci błędne koło.
Co do dawania dziecku słodzonych soczków i napojów gazowanych to zdecydowanie odradzam. W ten sposób wyrabiamy złe nawyki żywieniowe. Można dać wodę lub nieprzetwarzane soki - są dostepne na rynku soki "jednodniowe", ale warto pomyśleć o sokomaszynie, przydatna rzecz.
Ciuchy faktycznie zmieniły się całkiem niedawno, bo w lumpeksie też na siebie coś dostaję. Rozmiary różnie - od 36 do 44 :)
A niedawno kupiłam w lumpie prostą czarną spódniczkę w założeniu dla osoby w rozmiarze 46, pasek w talii, długość do kolan. Ja zakładam ją na biodra (na wysokości talii mogłabym się dopchać trzema poduchami), dociskam paskiem i długość mam... do kolan :)
A niedługo przedstawię wam firmę, gdzie mam talię w talii, ramiona w ramionach i rekawy do nadgarstków, a nie do łokci :)))))
ooo...jeszcze powiedz, że ta firma normalnie, stacjonarnie, w sklepach w Polsce dostępna? :)
Mądrze prawi daslicht. Faktycznie jest tak, że część otyłych osób (lub nawet mających "tylko" nadwagę) zaczyna chudnąć w momencie, kiedy przestaje czuć presję, kiedy przestaje nienawidzić siebie i kiedy zaczyna akceptować siebie jako człowieka.
To ja jeszcze a propos problemów z zakupem głównie spodni. Moje BMI jest w normie, większość osób określa mnie jako osobę drobną (głównie z powodu wzrostu - 158cm), z tym że mam dość krągłe biodra i tyłek, dzięki czemu zakup dobrych spodni graniczy niemal z cudem! Pomijając już kwestię długości, bo nogawki ZAWSZE ciągną się za mną gdzieś po podłodze przymierzalni, ale jak trafię coś co pasuje na mnie w biodrach i w tyłku, to w pasie hula wiatr i odwrotnie - gdy mierzę spodnie, które powinny być dobre w pasie, to zatrzymują mi się u góry ud.
Producenci powinni przestać wreszcie szyć tylko na chude, wysokie modelki o chłopięcych sylwetkach.
Nadwaga zła, ale jeszcze gorzej, jak się siebie nie akceptuje i zaczyna się odchudzanie (pod opieką lekarza), a w miarę, jak się chudnie, ma się coraz większą depresję. Moja mama tak miała. Potem było leczenie, terapia i...tycie. No i cóż, brutalnie rzecz ujmując, miałam mamę grubą, ale za to żywą. Teraz, po ponad 20tu latach od tego epizodu poszła do dietetyka - ze względów bardziej zdrowotnych, niż kosmetycznych. Zmieniła nawyki żywieniowe, nie katuje się niejedzeniem, czuje się lepiej, i stale chudnie przy okazji:) No a przez te wszystkie lata nauczyła się po prostu lubić siebie.
@jestem_wredna - mam identycznie. Skracanie to nie problem, ale dopasowanie - owszem. Jestem przeca trójwymiarowa: mam wystający tyłek, dżokejskie uda i wąską (w stosunku do reszty) talię, for krajst sejk! A producenci nie przewidują miejsca na te miejsca :P
jak to dobrze, ze ja spodni nie lubie nosic i mam tylko jedna pare. poza kloptem z doborem butow i stankow doszedlby kolejny ;) kupno jeansow nie-biodrowek jest w zasadzie niemozliwe. kiedys weszlam do sklepu i poprosilam o najmniejsze meskie. pasowaly i mialy pasek tam gdzie chcialam. nerki zakryte. ale jakos tak "mesko" sie poczulam ;) teraz chyba inaczej bym umiala to "ubrac" i jakis fajny kobiecy zestaw zrobic wiec przy kolejnych spodniowych zakupach kupie meskie.
dla mnie kluczem do postrzegania swojej wagi, odchudzania itd jest rozsadek. rozsadnie sie odzywiac, kontrolowac wage, bmi, pilnowac tego - dla siebie. mam program w komputerze w ktory wpisuje swoja wage, od lat. widze wykres, jak sie zmieniala, megawahania, to lekko hardkorowe jest ale pomaga mi sie zdystansowac. nigdy nie bede miala super plaskiego brzucha i superzgrabnych nog, bo mam taka budowe a nie inna - cieniutkie nadgarstki, wystajace obojczyki i potezne uda. wiem mniej wiecej co nosic, zeby wygladac i czuc sie zgrabnie. ale to wymagalo czasu, prob bledow :)
co do dzieci - wode i marchewke da sie wcisnac. moj synek, moze nie zywony jakos wspaniale i podrecznikowo, nie bede udawac - po wejsciu do spizarni mowi "ooo marchewka daj mi!" a chipsy widzial raz w zyciu - bio i w nagrode za dzielna postawe w czasie bolesnego zabiegu u lekarza. dzieci same sobie soczkow slodkich nie kupuja, taka prawda./
Otóż to. Kiedy mieszkałam w Irlandii, często widywałam kilkuletnie dzieci w wózkach, zajadające frytki i inne fast-foody podsuwane przez troskliwe mamusie, do popicia cola w butelce ze smoczkiem...
Co do spodni - noszę często, więc z desperacji obeszłam wszystkie dostępne w mieścinie sklepy, i nalazłam w końcu u Wranglera jeden (sic!) model z miejscem na tyłek, nie biodrówki. Ale cóż z tego? Jedna para to trochę mało, a przecież muszę jeszcze mieć na staniki :P
Co do spodni - zawsze jak przymierzam spodnie w którymś ze sklepów Inditexu (Zara, Bershka, Stradivarius, Pull&Bear) to nie jestem w stanie zmieścić się w rozmiar 36, bo zatrzymuję się na pupie, natomiast 38 odstaje w pasie tak, że mogę go zdjąć bez rozpinania. Ostatnio poszłam na zakupy z chłopakiem i z jego pomocą (złapał za spodnie, podniósł mnie za nie do góry i trochę mną potrząsał:P ) udało mi się wcisnąć w rozmiar 36. W wyniku tej akcji rozciągnęły się na tyle, że mogłam je już założyć bez jego pomocy, a nigdzie mi nie odstawały. Polecam wszystkim ten sposób:)
@nivalis - mam podobny problem, jeśli cokolwiek przejdzie przez moją pupę, to wyżej powiewa ;( ale nie wiem, czy Twój sposób pomoże, bo ja niebezpiecznie dążę do 100 w pupie i do 60 w talii :D
a odchudzanie się może być skuteczne wtedy, gdy jest świadomą decyzją, podjętą nie pod wpływem otoczenia, ale pod wpływem własnym. i musi się odbywać rozsądnie. w kwestii zdrowotnej zawsze jest lepiej być szczupłym (nie mówię o anorektycznym wychudzeniu), niż mieć nadwagę. zawsze. tak na wszelki wypadek.
i jak byłam mała, to szamałam surową marchewkę, bo mi smakowała. jakaś zboczona chyba byłam.
@nivalis - bałabym się takich eksperymentów, bo a nuż byśmy spodnie popsuli ;) Niestety, wszystkie pary jakie mam mniej lub bardziej odstają w pasie :/
@missalchemist - też lubiłam chrupać surową marchewkę :)
missalchemist: "a odchudzanie się może być skuteczne wtedy, gdy jest świadomą decyzją, podjętą nie pod wpływem otoczenia, ale pod wpływem własnym." A co z odchudzaniem ze względu na stan zdrowia ? jeśli BMI jest powyżej 30 i lekarze jednoznacznie mówią, że odchudzanie jest konieczne ?
wydaje mi się, że jeżeli ktoś nie chce się odchudzać, to cokolwiek by mu lekarze nie powiedzieli o zdrowiu etc, to nie wyjdzie.
taka osoba musi zachcieć. musi poczuć, że chce. inaczej to po prostu nie wyjdzie, bo wbrew pozorom motywacja własna jest najsilniejsza. jeśli ktoś, nawet chory z powodu tej nadwagi, nie chce się odchudzać, to żaden lekarz mu nie pomoże, bo większość odchudzania się jest w naszej głowie.
to trochę jak z rzuceniem papierosów, wszyscy mówią, że niezdrowe, ale ciężko bez samomotywacji.
Otóż to. Nikogo nie można do odchudzania zmusić, bo to do niczego nie doprowadzi, a może tylko zaszkodzić. Jeszcze co innego, jak to lekarz nakierowuje osobę z nadwagą na odpowiedni tor, ale jak otoczenie wywiera ciągle na kogoś presję, że powinien koniecznie schudnąć, nie wiedząc nic o jego sytuacji, to jest to przegięcie. Nie podoba mi się podejście osób takich jak wspomniana już wyżej Meme Roth. Sorry, ale jakby mi ktoś na ulicy podszedł i wygarnął w twarz, że mam nadwagę i koniecznie muszę się odchudzać, to bym mu specjalnie przed nosem zjadła ciastko. Takie różowe, na ptysiu :P
Chęć schudnięcia powinna zawsze wychodzić od zainteresowanej osoby. I to nie wygląd powinien być najważniejszą motywacją, ale zdrowie.
Co do spodni, to mnie zawsze dziwi, dlaczego męskie spodnie są zawsze większe od damskich? Mam faceta, który jest szczupły, ale też nie jakoś przesadnie, ma mały (zgrabny jak diabli :P) tyłek i wszystkie spodnie na nim wiszą. A ja z kolei szukam jakichkolwiek spodni, w które mogłabym zmieścić swoje, konkretne, acz nie megawielkie, cztery litery. Dlaczego tak jest? Przecież to kobiety mają zawsze szersze biodra i pełniejsze pośladki. Chyba, że to przestarzały pogląd i teraz wszyscy faceci muszą mieć tyłki jak kangury, a kobiety - kulki do bilarda :P
No i jeszcze kwestia tych nieszczęsnych biodrówek... Znalezienie jakichkolwiek pasujących spodni to mordęga, a do tego jeszcze takich, żeby nie odkrywały połowy pupy, to już quest nie z tej ziemi. Koszmarna jest ta moda z pokazywaniem połowy tyłka. To samo bluzki - ja się już przestałam patyczkować i kupuję często ciążowe, bo przynajmniej są normalnej długości. Nie wiem, co jest fajnego w świeceniu gołym tyłkiem i mrożeniem sobie nerek. Ani to estetyczne, ani zdrowe, ani sympatyczne.
Wychodzi na to, że faktycznie powinnyśmy założyć Lobby Pupiastych ;) Ja do tego muszę dołożyć jeszcze Lobby Długobrzusznych - mój brzuch jest nieprzeciętnie długi i to właśnie przez niego nie mogę nosić bluzek, które mają mniej niż 70 cm długości. Ech, i znowu wraca problem tego, czy to my jesteśmy dla ubrań, czy to one dla nas...
Magdalaena - Ty tez na Mirriel? Ja tam tylko czytam, jako anonim, nawet nei komentuje.
Wylapalam na LB forumke, ktora naprawde swietnie tam, znaczy na Mirriel, pisze:)
Felisdomestica - z tym kazdym dodatkowym centymetrem, ktory grozi nie wiadomo jakimi konsekwencjami zdrowotnymi to juz naprawde przesada. Zabrzmialo to zupelnie jak te bzdury w "babskich" pismidlach, ktore robia wode z mozgu.
Co do powiazania lenistwa i pakowania w siebie smieci nieslusznie zwanych jedzeniem (bo lakomstwo to jest apetyt na DOBRE jedzenie, a smieciowe zarcie NIE JEST SMACZNE) - wcale nie ma prostego przelozenia.
Znam chudzielcow obojga plci traktujacych wlasne zoladki jak kosze na odpadki: codziennie duza cola, kilka kaw, kazda porzadnie poslodzona, codziennie troche frytek, chipsow, batonik itp. Sa chudzi, bo oprocz tych smieci nie jedza w zasadzie normalnego jedzenia. Do tego czas wolny spedzaja przed TV, na pierwsze pietro wjezdzaja winda, a po przejsciu 2 km narzekaja na bol nog.
A ja, choc z BMI jak byk wynika nadwaga: frytek, chipsow, marsow, snickersow i coli nie znosze, jadam sporo bialka, produktow z kwasami omega, pije wode z sokiem z zurawin (mrozone owoce zmielone w blenderze), oprocz sporej dawki ruchu w pracy codzienny marsz ok. 5-6 km. DO tego kobiety z mojej rodziny sa bardzo dlugowieczne, wszystkie wyniki badan mam wzorowe.
I kto tu jest zdrowszy, zbyt obfita ja czy te chudzielce?
Daslicht juz wspomniala, ze to, czy ktos jest szczuply zdrowo, czy na skutek glodzenia poznaje sie po skorze - znam dziewczyny mlodsze o 10 lat i chudsze o 20 kg ze zmarszczkami, jakie ja sobie wyhoduje za jakas dekade.
Dawanie malym dzieciom trucizn w jedzeniu to insza inszosc.
Blah, też mam ten problem - 65 w pasie, 105 w talii. Spódnice przypinam agrafkami do majtek żeby mi nie podjeżdżały pod nos, albo obciążam paskiem z łańcuszków. Chciałabym sobie jakieś nowe dżinsy kupić, ale jak pomyślę o tym, co mnie czeka w sklepach to mi się odechciewa... Zwłaszcza na myśl o tych wypindrzonych siksach zwących się ekspedientkami, które na wspomnienie o rozmiarze 40 patrzą jak na dziwadło. A jeszcze nie daj boże nie zmieścić się w to 40 i chcieć 42...
W temacie odchudzania narosło już tyle mitów... osobiście uważam, że decyzja o odchudzaniu powinna być podejmowana w porozumieniu z lekarzem i pod jego kontrolą. I w oparciu o bardziej wiarygodne źródła wiedzy niż babskie czasopisma.
A co do pani na zdjęciu - na początku nie zauważyłam żadnej fałdki.
Wiem, że każdy powinien pilnować swojego BMI jako wyznacznika tego czy ma nadwagę czy nie, ale.... Mam koleżankę z, która mamy właściwie jednakowe WYMIARY (wzrost/talia/biodra). Wydaje się tylko, że ona ma większy ode mnie biust. Wymieniamy się czasami jakimiś ciuchami. Stajemy na wagę i ....szok. Ja ważę 10 kg więcej niż ona. I co Wy na to?
izuś budowa szkieletu, stosunek ilości mięśni do tkanki tłuszczowej - może masz więcej mięśni, niż ona?
uważam, że takie ślepe kierowanie się samym BMI jest głupotą - na początku studiów byłam w dolnej granicy BMI (tzn. nigdy do 18 nie doszłam, bo nie miałam już z czego chudnąć) i wyglądałam jak bezbiuściasty, bezpupiasty szkielet :/ czyli ważne jest nie tylko BMI, ale też stosunek obwodu talii do wzrostu z uwzględnieniem ogólnej budowy (wyczytałam kiedyś, że u kobiety o przeciętnym wzroście - 165cm - i przeciętnej budowie - nie za drobna, nie za masywny szkielet - 80cm w talii to swego rodzaju granica, powyżej której zaczyna się już robić niebezpiecznie ze względu na zbytnie otłuszczenie organów w jamie brzusznej) oraz stosunek ilości mięśni do tkanki tłuszczowej (no ale tego w domowych warunkach się chyba nie sprawdzi, prawda?) ;)
Drzazga, teraz nie mam czasu, ale jak odwalę robotę, poszukam tych artykułów, żeby nie było, że rzucam słowa na wiatr :-).
Neith, chodzi o to żeby obwód w pasie nie przekraczał połowy wzrostu, a do obwodu bioder był mniejszy niż 0,8.
daslicht ooo o to mi chodziło zapewne :) pamiętałam, że coś było odnośnie stosunku obwodów do wzrostu, ale nie pamiętałam, co dokładnie... ale te 80cm w talii też gdzieś było ;)
To ciekawe czemu wszędzie piszą o tych 80cm. W końcu średnia wzrostu to chyba powyżej 160cm?
daslicht: dla mężczyzn ten prawidłowy stosunek obwodu pasa do obw bioder jest wyższy- 1.0- 1.1 chyba.
Czy to nie jest tak, że kobieta o naturalnie bardzo wąskich biodrach powinna liczyć się z tym "męskim" wyznacznikiem?
Coś nie chce mi się wierzyć, że przy 72cm w pasie i 89 w biodrach jestem na granicy
Piszą, bo łatwiej napisac 80 lub 88 (różne są wersje) niż jakaś tajemnicza połowa wzrostu. Kogo obchodzą różnice? Na tej samej zasadzie szyją odzież - wszyscy tego samego wzrostu i proporcji.
Kobieta o "męskich" proporcjach powinna pilnowac obwodu w pasie i profilaktyki, bo ma większe prawdopodobieństwo chorób układu krążenia niż kobieta-gruszka.
Tak, dla mężczyzn max. proporcja to 1. 1,1 to brzuch większy od bioder, no litości, po prostu brzuch piwny.
http://bi.gazeta.pl/im/4/6917/z691706...
Jej, to co ona zrobiła ze swoim biustem... to po prostu booooli :/
I sorry, że nie na temat, ale jak zobaczyłam to zdjęcie, to nie mogłam się powstrzymać przed wrzuceniem...
Te proporcje 0,8 i 1,0 to proporcje wyznaczające typ otyłości. Przy braku zaburzeń nie powinny być wyznaczane, bo faktycznie mogą wprowadzać w błąd. Po prostu odpowiedni przedział w tym pomierze brzuch/biodra to określenie, czy otyłość jest typu jabłko, czy typu gruszka.
A przynajmniej tego mnie uczyli na studiach ;)
felisdomestica, wrzucaj te artykuly, tez jestem ciekawa:) bo to, co napisałaś, brzmi jak prawdziwa przesada.
Pozdrawiam biuściaste Mirrielowiczki :)
Jaki ten Internet mały! (;p)
"Neith, chodzi o to żeby obwód w pasie nie przekraczał połowy wzrostu, a do obwodu bioder był mniejszy niż 0,8."
Taa, jak ważyłam 12 kg więcej, to miałam właśnie 0.79, a teraz 0.83. Bo z talii zeszło 5 cm, a z bioder ponad 10 ;) I co tu robić? ;)
A to 80 cm to ma być w najwęższym miejscu talii, czy na najszerszym brzucha?? Bo jestem ciekawa, czy powoli nie zaczynam się łapać :)
Sądzę, że w najwęższym miejscu talii. W najszerszym miejscu brzucha mam tyle, co w biodrach.
W talii. 80 cm jeśli masz 160 cm wzrostu.
Właśnie, jakże idiotyczne jest takie uogólnianie. 80 w talii to zupełnie co innego u dziewczyny o wzroście 150 (jak Kylie Minogue) niż u takiej co ma 200 (jak siostry Dydek).
Nadwaga w kształcie gruszki jest zdrowsza niż taka w kształcie jabłka czy klocka, ideału producentów odzieży.
Jeśli masz skłonności do jabłkowania, to po prostu się pilnuj i nie prowokuj losu np. wysokim cholesterolem. To po prostu predyspozycja, na którą trzeba mieć uwagę.
Myślę, że niezależnie od typu budowy lepiej się jednak pilnować ;P Skłonność do otyłości brzusznej jest jedną z miliona, które mogą cię dotyczyć. Cóż. Nadal jedyne co można polecić to zdrowy tryb życia i co jakiś czas kontrole lekarskie.
daslicht- Wiem, że kieruje tobą głównie nienawiść do producentów, ale tego klocka możesz sobie darować. Nieprzyjemnie się kojarzy.
że szczury którym ograniczy się kalorie o 30 procent w stosunku do uznanej dla nich "normy", żyją dłużej. a norma dla kobiet to 200-2500 -30% to 1400-1700, osoba skrajnie wychudozna napewno nie je "az" tyle jednym slowem huurra nie ejstem skrajanie chuda tyle jem ( wze 71-72 kg:)/177 cm)trenuej 2 h dziennie i ebde dluzej zyc:)) osoby ktore ograniczyly spozycie 0 30% od normy tpo nie sa te skrajnie chude:) I co?
Cherry, szczury to szczury, a ludzie to ludzie. Faktycznie w warunkach laboratoryjnych szczury przeniesione na dietę żyją dłużej, ale nie przekłada się to tak całkiem na ludzi. Podobno nawet ludzie z górnych granic normalnego BMI żyją dłużej od tych bardzo szczupłych. Całkiem możliwe, że związane jest to z wyższym procentem ciężkiej tkanki mięśniowej, bo niska waga nie oznacza jeszcze automatycznie niższego tłuszczu. Bardzo często kobiety utrzymujące sztucznie, czyli ciągłymi nikokalorycznymi dietami, rozmiar 36 mają powyżej 30 procent tłuszczu w organizmie, a solidniej zbudowane, wysportowane babki z rozmiarem 42 mają zdrowe 25 procent. Sporo tłuszczu potrafi ukryć się bowiem u tych rzekomo szczupłych pomiędzy wewnętrznymi organani. Sama waga nie świadczy w ogóle o zdrowiu. Ludzie z nadwagą prowadzący aktywny, znaczy sportowy tryb życia mają większe szanse na zdrowe i długie życie od kanapowych chudzielców. Ruch jest też najlepszy na pozbycie się niebezpiecznej otyłości brzusznej, przy czym fałdki na dole brzuszka, jak u modelki na górze, jeszcze żadną otyłością brzuszną nie są.
Oj brakowało mi tu wcześniej pierwszejlitery do dyskusji, żeby fachowiec się wypowiedział, że to nie jest tak, że "każdy centymetr się liczy " :)
Tylko zalogowani użytkownicy mogą dodawać komentarze.