Recenzujemy staniki, bo wiemy, że dobrze dobrane czynią cuda!

Mój Duży Biust i ja - dokument BBC

BBC nakręciło film dokumentalny o tym, jak to naprawdę jest mieć duży biust. Po pierwszych 15 minutach, gdy poznajemy trzy główne bohaterki o biustach w rozmiarach kolejno: 60K, 70EE (choć takowy nie istnieje, bohaterka tak jest jednak podpisana...) i 75G, możemy mieć wrażenie, że to kolejna budząca politowanie produkcja zmierzająca do jedynego sensownego wyjścia - chirurgicznej redukcji piersi.

Okazuje się jednak, że film My Big Breasts and Me wcale nie jest taki głupi, jak można się na początku spodziewać:) Występuje w nim i chirurg plastyczny, i Bravissimo, i psychoterapeutka, i brafitterka. I chociaż bohaterki wydają się na początku dość mocno przesadzać, gdy mówią, że duży biust to prawie jak niepełnosprawność, to w ogólnym rozrachunku film chyba warto obejrzeć.

Trwa aż 56 minut, więc w sam raz na weekendowe popołudnie:)

Jestem ciekawa, co Wy sądzicie o jego walorach edukacyjnych. We mnie budził na początku dość mieszane uczucia, ale być może trafia do tych Biuściastych, u których biusty powodują naprawdę ogrooomne kompleksy? Jak sądzicie, czy te bohaterki z ich niesamowitymi frustracjami to w ogóle psychologicznie prawdopodobne postaci?:)

Uwaga, film nie jest nowy, powstał w 2007 roku, więc niektóre z Was mogły już oglądać.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Komentarze: 294 / Dodaj komentarz »

  • magdus
    magdus · 23-04-10 21:32 · do góry^

    a mi to coś nie chce działać ;/

    Dodaj komentarz»
  • black_ant
    black_ant · 23-04-10 21:34 · do góry^

    mi niestety też nie działa :/

    Dodaj komentarz»
  • animfa
    animfa · 23-04-10 22:17 · do góry^

    chyba nikomu nie działa

    Dodaj komentarz»
  • animfa
    animfa · 23-04-10 22:18 · do góry^

    ale na youtube jest:)

    Dodaj komentarz»
  • mauzonka
    mauzonka · 23-04-10 22:32 · do góry^

    Co to znaczy, że Wam nie działa? Klikacie strzałkę play i się nie ładuje, czy znika, czy w ogóle nie widzicie playera? Bo u mnie wszystko śmiga... Postaram się poszukać jakiegoś innego playera więc.

    Dodaj komentarz»
  • felisdomestica
    felisdomestica · 23-04-10 22:34 · do góry^

    Mnie działa.

    Dodaj komentarz»
  • Marina
    Marina · 23-04-10 22:39 · do góry^

    Ja w ogóle nie widzę playera, jest pusto tam gdzie zakładam, że powinien być.

    Dodaj komentarz»
  • Valentinee
    Valentinee · 23-04-10 22:39 · do góry^

    Ja nie widzę playera ale filmik widziałam już wcześniej :) Jako małobiuściasta, która marzy o większej miseczce chyba nigdy do końca nie zrozumiem ciężkiego życia dużobiuściastych. Choćbym nie wiem ile filmów i przekonujących argumentów usłyszała ;)

    Dodaj komentarz»
  • magdus
    magdus · 23-04-10 22:48 · do góry^

    u mnie też nie ma nic. jest białe okienko :p

    Dodaj komentarz»
  • biedrona_a
    biedrona_a · 23-04-10 22:52 · do góry^

    Ja też mam pustą, białą plamę. W FF 3.5.

    Dodaj komentarz»
  • asiabudyn11
    asiabudyn11 · 23-04-10 22:54 · do góry^

    Czekam na opinie Pań biuściastych. Ciekawe co one na to. Bo w filmie o brafittingu jest mało. O operacji chyba mówią więcej. Bynajmnije nie sugerują, że dobranie dobrego stanika to jest alternatywa dla operacji.

    W ogóle to w UK zupełnie inną pozycję ma brafitting. Mają angielki go na wyciągnięcie ręki a jakośz tego nie korzystają (blondynka mierząca Tango i rzucająca go jak śmiecia). No i przede wszystkim: czemu one wszystkie (może prócz pani od ćwiczeń-jej biustu było za mało widać by to ocenić)duszą się w tych usztywnianych stanikach w złym rozmiarze? Mają Bravissimo, ceny są tam dla nich bardziej przystępne niż nam a i tak wolą te swoje usztywniańce. Najlepiej to widać na tej modelce: jak ona ślicznie wyglądała w tym brązowym bikini!!! Idealnie!

    Z mojej perspektywy dziwne jest zachowanie blondynki,bo niby pyta o operację, rażą ją spojrzenia mężczyzn, chce by koleżanki zrozumiały co czuje itp. a na końcu filmu występuje na immprezie z taaaaaakim dekoltem. Nie piszętego z zazdrości, ale ja przy swoim 65F nie założyłabym tak wyciętej sukienki. A skoro ona założyła tzn. że musi ten swój biust lubić. I dobrze, że lubi. Ale takie za małe usztywanińce mogłaby przestać nosić ;-)

    Sam film, taki...nie podoba mi się. Na początku myślałam o zalinkowaniu go koleżankom, ale oni tak poważnie mówią o operacji i ćwiczeniach, że tego nie zrobię, bo im tego absolutnie nie chcę sugerować.

    Plusem filmu jest to, że w ogóle zwraca uwagę na ten problem. Na pewno część biustastych pań ma/miała kiedyś podobne rozterki.

    Drażni trochę pani psycholog i te jej zarzucanie włosów ;-)

    Dodaj komentarz»
  • asiabudyn11
    asiabudyn11 · 23-04-10 23:02 · do góry^

    I jeszcze raz dobitnie zapytam, bo mnie samą to interesuje: Panie naprawę biuściaste,
    czy dobry rozmiar stanika NA PRAWDĘ rozwiązuje problem?
    (nie chodzi mi tu o uwagi, że za mało staników w dużych rozmiarach i że może komuś brzydkie, ale tylko o odp).

    Bo film pokazuje problem, ale rozwiązania już nie. Czy istnieje rozwiązanie?

    P.S. Właśnie przyszedł mi na myśl możliwy powód takiej różnicy w ocenie brafittingu w PL i UK: istnienie wspierającej społeczności (takiej jak chyba na lobby). Mają Brytyjki coś takiego? A jeśli tak, to chyba nie odgrywa tak dużej roli jak u nas.

    Tak, tak, nie ma sensu linkować tego filmu, bo to takie biadolenie (zaznaczam: możliwe, że komuś ono pomaga, bo np. ktoś się z nim identyfikuje), ale ja już uwierzyłam, że takie biusty jak te z filmu można okiełznać samą tylko dobrze dobraną bielizną. Mam rację?

    Dodaj komentarz»
  • Sunako
    Sunako · 23-04-10 23:05 · do góry^

    asiabudyn11 ---> tak co do przystępnych cen, to może dla niektórych też ta bielizna nie jest tyle warta (na zasadzie jak u nas - że stanik za 50zł to fanaberia, jak mogę kupić za 10-15zł) i kupują coś za grosze w sieciówkach, a często równie ładne. No i nie wiem też jak tam z uświadomieniem przeciętnej Brytyjki.

    Dodaj komentarz»
  • Sunako
    Sunako · 23-04-10 23:07 · do góry^

    (w FF i IE tak samo nie działa)

    Dodaj komentarz»
  • Nea
    Nea · 23-04-10 23:14 · do góry^

    @asiabudyn11 -> u mnie [32G/32GG] dobranie odpowiedniego stanika na prawdę rozwiązało cały problem. Wcześniej nienawidziłam swojego biustu a teraz go prawie że uwielbiam! Pewnie że czasem fajnie byłoby mieć mniejszy biust ale przestałam myśleć obsesyjnie o swoich "gigantycznych" piersiach, rozważać operacji i zamartwiać się tym jaka to ja jestem niewymiarowa, itd itp. Teraz w dobrym staniku nawet mi się nie wydaja takie znowu duże ;)

    Dodaj komentarz»
  • kasiagrubasia
    kasiagrubasia · 23-04-10 23:24 · do góry^

    Zainspirowana ostatnią dyskusją na Lobby myślę, że stanik czasami nie rozwiązuje problemu :(

    Dodaj komentarz»
  • Stanzi
    Stanzi · 24-04-10 00:05 · do góry^

    w chrome chodzi elegancko

    @asiabudyn11 > dobry rozmiar biustonosza nie zawsze rozwiązuje problem, na pewno nie przy bardzo dużym biuście.
    Blondynka ma fatalnie dobrany stanik i jest fatalnie ubrana, rozumiem doskonale, ze ciężko się ubrać z takimi rozmiarami, ale sory. Ta freja jest po stokroć za mała. No i skoro ona ma 60k to freja na nią nie szyje!!! Zero brafittingu.
    A tak poza tym to ten film powinien rozwiewać wątpliwości, ze takie operacje powinny być refundowane.
    HORRIBLE FUTURE! :)

    Dodaj komentarz»
  • rysia_zdzisia
    rysia_zdzisia · 24-04-10 00:55 · do góry^

    A mnie to ten filmik przede wszystkim utwierdził w przekonaniu, że problem przede wszystkim siedzi w głowie, a operacja to ostateczność- widać każdy zobaczył na tym filmiku, to co chciał zobaczyć;)

    A odnośnie samych bohaterek: ta modelka wcale jakiegoś dużego biustu nie miała, dwie pozostałe owszem miały spore, ale przede wszystkim miały tragiczne staniki... ten sportowy stanik <szok> co za sens kupować sportowy stanik jak i tak wszystko w nim lata...

    Dodaj komentarz»
  • justinehh
    justinehh · 24-04-10 01:12 · do góry^

    W FF widzę białą plamę, dopiero jak odkurzyłam Operę zobaczyłam tunel, pardon, playera ...

    Dodaj komentarz»
  • ewa_bradea
    ewa_bradea · 24-04-10 01:12 · do góry^

    Nie działa w Firefoxie (biała dziura). Działa w Operze, ale obejrzę - jak przykazano - popołudniu. ;-)

    Dodaj komentarz»
  • amee
    amee · 24-04-10 01:32 · do góry^

    obejrzałam film w kawałkach, niestety bez środka (na tubie nie ma części 3. i 4.).

    wnioski pozostają u mnie niezmienne: duży biust wcale nie jest tak fajny, jak wszystkim dookoła się wydaje, a już na pewno nie wtedy, kiedy uprawia się jakiś sport.

    z trzech wyjść zaproponowanych na filmie, podobnie jak jego bohaterki, postanowiłam polubić swoje piersi - po części dlatego, że są to swego rodzaju atuty, wabiki etc., po części zgodnie z powiedzeniem: jak się nie ma, co się lubi, to się lubi, co się ma:P
    jednak podejrzewam, że gdyby nie moja równie biuściasta przyjaciółka z czasów gimnazjum/liceum oraz ciotka, do tej tonęłabym w kompleksach:/

    dopasowanie dobrego stanika w moim przypadku nie było jakimś mega wielkim przełomem, jeśli chodzi o rozmiar, za to zakręciło mi w głowie, jeśli chodzi o wybór wzorów ("wow.... nie muszę kupować tego, co jest, mogę kupić to, co chcę!":)). niewątpliwie jednak jakaś zmiana komfortu także nastąpiła (nie muszę poprawiać stanika w ciągu dnia i bezpiecznie mogę podpiec do autobusu:D). ale kilka kilo z przodu, nawet w dopasowanym staniku i lepiej rozłożonym ciężarze, nadal jest balastem do udźwignięcia dla kręgosłupa i wyzwaniem, kiedy muszę dopasować bluzkę, o sukience nie wspominając.
    i nawet pomimo tego, że widzę wiele równie dużych, a nawet większych biustów tu i na lobby, to wciąż nie zmienia to faktu, że postrzegana jestem jako "ta z dużym" biustem - i tutaj nawet minimizer nie pomoże:P

    Dodaj komentarz»
  • rysia_zdzisia
    rysia_zdzisia · 24-04-10 01:53 · do góry^

    Tu się da całość zobaczyć http://topdocumentaryfilms.com/my-big...

    Dodaj komentarz»
  • female100
    female100 · 24-04-10 02:27 · do góry^

    Nie rozumiem idei tego filmu.

    Dziewczyna w fatalnie dobranym staniku narzekająca na niewygodę - no coż, zdziwiłabym się, gdyby czuła się dobrze. Ja wiem, że duży biust może być w pewnych sytuacjach dyskomfortem, ale kobieta opowiadająca łamiącym się głosem, że nie może wyjść na plażę w stroju, wydaje mi się być grubą przesadą.
    Może nadinterpretuję, ale wyczuwam w tym filmie poparcie dla ogólnej tendencji do narzekania na swoje ciało, jakiekolwiek by ono nie było. Mały biust - źle, duży - jeszcze gorzej. Przypomina mi to rozmowy koleżanek na temat: jak bardzo nie chciałbym mieć dużego biustu, bo jest taaki niewygodny i nie można ćwiczyć na wfie. ;)
    Nie wiem o co chodzi bohaterkom. Ja też nie mogę nosić bluzek zapinanych na guziki i to na prawdę nie jest największa życiowa tragedia.

    Ale nie to najbardziej mnie dziwi.
    Najbardziej dziwi mnie dziewczyna z sesji zdjęciowej, która ze swoją idealnie wręcz szczupłą sylwetką i dużym biustem występuje w filmie pt: nienawidzę swojego ciała.

    Przypuszczam, że gdyby te osoby urodziły się z miseczką A wzięłyby udział filmie o powiększaniu rozmiaru. Bo problemem nie jest tutaj ciało tylko psychika.

    jedyne co może mnie przekonać to ból pleców, ale wydaje mi się, że masaże, ruch i przede wszystkim dobry stanik, są w stanie w dużym stopniu zredukować problem.

    Dodaj komentarz»
  • maskaradka
    maskaradka · 24-04-10 04:52 · do góry^

    Dziewczyna w brazowym bikini-moj ideal, urocza i zgrabna. Ech, ja juz waze prawie ze 52 kilo przy 160cm wzrostu a nadal wygladam drobno i jakbym miala niedobor tluszczu. Startowalam z 46 kilo. Dajcie mi jakies pomysly na wysokotluszczowe jedzenie, ale zaznaczam ze nabial, pieczywo i fast foody na mnie nie dzialaja.

    Dodaj komentarz»
  • asiabudyn11
    asiabudyn11 · 24-04-10 09:23 · do góry^

    Sunako,
    na pewno nasz rację z tymi cenami :)

    Dodaj komentarz»
  • animfa
    animfa · 24-04-10 09:54 · do góry^

    maskaradka słodź dużo i jedz po 19 tak żeby organizm nie zdążył spalić kalorii które spożyjesz pod koniec dnia.

    Co do filmu to zupełnie nie rozumiem kompleksów dziewczyny w brązowym bikini, o takiej figurze marzy większość moich koleżanek, łącznie ze mną. Natomiast jeśli chodzi o blondynkę, to na jej miejscu poddałabym się operacji, bo po pierwsze nie wyobrażam sobie dźwigania takiego ciężaru, po drugie życie z ciągłym gapieniem się osób trzecich na moją klatkę piersiową wpędziłoby mnie w fobię społeczną. Mam znajomą, która nosi prawidłowo dobrany rozmiar stanika 75FF i przy dużej aktywności fizycznej (aerobik 2 razy w tygodniu i 3 dzieci) narzeka na bóle kręgosłupa. Każdy ma inny próg bólu, dlatego ja w podobnej sytuacji (przy odpowiednich środkach) zdecydowałabym się na operację.
    Wogóle jeśli chodzi o blondynkę to odniosłam wrażenie, że ona wbrew fizycznym męczarniom przez jakie przechodzi jest zadowolona ze swojego rozmiaru. Przepraszam za wyrażenie, ale machanie cycem w dekolcie po pępek na końcówce filmu wywołało u mnie atak śmiechu. Najpierw przez 40 minut narzeka na to że wszyscy się na nią gapią, a potem zakłada sukienkę w której wygląda jak tania gwiazda porno. Nie sądzę, żeby w Wielkiej Brytanii zabrakło odpowiednich kreacji, bo to raj dla biuściastych kobiet.
    Film sam w sobie kiepski...a pani psycholog to już parę operacji ma za sobą na 100% :D

    Dodaj komentarz»
  • elftherini
    elftherini · 24-04-10 10:15 · do góry^

    Mi się dalej nie wyświetla filmik a link od Rysi zacina FF totalnie:(

    Animfa: to niekoniecznie zadziała:P Jem kolacje koło 23, słodzę ostatnio całkiem dużo a wcale nie tyję;)

    Dodaj komentarz»
  • Avis_Del
    Avis_Del · 24-04-10 10:41 · do góry^

    Mi w FFie działa normalnie. ;)

    Dodaj komentarz»
  • animfa
    animfa · 24-04-10 10:53 · do góry^

    Eltherini to wszystko zależy od aktywności fizycznej, przemiany materii i wielu innych czynników, nie ma co wszystkich wrzucać do jednego wora. Dlatego ja zawsze podkreślam - każdy organizm jest inny. Odżywiam się zdrowo, dużo warzyw i owoców, oczywiście zdarza się smażony kotlet ;) Jeśli chodzi o słodycze to mam na nie ochotę tylko przed okresem, czekolada może leżeć po moim nosem i nie tknę, dopóki nie najdzie mnie ochota. Natomiast moją słabością jest paczka słonecznika dzennie i słodzenie...dwie czubate łyżeczki do kawy i herbaty, a są to napoje od których jestem uzależniona. I pomimo fizycznej aktywności i bardzo szybkiej przemiany materii mam problem ze spaleniem tłuszczyku.
    Szczęściara z ciebie że nie tyjesz:)

    Dodaj komentarz»
  • elftherini
    elftherini · 24-04-10 11:03 · do góry^

    Animfa: wiem, tylko że nie wiemy jaką przemianę materii ma Maskaradka. Jeśli ma problem z przytyciem to pewnie dobra, czyli jedzenie wieczorem i słodzenie może nie pomóc:)
    Ja dla odmiany mam spowolnioną a i tak nie tyję po wieczornym obżarstwie. Za to przybieram jak jem: śniadanie, regularne posiłki itp. Mój organizm chyba lubi łamać normy dietetyczne.

    Inna kwestią jest, że mając 160 cm wzrostu najlepiej czułam się ważąc 43 kg (ale ja lubię być chuda:)), normalnie ważę około 48, a maksimum, którego nie powinnam przekroczyć (wg. lekarki) jest około 51. Dlatego nie rozumiem chęci przytycia, co złego jest w byciu drobną? :)

    Może wyjściem dla Maskradki jest przybranie masy mięśniowej a nie tłuszczu? Chociaż przy ogólnie drobnej budowie chyba jest szansa, że takiej masy mięśniowej nie uda jej się "skompletować"...

    Dodaj komentarz»
  • velika
    velika · 24-04-10 12:26 · do góry^

    Maskaradka, biegiem na siłownię i ćwiczenia na masę! Po co masz nabierać tłuszczu, nabierz mięśni. Ja mam 160 cm wzrostu, ważę 53 kg, ale spora część to mięśnie (zwłaszcza nogi). Nigdy nie będę już ważyć mniej niż 50 kg, chyba że stracę całą masę mięśniową, a tego bym bardzo nie chciała. Przy 48 kg wyglądałabym jak kościotrup;) Miałam tez epizod, że tak powiem anorektyczny, doprowadziłam się do 43 kg i do dziś nie mogę patrzeć na zdjęcia z tamtego okresu. Wolę to 10 kg więcej, zdecydowanie;)

    Dodaj komentarz»
  • asiabudyn11
    asiabudyn11 · 24-04-10 13:00 · do góry^

    Animfo piszesz o operacji.
    Tymczaem chyba żadna z nich nie ma dobrze dobranego stanika (prócz modelki w czasie sesji), więc ja bym nie mogła tak arbitralnie czegokolwiek napisać, no bo weźmy pod uwagę, że to są biusty spłaszczone za małymi usztywanianymi stanikami (a przez to wyglądające na większe). A szczególnie blondynka. Jeśli ona uważa, że jej rozmiar to 70EE!!!

    Dodaj komentarz»
  • kasiulkasp
    kasiulkasp · 24-04-10 15:35 · do góry^

    Maskaradka ja ważę 53kg przy 158cm i nie wyglądam chudo:D, przy Twoich wymiarach BMI masz równo 20 czyli w dolnej normie, moim zdaniem masz bardzo dobre wymiary, moja siostra ma 162 i waży 48-jest szczupła, nie chuda, je mniej niż ja:P i nie ma mięśni:P Mam kilka bardzo szczupłych koleżanek, które chciałyby przytyć, ale taka maja przemianę materii, że nie mogą(nie licze tych, które nie chcą), jedna ma 165 i waży 40kg, wygląda i wyglądała zawsze bardzo chudo, ale zawsze się normalnie odżywiała, jej siostra i mama wyglądały w jej wieku tak samo a teraz mają więcej ciała:)

    Dodaj komentarz»
  • Sunako
    Sunako · 24-04-10 15:43 · do góry^

    oh lord, ja bym chciała ważyć 52kg... nigdy nie jest dobrze ><

    Dodaj komentarz»
  • animfa
    animfa · 24-04-10 16:31 · do góry^

    asiabudyn11 ja będąc w sytuacji tej blondynki nie zastanawiałabym się nad operacją-po prostu nie wyobrażam sobie dźwigania takiego ciężaru, a i bez tego wiem co to ból pleców. Oczywiste jest, że nie miała dobrze dobranej bielizny, ale dla mnie przy takim rozmiarze nie robiłoby to różnicy - operacja i basta. Nie zrozum mnie źle oczywiście dobry stanik to podstawa i ona wygląda w tych swoich przymaławych fatałachach co najmniej nieapetycznie. Ale zabrałabym się za dobieraniem biustonosza już po operacji:D bo nie wyobrażam sobie życia z takim balastem, nie ważne czy ten balast byłby dobrze "ubrany" czy nie. Mam biuściaste ciotki i koleżanki, które narzekają na bóle pleców a chodzą we właściwych rozmiarach. Kilka postów wyżej wyjaśniłam dlaczego zdecydowałabym się na ingerencję chirurgiczną.

    Dodaj komentarz»
  • maskaradka
    maskaradka · 24-04-10 16:55 · do góry^

    No bo ja chce miec wiekszy biust, migracja u mnie nie zadzialala, nie bylo z czego migrowac:)Na silownie sie zapisze, poplywam przy okazji. Albo te moje symboliczne posladki w miejscu tylka... To sa moje dwie najwieksze bolaczki. Ja nie wiem gdzie sie te 6 kilo podzialo, tu i tam wiecej centymetrow a jak kosci mozna bylo liczyc przez skore, tak nadal tak jest. Nie jest nic zlego w byciu drobna, ja po prostu chce/mam taka potrzebe posiadania wiecej cialka, nie ma to nic wspolnego z zadna niechcecia do chudych ludzi.
    A co do filmu to wiele razy spotkalam sie z tym, z narzekaniami a moj (czyli dziewczyny narzekajacej) ze biust za duzy, za ciezki, a ze sie prowokujaco wyglada, a to, a tamto, ale glebokie dekolty byly dumnie i czesto noszone:) Chyba wiele kobiet tak ma, nie tylko z biustem: problem, bo problem ale korzysci tez sa.

    Dodaj komentarz»
  • animfa
    animfa · 24-04-10 17:17 · do góry^

    maskaradka powiem ci że ja przez ostatni rok przybrałam 5 kg, poszło w brzuch i dupcię, a piersi jakie były takie są:D i nie raz łudziłam się przez okresem że mi 2 cm przybyły <hurra>, a potem okazywało się że to tylko przedmiesiączkowe puchnięcie. Więc teraz próbuję zrzucić chociaż z 3 kg, bo wolę być szczupła i mieć na klacie to co mam. Ale rozumiem osoby które chcą przytyć...dla jednych tycie a dla innych przytycie jest wyzwaniem. Co do filmu, to właśnie po blondynce widać to zakłamanie najbardziej. Biadoli,że wszędzie się ludzie na nią gapią a potem zakłada dekolt żeby gapili się jeszcze bardziej. Przecież mogła wybrać inną kreację, Uk to nie ciucholandowy ciemnogród, tam można znaleźć fatałaszki na każdego i dla każdego. Prawda jest pewnie taka, że plery ją bolą, ale uwagę na siebie też lubi zwracać. Zupełne przeciwieństwo tej dziewczyny w bikini, po której widać że ma kompleksy ( swoją drogą nie wiem dlaczego) i po prostu wstydzi się swojego ciała. Po blondynie ten wstyd spływa, o ile w ogóle jest. Przynajmniej takie są moje odczucia:)

    Dodaj komentarz»
  • kindafunny
    kindafunny · 24-04-10 17:27 · do góry^

    Moja najlepsza przyjaciółka ma niecałe 1,60 wzrostu. Bardzo drobnokoścista, szczupła.
    Nosi Effuniaki 70hh (właściwie powinna 65J).
    Narzekała na niewygody biustowe, owszem - nosząc bezfiszbinowe koszmarki 85DDD. Obecnie jest zachwycona swoim biustem. Kocha swoją biusciastość i podkreśla ją ilekroć może, co nie przeszkadza jej być cenioną za to co robi i kim jest. I znać swoją wartość - nie tylko "estetyczną".
    Nosi świetne ubrania, których długo szuka, owszem. Ale nawet ja - standard 38/40 - szukam długo ubrań.

    Ćwiczy, tańczy. Nie ma biuściastych kompleksów.

    Nikt mi nie wmówi, że kłopoty z biustem nie rodzą się w głowie!
    (Poza jednostkami chorobowymi, naturalnie.)

    Dodaj komentarz»
  • kok_12
    kok_12 · 24-04-10 17:42 · do góry^

    Do osób, które nabrały masy mięśniowej: jak wyglądał wasz trening, często ćwiczyłyście, jak się odżywiałyście? Znacie jakieś strony godne polecenia ćwiczącym w domu?

    Dodaj komentarz»
  • annace
    annace · 24-04-10 17:57 · do góry^

    Na pewno forum sfd :)
    Podstawa, trening na masę + dodatni bilans kaloryczny, odpowiednio zbilansowane posiłki. Wszystko masz na ww portalu :)

    Dodaj komentarz»
  • kindafunny
    kindafunny · 24-04-10 18:50 · do góry^

    Obejrzałam film i moim zdanie, blondynka po prostu lubi zwracac na siebie uwagę :) i dlatego wystąpiła w tym programie.

    Dodaj komentarz»
  • arema
    arema · 24-04-10 20:11 · do góry^

    Film ciekawy, obejrzałam w całości (jeśli tutaj nie działa, wystarczy wpisać tytuł w google ;)) i nasuwają mi różne wnioski. Myślę że mogę się zgodzić z tym że blondyna jest dość pewna siebie jak na "zakompleksioną biuściastą", ale co do tego dekoltu na końcu - jestem skłonna przypuścić że kazano jej go założyć, aby stworzyć jakiś "happy end" ;) Ona sama nie zdaje się jednak zbyt pewnie w nim tańcować :D
    Modelce zazdroszczę figury i nie rozumiem kompleksu - czy 30G to aż tak dużo? szczególnie przy takim wzroście? Wyglądała bardzo proporcjonalnie.
    Z kolei trzecia pani miała moim zdaniem "wieeelkie" piersi właśnie ze względu na ogólną masywność i tu akurat najlepszym wyjściem było to, które wybrała, czyli dieta i ćwiczenia :)
    Ogólnie film jak dla mniepozytywny, choć mogli dać więcej o bra fittingu niż o operacjach...

    Dodaj komentarz»
  • kindafunny
    kindafunny · 24-04-10 20:27 · do góry^

    Co do modelki:
    Brytyjki tez mają fobię literkową ("I'm a G-cup?!" i przerażenie w oczach - a przecież 30g to nie taki znowu duży biust. Raczej przeciętny.

    No i wydaje mi się, że w filmie nie do końca zweryfikowano negatywnie tę tęzę z samego początku, że Brytyjki mają duże biusty - standardowo 34C i wciąż rośnie :)

    Dodaj komentarz»
  • animfa
    animfa · 24-04-10 20:56 · do góry^

    kindafunny to dobrze że są kobiety zamieniają swój bardzo duży biust w atut. Mi się ogólnie duże biusty podobają i marzy mi się rozmiar 70F :D Ale niestety nie każdy potrafi odpowiednio dobrać bieliznę czy ciuch i zazwyczaj taki biust w nieodpowiedniej "oprawie" wygląda obrzydliwie, przynajmniej dla mnie. Podkreślam, że duże biusty moim zdaniem są piękne, ale jak ktoś ma z tym problem natury psychicznej czy fizycznej to nie widzę powodu dla którego miałby nie iść pod nóż. Przypuszczam, że ze względów zdrowotnych sama bym się na operację zdecydowała... z resztą nie tylko dlatego. Duże biusty zwracają uwagę, a jak ktoś nie lubi być w jej centrum, to może mieć z tym problem. Wiem bo sporo czasu spędziłam obcując z ludźmi chorymi na fobię społeczną, gdzie w większości przypadków to właśnie kompleksy były przyczyną choroby. Myślę że dla osób mających problemy z samoakceptacją, operacja to jest jakieś wyjście. Ale wszystko zależy od ludzkiej psychiki i charakteru. Ja w takiej operacji nie widzę nic złego. Tak samo jak nie przeszkadzają mi kobiety z powiększonym biustem o ile potrafią go ubrać i nie zamieniają klaty w pośladki. Wszystko jest dla ludzi i jeśli zabieg ma komuś polepszyć samopoczucie i zwiększyc poczucie własnej wartości to ja mówię "go on":)

    Dodaj komentarz»
  • animfa
    animfa · 24-04-10 20:58 · do góry^

    *są kobiety które zamieniają...

    I oczywiście pisząc, że sama bym się zdecydowała na operację pomniejszającą miałam na myśli sytuację hipotetyczną, bo w moich pikusiach nie ma co pomniejszać;)

    Dodaj komentarz»
  • Sunako
    Sunako · 24-04-10 23:58 · do góry^

    maskaradka ----> zajrzyj do mojej szuflady ;) 5kg temu miałam w obwodzie biustu 93cm, obecnie nawet 97cm, ale zaręczam Ci, że proporcje ciała się nie zmieniły, tzn. biodra i talia również wzrosły o te 4-5cm. Gdyby sam biust się powiększył byłoby super, ale tak to właściwie nie widać różnicy (nadal "mam mały biust jak na swoją tuszę")

    Dodaj komentarz»
  • maskaradka
    maskaradka · 25-04-10 03:39 · do góry^

    No to moze jedyne wyjscie to w tych miesniach jak mowicie? Ale ja naprawde widze roznice, bo wczesniej mialam nieco mniejsze piersi, pod ubraniem to sie charakteryzowalo zupelnym plaskoklaciem bocznym:D
    Sunako, no to nic tylko biust lepiej wyeksponowac. A tak wogole to nie masz tuszy, bo tusza to mi sie kojarzy z kims dobre kilkanascie razy ciezszym niz ty. Jesli sie juz upierasz to najwyzej troszeczke nadwagi, czego nie widac na zdjeciach, tylko wiem z twoich wypowiedzi:)
    Informuje zainteresowane (jesli jakies sa na to polaczenie kolorow, ja tam zawsze marzylam o takim:D), ze zielono-ostrorozowa georgiana nie splaszcza jak szara, moze to kwestia glebszych misek? Bo w szarej to mozna bylo brac i brac wieksza, az w koncu by wlazla na pachy. Ciekawe jak bedzie po praniu.

    Dodaj komentarz»
  • Maith
    Maith · 25-04-10 05:02 · do góry^

    Asiubudyń - w wielu przypadkach tak :)
    Poczytaj, co dziewczyny piszą w tym wątku
    http://forum.gazeta.pl/forum/w,32203,...

    Piszą właśnie o naprawdę biuściastych problemach i o tym, jak odebrały zmianę rozmiaru stanika na właściwy :)

    Dodaj komentarz»
  • polka_w_brukseli
    polka_w_brukseli · 25-04-10 12:32 · do góry^

    Mnie link Rysi tez nie dziala, ale dziala mi to: http://videosift.com/video/Me-and-My-...

    Dodaj komentarz»
  • Stanzi
    Stanzi · 25-04-10 12:47 · do góry^

    Animfa: "Mi się ogólnie duże biusty podobają i marzy mi się rozmiar 70F" - hahahaha to jest duzy biust? O LOL!

    Dodaj komentarz»
  • annace
    annace · 25-04-10 12:56 · do góry^

    Dla kogoś kto ma np. 65D/DD jak ja, owszem, to jest duży biust. Z czego tu się śmiać?

    Dodaj komentarz»
  • malutka
    malutka · 25-04-10 13:47 · do góry^

    Ja osobiście mam wrażenie, że blondyna ma po prostu stanik w obwodzie za ciasny. Owszem, widziałam, że biust jej dołem wychodził, ale ona wcale nie wydawała się być szczuplejsza w podbiuściu od modelki. Stanik nosiła założony bardzo nisko (przy okazji biust do dolnych żeber przyciskając) i być może dlatego wydawał się za luźny. Szkoda, że nie poszła na brafitting, bo zweryfikowałaby swój rozmiar.

    Dodaj komentarz»
  • Sunako
    Sunako · 25-04-10 15:05 · do góry^

    maskaradka ----> och eksponowanie jest spoko, mam taką koszulę z Promodu z zaszewkami na biuście i jak założę do niej tego białego St. Bernarda to wyglądam super ;) Z tym że ten stanik jest już jednak ciut za mały, tego nie widać pod koszulą, ale jest. Coś za coś, na kilka godzin poświęcam dopasowanie, żeby mieć wyeksponowany biust ;)
    Co do tuszy, to nie wiem sama, wiadomo od dawna, że mam zaburzone postrzeganie swojego ciała, ale przeważnie jak na siebie patrzę, to dominują ramiona, biodra, a biust jakoś tam ginie. Nie bez powodu obcinam sobie ręce na zdjęciach ;)

    Stanzi ---> dla szczupłej dziewczyny 70F to całkiem pokaźny rozmiar, nie przesadzajmy...
    Osobiście bardzo nie lubię tego jak dziewczyny z większym biustem uważają że mają co najwyżej średni, a wszystko poniżej jest oczywiście "małe" i właścicielki tych "małych" nie mogą myśleć inaczej. Jeśli ja mam czelność sądzić, że mój biust jest średni i uważam, że takie np. 70FF czy 70GG to duży biust i nie pogardziłabym takim, to nie musi od razu oznaczać, że uważam posiadaczkę 70J+ za wybryk natury, no sorry ><

    Dodaj komentarz»
  • mariska
    mariska · 25-04-10 18:22 · do góry^

    Co do postrzegania wielkości biustu - nie odkryję Ameryki, jeśli powiem, że zależy to od całokształtu sylwetki, przy czym nie mam tu na myśli jedynie wymiarów ;) Przykład? Moja mama należy do tych nielicznych szczęśliwych osób, która w dowolnym sklepie może wziąć dowolny ciuch w rozmiarze 38/40 i będzie wyglądał zupełnie jak na nią uszyty. (Mama ma biodra ciut szersze od biustu, talię tylko delikatnie zaznaczoną i lekki pociążowy brzuszek - na taką właśnie figurę szyje większość marek ;)). Przy jej sylwetce biust w rozmiarze 32E wygląda raczej na drobny.

    Z drugiej strony jest moja koleżanka, która ma szczuplutki, płaski brzuch, naprawdę duże wcięcie w talii, szerokie biodra, spory biust i mocno rozszerzającą się do góry klatkę piersiową. Jakież było moje zdumienie, gdy okazało się, że też powinna nosić 32E. (Z powodu szerokich żeber bez warstewki ocieplacza większe zaniżenie obwodu w jej przypadku nie miałoby sensu.) Przecież ona ma wizualnie biust dwa razy większy od mojej mamy! ;)

    Dodaj komentarz»
  • kasiagrubasia
    kasiagrubasia · 25-04-10 19:43 · do góry^

    Stanzi, jeśli dobrze rozumiem Twoją ostatnią wypowiedź, to masz monopol na prawdę o tym, czym jest duży biust? To jest dopiero LOL.

    Dodaj komentarz»
  • animfa
    animfa · 25-04-10 21:51 · do góry^

    Stanzi wytłumacz co cię tak śmieszy, może pośmiejemy się wszystkie razem z tobą. Dla mnie 70F to pokaźny biust i właśnie taki mi się podoba. Ba, 70F to dla mnie ideał i pozdrawiam wszystkie dziewczyny z tym rozmiarem, jesteście piękne:) "duże" dla każdej z nas oznacza coś innego, ale nie będę się na ten temat rozpisywać. W sumie "LOL" to rzeczywiście dobre podsumowanie twojej wypowiedzi.

    Dodaj komentarz»
  • alladyna
    alladyna · 25-04-10 23:04 · do góry^

    Animfa, wejdź na LMB i poczytaj wątek "Biustodepresja". Znajdziesz tam wyjaśnienie.

    Filmu jeszcze nie oglądałam, jutro się zmobilizuję.;)

    Dodaj komentarz»
  • rysia_zdzisia
    rysia_zdzisia · 25-04-10 23:25 · do góry^

    Alladyna na LMB? To na obu powstał ten temat? Ja to czytałam na LB...

    Dodaj komentarz»
  • alladyna
    alladyna · 25-04-10 23:37 · do góry^

    Ażeż, pewnie, że na LB, sorki.;) Już nie kontaktuję dziś, wróciłam właśnie z weekendu spalona na Pocahontas, pogryziona przez mrówki i z wysypką na nogach, wybaczcie pomyłkę.;D

    Dodaj komentarz»
  • ida14
    ida14 · 26-04-10 00:02 · do góry^

    ja sie troche czuje jak wybryk natury bo nosze taaaaki ciezar kilka rozmiarow wiekszy od 70f...

    Dodaj komentarz»
  • amee
    amee · 26-04-10 01:06 · do góry^

    ciut inna bajka, niż w BBC, ale nadal jeden z wielu powodów do bulwersu:P

    http://facet.onet.pl/foto/10-nieznany...

    miłej lektury!:)

    Dodaj komentarz»
  • kasiagrubasia
    kasiagrubasia · 26-04-10 07:29 · do góry^

    Ida14, to taka sama sytuacja, jak gdy ktoś narzeka, że ma mały biust, a nosi np. 65DD. Ja mam 65C i mogłabym zacząć się oburzać, że ten ktoś mnie uważa za wybryk natury. Ale to nieprawda, ten ktoś nie uważa mnie za wybryk natury, ten ktoś pisał o SOBIE i SWOICH odczuciach, i SWOIM pojmowaniu małego biustu. I byłoby ładnie gdyby dziewczyny z jeszcze mniejszym biustem nie traktowały tego typu wypowiedzi jak ataku na siebie i byłoby miło gdyby nie okazywały swojej frustracji pod każdą tego typu wypowiedzią :)

    Dodaj komentarz»
  • felisdomestica
    felisdomestica · 26-04-10 12:24 · do góry^

    animfa, w skali od 70AA do 70K biust 70F leży dokładnie pośrodku. Jest więc biustem średnim. Ty nazywasz go dużym, to co mają powiedzieć posiadaczki biustu 70K? Jak go nazwać? Monstrualnie dużym? Myślę że bohaterki tego filmiku też nie miałyby nic przeciwko temu żeby mieć rozmiar 70F, ale patrzą na to z drugiej strony skali. Założę się że naprawdę dużego biustu takiego jak 60K lub nawet 75G nie chciałabyś mieć...

    Dodaj komentarz»
  • polka_w_brukseli
    polka_w_brukseli · 26-04-10 14:42 · do góry^

    @felisdomestica - rownie dobrze mozna przyjac, ze w skali od 140 do 220 cm wzrost 180 cm jest sredni, a przeciez dla kogos mierzacego 155 cm taka osoba bedzie wysoka.
    IMHO tu nie chodzi o to, czym jest statystycznie rzecz biorac duzy biust, tylko o niepotrzebnie kpiacy ton wypowiedzi Stanzi.

    Dodaj komentarz»
  • cissnei
    cissnei · 26-04-10 15:39 · do góry^

    Punkt widzenia wiele zmienia, dla mnie moje "naprawdę duże" 70H wcale duże nie jest i, gdybym miała wybór, wolałabym mieć większy biust niż mniejszy, bo mam również paskudny brzuch i bardzo się cieszę, że istnieje coś, co odwraca od niego uwagę :P Przy mojej sylwetce i wzroście 170 cm ten biust wygląda absolutnie normalnie. Ale potrafię sobie wyobrazić, że dla szczuplutkiej osoby o rozmiarze 65D biust 70F jawi się jako duży. Nie jesteśmy w stanie całe życie analizować swoje wypowiedzi pod kątem tego, kogo mogą urazić czy zranić. Więcej zrozumienia, nie każda wypowiedź nieopatrzona sakramentalnym "imho" oznacza autorytarny wyrok ;)

    Dodaj komentarz»
  • animfa
    animfa · 26-04-10 15:48 · do góry^

    Nie rozumiem tej agresji w stosunku do moich poglądów, ja wyraziłam tylko swoje zdanie i zgadzam się z Toba felisdomestica - nie chciałabym mieć aż tak dużego biustu, bo jak już wcześniej wspomniałam DLA MNIE 70F jest duże. Pewnie jakbym nosiła 70J to 70F byłoby dla mnie wielkością średnią. Ale nie noszę! Przecież "duże" to pojęcie względne, czy to tak ciężko pojąć? Każda kobieta ma inny rozmiar i to właśnie on definiuje jej pojmowanie rozmiarów mniejszych, czy większych. Pewnie dla posiadaczki 70G rozmiar 65DD jest równoznaczny z małym biustem, dlaczego więc dla posiadaczki 70D 70F nie może być duże? Ano może i jest (podkreślam w moim przypadku, bo widzę że czepiamy się słówek wyrwanych z kontekstu).

    Dodaj komentarz»
  • felisdomestica
    felisdomestica · 26-04-10 16:10 · do góry^

    Animfo, nie ma żadnej agresji, jest dyskusja :-). Oczywiście wszystko jest względne, ale trzeba się zastanowić, czy myśląc o 70F naprawdę myślisz o "dużym" biuście? Czy jednak nie jest to mylące? W porównaniu z 70A rzeczywiście 70F będzie wieksze, ale wyobraź sobie, że wpadnie tu jakaś młoda dziewczyna i przeczyta że 70F to duży biust. I jeśli w dodatku sprawdzi sobie że w kalkulatorze wychodzi jej 70H to się załamie :-).
    Ja rozumiem o co chodzi stanzi. Na jednym forum czyta sobie, że przecież jej biust wcale nie jest taki wielki, a tutaj z kolei dowiaduje się,że 70F jest duże. I to ją śmieszy.

    Dodaj komentarz»
  • Sunako
    Sunako · 26-04-10 16:28 · do góry^

    nie przesadzajmy.... Na tej zasadzie trzeba byłoby ustalić, że KAŻDY biust absolutnie nie jest duży, co najwyżej średni. Ja umiem odróżnić wypowiedź "dla mnie coś jest takie a takie" od wypowiedzi "coś jest takie a takie".
    Ja mam przyjaciółkę z ponad 180cm wzrostu, sama mam 160cm naciągane ;) I ok nie uważam siebie za szczególnie niską, bo mijam na ulicy kobiety niższe ode mnie, a więc ok. 150-155 albo i mniej, ale to nie oznacza, że uważam 180cm u kobiety za "monstrualny" wzrost jakkolwiek obiektywnie można powiedzieć, że jest stosunkowo wysoki (i tak samo nie uważam, żeby kilka cm niższa ode mnie kobieta była "wybrykiem natury").
    Jak akurat myślę o 70F to myślę o średnim biuście, ale jakbym nosiła 65C to pewnie 70F wydawałoby mi się duże, tak jak teraz duże wydaje mi się 70GG.
    a 70K nie nazwałabym monstrualnie dużym - czy uznawanie jakiegoś tam wymiaru za duży od razu musi oznaczać, że automatycznie jeszcze większe są monstrualne? Ja bym powiedziała, że tu jeszcze bardziej wyłażą kompleksy.
    I tak - dla mnie rozmiar konfekcyjny 46 np spodni jest duży (obcuję na co dzień, nie mówię przykładowo ;) ), ale to nie oznacza, że uważam 52 za monstrum, litości... Na tej zasadzie i 34 i 52 będą rozmiarami średnimi, bo posiadaczkom będzie "przykro"?
    Sorry, bo to się sprowadza do tego, aby dziewczyny uznawały swój biust za mały, żeby innym nie było przykro... To jest mocno nie fair.

    Dodaj komentarz»
  • animfa
    animfa · 26-04-10 16:36 · do góry^

    Jeśli ktoś przywiązuje wagę do subiektywnych opinii wypowiadanych przez osoby o zupełnie innych gabarytach, to rzeczywiście może go to śmieszyć. Trochę dystansu by się przydało. Ja niejednokrotnie spotykam się ze sformułowaniami "mam tylko 70c, czy 70d" i jakoś nie biorę tego do siebie, bo rozumiem że to co dla jednych duże dla innych jest małe. Ot względność.

    Dodaj komentarz»
  • Stanzi
    Stanzi · 26-04-10 19:45 · do góry^

    Jest początek tabelki i jest koniec tabelki i est środek tabelki. Są też miejsca na końcu tabelki. Ok uznajmy, że śdek tabelki, to biusty duże. Te z końca? Ogromne. Te poza? uuuuu, nie wiem.
    Nie ma agresji, jest lekka ironia.
    Ale dyskusja jest jałowa, bo na wszystko w tym momencie można odpowiedzieć: to zależy. W każdym razie chciałabym 70f uznawać za duży rozmiar :) Bez sensu jest kłócenie się o to który biust jest duży a który mały.

    Dodaj komentarz»
  • nuova
    nuova · 26-04-10 20:36 · do góry^

    Moja przyjaciółka ma 158cm wzrostu, nosi rozmiar 65F i przez 100% męskiej, a i damskiej populacji jest uważana za dużobiuściastą. Bo w sumie skoro 70E uznamy za średni biust (moim zdaniem to jest duży biust) to dziewczyna z rozmiarem 65B co ma? Płaskoklacie? Bo mały biust pewnie dla niektórych zaczyna się od 70D?

    Dodaj komentarz»
  • alladyna
    alladyna · 26-04-10 21:09 · do góry^

    Ja myślę, że nie ma sensu próbować ustalać, od której literki z jakim obwodem zaczynają się małe/średnie/duże/ogromne biusty, bo:
    - po pierwsze brak solidnego kryterium, na które przystaliby wszyscy,
    - po drugie - wszystko zależy od sylwetki, wzrostu itp.,
    - po trzecie - przejścia między rozmiarami biustów są płynne.
    Ja mam 164 cm wzrostu, 65F i szczerze przyznam, że nie mam pojęcia, czy znajomi uważają mnie za biuściastą, czy nie bardzo. Nie słyszę na ten temat żadnych komentarzy (tylko od chłopaka, który mówi tylko, że są idealne;D Niechby spróbował narzekać;p).
    Panie z filmu zgodnie sądzą, że mają "big greasts", a przecież każda nosi zupełnie inny rozmiar - baardzo się różnią wielkością. No i co, czy w związku z tym powinnyśmy stwierdzić, że dwie z nich się mylą w ocenie wielkości swojego biustu, a jedna ma rację? Śmiać się, że któraś z nich się sama oszukuje? Bez sensu.
    Mały/średni/duży to w znacznej mierze subiektywna ocena. Tabelka to też nie wyrocznia, ale pewien wycinek uniwersum. Równie dobrze można do niej dodać kilka(naście) rubryk, tak żeby objęła wszystkie istniejące biusty - zwłaszcza te obwołane "największymi na świecie", jak silikony Chelsea Charms czy biust Sheyli Hershey. I co wtedy? Środek tabeli wypadnie pewnie gdzieś przy K. Ale to nie powód, żeby kogoś z miseczką K zaklasyfikować do średnich biustów.
    Stanzi ma rację, że bez sensu jest kłócenie się, który biust jest mały/średni/duży.

    Dodaj komentarz»
  • kindafunny
    kindafunny · 26-04-10 21:27 · do góry^

    Ekhem. Uspokójmy się :)

    Po pierwsze, fakt, że uznamy jakiś biust za duży, nie oznacza WCALE, że biust większy jest ogromny. A jeszcze większy monstrualny. Nie, nie i nie. Biust większy jest _większy_ w stosunku do tego pierwszego, a obiektywizując, dalej jest _duży_. Albo bardzo duży (ku końcowi tabelki patrząc).
    Stanzii ma biust bardzo duży. Moja przyjaciółka, o której wcześniej pisałam, ma biust bardzo duży. Nie monstrualny. Monstrualny biust to ma ta pani, z gigantomastią:
    http://www.elsevier.es/ficheros/image...
    I to się niestety leczy amputacją.

    Tak samo małe biusty. Posiadaczka 65dd ma mały biust. Posiadaczka 65a też ma mały biust. Malutki biuścik. Nie płaskoklacie. Nie "miejsce na biust".

    Bo to nie jest tak, że jeśli uznamy daną wielkość za dużą, to to co więcej to już ekstremum, a jeżli uznamy daną wartość za małą, to mniejsze to już "nic".

    Są rózne wielkości dużych biustów, są różne wielkości małych biustów, są różne wielkości średnich biustów.

    To, co napisałam wyżej, to raz.
    A dwa, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Stanzii będzie miała pełne prawo ("prawo" w sensie, że jest to zrozumiałe dla ogółu, znającego kontekst) nazywać 70f małym, a Animfa dużym biustem.

    Błagam, zamknijmy tę żenującą dyskusję. :)

    Dodaj komentarz»
  • alladyna
    alladyna · 26-04-10 21:34 · do góry^

    ja jestem spokojna;) Co do samego filmu - niezbyt dokładnie rozumiem dialogi i narrację, więc ciężko powiedzieć, czy te postaci są autentyczne psychologicznie.

    Dodaj komentarz»
  • nuova
    nuova · 26-04-10 21:38 · do góry^

    Ja też jestem spokojna, filmu nie oglądałam, bo mnie nie dotyczy. A dyskusja niby bez sensu, ale wkurza mnie trochę wymyślanie, że 100cm w biuście np. to jest mało/średnio. Bo wtedy ja z moimi 86cm to jestem płaska deska, ewentualnie mikrobiuściasta, jeśli przyjmujemy takie kryteria.

    Dodaj komentarz»
  • polka_w_brukseli
    polka_w_brukseli · 26-04-10 22:16 · do góry^

    Podpisuje sie pod Alladyna rekami, nogami i obydwoma piersiami :)

    Tak na marginesie, zawsze uwazalam moj 60E/65DD biuscik za proporcjonalny do mnie, nie za duzy, nie za maly, i intrygowaly mnie uwagi postronnych o jego niewielkim rozmiarze. Wiec taki rozmiar tez moze byc srednim :)

    Dodaj komentarz»
  • Maith
    Maith · 26-04-10 22:25 · do góry^

    Dziewczyny, czy Wy nie czytacie tego, co wcześniej napisali?

    Stanzi reaguje specyficznie i do siebie podchodzi jeszcze gorzej. Wystarczyło zajrzeć do jej Biustodepresji (skoro dziewczyny podawały Wam na tacy wytłumaczenie jej dziwnego zachowania) i zadumać nad meandrami ludzkiego umysłu.

    Dodaj komentarz»
  • animfa
    animfa · 26-04-10 22:45 · do góry^

    Właśnie przestudiowałam wątek o biustodepresji i już się nie odzywam.

    Dodaj komentarz»
  • zanna
    zanna · 26-04-10 22:49 · do góry^

    polko, u mnie jeszcze lepiej: nikt nigdy nie określił przy mnie mojego 65dd jako małego biustu; samej też mi to nie przyszło do głowy, moja mama, siostra, kuzynka, najbliższe przyjaciółki miały mniejsze piersi ode mnie i niejednokrotnie słyszałam od nich, że mam duży biust;D faceci oczywiście nie mogli mieć żadnych ale. ...i oto Lobby Małobiuściastych było absolutnie pierwszą instancją, która określiła moje piersi jako małe! no, doprawdy, dziwnie się poczułam..
    ;)

    Dodaj komentarz»
  • Maith
    Maith · 26-04-10 22:51 · do góry^

    Film obejrzałam i walory edukacyjne jak na dzisiejsze czasy są marne.

    1) Blondynka-muzyczka niby mówi, że ma 28K, ale jak pokazuje swoje staniki, to dziwnym trafem wszystkie mają 32G.

    Ktoś zauważył w programie tę sprzeczność? Nie, po co.
    A tak źle dobrany stanik musi powodować, że piersi wyjeżdżają dołem, podtrzymania brak, podskoczyć się nie da. Ale to problem totalnie niedobranego rozmiaru.
    Zatem panienka sugestywnie pokazuje typowe problemy z niedobranymi stanikami wmawiając widzom, że to problemy z jej biustem. I nie ma komentarza "ale to nie ten rozmiar".

    W programie o ambicjach edukacyjnych ubraliby ją w końcu w dobry rozmiar. Ale wtedy gdzie tu drama? Jak biust już nie podskakiwałby tak sugestywnie podczas gry na pianinie (w życiu czegoś takiego nie widziałam).
    Na marginesie sam biust nagi u chirurga wygląda na znacznie mniejszy niż ubrany w te złe staniki.

    2) Ruda-modelka - tutaj schrzanili fragment o bra-fittingu. W R&P ubrali śliczną, młodziutką dziewczynę z pięknym biustem w obrzydliwy, ciotkowy, dziobujący full-cup. I co z tego, że był lepiej dobrany, jak ona wyglądała w nim tragicznie? Trudno o większe zniechęcenie na początku.

    3. Brunetka-matka (tak ją o ile pamiętam opisali)
    Zgodnie z koncepcją programu jedna miała sobie wybrać ćwiczenia i dietę. Padło na tą i o tyle dobrze, że faktycznie była trochę puszysta, więc teoretycznie mogła odchudzając się schudnąć też w biuście, u modelki nie było już czego odchudzać.
    Ale w koncepcji było albo albo, jak wybrała sobie sport, to bra-fitting jej się nie należał. Efekt? Zamówiła sobie stanik sportowy w 34G i biust latał jej w tym rozmiarze jak niepodtrzymany. Owszem schudnie, w biuście pewnie też, ale potem będzie mogła wystąpić w programie "Mam takie obwisłe piersi".
    Jej podejście do siebie, że nigdy nie nauczyła się pływać z powodu biustu itd. to dla mnie załamka i żal mi jej córeczki wychowującej się w takiej niechęci do figury, którą ma sporą szansę odziedziczyć.

    Ale nie ma co marudzić, to tylko biedna, zacofana Brytania ;)
    Jakby ten program nagrywali w luksusowej, nowoczesnej Polsce, to panienki miałyby szansę na bra-fitting robiony przez Ewę Michalak, która zmieniłaby je w księżniczki z podtrzymanymi piersiami :)

    Dodaj komentarz»
  • Sunako
    Sunako · 27-04-10 00:45 · do góry^

    zanna ---> ja całe życie byłam przeświadczona, że mam średni/duży biust ;) co prawda miałam max 98-99 w obwodzie, ale nigdy nie odczuwałam potrzeby noszenia push-upów (gąbki konsekwentnie wyciągałam ;) ), na tle koleżanek wypadałam również średnio/dużo i nie miałam kompleksów na tle wielkości w sensie, że ZA duży, a na LB jestem od praktycznie samego początku zrównywana w dół... (na wymienionych wcześniej zasadach) Ja rozumiem, że można pocieszać dziewczynę, która uważa swoje 75D za strasznie duży biust, ale przecież nie każda uważa pokaźność swojego biustu za dopust boży i nie powinno być wmawiane w drugą stronę.

    Dodaj komentarz»
  • Maith
    Maith · 27-04-10 01:39 · do góry^

    Dziewczyny, ja rozumiem, że temat notki ciężki, bo dokument długi i jak na złość po angielsku, ale na litość, nie rozdmuchujcie na siłę wypowiedzi dziewczyny, która reaguje naprawdę dziwnie i na siebie i na innych. Co Wam od razu napisano. Nie macie lepszych tematów? Jak już koniecznie nie chcecie rozmawiać o treści filmu...

    To chyba oczywiste, że większość z nas środek ustawia gdzieś w swojej okolicy. Tylko tą okolicę jedne z nas widzą węziej, inne szerzej. I tyle. Lobby ani jedno ani drugie certyfikatów nie wydaje i z założenia nie kłócimy się o granicę między dużym a małym biustem. Każda z nas w takim stopniu w jakim chce korzysta z informacji na jednym czy drugim lobby.
    A LMB wydzieliło się dlatego, bo komentarze do staników z dużego lobby nie przekładały się na potrzeby dziewczyn z mniejszymi biustami. I jedną z podstawowych informacji otrzymywanych na lobby jest raczej, że ani "duży" ani "mały" nie jest określeniem pejoratywnym.

    Dodaj komentarz»
  • ZamiraDrakasha
    ZamiraDrakasha · 27-04-10 16:19 · do góry^

    Zgadzam się z Maith - ja zawsze zakompleksiona na punkcie biustu że mały i zły trafiłam na małe lobby i kompleksów się pozbyłam, teraz z dumą noszę moje piersi bez gąbek i marzę o przezroczystościach. I to wszystko mimo tego, że w owym czasie nikt nie słyszał o biustach stożkowych i nie pasowałam nigdzie, ani do mało ani do dużobiuściastych. Jednak nie potrzebowałam specjalnego lobby stożkobiuściastych żeby stwierdzić że mam fajny biust :)

    Dodaj komentarz»
  • asiabudyn11
    asiabudyn11 · 27-04-10 17:55 · do góry^

    A propos biustów stożkowych.
    Kiedy zaczęła się dyskusja na ten temat mnie tu i tam nie było i nijak nie wiem o co kaman (oczywiście domyślam się). Gdzie mogę o tym poczytać?
    I czy jest coś o biustach kroplowych?

    @ Maith: to, że tozgorzała dyskujsja o "klasyfikacji" rozmiarów biustów oznacza, że jest w dziewczynach potrzeba pogadania o tym. Nie duśmy jej tylko dlatego, że inny jest temat notki. Niech się kobiety wygadają. A nuż coś z tego wyniknie ;-)

    Chciałam też słowo napisać w stronę Stanzi.
    Chociaż już zabrałam głos na LB, to tu też dorzucę. Zobacze, jak na Balkonetce (i nie tylko) kobiety cieszą się ze swojego biustu, są z niego dumne. Niezależnie od rozmiaru. Czemu nie chcesz też być dumna ze swojego biustu?

    Dodaj komentarz»
  • kindafunny
    kindafunny · 27-04-10 18:23 · do góry^

    asiabudyń:
    biusty stożkowe, a.k.a. hiperboloidalne, swoje dwa główne miejsca w sieci mają tu:
    http://www.biuperfekcja.pl/

    i tu:
    http://tnij.org/co_na_biust_hiperbolo...

    Dodaj komentarz»
  • Sunako
    Sunako · 27-04-10 19:12 · do góry^

    Maith ----> ale postulowanie, że nie można danego rozmiaru nazwać dużym zakłada już w pewnym sensie jakieś wartościowanie. Jeśli nie możesz czegoś nazwać w jakiś sposób, to oznacza, że nazwanie takie byłoby obraźliwe dla kogoś. A jeśli obraźliwe, to znaczy że dana cecha jest zła?
    Jak na razie działa to tylko w jedną stronę. Nie można mówić 'duży', ale 'mały' już tak, co powoduje, że tylko część dziewczyn z danym kompleksem będzie zadowolona.
    Ja nie mam nic przeciw, żeby dziewczyna ze sporo ode mnie większym biustem powiedziała, że mój jest mały, bo wiadomo, że odnosi to do swoich gabarytów czy też rozciągłości tabelki. Ale nie na zasadzie "jak możesz uważać swój biust za duży, co mają powiedzieć posiadaczki rozmiaru X", "wcale nie masz dużego biustu" (niby jako pocieszenie; przypominam, nie dla każdego to jest problem O__o) albo wypowiedź takiego typu jak Stanzi o 70F. Tu akurat o wypowiedziach wprost do kogoś, ale takie uogólniające też mogą wkurzać i moim zdaniem dziewczyny mają prawo odnosić je do siebie, co z tego że nikt osobiście im nic nie napisał. Zwłaszcza kiedy są napisane tonem wyrokującym, co już podkreśliłam wcześniej.
    Jeśli chodzi o wątek osobisty, to ja już chyba pisałam kiedyś, że nie wiem w imię czego nagle mam po kilkunastu latach (odkąd zaczął mi rosnąć biust) uznawać, że nie mam nawet średniego biustu, ale mały. W ten sposób nawet zgodziłabym się z "wytykami" koleżanki, która raczej wartościująco patrzy na wielkość.

    Dodaj komentarz»
  • Sunako
    Sunako · 27-04-10 19:13 · do góry^

    (powiedzmy, że wystarczy mi własnych kompleksów, pisałam o nich wyżej, wielkość biustu w stosunku do sylwetki i takie tam, a tu jeszcze żeby było innym przyjemnie mam przyznawać że mały? a mnie jak ma być przyjemnie?)

    Dodaj komentarz»
  • alladyna
    alladyna · 27-04-10 19:44 · do góry^

    Zgadzam się z Sunako... Mi też trochę przykro, jakby ktoś próbował zaklasyfikować mój biust niezgodnie z moją oceną do małych/średnich/dużych [niepotrzebne skreślić]. Do tej pory byłam zadowolona z własnego rozmiaru, ale niektóre wypowiedzi (nie tylko z tego wątku, także np. z dyskusji nt. tego, od jakiej miseczki ubrania mogą być probiuściaste! taki sam absurd)...niektóre wypowiedzi sprawiają, że zaczynam chcieć mieć tzw. "duży" biust, bo będzie "lepszy". A to początek kompleksów.
    Ech. Bezwzględnie da się powiedzieć co najwyżej, że biust X jest większy/mniejszy od biustu Y, bo to obiektywne. Ale darujmy sobie nieobiektywne i względne dzielenie na małe/średnie/duże.

    Dodaj komentarz»
  • animfa
    animfa · 27-04-10 20:10 · do góry^

    Chcę podkreślić, że moim zamiarem nie było wprowadzanie jakiegokolwiek podziału na mniejsze/średnie/większe. Podkreślałam w każdym poście, że punkt widzenia zmienia się w zależności od własnych wymiarów. Moja wypowiedź została źle odebrana, napisałam że 70F to dla mnie rozmiar idealny i duży nawet nie myśląc, że kogokolwiek może takie stwierdzenie urazić. Nie chciałam ani marginelizować dużo większych rozmiarów, ani obrażać. Sama na co dzień spotykam się z westchnieniami koleżanek o większym biuście od mojego , że wolałyby mieć "duże" piersi, podczas gdy dla mnie ich biust już jest spory. I nie biorę tego do siebie, bo wiem, że mówią w odniesieniu do swoich a nie moich piersi. To apropos wypowiedzi alladyny.
    Co do Sunako to zgadzam się w 100%. Tyle ode mnie.

    Dodaj komentarz»
  • alladyna
    alladyna · 27-04-10 20:16 · do góry^

    Animfo, ale ja akurat nie miałam Ciebie na myśli.;) Tak ogólnie pisałam. Bardziej to dotyczyło reakcji Stanzi na Twoją wypowiedź.

    Dodaj komentarz»
  • alladyna
    alladyna · 27-04-10 20:18 · do góry^

    ... i tych postów, w których 70F było uznawane za biust średni, bo wypada w środku tabeli. Z tym się nie zgadzam. Z Twoją wypowiedzią jak najbardziej, zwłaszcza w kwestii punkt odniesienia - własne wymiary.;)

    Dodaj komentarz»
  • animfa
    animfa · 27-04-10 20:31 · do góry^

    A to źle Cię zrozumiałam w takim razie:)

    Dodaj komentarz»
  • Maith
    Maith · 27-04-10 22:07 · do góry^

    Dyskusja nie ma sensu, bo nie ma jednoznacznej odpowiedzi, które biusty są jakie. Każda widzi wielkości subiektywnie, a siebie gdzieś w środku.

    LB od początku używało określenia "duży biust". Nikt się nie próbował do czegokolwiek uśredniać. Opisywałyśmy problemy charakterystyczne dla dużych piersi. I uciekałyśmy od dopasowywania się do wyobrażeń o jedynym słusznym uśrednionym.

    LMB wydzieliły dziewczyny pewne siebie i bez kompleksów, stąd wpisały tę nazwę z dumą.
    Zresztą jakoś się musiały dla odróżnienia opisać.
    I wydzieliły się nie, żeby komuś zrobić na złość, tylko żeby sobie ułatwić życie. No po prostu jak byśmy nie nazywały różnych okolic rozmiarowych, problemy są inne.
    A na obu lobby oceniamy staniki, NIE biusty.
    I naprawdę większość dziewczyn nie ma żadnych problemów z określaniem biustów jako duży/bardzo duży/naprawdę bardzo duży/mały/bardzo mały/naprawdę bardzo mały
    Nie musimy się obrażać określeniami wartościującymi, jak mikroskopijny/wielki czy płaskoklacie/monstrualny.

    Mały nie jest określeniem pejoratywnym. Nie jest jakimś brakiem. I tak mały, jak duży najczęściej jest odbierany jako "w sam raz".

    Jednocześnie musimy uważać, kiedy doradzamy sobie wzajemnie. Ja mogę moje 32HH odbierać jako średnie (w zasadzie to tak się widzę w lustrze ;) ale gdzieś tam muszę mieć świadomość, że model, który mój biust ładnie wyeksponuje, biust koleżanki z np. 32DD całkowicie zasłoni. I stwierdzenie "na moim średnim biuście wygląda ok" wprowadzi ją w błąd.

    Sunako - widzę, że wyryłaś sobie gdzieś w środku wypowiedź Stanzi i nie da Ci się wytłumaczyć, czemu to bez sensu.

    Dodaj komentarz»
  • asiabudyn11
    asiabudyn11 · 28-04-10 11:05 · do góry^

    Dziękuję za linki :)

    Już dokładnie nie wiem o co chodzi w dyskusji ;-), ale to co napisała Sunako brzmi mądrze :-)

    A co do słów Maith i podziału na oba fora. Ja już prawie tam nie zaglądam (jakoś Balkonetka najczęściej mi wystarcza)i tu też można takie jakieś ocenianie wielkości biustu czasem przeczytać. No, ale cóż, najlepiej to nie dać się po prostu.
    I też ani tu ani na lobby nie lubię takiego hop wyskakiwania z tekstami "jeśli biust X jest duży to Z monstrualny?". Są po prostu zbyt pochopne i świdczą o kompleksie pani komentującej (tak jak w wątki Stazi na LB panie się obrażały na określenie "biust karmiący". Napiszę banał, że ktoś kto ma komplesy zbyt ostro reaguje na pewne sformułowania, za bardzo bierze je do siebie i domyśla się jakoby ktoś chciał mu mimochodem, lub nie, dociąć.
    Jakimś sposobem-tylko teoretycznie-jest całkowite nieocenianie. W takim układzie w ogóle nie wypada użyć słowa "duży itp". To jest wg mnie chore. Trzeba mieć dystans do takich ocen a nie się na nie obruszać, bo (ktoś tak kiedyś napisał w 1 wątku w LB), że lobby stwarza cieplarniane warunki, jesteśmy dla siebie strasznie poprawne i bardzo się staramy nawzajem nie urazić i potem panie mogą nie mieć "odporności:. Bo zawsze ktoś się sto razy zastanawiał zanim użył danego sformułowania. Takie zaganianie się w kozi róg w imie poprawności. A lepiej chyba uczyć odporności wewnęrznej na oceny.

    Dodaj komentarz»
  • Maith
    Maith · 28-04-10 13:50 · do góry^

    Asiabudyń
    > nie lubię takiego hop wyskakiwania z tekstami "jeśli biust X
    > jest duży to Z monstrualny?". Są po prostu zbyt pochopne i
    > świdczą o kompleksie pani komentującej"

    Dlatego upierałam się, że ta dyskusja nie ma sensu.
    Bo to tutaj mamy wypowiedzi:
    "Bo wtedy ja z moimi 86cm to jestem płaska deska, ewentualnie
    mikrobiuściasta, jeśli przyjmujemy takie kryteria."

    "to dziewczyna z rozmiarem 65B co ma? Płaskoklacie?"

    > W takim układzie w ogóle nie wypada użyć słowa "duży itp".

    Powyżej dziewczyny domagają się raczej nieużywania słowa "mały":

    " i oto Lobby Małobiuściastych było absolutnie pierwszą instancją, która określiła moje piersi jako małe!"

    "a całe życie byłam przeświadczona, że mam średni/duży
    biust ;) [...] a na LB jestem od praktycznie samego początku
    zrównywana w dół... (na wymienionych wcześniej zasadach) "

    "niektóre wypowiedzi sprawiają, że zaczynam chcieć mieć tzw. "duży" biust, bo będzie "lepszy".

    > Bo zawsze ktoś się sto razy zastanawiał zanim użył danego
    > sformułowania.

    Byłoby kretynizmem, gdybyśmy się bały używać określeń niewartościujących, jak mały czy duży w różnych odmianach (z bardzo, czy naprawdę bardzo).
    Natomiast nie ma potrzeby uodparniać się wewnętrznie na określenia pogardliwe, czy niesympatyczne.
    Mały nie jest określeniem pejoratywnym. Mikroskopijny czy monstrualny jest.

    Dodaj komentarz»
  • Sunako
    Sunako · 28-04-10 14:19 · do góry^

    Maith ----> nie, niekoniecznie wypowiedź Stanzi, zwłaszcza, że osobiście mnie nie dotyczyła, pisałam przecież o czymś szerszym, ogólnym.
    I nie widziałam, żeby ktoś kiedykolwiek pisał coś o "monstrualnych" biustach... Słowo "mikroskopijny" czy coś w tym stylu pojawiło się nawet ostatnio na Balkonetce, ale nie jako pejoratywne, tylko określenie użyte przez samą posiadaczkę mniejszego biustu.
    Ja widzę, że Ty widzisz tylko jedną stronę problemu i nie wiem czemu ciągle podkreślasz o co biega w odrębności LMB, a to przecież nie jest problem i nikt tu chyba tego nie poruszał. Ja raczej miałam na myśli wypowiedzi, które pojawiają się na LB i być może kiedyś większość dziewczyn tam nie owijała w bawełnę tylko pisała o swoim biuście "większy", ale od pewnego czasu widzę sporo wypowiedzi takich jak wymienione powyżej, tzn. nie tyle te osobiste, ale typu "mój biust jest co najwyżej średni".
    No, ale Ty, Maith nigdy nie przyznawałaś, że takie coś w ogóle ma miejsce i dla nie-dużo-biuściastych może być to problem, więc dlaczego mamy w ogóle Twoje zdanie brać pod uwagę :PP
    Ktoś tam sobie może leczyć kompleksy określając swój i innych rozmiar, często z jakąś kokieterią ("ale ja mam naprawdę mały biust"), reszcie nie wypada i tyle w temacie ;/

    Dodaj komentarz»
  • Sunako
    Sunako · 28-04-10 15:07 · do góry^

    ech nie wiem po co ja się produkuję >< czasem mi odbija :P

    Dodaj komentarz»
  • Maith
    Maith · 28-04-10 15:11 · do góry^

    > I nie widziałam, żeby ktoś kiedykolwiek pisał coś o
    > "monstrualnych" biustach

    Ja też nie widziałam. To przykład Asibudyń.

    > Ja widzę, że Ty widzisz tylko jedną stronę problemu

    Właśnie widzę, że dla części dziewczyn określenie "mały" jest obelgą, a "średni" jest ledwie akceptowalny. I tego nie rozumiem. Bo przecież ten mały jednocześnie jest w sam raz. Mały nie oznacza zły! :)
    Jak to wszystko czytam, to obawiam się, że niektóre dziewczyny czułyby się uszczęśliwione dopiero po powieszeniu sobie na ścianie certyfikatu "duży biust". Przecież to jakaś paranoja :(

    > ("ale ja mam naprawdę mały biust"), reszcie nie wypada i
    > tyle w temacie ;/

    Na marginesie nie mam pojęcia, jak Ty i Asiabudyń się ze sobą zgadzacie, skoro ona uważa, że trzeba się uodparniać na różne określenia i jak ktoś ma problem, to to przez cieplarniane lobby, a Ty uważasz, że na lobby nie powinno się używać nawet tak neutralnych określeń, jak mały, średni, czy już nie daj Boże "naprawdę bardzo mały".

    Owszem, mój punkt widzenia jest inny. Ja też widzę swój biust jako średni-duży, ale jak ktoś z większym biustem powie mi "oj Ty to masz jeszcze mały biust" (zdarzało się) to nie czuję się "zrównana w dół", nie odbieram tego, jako próby odebrania istotnej części tożsamości.
    Tak samo jak ktoś z mniejszym biustem powie "bo Twój biust jest naprawdę bardzo duży". Też rozumiem, że dana dziewczyna, patrząc ze swojego punktu widzenia tak to widzi.

    I do czasu kiedy poruszamy się w granicach mały/bardzo mały/naprawdę bardzo mały/duży/bardzo duży/naprawdę bardzo duży nie ma problemu.

    Dobra, rozumiem że nie mam co liczyć na powrót do rozmowy o filmie BBC :(

    Dodaj komentarz»
  • Sunako
    Sunako · 28-04-10 15:14 · do góry^

    "y uważasz, że na lobby nie powinno się używać nawet tak neutralnych określeń, jak mały, średni, czy już nie daj Boże "naprawdę bardzo mały"."

    przecież ja czegoś takiego nie napisałam O___o napisałam wcześniej, że dla mnie jest różnica, jak takie określenia padają w porównaniu do subiektywnego odczucia co do swojego biustu i wtedy mi nie przeszkadzają, chyba nie muszę cytować, jest kilka wypowiedzi wyżej ;)

    Jak się zbiorę i obejrzę, to mogę i o filmie pogadać :P

    Dodaj komentarz»
  • Maith
    Maith · 28-04-10 17:00 · do góry^

    To doprecyzuj, co chciałaś powiedzieć przez
    > reszcie nie wypada i tyle w temacie ;/

    Będzie mi miło, jak ktoś jeszcze pogada o filmie :)

    Dodaj komentarz»
  • Sunako
    Sunako · 28-04-10 20:45 · do góry^

    no jak to co? ;) że nie ma problemu jeśli dziewczyna z większym biustem mówi, że inne są małe, a jakby było na odwrót to byłby problem, tak mi się wydaje.

    co do filmu to naprawdę całość warta obejrzenia?

    Dodaj komentarz»
  • kindafunny
    kindafunny · 28-04-10 20:50 · do góry^

    według mmnie niekoniecznie. Mnie trochę znudził.

    Dodaj komentarz»
  • ZamiraDrakasha
    ZamiraDrakasha · 28-04-10 23:00 · do góry^

    a to dobrze, że nie obejrzałam, ta godzina gadania o tym jaki to biust bohaterki jest straszny by mnie dobiła. Wystarczy,że dziś miałam zajęcia wspólnie z dziewczyną której od dawna myślę podsunąć piersiówkę czy link na balko, ale jej nie znam to mi głupio. A naprawdę mi przykro jak widzę piękny duży biust (na oko okolice H przynajmniej - dla mnie to dużo :) tak skrzywdzony. A co do wielkości - każde określenie może być pejoratywne i nie, w zależności od kompleksów bohaterki. Wiem coś o tym, sama miałam kompleksy jak większość stożków, a jak się pozbyłam to już nawet zostałam zjechana przez jednego stożka, że co ja tam niby wiem, przecież to dramat w odcinkach i kto to widział taki biust. No cóż ja widuję codzienne w lustrze :) i absolutnie nie zamierzam skakać z mostu (tym bardziej, że moja mama też taki ma, jędrny i nieopadnięty ani o centymetr po 50-tce). Więc konkluzję widzę jedną delikatność jest potrzebna ale nie polityczna poprawność bo zaraz dojdziemy do stwierdzeń typu w tym staniku Twój biust wygląda na uniesiony inaczej. Za to spotykane u nas często określenie, że sorry ale ten krój nie daje rady, spróbuj czegoś innego, na pewno znajdziesz coś co ujarzmi Twój biust, jest ok, w końcu wiele z nas dalej szuka :)

    Dodaj komentarz»
  • effuniak
    effuniak · 29-04-10 07:18 · do góry^

    To jeszcze się ja poprodukuję :)
    Film zaczęłam oglądać ale ja analfabetka lingwistyczna jestem a po obrazkach niewiele widziałam wiec odpuściłam :)

    ale ta dyskusja ....mniam !

    tera bedzie o mnie - żeby nie było
    mam swój rozmiar 75F i mam:

    - duży biust - jak mam mały brzuch
    - mały biust - bo rzadko kiedy mam mały brzuch :)
    - duży biust - jak mam dobry humor i ładnie mi sie ułożą włosy
    - mały biust - jak ma PMS i wszystko mnie wku....
    - duży biust - jak chcę kupić fajną bluzkę
    - mały biust - jak chce kupić fajne spodnie
    - duży biust - jak nielubiana koleżanka kiepsko wygląda
    - mały biust - jak owa koleżanka wyglada lepiej wrrrrr
    - straszny biust - jak mam doła
    - świetny biust - gdy się akceptuję

    I jego wielkość nie ma tu nic do rzeczy - tylko moja psyche :)
    -

    Dodaj komentarz»
  • effuniak
    effuniak · 29-04-10 07:24 · do góry^

    i o innych

    wczoraj przyszła do mnie dziewczyna - własciwie to dwie dziewczyny

    jedna w 75A - z przeświadczeniem, że ma mały biust
    druga w 75E - z przeświadczeniem, że ma ogromny biust skoro "taki duży stanik jest na nią za mały!"

    Pierwsza została ostanikowana na 70C - "jej...ale ja mam wielki biust ??!?!?!?!?!?!!!!!"

    druga - 65HH - "le te moje piersi są małe, nareszcie mieszczą się w staniku i wogle tak jakoś inaczej..."

    Koniec historyjki
    :)

    Dodaj komentarz»
  • effuniak
    effuniak · 29-04-10 07:37 · do góry^

    I jeszcze -
    postuluje o zmiane nazewnictwa z LMB
    na Małe Lobby :)

    Dodaj komentarz»
  • abw_online
    abw_online · 29-04-10 08:41 · do góry^

    A propos nazewnictwa (przepraszam za OT)ja w zakładkach opisałam sobie obie galerie jako Maxi Galeria i Mini Galeria ;).

    Dodaj komentarz»
  • zanna
    zanna · 29-04-10 13:26 · do góry^

    o, ja od dawna używam określenia 'Małe Lobby', bo niekoniecznie wszystkie użytkowniczki czują się zaraz małobiuściaste (np ja choć jestem chyba bliżej tej dolnej granicy;P)

    Dodaj komentarz»
  • Maith
    Maith · 29-04-10 14:26 · do góry^

    Ewuś jesteś zachwycająco bezpretensjonalna :) A to w każdym inteligentnym człowieku musi wzbudzić głęboki szacunek.
    Twoje podejście do siebie powinni sprzedawać w formie ekstraktu :)
    Byle nie zamiast Twoich cud-staników :)
    Też czasem mówię małe lobby.

    Dodaj komentarz»
  • anney
    anney · 29-04-10 19:02 · do góry^

    effuniak, jetses niesamowita :D

    Dodaj komentarz»
  • Sunako
    Sunako · 29-04-10 23:53 · do góry^

    effu ---> a wiesz, że niektóre z tych podpunktów też czasem mam xD jeszcze taką wyliczankę można zrobić kiedy mam mały tyłek a kiedy duży, ale brzuch to chyba zawsze duży ;D
    dzisiaj przypomniałam sobie z blogu Maith taką notkę, gdzie była mowa że brzuch nie może wystawać poza linię biustu i ja tak mam chyba tylko kiedy wciągnę brzuch O_o

    Dodaj komentarz»
  • ZamiraDrakasha
    ZamiraDrakasha · 30-04-10 01:06 · do góry^

    Ja do wyliczanki effuniak dodałabym od siebie, że jak mam dobry humor to mój biust jest piękny jędrny i dumnie sterczący, a jak zły to są sutki na wypustkach do niczego niepodobne (chyba, że do masztów telefonii komórkowej). I w ten sposób dowodzimy, że kobieta zmienną jest ;)

    Dodaj komentarz»
  • mariska
    mariska · 30-04-10 04:05 · do góry^

    Jeżeli się już tak uzewnętrzniamy, to ja zasadniczo podpisuję się pod Effuniak (zwłaszcza, że rozmiar prawie ten sam), tyle, że babskich humorów jest tyle różnych rodzajów, że nie byłabym w stanie ich wymienić :) Właściwie, to mam biust większy niż prawie wszystkie moje koleżanki, ale to tylko dlatego, że po prostu są wszystkie ode mnie sporo szczuplejsze. I właściwie tylko od nastroju zależy, czy uważam, że mam duży biust i zgrabną sylwetkę, czy po prostu jestem gruba... ;)

    Dodaj komentarz»
  • effuniak
    effuniak · 30-04-10 04:32 · do góry^

    Mariska nie grzesz !
    Masz świetną sylwetkę i świetny biust !
    Taką apetyczną :)
    a na nasze humory i humorki nie ma mocnych !

    Dodaj komentarz»
  • Maith
    Maith · 30-04-10 12:35 · do góry^

    Sunako, masz na myśli tę notkę?
    http://bra-fitting.eu/pogodzic-pozorn...
    Albo jej drugą część?
    http://bra-fitting.eu/jak-wyeksponowa...

    Ale tam nie było nic, jak ktoś powinien sam z siebie wyglądać :)
    Raczej pokazanie, że są materiały i modele, które jednocześnie potrafią spłaszczyć piersi i wyeksponować brzuszek, a są też takie, które potrafią wyeksponować piersi i talię, a brzuszek ukryć :)
    Np. reakcją dziewczyn mierzących tą niebieską bluzeczkę w stylu bawarskim było zawsze "ojej, w tym nie muszę w ogóle wciągać brzucha!" :)

    Dodaj komentarz»
  • Sunako
    Sunako · 30-04-10 13:29 · do góry^

    tak, te dwie notki ;) hm, a może to nie w notce tylko w komentarzach padło takie stwierdzenie, być może chodziło po prostu o to, że to wygląda niekorzystnie. Ja faktycznie lepiej wyglądam jak wciągnę brzuch i "ustawię" sylwetkę, ale nie potrafię się pilnować cały czas ;) Marzę o gorsecie, zrobiłby mi taaaaką talię ;) ponad 10cm zbędnego tłuszczu ;)
    Nawet dzisiaj przeglądałam się w lustrze i nawet przy obecnej wadze jak wciągnę brzuch to figura nie jest zła ;)

    Dodaj komentarz»
  • Maith
    Maith · 30-04-10 16:01 · do góry^

    No gorset też jest tam wymieniony, jako jedna z możliwości :)
    Ale trudno w nim chodzić cały czas... A próbowałaś wzorów podobnych do bluzeczek wrzuconych na końcu 2 notki? Albo takiego modelu, jak ten, który otwiera i zamyka 1 notkę? Gdzie zostało ogólne wrażenie szczupłości, oparte na talii, a brzuszek jakby się rozpłynął...

    Dodaj komentarz»
  • Sunako
    Sunako · 30-04-10 19:13 · do góry^

    takie jak na końcu 2 notki u mnie by się znalazły, tylko że w sumie jak na lekarstwo ;) może nie ściśle przylegające do brzucha, ale odcinane pod biustem (jedna z regulacją, zastanawiałam się nawet czy do katalogu nie wrzucić ;) ). Z takim szerszym pasem jak ta pierwsza bluzka to niczego nie mam, być może nigdy mi w oczy taka bluzka nie wpadła ;)

    Dodaj komentarz»
  • asiabudyn11
    asiabudyn11 · 01-05-10 09:56 · do góry^

    Sunako: a masz wyćwiczony ten brzuch? U mnie tylko porządne ćwiczenia brzucha i dieta dają taki efekt (dieta wygląda tak, że z porcji jedzenia zjadam tylko część i wmawaiam sobie, że mi wystarcza :D, po jakimś czasie organizm się przyzwyczaja i wystarcza mu na prawdę). To jest chyba oczywisty sposób też na chudnięcie: jeść mniej niż się chce.
    Wydaje mi się, że bez ćwiczeń trzeba baardzo mało jeść żeby mieć płaski brzuch (napiszę banał: można chudnąć tak, że brzuszek akurat zostaje).

    I ten brzuszek to mój duży problem. Bo gdy przytyje i mam wiekszy biust to wyglądam gorzej niż gdy mam płaski brzuch i mniejszy biust (już nie mówiąc o tym, że wtedy zakrywam brzuch czym się, szerokie bluzy itp). Po prostu w mojej sylwetce nie tak ważny jest biust, ważniejszy brzuch.
    Niestety, tylko z na prawde płaskim brzuchem podobam się sobie na 100% (ach,ta kultura masowa).

    A tak poza tym to moim zdaniem odstający brzuszek jest bardzo naturalną sprawą (patrz obrazy z innych epok itp). To teraz lansuje się płaskie brzuchy, które wg bardzo, bardzo, bardzo rzadko są płaskie same z siebie.

    Niby to wiem a i tak wolę mieć płaski brzuch ;-)

    Dodaj komentarz»
  • asiabudyn11
    asiabudyn11 · 01-05-10 10:02 · do góry^

    Acha, tam na blogu padło, że często widuje się szczupłe dziewczyny z małym biustem (na marginesie: ja bym określiła biust modelki jako średni i proporcjonalny do jej sylwetki) i brzuszkiem. Moim zdaniem trzeba wziąć pod uwagę, że biust odciąga uwagę od brzuszka, równoważy go, więc gdy jest duży łatwiej jest optycznie ukryć brzuszek niż przy mniejszym biuście. Już nie mówiąc o tym, że to też wybryk naszej epoki, że chciałybysmy tyć często tylko w biuście. Natura nie nadąża za naszymi zapatrywaniami ;-) i woli tłuszczyk osadzić np. na brzuchu.

    A z setnej strony: ciekawi mnie jak to jest, że (przynajmniej u mnie) gdy tyje, piersi ładnie się wypełniają (są wtedy jędrniejsze) a brzuch wcale nie. Brzydko tyje na brzuchu :(

    Dodaj komentarz»
  • elftherini
    elftherini · 01-05-10 10:09 · do góry^

    asia: Jak się ma mały biust to brzuszek odciąga uwagę od biustu, niestety.
    Że niby w innych epokach chciały tyć w brzuchu a nie w biuście?:)

    Dodaj komentarz»
  • effuniak
    effuniak · 01-05-10 11:59 · do góry^

    w innych epokach szczupłe kobiety nie były tak apetyczne jak te "pitaśne" i nie było parcia na męski typ sylwetki
    A pamiętacie czemu krasnoludki uciekały z Szuflandii?
    Bo w Kingsajzie były KOBIEŁKI ....takie mienkciutkie....
    A czy płaski brzuszek jest mienkciutki ????

    ;)))

    Dodaj komentarz»
  • asiabudyn11
    asiabudyn11 · 01-05-10 12:34 · do góry^

    elfherini: jestem skłonna wierzyć, że w innych eopkach mogły wcale nie przejmować się swoim wyglądem (w tym tyciem) tak jak teraz, więc mogły nawet nie myśleć gdzie wolą przytyc.

    A w oóle to teraz łatwiej taki na ten przykład brzuszek wychodować, bo choćby słodyczne (i ogólnie jedzenie) jest szerzej dostępne. No i jeszcze powtarzany jak mantra brak ruchu itp.

    Dodaj komentarz»
  • asiabudyn11
    asiabudyn11 · 01-05-10 12:38 · do góry^

    Jeszcze ważny wg mnie jest ubiór w tym sensie, że (już nawet nie gorserty), ale obszerne suknie, które się kiedyś nosiło zakrywały znacznie więcej niż dzisiejsze stroje.
    Współcześnie bardziej pokazuje się ciało toteż (tylko m.in. temu)więcej uwagi się jemu poświęca. Łatwo to sobie wyobrazić na przykładzie zimy. Wiele osób zimą trochę tyje, mniej o siebie dba (wiadomo: nie ma takiej motywacji do utrzymywania sylwetki)a wiosną wiadomo.

    Dodaj komentarz»
  • asiabudyn11
    asiabudyn11 · 01-05-10 12:41 · do góry^

    c.d.
    A jeżeli żyje się epoce, w której stój kobiety to taka przepastna suknia (bez dekoltów itp.) i ta moda nie zmienia się przez całe życie tej osoby to oczywiste, że nie ma po co tak dużo myśleć o swojej figurze.

    Dodaj komentarz»
  • pierwszalitera
    pierwszalitera · 01-05-10 13:24 · do góry^

    Jeżeli chodzi o historię, to żyjemy po raz pierwszy w estetycznej epoce, w której biust ma takie duże znaczenie. Dziś wymagany jest w miarę duży biust w stosunku do bardzo szczupłej reszty ciała. To jest zupełna nowość. W innych epokach propagowana była albo dziewczęca szczupłość i dotyczyła ona wtedy też małego biustu, albo bujne kształty i wtedy biust też był większy, ale nie w kształcie okrągłych piłek. Przez silikonową rewolucję "trenowane" jesteśmy do innych proporcji, ale to nie jest rzeczywisty obraz. Media szukają i pokazują nam właśnie takie wzory. Ideał 90-60-90 jest tu też tylko taką dopasowaną formułką, bo nawet modelki mają zwykle kilka centymetrów mniej w biuście niż w biodrach. Dziewczyny, które odpowiadają ideałowi biust równy biodra uchodzą już za biuściaste i mają większe szanse na sesję do Playboya. ;-) A przy rosnących wymiarach, jak na przykład 100-70-100 biust zaczyna się o wiele bardziej rzucać w oczy niż biodra i robić wrażenie bardzo dorodnego.
    A co do brzucha, to kobiecy brzuch powżej 16 roku życia nie musi być płaski. Jednak kiedy staje się większy od biustu, to przestaje być tylko problemem estetycznym. Tłuszcz na brzuchu podywższa bowiem ryzyko wielu chorób. Na brzuchu tyje się od nadmiaru węglowodanów w diecie, niskiej aktywności fizycznej i chronicznego stresu. Także ciągle powtarzane niskokaloryczne diety temu sprzyjają, bo prowadzą do niskiej przemiany materii i insulinooporności. A jak ktoś jak Sunako nie potrafi utrzymać poprawnej postawy, to powinien trenować mięśnie pleców i brzucha, bo te działają jak gorset i trzymają prosto.

    Dodaj komentarz»
  • regula_przekory
    regula_przekory · 01-05-10 13:36 · do góry^

    Dokładnie. Wbrew pozorom warstewka tłuszczu na udach i biodrach obniża u kobiet ryzyko chorób serca. Ale tylko tam. Brzuch powinien być możliwie jak najmniej otłuszczony.

    Dodaj komentarz»
  • asiabudyn11
    asiabudyn11 · 01-05-10 13:45 · do góry^

    Nie wiem czemu, ale cieszę się, że pirwszalitera umie tak ładnie i mądrze pisać :-).

    Dodaj komentarz»
  • elftherini
    elftherini · 01-05-10 13:51 · do góry^

    effuniaku: tak, można mieć mięciutki i płaski brzuszek:) Wystarczy mieć taką skórę - ja mam miękki brzuch i ramiona.

    Wydaje mi się, że mówimy o dwóch różnych kategoriach brzucha. Bo w notce Maith ten brzuch nie był chyba z kategorii "tłuszczykowy", tylko bardziej wystający. A taki wystający, już optycznie biust pomniejsza.

    Dodaj komentarz»
  • pierwszalitera
    pierwszalitera · 01-05-10 14:47 · do góry^

    @elftherini: To, czy ciało jest miękkie zależy nie od skóry, ale od proporcji pomiędzy tkanką mięśniową, a tłuszczem w organiźmie. Nawet przy bardzo niskiej wadze ciała można mieć nieco więcej tłuszczu i delikatne umięśnienie, wtedy wygląda się pomimo szczupłości miękko i okrągło. Fajnie, gdy jest się młodziutką dziewczyną z niskim BMI, problem tylko w tym, że tkanka tłuszczowa ma tendencję do zwiększania się z wiekiem u kobiety i przy wątłej budowie mięśni otłuszczenie może szybciej tzn. przy niewielkim tylko utyciu, zdeformować sylwetkę na przykład w postaci brzuszka i wrażenia mało jędrnej skóry. Przygotujcie się dziewczyny, że wasze ciała będą się z wiekiem zmieniać. ;-) A ten brzuch z notki Maith był naturalnie tłuszczykowy, bo tłuszcz gromadzi się nie tylko pod skórą, a także w jamie brzusznej pomiędzy organami wypychając tą część ciała do przodu.

    Dodaj komentarz»
  • elftherini
    elftherini · 01-05-10 14:52 · do góry^

    pierwszalitero: Ja na szczęście nie wyglądam miękko i okrągło tylko mam miękkie ramiona (mimo, że to kości i skóra) i brzuch (mimo, że czasami sterczą mi kości). Więc to chyba nie tłuszczyk?
    Hmm a da się coś zrobić z takim tłuszczem między organami o jakim piszesz?

    Dodaj komentarz»
  • megane
    megane · 01-05-10 15:08 · do góry^

    Tłuszcz, który gromadzi się w jamie brzusznej, między organami itp. można zrzucić tylko i wyłącznie poprzez odpowiednio dobraną dietę i ćwiczenia, wraz z tkanką tłuszczową z całego ciała. Trudno ćwiczyć wątrobą i żołądkiem :P
    Elftherini, oczywiście że miękka tkanka to jest tłuszcz. Ale to jest całkowicie normlane, ćwiczenia mogą trochę "utwardzić" ciało poprzez to, że mięśnie się rozbudują i zaczną być wyczuwalne. Dla kobiety norma ilości tkanki tłuszczowej w organizmie to poniżej 30%.
    Bardzo szczupłe młode osoby, które nie ćwiczą, mogą mieć wysoki procentowy udział tłuszczu w organizmie, nawet jeśli waga wskazuje niewiele. Poza tym mięśnie ważą kilka razy więcej niż tłuszcz (mniej więcej 4 razy chyba), więc 1kg tłuszczu ma objętość czterech kostek smalcu, a taka sama masa mięśni jednej kostki. ;)
    Tak jak pisze Pierwsza litera - ciało z wiekiem się zmienia, nie ma co panikować kiedy się z czasem tyje (tj. waga pokazuje więcej). 30-letnia powiedzmy kobieta przy wzroście 160 cm będzie wyglądała znacznie lepiej i zdrowiej ważąć 55 kg niż 45, mimo że jako nastolatka mogła ważyć 45 i wyglądać dobrze. ;)

    Dodaj komentarz»
  • regula_przekory
    regula_przekory · 01-05-10 15:19 · do góry^

    elftherini - nie chcesz go redukować, uwierz :] Poza tym - mam wrażenie, że straszliwie się bronisz przed tym, że masz w swoim ciele tłuszcz :) Tak, miękkość to tkanka tłuszczowa. Mięśnie nie dają miękkości tylko zgoła inne wrażenie i odczucia.
    I wbrew temu co jest lansowane w mediach - tkanka tłuszczowa ma ogromne znaczenie i nie powinno jej się redukować do ekstremalnie niskich ilości.

    Dodaj komentarz»
  • Sunako
    Sunako · 01-05-10 15:20 · do góry^

    asiabudyn11 ----> pewnie, że nie wyćwiczony ;) Chociaż ja nigdy nie miałam płaskiego brzucha, już 20 lat temu miałam "brzuszek" wynikający z nadwagi. Teraz utyłam i mam wrażenie, że z dnia na dzień mam coraz więcej tłuszczu, mimo że waga się nie zmienia ;/ Wmawiam sobie, że jeszcze nie osiągnęłam 80cm w talii (pod koniec dnia, po jedzeniu, luźno :/), więc jeszcze jest ok.
    Jeśli chodzi o kwestię wizualną, to mam lordozę lędźwiową i to jeszcze potęguje efekt wysunięcia do przodu.

    Dodaj komentarz»
  • elftherini
    elftherini · 01-05-10 15:24 · do góry^

    reguło: ale ja nie chcę redukować, bo nie mam za bardzo czego. Po prostu mnie to zaciekawiło, a pytając tutaj można się bardzo wielu rzeczy dowiedzieć :) Jeszcze w czasach gdy tłuszczyk miałam nie wyglądało to za ciekawie, niekoniecznie chcę do tego wracać.

    Dodaj komentarz»
  • Sunako
    Sunako · 01-05-10 15:48 · do góry^

    no dzisiaj jest taki dzień właśnie, że czuję się wybitnie gruba i brzydka :<

    Dodaj komentarz»
  • asiabudyn11
    asiabudyn11 · 01-05-10 16:34 · do góry^

    A ja mam takie pytanie: czy można schudnąć w okolicach brzucha dzięki samej gimanstyce (tymczasowo nie mogę biegać) w domu?
    Dodam, że chodzi mi o zrzucenie nie typowego brzuszka a ogólne "odtłuszczenie" tułowia (m.in. tzw. boczki ;-)

    Dodaj komentarz»
  • Sunako
    Sunako · 01-05-10 16:51 · do góry^

    teoretycznie można ;)

    Dodaj komentarz»
  • megane
    megane · 01-05-10 17:53 · do góry^

    asiabudyn11 - można, ale tu chodzi o rodzaj ćwiczeń. Żeby spalić tłuszcz potrzebne są ćwiczenia aerobowe (nieważne, czy w domu czy poza ;)). Ćwicząc brzuszki/skręty/skłony można ukształtować mięśnie, co daje ogólne wrażenie szczupłości talii. Jednak jeśli tłuszczu jest za dużo, efekty ćwiczeń nie będą widoczne albo w bardzo ograniczonym zakresie. Wyrobienie mięśni brzucha redukuje też "odstawanie" brzuszka, bo sprzyja lepszego ułożeniu narządów wewnętrznych. Jednak nie następuje spalanie tkanki tłuszczowej samej w sobie.

    Dodaj komentarz»
  • megane
    megane · 01-05-10 17:55 · do góry^

    Sunako, co za chandra? ;) Może spacerek albo rower [stacjonarny jeśli pada :D] - zaraz przejdzie. Albo chociaż manicure? ;)

    Dodaj komentarz»
  • elftherini
    elftherini · 01-05-10 18:13 · do góry^

    megane: a mi brzuszki przyniosły odwrotny efekt - brzuch stał się bardziej wypukły, tak samo jak ćwiczenia na pośladki spowodowały, że... przybyło mi w obwodzie;/
    A można schudnąć z samego dołu (ud, i tyłka)? ^^

    Dodaj komentarz»
  • asiabudyn11
    asiabudyn11 · 01-05-10 18:40 · do góry^

    No właśnie aerobowych tymczasowo nie mogę robić :-(
    To nic, tyle czasu się tak wyglądało, także nie ma sensu się spieszyć ;-)

    Dodaj komentarz»
  • Sunako
    Sunako · 01-05-10 18:59 · do góry^

    megane ---> łee wszystko odpada, spacer samemu żadna przyjemność no i głowę trzeba by było myć ;) na rowerek jestem zbyt leniwa ;) Paznokci nie chce mi się robić, bo są w całkiem niezłym stanie. Ogólnie wszystko jest do d... ><
    A co to są ćwiczenia aerobowe?

    elfthe ---> ja się nie łudzę, zawsze przy okazji mi biust spadał ;) I w ogóle da się schudnąć z ud więcej niż 2-3cm? ;)

    Dodaj komentarz»
  • elftherini
    elftherini · 01-05-10 19:03 · do góry^

    Sunako: mi 3 cm wystarczą:P Tylko mam obawy, że to co mam na udach to też luźna skóra, która została po durnym pomyśle, że dziura między udami jest brzydka i trzeba coś z nią zrobić. (Uda urosły, a jakże - tylko że na zewnątrz:D No ale niby częściowo wróciło do normy).

    Dodaj komentarz»
  • pierwszalitera
    pierwszalitera · 01-05-10 21:24 · do góry^

    @elftherini: Megane i reguła przekory już ci odpowiedziały. Na utrzymanie niższej tkanki tłuszczowej dobry jest przede wszystkim sport. I owszem tłuszcz jest niezbędny, ale w dzisiejszych czasach mamy raczej problem odwrotny. tzn relatywnie dużo tłuszczu przy zaniedbanych mięśniach. Przy wyrabianiu sobie mięśni mogą oczywiście powiększyć się wymiary. Mięśnie nabierają objętości. To jest normalne. Mnie też przybywa w tyłku i jestem z tego zadowolona. Lepszy wystający, twardy tyłek do trzaskania orzechów niż płaska sflaczała pupa robiąc jedną linię z plecami. ;-) Jeżeli jednak robi ci się wystający brzuch, to źle ćwiczysz. Najprawdopodobniej wypychasz przy klasycznych brzuszkach mięśnie do przodu. Tak jak robią to faceci. Powinnaś raczej zainteresować się pilatesem, który trenuje długie i szczupłe mięśnie. Tu stosuje się metodę "pępek do kręgosłupa", czyli mięśnie leżą przy ćwiczeniach zawsze płasko. No i moim zdaniem kobiety powinny też więcej trenować skośne mięśnie brzucha robiące szczupłą talię i nie potrzebują one tak bardzo kaloryfera z przodu. I jeżeli jesteś młodą osóbką, to nie przejmuj się jakąś przerwą między udami. Ja w nastoletnim wieku miałam też kompleksy chudości, a wierz mi, z wiekiem zauważysz, że tycie staje się coraz łatwiejsze. ;-) Przy pilatesie są też ćwiczenia na wewnętrzne mięśnie ud. Straszne nudne i nie robię ich za często, ale powinno się, bo tam robi się z wiekiem taka nieładna harmonijka świadcząca o słabości tych mięśni.

    @Sunako: Sport mają działenie antydepresyjne. Na początku trzeba się troszkę zmusić, ale potem sama zauważysz, że ruch dobrze ci robi. Najlepiej połączyć coś aerobowego z ćwiczeniami siłowymi, mogą być nawet na krześle. Wbrew temu, co czasem się opowiada, starannie wykonane, intensywne ćwiczenia siłowe spalają całą masę tłuszczu i pozwalają na szybszą redukcję masy tłuszcowe,j niż tylko bieganie, rower itp. I mnie też spada biust gdy spalam tłuszcz podczas sportu, ale efekt na brzuchu, tyłku, nogach i ramionach jest mi tej jednej miseczki warty.

    Dodaj komentarz»
  • elftherini
    elftherini · 01-05-10 21:32 · do góry^

    pierwszalitero: ja nie mam kompleksów chudości, wręcz przeciwnie. Ja chcę być chuda:) I wystający, duży tyłek nie mieści się w byciu chudą. Kiedyś mi to przeszkadzało, dziś strasznie żałuję, że wtedy w udach przybrałam.

    Dodaj komentarz»
  • Sunako
    Sunako · 01-05-10 21:41 · do góry^

    ale ja nawet nie wiem co to są ćwiczenia aerobowe, siłowe i pilates (myślałam, że to zwykłe rozciągające?). A aerobowe to coś jak aerobik? (och nienawidzę aerobiku), a siłowe to kompletnie nie wiem. Wszyscy mi wciąż powtarzają, że ruch, sport, a na mnie to działa odwrotnie ;) 1. trzeba się zmusić, a to wiadomo że mocna przeszkoda, 2. jestem masterem w wyszukiwaniu powodów dlaczego nie, np. w tym momencie mogę wymienić co najmniej 4 powody dlaczego nie pójdę na basen xD 3. nie znalazłam do tej pory satysfakcjonującej formy ruchu, takiej która by mnie nie zniechęcała po jakimś czasie, właściwie najlepsza gimnastyka w domu, ale tu też trzeba się zebrać, a efektów czasem w ogóle nie widać.
    Jestem żałosna ;) No a wizja spadku biustu do 91cm mnie przeraża ><

    Dodaj komentarz»
  • Catkate
    Catkate · 01-05-10 22:02 · do góry^

    @sunako, wpisz w google "AEROBOWA 6 WEIDERA -" podobno bardzo skuteczne ćwiczenia, ja na razie tego nie ćwiczę, bo jestem za leniwa, ale chyba będę musiała znowu zacząć bo przeobrażam się powoli w Jabbe The Hutt

    Dodaj komentarz»
  • Sunako
    Sunako · 01-05-10 22:15 · do góry^

    mam rozpiskę Weidera z Gazety Wyborczej i też zawsze byłam na to za leniwa xD

    Dodaj komentarz»
  • pierwszalitera
    pierwszalitera · 01-05-10 22:15 · do góry^

    @elftherini: A o jakiej chudości my tu mówimy? Również duży wystający tyłek jest pojęciem względnym, bo nie wiem, jak ty sobie to wyobrażasz. I dlaczego zależy ci tak na chudości? I ile masz lat? Nie chcę cię do niczego przekonywać, ale tak się zdarzyło, że pracuję dużo z ludźmi ze znaczną nadwagą i wiele z tych kobiet zacząło swoją karierę przez wymuszanie na swoim ciele bardzo niskiej wagi, która niezgodna była z ich genetycznym programem. Rezultatem było zwolnione spalanie, zaburzenia łaknienia i otyłość. Niektóre mówią wprost, że gdyby wtedy nie zacząły tych diet i cieszyły się swoim szczupłym ciałem, to dziś wszystko byłoby inaczej.

    @Sunako słonko moje. ;-) Wiem, że jesteś inteligentną osóbką, która tylko robi wrażenie takiej niezdarnej. ;-) Sieć jest kopalnią wiedzy, więc gdyby zależało ci na usportowianiu, to znalazłabyś tam wszystkie informacje. Warto się poinformować, bo inaczej ćwiczysz coś tam beznamiętnie i nie przynosi to większych korzyści. No i trochę samozaparcia potrzebujesz. Jasne, że fajniej jest siedzieć na kanapie i pogryzać czekoladki. Tu nawet nie ma o czym dyskutować. Ale za darmo niczego nie ma, niestety. U ciebie problemem jest pewnie, że albo się gwałtownie odchudzasz i robisz sport, albo nie robisz niczego. Dlatego zapomnij o diecie i odchudzaniu, a zacznij tylko dbać o swoje mięśnie. Być może wtedy wcale nie spadniesz tak z biustu, a sylwetka i tak się bardzo ujędrni i poprawi.

    Dodaj komentarz»
  • Sunako
    Sunako · 01-05-10 22:27 · do góry^

    pierwszalitero ---> no pewnie, co tu ukrywać :> Gdyby za lenistwo dawali jakieś nagrody, to miałabym szanse ;) Ale masz rację, ja zawsze łączyłam ćwiczenia z dietą, mimo że to nigdy nie było katorżnicze. Codziennie sobie obiecuję, że coś zacznę (cokolwiek - ćwiczenia, pisanie pracy, rysowanie), a kończy się na rozmemłaniu. Jeszcze rok temu wstawałam i kręciłam pół godziny hula-hopem, a teraz trudno mi się zwlec z łóżka, nie wspominając o jakiejkolwiek aktywności fizycznej.

    Dodaj komentarz»
  • kindafunny
    kindafunny · 01-05-10 22:33 · do góry^

    ooo, Sunako, siostro, witaj! :)

    W lutym tańczyłam prawie codziennie i siłownia 3x w tygodniu. Do tego hula-hop.

    Od ponad miesiąca siłownia raz na dwa tygodnie :/
    I z łóżka nie chce mi się wstawać.

    Dodaj komentarz»
  • pierwszalitera
    pierwszalitera · 01-05-10 22:39 · do góry^

    Sunkao: Oby nie skończyło się to w depresji. Hm, to była wyjątkowo długa i wstrętna zima, więc ja też jestem jeszcze w rozsypce. Za trzy tygodnie mam imprezę, na której chciałam zmieścić się w wyjątkowo wąską spódnicę i mieć seksi talię, nie zdążę. ;-) Ale nie rezygnuję i co dwa dni zmuszam się do czegoś. Aktywność fizyczna poprawia też energetyczność w innych dziedzinach. Dlatego zrób sobie grafik i wpisuj przetrenowane minuty. Najważniejsze to się nie poddawać. :-)

    Dodaj komentarz»
  • pierwszalitera
    pierwszalitera · 01-05-10 22:41 · do góry^

    Ups, sorry za literówkę Sunako :-)

    Dodaj komentarz»
  • nivalis
    nivalis · 01-05-10 22:42 · do góry^

    Sunako - generalnie mam tak samo, ale powiem ci, że da się przemóc. Osobiście jeszcze niedawno nie znosiłam żadnej aktywności fizycznej, teraz dzięki aerobikowi na studiach prowadzonego przez fantastyczną trenerkę w końcu polubiłam sport i ćwiczenia. W pewnym momencie ze zdziwieniem zauważyłam, że lubię jak mnie ćwiczenia zmęczą, bo czuję, że zrobiłam coś dla swojego ciała:) I od razu humor się poprawia, nie mam już wrażenia że zmarnowałam cały dzień.

    A co do tematu schudnięcia z nóg/pupy - też bym bardzo chciała. Powoli godzę się z tym, że najprawdopodobniej jest to niemożliwe i taka po prostu moja budowa, ale jednak wciąż mi to przeszkadza gdy zbliża się lato, ja chcę kupić sobie jakieś spodenki, a tu wszędzie szorty w których wyglądam fatalnie:/ Mimo to jednak ćwiczę te nogi (aeroby+siłowe), licząc na to, że choć się ujędrnią i dzięki temu będą jakoś wyglądać. Zwiększenie proporcji tkanki mięśniowej też na pewno zaprocentuje w przyszłości. No i mam nadzieję, że skoro nie wprowadzam do tego żadnej diety (choć normalnie odżywiam się chyba w miarę racjonalnie) to nie spadnie mi biust, załamałabym się jakbym musiała wyrzucić wszystkie staniki...

    Dodaj komentarz»
  • Sunako
    Sunako · 01-05-10 22:45 · do góry^

    Zastanawiałam się nad depresją, ale jeszcze manga czy książka, fajny film, dobre jedzenie, spotkanie z przyjaciółkami które rzadko widzę, wprawiają mnie w dobry nastrój, to chyba jeszcze nie mam depresji? Schizofrenię też rozpatrywałam ;) Neurotyzm to wiadomo ;))
    Mam ślub (no, nie mój ;) ) za miesiąc z hakiem i jedyną nadającą się sukienkę, boję się przymierzyć ;))
    Myślałam, że nie wytrzymam zimy, do tego prawie cały kwiecień ponury, a od jutra ma lać przez tydzień ;D Do tego od razu przeskok do upałów, akurat kiedy musiałam pracować w plenerze. Trafia mnie już ><
    (tak, mam zły dzień)

    Dodaj komentarz»
  • elftherini
    elftherini · 01-05-10 22:55 · do góry^

    pierwszalitero: generalnie zawsze byłam szczupła a diety to dla mnie jakaś czarna magia. Jem po prostu tyle ile jestem głodna - a że jestem rzadko to inna sprawa. Mi się to po prostu podoba - nie lubię zbędnych fałdek, boczków itp. A po kilku latach słuchania, jakie to mam szerokie biodra i wielki tyłek, mam już tego dosyć.
    Mój wiek i tak pewnie będzie pierwszym argumentem przeciw mnie, bo mam 18 lat.

    Sunako: ja też jestem mistrzem w wymyślaniu. Chociaż coraz bardziej ciągnie mnie do rolek - tylko jeździć nie ma gdzie. A jak masz kasę to świetnym sportem jest jazda konna (czasami można mieć duże zniżki za pomoc w stajni:)). Może nie na spalanie ale cudowne uczucie:) A tak na serio: zbadaj może tarczycę? Ja mam podobne jazdy jak moja daje o sobie znać...;/ Np śpię 16 godzin, potem ze 3 leżę, a potem znowu zasypiam.

    Dodaj komentarz»
  • asiabudyn11
    asiabudyn11 · 01-05-10 23:25 · do góry^

    Sunako, wychodzi mi, że jedyną metodą byś spaliła troche kalorii jest seks ;-)

    Czy dobrze zrozumiałam, że i bez ćwiczeń aerobowych da się schudnąć? Samymi siłowymi (no bo jak pisałam, tymczasowo aerobowe odpadają).

    Też mam takie etapy, że popadam w niemoc i nie ćwicze i że ćwicze dużo. Tyle, że ja lubię sport. Daje mi pewność siebie (patrz: figura) i poczucie dumy (patrz: sama sobie zasłużyłam na taki brzuch ćwiczeniami).
    Uważa, że dla osób takich jak ja fajnie dobrana bluzka zakrywająca odtający brzuch to półśrodek (bo ciągle jest co zasłaniać) a ćwiczenia nie. Gdy wyrobi się fajną sylwetkę wtedy wszytstko fajnie leży :-)
    No i ta pewność siebie , że przy przypadkowym podnoszeniu rąk nie pokaże się fałdki na brzuchu ;-)
    Ale rozumiem, że nie każdy lubi ruch. Ja lubię.

    Właśnie się dowiedziałam, że robię "męskie" brzuszki ;-) To jeszcze nic, chodząc pół roku na siłownię wyrobiłam sobie mięsnie pleców, ramion, nawet trochę bicepsy, te na dekolcie (takie prostopadłe w stosunku do mostka) a brzucha, ud, tyłka nic! Bo to była tak "promęska" siłownia. Z przyrządami na partie mięśni pożądane przez mężczyzn. Był przyrząd do brzuszków np., ale był bez obciążeń. Jak brzuszki w domu. A atlas np. 15 kg. Jest to duża różnica w szybkości przyrostu mięśni (dzięki obciążeniu i bez).

    W ogóle to zawsze unikałam siłowni. Bo myślałam, że nudna. Rzeczywiście nudził mnie rowerek na rozgrzewkę (marzyłam wtedy, że przyniosę laptopa i będę filmy oglądać ;-)). Ale stricte siłowe ćwiczenia: nie.
    Zaimponowała mi siłownia tym, o czym wspominałam, że mięśnie szybko buduje.
    Nie dziwię się, że np. lekkoatleci mają obowiązkową siłownie (mięśnie np. do skoku w dal poprzez samo skakanie i rozgrzewki wyrabiali by baaaardzo długo, a odpowiedni dobór ćwiczeń na siłowni szybko je zbuduje i potem łatwiej się skacze).

    Tymczasowo zraziły mnie siłownie w mieście, w którym teraz mieszkam obecnością tzw. dresów. Są mili. Nie powiem. Ale się gapią, że kobieta ćwiczy. Chociaż teraz myślę, że za szybko sobie odpuściłam. Pogapiliby się i przyzwyczili.
    Bo nie chcę też siłowni dla dam, gdzie gadają w szatni o drogich kosmetyczkach i zabiegach. Tak kobieca nie jestem ;-) Ćwiczenie to jest ćwiczenie a nie brylowanie ;-)
    Mam nadzieję, że mo to kiedyś przejdzie ;-)

    Dodaj komentarz»
  • asiabudyn11
    asiabudyn11 · 01-05-10 23:28 · do góry^

    Przepraszam za literów ogrom ;-)

    Dodaj komentarz»
  • Sunako
    Sunako · 02-05-10 00:09 · do góry^

    uff zmierzyłam sukienkę i całe szczęście pasuje ;) to jedynym minusem będzie brak straplessa

    Dodaj komentarz»
  • pierwszalitera
    pierwszalitera · 02-05-10 00:14 · do góry^

    @elftherini: Twój wiek jest faktycznie argumentem przeciwko tobie. ;-) Wtedy ma się jeszcze jakiś dziwne wyobrażenie o tym, jak powinno się wyglądać i niejednokrotnie zamartwia się z powodu jakiegoś mniej idealnego wymiaru, do którego będzie się tęskniło w wieku lat 30-tu. ;-) Ponieważ jestem pewna, że zarówno twoje ciało, jak i nastawienie do niego będzie zmieniać, pozostaje mi napisać tylko, ciesz się proszę swoim młodym i jędrnym ciałem, bo powody do zamartwiania się jeszcze przyjdą i trzy centymetry, czy jakiś mały wałeczek, to jest jeszcze małe piwko. ;-)

    @asiabudyn11: Ćwiczenia siłowe nadają się jak najbardziej do spalania tłuszczu, ale trochę rozgrzewki do tego trzeba. Nie musi to być jednak koniecznie siłownia. Ja w życiu nie byłam jeszcze na siłowni, bo nie znalazłam takiej w pobliżu, w której nie ma głośnej ogłupiającej muzyki. Wykorzystuję do tego krzesło, ciężarki i taśmę elastyczną w domu. Rower stacjonarny na dużym oporze formuje też wspaniale i szybko uda oraz tyłek. Moje mięśnie nie są szczególnie wypracowane, ale mam ich na pewno więcej i są silniejsze niż jeszcze 20 lat temu.
    I nie pisz, że taka kobieca nie jesteś, ;-) Bo nie ma jednej definicji kobiecości. Ja uważam się za kobiecą i też nie lubię sportu z koleżankami. Sport to nie są dla mnie spotkania towarzyskie, więc koncetruję się lepiej wtedy na sobie, kiedy mam ochotę i w zależności od aktualnej formy. ;-) Oprócz zajęć tańca orientalnego, ale to dla mnie mniej sport, a bardziej hobby.

    Dodaj komentarz»
  • Sunako
    Sunako · 02-05-10 01:02 · do góry^

    ej serio rowerek formuje pupę? Bo ja czuję tylko pracę łydek i trochę ud, a buły nad tyłkiem wydają się zupełnie nie ruszać ;)

    Dodaj komentarz»
  • megane
    megane · 02-05-10 01:32 · do góry^

    Rowerek generalnie formuje wszystkie dolne partie, ale trzeba bardzo uważam z obciążeniem bo właśnie - rozrastają się od niego mięśnie. Trzeba np. uważać na łydki. Z doświadczenia widzę, że naprawdę dobrze robi na uda, pupę i też brzuch przy odpowiedniej pozycji.
    Żeby spalić tłuszcz dobrze też zainteresować się treningiem HIT, wymaga mniej czasu niż zwykłe aeroby i jest efektywniejszy.

    Sunako - cóż, wszystko zostało napisane. Mam wrażenie, że też jesteśmy jakoś spokrewnione. Moja zimowa depresja przeistoczyła się w wiosenną, tylko już nie mam tyle czasu żeby odchorowywać ;/. Aczkolwiek ja też latami byłam ogólnie leniem, a moja przemiana materii do łaskawych nie należała. Efektem była spora nadwaga i jeszcze większe lenistwo... Sama z perspektywy czasu jestem zdziwiona, że to dało się zmienić. Nie ma innej opcji, tylko czasem się przymusić. potem jakoś leci.
    Swoją drogą naprawdę jesteś "normalnie" szczupłą kobietą (przynajmniej od ramion do pasa :)) i powinnaś chyba zacząć od porządkowania swojej samooceny, bo ona jest niewytłumaczalnie niska. Pomijam fakt, że budowanie samooceny na jakiś drobnych fizycznych niedoskonałościach to stąpanie po bardzo cienkim gruncie i lepiej szukać źródeł nieco głębiej i opierać na solidniejszych podstawach. Szczupłość jest ulotna... :)

    Dodaj komentarz»
  • pg04
    pg04 · 02-05-10 09:23 · do góry^

    Dla leniuszków polecam stepper- może Pierwszalitera doda coś więcej na temat korzyści z ćwiczeń na stepperze? Ja ze swojej strony bardzo sobie chwalę- ćwiczę codziennie (również ręce) wykonując intensywnie skręty tułowiem, tylko ok 10-15min dziennie, podczas wieczornego serialu:-), ale widzę efekty, uda się ujędrniły, pupa również i chociaż ważę teraz 2kg więcej niż przed rozpoczęciem ćwiczeń, to czuję się duzo lepiej- moim ideałem kobiecej figury jest talia, pupa i uda Beyonce.
    W wieku 26 lat ważyłam 47kg przy wzroście 160cm, ale pamiętam że nigdy nie miałam apetytu, jadłam jak ptaszek, teraz w wieku 36 lat mam bardzo dobry apetyt i nic dziwnego, że ważę 56kg:-).

    Dodaj komentarz»
  • effuniak
    effuniak · 02-05-10 09:33 · do góry^

    Sunako - a nie mówiłam byś do mnie napisała, coooo ?
    ;D

    Dodaj komentarz»
  • elftherini
    elftherini · 02-05-10 10:20 · do góry^

    pierwszalitero: Młode niekoniecznie znaczy jędrne, to tak na marginesie. Bo na to składa się więcej czynników. Generalnie zazwyczaj mi to wszystko obojętne tylko denerwuje mnie fakt, że nie założę fajnej spódnicy bo we wszystkich wyglądam jakbym miała 3x taką pupę, 2x mniejszy biust niż bez bluzki, w ostatnim podejściu do spódnicy z talią w talii się załamałam - bo robi jakiś wystający brzuszek, którego nie mam (i kolejna rzecz ląduje w szafie z łatką "nigdy tego nie założę");/. Do tego dochodzi kilka problemów zdrowotnych - wtedy wygląd jest już taką kroplą przelewającą czarę.

    Dodaj komentarz»
  • missalchemist
    missalchemist · 02-05-10 10:22 · do góry^

    zmotywowałyście mnie. w akademiku mam siłownię i zacznę tam chodzić, naprawdę. zrobię coś ze sobą :P waga mi wczoraj pokazała 63,7 kg :( i chociaż nie zauważyłam, żebym przytyła, to jednak wzbudziło to mój niepokój, że waga nie jest stała :P:P:P:P

    @elftherini - tak ciągle piszesz o dużej pupie i szerokich biodrach, zastanawia mnie, czemu nie chcesz tego zaakceptować. też się śmieję czasem, że mam epicki tyłek, bo rozmiarów on jest zacnych, ale ja go lubię i nie chciałabym z niego chudnąć :P mam na czym siedzieć i zasadniczo nie przeszkadza mi to do momentu, w którym chcę sobie kupić spodnie :P

    Dodaj komentarz»
  • elftherini
    elftherini · 02-05-10 10:34 · do góry^

    @missalchemist: bo zasadniczo to mi się taki typ sylwetki nie podoba. Wąskie biodra wyglądają o wiele smuklej. I same z tym problemy (jak zahaczanie o wszystkie framugi itp - ale to już moja wrodzona "gracja":D).

    Dodaj komentarz»
  • kindafunny
    kindafunny · 02-05-10 10:39 · do góry^

    czy stepper nadaje się dla osób o tak delikatnych naczynkach na nogach, że niewskazane dla nich jest np. skakanie ani depilacja, zakładanie nogi na nogę? Już mam tak uda i łydki poharatane, że nie chcę więcej.
    chyba tak, prawda?

    Musze na nowo odkryć moją siłownię.

    I dla mnie problemem jest to, że mam do niej 15 minut pieszo, bo jakby siłownia była w tej samej kamienicy, to bym _na pewno_ chodziła ;)

    I czy może któraś z Was wie, jakimi ćwiczeniami odchudzić uda - nie tyłek - ale odchudzić, a nie wielkie mięsno-tłuszczowe zastąpić wielkimi mięsnymi.

    Eh, jak miałam 16 lat, to raz samymi ćwiczeniami i delikatną dietą MŻ schudłam 8 kg w wakacje (1 kg/tydzień). Więc się daaa. Tylko wtedy chudłam z nadwagi do normalności a teraz chcę żeby moja normalność była ładniej zbudowana. Zresztą, po tamtym odchudzaniu w rok śladu nie było, wróciło z nawiązką :)

    Dodaj komentarz»
  • kindafunny
    kindafunny · 02-05-10 10:42 · do góry^

    elftherini, nie wydziwiaj.
    Kto to napisał w watku Stanzii na LB? Że każda sylwetka jest czyimś marzeniem.
    No więc Twoja jest moim :)

    Dodaj komentarz»
  • megane
    megane · 02-05-10 12:27 · do góry^

    Elftherini - jesteś naprawdę na najlepszej drodze do wpędzenia się w jakąś psychiczną chorobę i zaburzenia odżywiania. Wiem, że wpływ mediów jest gigantyczny, i widzę że na osoby kilka lat ode mnie młodsze to już naprawdę przybiera paranoiczne formy...
    Przemyśl jakie jest w zasadzie źródło Twoich kompleksów, bo to że na każdym kroku [przynajmniej ja już nieraz to widziałam chyba, a jestem tutaj nieczęstym gościem] ważąc 50 kg (?) wspominasz o odchudzaniu nie jest zdrowym objawem. Pomijam fakt, że przez osoby które mają naprawdę problem wagowy to może być źle odbierane.

    Dodaj komentarz»
  • pierwszalitera
    pierwszalitera · 02-05-10 13:34 · do góry^

    @elftherini: Kiedy 18-letnia, szczupła dziewczyna zapewne na dolnej granicy BMI pisze mi coś o braku jędrności, to mam ochotę, ja stara baba, która skończy w tym roku 44 lata, roześmiać się jej serdeczenie w nos. W twoim wieku to sprężystość ciała odzyskuje się po dwóch tygodniach pływania na wakacjach, albo potańczenia sobie na dyskotece. A o mało jędrnym ciele, to ty nie masz jeszcze pojęcia. ;-) By nie być niesprawiedliwą. ;-) W wieku lat 18-tu ważyłam jakieś 50-52kg przy 168cm, miałam w biuście jakieś 86cm, w biodrach 89cm, a talii 63. Wchodziłam bez zarzutu w rozmiar 34 i jak spojrzę na zdjęcia, to byłam laska lepsza od niejednej modelki. Ty myślisz, że byłam zadowolona? Otóż przeszkadzały mi te 3cm w talii, bo uważałam, że do moich proporcji potrzebuję tam koniecznie 60cm. Nie nosiłam więc na wszelki wypadek szerokich pasków, by ukryć moją kobylą talię. ;-) Strasznie wstydziłam się też mojego tyłka, wydawał mi się gruby i nieforemny, ha, ha, ha. ;-) Odwrócić się na plaży tyłem do jakiegoś chłopaka, to był koszmar. ;-) I co druga dziewczyna na ulicy wydawała mi się ładniejsza i zgrabniejsza ode mnie. Ja sierotka, wymyślałam sobie nawet trzy życzenia u dobrej wróżki, przez które będę wreszcie wyglądała jak człowiek i targowałam się sama ze sobą, czego pozbyć się w pierwszej kolejności. ;-) Dziś wiem, że byłam śliczna, zgrabna, ponętna, miałam bosko aksamitną skórę i odlotowe szczupłe nogi, podobałam się chłopakom, bo miałam w sobie masę wrodzonego seksapilu, tylko kurcze blade, czemu ja tego WTEDY nie wiedziałam? ;-))) Więc radzę ci szybciutko przejrzeć na oczy, by nie stracić tej przyjemności. :-)

    Dodaj komentarz»
  • Sunako
    Sunako · 02-05-10 13:42 · do góry^

    effu ----> a to o strapless chodziło? I czemu ja? :P
    nawiasem mówiąc śniło mi się dzisiaj, że przymierzam jakiegoś straplessa ;)

    elfthe ----> jędrne ciało... zastanówmy się... może jeszcze w wieku 12 lat takie miałam xD

    megane ----> ja sama nie wiem, wg pewnych kryteriów pewnie jestem szczupła, wg innych nie. W każdym razie taka ilość tłuszczu na udach i wały na brzuchu nie są atrybutem osoby szczupłej :D 5kg temu przyjemniej było patrzeć w lustro, siedzący tryb życia robi swoje ;)

    Dodaj komentarz»
  • Sunako
    Sunako · 02-05-10 13:46 · do góry^

    a ja się nie podobałam chłopakom :DDD lol xD (no ale jak ja przez ostatnie 12 lat wyglądam prawie tak samo cały czas ;)) )

    Dodaj komentarz»
  • regula_przekory
    regula_przekory · 02-05-10 13:47 · do góry^

    Zaczynam się zastanawiać, po tym co pisze elftherini, czy wolno mi czasem czuć się zgrabną :D Ważę jak na swoje 164cm dużo - około 66kg, w porywach do 70 i z reguły naprawdę uważam, że wyglądam nieźle. Mam chwile kiedy patrzę w lustro i jest źle, ale potem ćwiczę trochę, mięśnie się napinają i już jest ok. Mam całkiem zgrabny tyłek, ciut za duży, ale całkiem ładny biust. No ale szczupłą nazwać mnie się nie da. I żyję jakoś. Dopóki mój facet nie zaczyna sugerować, żebym schudła albo nie mam złego dnia to jest naprawdę super.

    Dodaj komentarz»
  • Sunako
    Sunako · 02-05-10 13:52 · do góry^

    reguła ---> bo to zależy od figury, tak myślę, a nie od wagi czy wymiarów ;) Jest masa dziewczyn zgrabniejszych ode mnie, które przecież mają więcej w biodrach (ja np. mam 99cm) czy ważą więcej przy podobnym wzroście.

    Dodaj komentarz»
  • regula_przekory
    regula_przekory · 02-05-10 13:57 · do góry^

    Ja mam 105 w biodrach ;) 98-100cm w biuście i w talii 74-76 w zależności od dnia. Tyle że np z moją małobiuściastą przyjaciółką nosimy ten sam rozmiar bluzek. Tyle, że u mnie one mniej się opinają na brzuchu i wygląda to zgrabnie a Małgorzata przy wystającym (moim zdaniem uroczym) brzuszku frustruje się, bo wygląda chłopięco. Niby diametralnie różne sylwetki, a ten sam rozmiar.

    Dodaj komentarz»
  • megane
    megane · 02-05-10 14:11 · do góry^

    Ja wiem, że wszystko jest względne i wszystko jest kwestią samopoczucia bla bla bla. Ale nie przesadzajmy, z używaniem tego jako wytrychu do licytowania się kto się czuje gorzej w porównaniu do kogoś innego. Jasne, że można schudnąć zawsze jeszcze 3kg i jeszcze 2cm. W ogóle w naszym społeczeństwie kobiecie odbiera się prawo do bycia zadowoloną z siebie - każda twierdzi, że musi schudnąć, odchudzała się, zamierza się odchudzać i jedząc lody musi wyrazić swoje wyrzuty sumienia na głos, żeby nie było że z lekkim sercem "obżera się" słodyczami.
    Sama czuję, że presja jest silna, bo nosząc 38 nie jestem w stanie kupić sobie w popularnych sieciówkach spodni. Tylko że to nie z moim zadkiem jest coś nie tak. Taki mam i na takim siedzę, nic nie poradzę :D [dodam, że ten EPICKI zadek ma w obwodzie całe gigantyczne 95 cm]

    Dodaj komentarz»
  • effuniak
    effuniak · 02-05-10 14:16 · do góry^

    Sunako - i nie tylko....;)

    Dodaj komentarz»
  • regula_przekory
    regula_przekory · 02-05-10 14:27 · do góry^

    megane - doskonale powiedziane. Zwłaszcza o tych lodach.

    Dodaj komentarz»
  • zanna
    zanna · 02-05-10 15:17 · do góry^

    hej, kobietki wszystkowiedzące, to może podpowiecie mi jakieś ćwiczenia bez przyrządów i klubów (bo chwilowo bez kasy na sport jestem) dla wyszczuplenia nóg i pupy, ale bez budowania szerokich mięśni(! bo ja dużo chodzę i już mam otłuszczono-umięśnione szerokie łydki)? zainspirowałyście mnie do uwiosennienia

    Dodaj komentarz»
  • pierwszalitera
    pierwszalitera · 02-05-10 15:48 · do góry^

    Sunako: A wiesz dlaczego nie podobałaś się chłopakom? Bo chłopcy lubią dziewczyny, które są z siebie zadowolone. ;-) Ja wprawdzie okropnie w siebie wątpiłam i też nie byłam ze swoim wyglądem szczęśliwa, ale bardzo się z tym kryłam i udawałam, że się sobie podobam. Nikt nie wiedział, że mam kompleksy, a faceci to już w ogóle. Słabości nie pokazuje się każdemu. ;-)

    Dodaj komentarz»
  • annace
    annace · 02-05-10 17:19 · do góry^

    To ja po przeczytanie postów pozwolę sobie jako amator sportów wszelakich dopisać parę zdań. Żadne ćwiczenia NIE rozbudują tkanki mięśniowej, jeśli osoba nie będzie na dodatnim bilansie kalorycznym (czyt. nie będzie spożywała więcej kcal niż wynosi jej dzienne zapotrzebowanie). Mięśnie nie biorą się z powietrza.
    Aby zbudować masę mięśniową trzeba mieć zbilansowaną dietę na tzw. masę + ćwiczenia siłowe. Później redukcja.
    Same aeroby na dłuższą metę otłuszczają organizm, jeśli nie są przeplatane ćwiczeniami siłowymi. Warto poczytac o katabolizmie.
    NIE można stracić tłuszczu miejscowo. Cwiczenie np. wspomnianego (beznadziejnego imo, bo niesamowicie kontuzjogennego, rzadko kto potrafi wykonac te cw poprawnie A6W w celu zgubienia fałdy na brzuchu mija się z celem. Lepiej przyjrzeć się absII. Tak samo z rowerem itd- to, że wydaje się komuś iż pracują na nim nogi, to schudnie z nóg. Mit totalny ;)
    Co tam jeszcze było. A, siłowe przeplatać albo aerobami, ale takimi które trwają przynajmniej 40-max 60 minut, optymalniej HIIT (nie hit) bądź klasyczne interwały.
    Bez względu na to jakie obciążenie ustawisz sobie na stepperze/rowerku/czym tam jeszcze, nie rozbudujesz sobie mięśni, jeśli zadbasz o dietę, tj. wspomniany ujemny bilans kaloryczny przy redukcji, dodatni przy robieniu masy.
    W skrócie, bo wszystko jest na sfd.pl, więc zainteresowani sami znajdą.

    Jedna uwaga ode mnie- to, że ktoś waży 50kg mając 175cm i jego BMI jest w dolnej granicy (przykład z głowy, nie chce mi się tego teraz liczyć), najczęściej oznacza, że masz wysoki procent tłuszczu w organizmie a niewiele tkanki mięsniowej. Imo, nie ma się czym chwalić, ani tym bardziej podziwiac bo liczą się wymiary i stosunek powyższych tkanek a nie cel, którym jest maksymalne zbicie wagi ;)
    Peace ;)

    Dodaj komentarz»
  • annace
    annace · 02-05-10 17:32 · do góry^

    Może jeszcze dla wyjaśnienia- "otłuszczają organizm" czyt. doprowadzają do utraty tkanki mięśniowej wskutek czego to tłuszczowa stanowi główny składnik naszego ciała. Można temu zapobiegać oczywiście stosując odpowiednią dietę/odżywki, ale jeżeli nie będzie się przeplatać ćwiczeń aerobowych siłowymi, straty zawsze będą.

    Redukcja po robieniu masy, aby wydobyć mięśnie spod tłuszczyku ;) To chyba tyle, reszta w miarę zrozumiała jak sądzę. Oczywiście nadal z ćwiczeniami.

    Dodaj komentarz»
  • annace
    annace · 02-05-10 17:39 · do góry^

    Jeszcze jedno, bo nie dopisałam: "...lepiej przyjrzeć się absII"- oczywiście w celu wzmacniania mięśni i rzeźbienia, a NIE gubienia tłuszczu, bo tak jak wspomniałam wcześniej, brzuszki wszelakie nie powodują utraty opony.

    Dodaj komentarz»
  • annace
    annace · 02-05-10 17:55 · do góry^

    Już wiem co jeszcze chciałam dodać, wybaczcie za te posty pod postem ;)
    W początkowej fazie ćwiczeń można mieć wrażenie, że mięśnie rosną pomimo, że człowiek dba o to, aby nie spożywać wiecej kcal niż wynosi jego dziennie zapotrzebowanie (do obliczenia wg specjalnych wzorów, nie będę zanudzac i się w to zagłębiać tutaj ;)), co nie jest wynikiem wzrostu mięśni jako takim, trwałym, a efektem przejściowym. Istnieje kilka przyczyn- pierwsza jest taka, że jednak dieta do poprawy.
    Kolejne to- przetrenowanie i puchnięcie mięśni (ktoś nie ćwiczył prawie wcale, a nagle rzuca się na godzinne intensywne treningi codzienne, bez robienia przynajmniej 1 dnia przerwy/katuje wciąż te same grupy mięśni nie dając im czasu na regenerację). Pierwsze eliminujemy wprowadzając okresy odpoczynku, drugie cóż musimy przeczekać aż system się zaadaptuje do nowej formy aktywności. Zwykle po 6 tygodniach treningów nie ma się już takiego wrażenia. Tzn. tuż po ćwiczeniach to jest oczywiste, że jest się nieco większym ;) ale to mija w ciągu kilkudziesięciu minut, a jest związane z naturalną reakcją układu krążenia ;)
    Jest jeszcze inna opcja (pomijam cały czas treningi na masę, bo tu wiadomo, że rośnie, bo chcemy żeby rosło :D)- spod warstewki tłuszczu, do której dany człowiek przywykł wyłaniają się zarysy mięśni, co wizualnie dla takiej osoby oznacza "o matko, rozbudowałam sobie łydki" itp ;)
    Trzeba się mierzyć, np. co tydzień w niedzielę. Broń Boże codziennie, tak samo z wchodzeniem na wagę jeśli ktoś już musi ;) Zwłaszcza u kobiet bywa to zgubne, wiadomo, zmiany choćby w zależności od cyklu ;)
    Wsio :D

    Ps. 30% tłuszczu w organizmie to wcale nie jest pożądana norma. Tzn. owszem norma w naszym i innych społeczeństwach wśród kanapowców ;) ale wcale nie jest to wartość do której się dążyć powinno.

    Dodaj komentarz»
  • pierwszalitera
    pierwszalitera · 02-05-10 18:09 · do góry^

    @annace: Jasne, że mięśnie nie biorą się z powietrza, więc na diecie niczego się nie rozbuduje, a już na pewno z tłuszczu nie zrobią się mięśnie. Ale z dużym dodatnim bilansem to też przesada. Zwykle organizm reguluje to sam nieco wzmożonym poczuciem głodu podczas treningu, warto tylko zadbać o wystarczającą ilość pełnowartościowego białka. Zwykle wystarczy też, gdy używane mięśnie napełniają się wodą, zwiększają w ten sposób objętość i poprawia się ich tonus, a tym samym sylwetka. Nikt zapewne nie chce wielkich pakietów mięśniowych jak kulturyści. Napakownie się, a potem redukcja, to coś dla wtajemniczonych, bo trzeba wiedzieć jak i można przy tym nadwyżką energetyczną niepotrzebnie otłuścić komórki mięśnowe. Tacy hobby-kulturyści mogę mieć potem z tego powodu skłonności do otyłości.
    Rower nie odchudza nóg, ale ujędrnia, tzn. można pozbyć się cellulitu, a jędrne nogi są zawsze ładne, obojętnie ile mają w przekroju. Mnie rower rozbudował nieco moją bardzo szczupłą łydkę i nogi uzyskały przez to ładną linię, przyrost mięśni był wprawdzie niewielki, ale jednak widoczny. Ponieważ nie lubię sflaczałych ramion trenuję też triceps i tu też widać po kilku tygodniach regularnego treningu rezultaty.
    Szóstki Weidera też nie polecam, szkoda kręgosłupa, jestem fanką Pilatesa.
    Jakieś interwały i treningi trwające nie krócej niż 40 min uważam osobiście za mitologię sportową. ;-) Mnie na spalenia 2-3 kg tłuszczu i ujędrnienie ciała wystarcza 30 intensywnych min aerobowych, zakończonych uczciwymi 15 min ćwiczeń siłowych. 4-5 razy w tygodniu. Na interwały i inne takie jestem za leniwa. ;-) Wolę po najmniejszej lini oporu i widzę, że działa. Te wszystkie skomplikowane plany odstraszają tylko tych, którzy i tak mają problemy by wstać z kanapy. ;-)
    Natomiast zgadza, się, że waga i BMi nie mówią wszystkiego. Miękkie ciałko przy niskiej wadze świadczą zdecydowanie o sporej ilości tłuszczu i niewyćwiczonych mięśniach. Nawet nie posiadam obecnie wagi i nie wiem dokładnie ile ważę, bo tylko niska waga nie świadczy o atrakcyjnym wyglądzie. A nawet kiedyś zagalopowałam się za bardzo, odchudziłam się do BMI 20 i przestałam się sobie podobać, chociaż w nastoletnim wieku wszystko powyżej 19 wydawało mi się horrorem. ;-)

    Dodaj komentarz»
  • elftherini
    elftherini · 02-05-10 18:16 · do góry^

    A nie jest tak, że pewien typ sylwetki może mieć w ogóle problemy ze "zrobieniem" masy mięśniowej? Może ćwiczyć i dalej wyglądać jakby miał mało mięśni, tj mieć je silne ale hmm małe objętościowo.

    Dodaj komentarz»
  • annace
    annace · 02-05-10 18:29 · do góry^

    A jak sprawdzasz, że spaliłaś 2-3 kg tłuszczu, a nie tłuszczu i mięśni, bo to ciekawe ;)
    Gdzie wspominałam o "dużym" dodatnim bilansie kalorycznym?
    Konieczne jest spożywanie na +, a ile, to już kwestia obserwacji tego co się dzieje z ciałem.
    Tak samo z redukcją. Nie trzeba ciąć mnóstwa kalorii, bo to może tylko doprowadzić do spowolnienia metabolizmu. Wystarczy albo odjąć 300kcal z zapotrzebowania albo zwiększyć ilość ćwiczeń jeśli ktoś nie potrafi sobie odmówić jedzenia ;)
    Napisałam to dla wyjaśnienia, żeby wszystkie osoby, które chcą ćwiczyć a boją się rozbudowania masy mięśniowej wiedziały, że bez tego z połaczeniem odpowiednich ćwiczeń niczego nie rozbudują.
    Jeśli to wiesz, fajnie, ale sporo osób jak widać po niektórych wpisach już nie.

    Najpierw ćwiczy się siłowo, a później aerobowo. Nigdy w odwrotnej kolejności, bo mija się to z celem.

    Interwały to żadna mitologia, nie od dziś wiadomo, że klasyczne bądź dla bardziej wytrenowanych HIIT prawidłowo wykonany, pomoże spalić więcej niż 50 minut długich i nudnych aerobów, bo one w przecwieństwie do niego, nie wpływają na EPOC.

    Nie było moim celem pisanie rzeczy, które praktykują kulturyści, a wytłumaczenie w dużym skrócie z czym to się je ;)

    Elf- na pewno dużo zależy od organizmu, tak jak i od płci ;) Facetom łatwiej. Nie ma jednak możliwości żeby mając dodatni bilans kaloryczny i ćwicząc siłowo, nie zbudować masy mięśniowej :)
    Tak samo jak nie ma możliwości żeby ćwicząc siłowo i będąc na ujemnym bilansie, cokolwiek sobie rozbudować.
    Także nie bać się, ćwiczyć :D

    Dodaj komentarz»
  • annace
    annace · 02-05-10 18:32 · do góry^

    A to o rowerze to odnośnie postów czy można schudnąć miejscowo, bo nie można ;) Nie dlatego, że jazdy nie polecam. Wprost przeciwnie, sama śmigam aż miło :D ale w celach rekreacyjno-dotarciowych do celu :D a nie odchudzająco-nożnych ;)

    Dodaj komentarz»
  • PinUpGirl
    PinUpGirl · 02-05-10 18:49 · do góry^

    Będę bronić a6w. Według mnie to świetne ćwiczenia, ale dla zaawansowanych. Ryzyko kontuzji u kogoś, kto zabiera się za aw6 żeby spalić oponkę jest jak 1/1, to jest zestaw dla bardzo zaawansowanych. Co nie znaczy, że początkujący nie mogą ćwiczyć - jak najbardziej mogą, tylko w krótszych seriach i z dbałością o technikę (tego ostatniego warunku nie dadzą rady spełnić robiąc pełną a6w, stąd ryzyko kontuzji).

    Zgadzam się, że mięśnie nie biorą się znikąd. Dziewczyny, naprawdę nie musicie się obawiać, że od ćwiczeń siłowych będziecie wyglądać jak kulturystki - to niemożliwe. Swoją drogą - kulturystki w większości wyglądają naprawdę zgrabnie, najczęściej mamy okazję je podziwiać na zawodach, w szczytowej formie i odwodnione. Tego stanu nie można utrzymać na dłuższą metę, a osiągnąć go jest niezwykle trudno. Naszym ciałom wciąż się wydaje, że walczą o przetrwanie na łonie dzikiej przyrody, stąd dużo łatwiej nabawić się zapasów tłuszczyku (nigdy nie wiadomo, kiedy przyjdzie głód, jeśli często serwujecie sobie niskokalotyczne diety, upewniacie swoje ciała w tym przeświadczeniu) niż nadmiaru mięśni, które nawet w spoczynku wymagają odżywiania. Stąd przekonać organizm do inwestowania w mięśnie nie jest łatwo.

    Po trzecie - nie da się chudnąć miejscowo. Każda ma zaprogramowany typ sylwetki i zawsze gdzieś będzie więcej, a gdzieś mniej.

    Dodaj komentarz»
  • annace
    annace · 02-05-10 19:17 · do góry^

    PinUpGirl- wspominając o A6W chodziło mi o to, że to NIE są ćwiczenia spalające tłuszcz, o tym, że są kontuzjogenne napisałam przy okazji, bo to prawda.
    Brzuszki/a6w/absII i inne kombinacje nie służą spalaniu i tylko o to w zasadzie chodziło, bo ktoś powyżej je polecał, więc dodałam dla niewtajemniczonych, że one służą do rzeźby i wzmacniania, a nie chudnięcia.
    Jeśli ktoś uważa, że powyższe spalają tłuszcz, niech zgłębi tajniki zrzucania tkanki tłuszczowej i tego jakie reakcje muszą zajść, aby do tego doszło ;)
    Dla wzmacniania i rzeźby ok, jeśli ktoś się upiera to niech weideruje. Dla chudnięcia, absolutnie nie.
    To tak jakby ktoś wziął hantlek, machał nim uparcie i obserwował czy mu chudnie ramię ;)

    Dodaj komentarz»
  • annace
    annace · 02-05-10 19:20 · do góry^

    A, przy okazji PinUpGirl- dla zaawansowanych to jest absII ;)
    Bez porównania z q6w, który zrobiłam w całości 2 razy więc wiem co mówię :D

    Dodaj komentarz»
  • PinUpGirl
    PinUpGirl · 02-05-10 19:32 · do góry^

    Oczywiście, nie ma żadnego dobrego ćwiczenia, które zapewniło by nam miejscowe spalanie przy zaniedbaniu diety, takie rzeczy tylko w erze ;). Ja lubię a6w (tzn lubię te ćwiczenia, całego zestawu nie mam zamiaru więcej przechodzić ;) ), ale myślę, że w przypadku kogoś, kto nie walczy o podrasowanie kaloryfera lepiej przeznaczyć te pół godziny na prosty trening siłowy.
    Z resztą zachwalany HIIT - moim zdaniem również tylko dla zaawansowanych.

    Dodaj komentarz»
  • annace
    annace · 02-05-10 19:57 · do góry^

    Owszem, hiit wymaga sporej wytrzymałości i wytrenowania. Najlepiej zacząć od klasycznych interwałów. Zwłaszcza, że zajmują mniej czasu, osiąga się dzięki nim lepsze efekty, a przy tym minimalizuje jak tylko to możliwe spalanie mięśni.
    Chociaż nie twierdzę, że zwykłe aeroby są ble. Nie popadajmy w paranoję ;) Każdy robi to co lubi, lepsze takie ćwiczenia niż żadne, ale nie należy zapominać o przeplataniu ich siłowymi. Mówiąc przeplataniu mam na myśli 1 dzień aeroby, 1 dzień siłowe (bądź kombinacja 1 dzień siłowe a po nich aeroby, następny dzień interwały). Natomiast jeżeli komuś zależy na jak najbardziej efektywnym zrzucaniu balastu, którym jest nadmiar tkanki tłuszczowej, imo lepiej rozłożyć sobie treningi tak, aby rezultaty przychodziły i nie trzeba było spędzać kilku godzin dziennie na treningach, bo na to mogą sobie pozwolić chyba tylko Ci, którzy pracują ciałem :)

    Ja akurat jestem z tych, które z natury były chudzielcami, więc mam za sobą budowanie masy i redukowanie tego, co chcąc nie chcąc, konieczne było żeby jej nabrać ;) Obecnie poziom body fat mam w granicach 15-16% i jestem niesamowicie dumna z siebie, że udało mi się wypracować ciało nadal smukłe, acz z delikatną rzeźbą (nie podobają mi się napompowane kobiety, kulturystki). Wszystko da się zrobić :D

    Dodaj komentarz»
  • Sunako
    Sunako · 02-05-10 20:02 · do góry^

    a to jest sens jeździć na rowerku, jeśli absolutnie nie chcę pogrubić sobie łydki?

    pierwszalitera ---> ja nie wiem co faceci sobie myśleli, tych zainteresowanych mną jednorazowo pod koniec liceum mogę policzyć na palcach jednej ręki i wyliczyć czynniki: moje hm swobodniejsze zachowanie niż niektórych koleżanek ;), "zrobienie" (makijaż i strój) plus odpowiednia dawka alkoholu ;)

    Dodaj komentarz»
  • PinUpGirl
    PinUpGirl · 02-05-10 20:11 · do góry^

    Może nie wszystko, ale wiele :). Gratuluję efektów. Wracając do tematu samoakceptacji, ja w tej chwili jestem raczej gawędziarą, czekam tylko, aż przekroczę te magiczne 30% bf ;). Ale o dziwo lepiej się czuję niż wtedy, kiedy pilnowałam diet i ćwiczeń, chociaż efekty były, hmmm... efektowne ;). Oczywiście co za dużo, to nie zdrowo, czasem ruszyć się trzeba chociaż dla zdrowia (fizycznego i psychicznego), ale przyjemnie mi teraz uprawiać sport tak bezstresowo.

    Dodaj komentarz»
  • asiabudyn11
    asiabudyn11 · 02-05-10 20:32 · do góry^

    Drogie Panie!
    Nic nie rozumiem.

    Wytłumaczcie mi proszę raz jeszcze, prostym językiem, co mam zrobić żeby schudnąć i wyrobić mięśnie. Ile czasu aerobowych i ile siłowych i w jakiej kolejności?

    Dodaj komentarz»
  • annace
    annace · 02-05-10 20:55 · do góry^

    Sunako, jeśli chcesz schudnąć, to nie ma wyboru- trzeba zacząć przywiązywać wagę do tego co się je. I nie mówię tutaj o obcinaniu kalorii do 1000 ;), głodówkach, dietach mono typu kapuściane i inne cuda niewidy, bo każdy kto choć trochę zdaje sobie sprawę z fizjologii organizmu, wystrzega się powyższych jak ognia. Bez zbilansowanej diety ćwiczenia w niewielkim stopniu przyczynią się do spadku masy ciała (co jest logiczne, jeśli ktoś nadal "żre" ;) przepraszam za kolokwializm, to popedałowanie 20 minut dziennie mu niewiele da), za to zdecydowanie poprawi się jego wygląd, jędrność :)
    Zależy czego oczekujesz, jak mniemam po postach, zrzucenia balastu jednak ;)
    Asiabudyn11- czego konkretnie nie rozumiesz? :) Starałam się pisać jak dla laików, same podstawy, ale jeśli się zagalopowałam, pytaj :)
    Żeby schudnąć- ujemny bilans kaloryczny + ćwiczenia siłowe + aeroby i/lub interwały.
    Na www.sfd.pl w dziale odżywianie jest wątek podwieszony, w którym są omówione zasady zbilansowanej diety, dla początkujących to moim zdaniem podstawa.
    Ujemny bilans kaloryczny- najlepiej ciąć po małemu, np. 200kcal (max 300) i obserwowanie tego czy przynosi efekty. Jeśli tak, zostawić tyle kcal dziennie ile jest, jeśli nie chudniesz, zwiększyć do 300 np. :)
    Istotne są też posiłki okołotreningowe, zawsze muszą się w nich znajdować produkty bogate w białko, po ćwiczeniach białko i węgle, żeby uzupełnić zapasy glikogenu:)
    Ćwiczenia- najpierw siłowe, można zacząć bez przyrządów typu sztanga, hantle, wykorzystując obciążenie naszego własnego ciała :) Tu masz przykładowy trening na początek- http://super-sylwetka.pl/trening_w_wa...
    Ważne żeby nie narzucać sobie od razu zbyt dużo, bo szybko się większość zniechęca.

    Aeroby- bieganie, stepper, skakanka, rowerek, orbitrek itd. Zawsze PO siłowych, jeśli ktoś ma siłę, wtedy wystarczy pół godzinki.
    Albo rozplanować sobie dni następująco 1 dzień siłowe, 1 dzień aeroby- w takiej sytuacji trwające 40, maksymalnie 60 minut, żeby nie spalać mięśni. Pamiętając aby 1 dzień był całkowicie wolny od ćwiczeń!

    Interwały- to już nieco wyższa szkoła jazdy (nie wspominając o HIIT), trening w którym w przeciwieństwie do aerobów ćwiczenia są przeplatane szybkim i wolniejszym tętnem. Nie powinny trwać dłużej niż 25 minut! Moim zdaniem, jeśli jesteś początkująca i masz średnią kondycję, to na razie skup się na klasycznych siłowych i aerobach. Potrenujesz kilka tygodni, wyrobisz sobie wytrzymałość i wtedy możesz się zacząć bawić interwałami :) No chyba, że z kondycją nie jest źle :D

    Zapotrzebowanie kaloryczne obliczamy wg wzoru i przykładu- http://www.sfd.pl/Zapotrzebowanie_kal...

    I kilka krótkich, zrozumiale napisanych linków dla laików :)
    http://www.sfd.pl/Odchudzanie_%C5%81o...

    Układanie diety- http://www.sfd.pl/PODSTAWY_UK%C5%81AD...

    Dodaj komentarz»
  • pierwszalitera
    pierwszalitera · 02-05-10 21:33 · do góry^

    @annace: Skąd wiem, że spaliłam tłuszcz? Ano przez analizę składu ciała metodą bioimpedancji. Pracuję w profesjonalnej poradnii dla ludzi z nadwagą, stosuję metodą jako standard diagnostyczny. Mogę więc zmierzyć się też sama. ;-) Poza tym wiem z długoletniego doświadczenia, że niestety nie jesteśmy maszynami i uciananie 300 kalorii nie przynosi u wszystkich takich samych wyników.
    Nie wykonuję też ćwiczeń siłowych przed aerobowymi, bo aerobowe traktuję jako rozgrzewkę. Nie mam zamiaru obciążać zimnych mięśni, nie mam już 20 lat, by narażać się lekkomyślnie na kontuzje. ;-) Rower posiadam stacjonarny, więc wykorzystuję go w tym celu aerobowo. Zaczęło się zresztą od rehabilitacji operowanego kolana, a poprawa kondycji i wyglądu nóg była skutkiem ubocznym.
    Do kulturystek nic nie mam, mało komu jednak udaje się pielęgnować to hobby do poważniejszego wieku, a ja szukam sportu, który zapewni mi sprawność do starości. Nie nabieram też łatwo mięśni, zawsze byłam raczej drobna, a moim ideałem są też raczej ciała jak u tancerek. Poziom tłuszczu 15-16 procent uważam u kobiety za bardzo niski, nawet u bardzo młodej, mnie poniżej 22 procent zaczynają się zaburzenia cyklu.

    @asiabudyn11: Znajdź sobie sport, który sprawi ci w miarę przyjemność i masz szansę wykonywać go regularnie, najlepiej codziennie. By schudnąć musisz się przy tym trochę spocić i podwyższyć odrobinę puls. I postaw sobie realistyczne cele, jeżeli nie masz nadwagi, bo nie zawracaj sobie głowy odchudzaniem, a traktuj sport jako profilaktykę zdrowotno- kosmetyczną.

    Dodaj komentarz»
  • Marina
    Marina · 02-05-10 21:43 · do góry^

    Właśnie ja też miałam taką wątpliwość - jak można na nierozgrzane ciało robić ćwiczenia siłowe, czy to nie jest groźne czyt. kontuzjogenne?

    I też polecam znalezienie czegoś co Ci sprawia radość, bo osobiście jak weszłam na to forum sportowe i poczytałam tu te tajemnicze skrótowce (nie mam pojęcia co się za nimi kryje) to chyba na wieki straciłam chęć do chodzenia na siłownię.

    Ja osobiście ćwiczę pilates i ashtangę i muszę powiedzieć, że jestem zadowolona z efektów (ciało tancerki właśnie;) a poza tym naprawdę to lubię.

    Dodaj komentarz»
  • annace
    annace · 02-05-10 21:47 · do góry^

    Również mam dostęp do profesjonalnego sprzętu pomiarowego, stąd ciekawość ;)
    Aerobowe jako rozgrzewka jak najbardziej, ale trwające 5-10 minut. Pół godziny to już do rozgrzewki bym nie zaliczyła ;)
    Od ucinania 200-300kcal z pożywienia się zwykło zaczynać (do tego dochodzą przecież ćwiczenia, więc kolejne lecą w dół), jak napisałam wyżej, jeśli nie ma efektów, albo tniemy więcej albo dokładamy ćwiczeń ;)
    Z cyklem nie miałam i nie mam problemów. Każdy człowiek jest inny i treningi a także redukowanie, rzeźbienie, powinien dobierać do siebie indywidualnie, porównywanie się nie ma większego sensu ;)

    Dodaj komentarz»
  • annace
    annace · 02-05-10 21:51 · do góry^

    Nigdy w życiu nie należy ćwiczyć nie robiąc przed tym rozgrzewki :O Jest to dla mnie tak oczywiste, że nawet nie przeszło mi przez myśl, żeby o takim fakcie wspominać ;)
    Oczywiście, że rozgrzewka jest konieczna! :)

    Zgadzam się, że najważniejsze to uprawiać taki sport, który lubimy. Ja jestem hardcorem ;) Lubię HIIT i uczucie, że zaraz po nim mówiąc eufemistycznie zwymiotuję ;) Uwielbiam sztangę i męczenie się podnosząc ciężary. Lubię biegać, jeżdżę na rowerze zamiast samochodem :)

    Dodaj komentarz»
  • coquelicot
    coquelicot · 02-05-10 21:51 · do góry^

    dziwni mnie to, co piszecie o pilatesie... chodziłam na to przez pół roku i większości ćwiczeń nie byłam w stanie wykonać... z powodu kręgosłupa! może źle je robiłam albo kobieta źle tłumaczyła, ale sprawiały mi fizyczny ból :/ a6w przerobiłam 3 razy i łącznie z treningami tańca towarzyskiego (porządne rozgrzewki i serie ćwiczeń na wzmocnienie mięśni) wyrobiły mi całkiem konkretnie mięśnie brzuszka :) i nawet jeśli są przykryte pokaźną warstewką tłuszczyku to nadal mogę się nimi poszczycić ;) (w przeciwieństwie do nóg, które zawsze były moją słabą stroną :/)

    annace, mogłabyś podać maila? chciałabym o coś zapytać, a nie chcę zaśmiecać wątku ;)

    Dodaj komentarz»
  • pierwszalitera
    pierwszalitera · 02-05-10 23:36 · do góry^

    @annace: Jasne, że musiałabym wtedy przed ćwiczeniami siłowymi się rozgrzać, a w domu nie ma za bardzo jak, a i chcę mój program sportowy ograniczyć do minimum, bo to nie jest moje hobby. Dla mnie to coś w rodzaju higieny. Jak mycie zębów i dbanie o skórę. Więc łączę te elementy, które dają się ze sobą połączyć. Uczucia wymiotowania nie lubię. ;-) Lubię za to uczucie siły po sporcie. Często wykorzystują ten wyż, by posprzątać na przykład kuchnię, albo zrobić coś innego pożytecznego, co przed sportem mi się nie chciało. Jako hobby traktuję za to taniec orientalny i wtedy nawet kilka godzin treningu mnie nie nudzi. :-)
    O ucinaniu kalorii mam swoje zdanie, nie będę się kłócić, ale mam w tym chyba większe doświadczenie i nie tylko poparte obserwacjami na własnym ciele. ;-) Nie zawsze wystarczy coś uciąć, by zacząć chudnąć, metabolizm ludzki jest bardziej skomplikowany i wyjścia trzeba szukać , jak sama napisałaś, indywidualnie. :-)

    @coquelicot: Na instruktorkę można mieć pecha. Ja byłam z pilatesa na początku rozczarowna, bo ćwiczenia wydawały mi się takie dziecinnie łatwe. ;-) Zaczęłam przy okazji tańca orientalnego, bo moja instruktorka wprowadziła go na wzmocnienie mięśni. Zauważyłam jednak szybko fajne efekty, szczególnie na plecy i brzuch. Nigdy nic mnie przy tym nie bolało. Coś tam chyba robiłaś nie tak jak trzeba.

    Dodaj komentarz»
  • nivalis
    nivalis · 03-05-10 01:00 · do góry^

    A ja chciałabym jeszcze zapytać o kremy odchudzające:) Czy takie balsamy wyszczuplające (z min. kofeiną) w ogóle działają? Oczywiście w połączeniu z ujemnym bilansem kalorycznym, że same z siebie tłuszczu mi nie spalą to wiem. Ale jeśli przyspieszają spalanie tłuszczu miejscowo, to może gdyby stosować je wraz z ćwiczeniami i ew. dietą to byłoby możliwe jednak schudnięcie miejscowo?

    Dodaj komentarz»
  • annace
    annace · 03-05-10 08:27 · do góry^

    Oczywiście, że wszystko jest kwestią indywidualną, ale od pewnych podstaw należy wyjść i dopiero je po obserwacji reakcji organizmu, modyfikować ;)
    Od podkręcania metabolizmu są siłowe (mięśnie są spalającą kopalnią), zbilansowana dieta (podkreślam celowo zbilansowana, bo odpowiednie racje białka/tłuszczu/węgli to podstawa), odpowiednie posiłki okołotreningowe, które chronią przed stratami tkanki mięśniowej, której żaden rozsądny człowiek się pozbywać nie powinien na własne życzenie ;), mniejsze a częstsze posiłki, jedzenie kolacji max. 2-3 godziny przed snem, przy czym białkową można zjeść nawet 0,5-1h przed pójściem spać itd itd ;)

    Nivalis, nie da się zrzucić tłuszczu miejscowo, bez względu na to jakie preparaty dostępne na rynku w siebie wsmarujesz ;) Możesz co najwyżej spowodować dzięki nim poprawę krążenia limfy oraz wzrost jędrności/zwarcia skóry poprzez jej lepsze nawilżenie, co często jest odbierane jako spalenie tkanki tłuszczowej, bo 1-2cm spadły i mniej się człowiekowi trzęsie ;)
    Dla poprawy wyglądu skóry jak najbardziej, dla spalania tłuszczu miejscowo (podkreślam tłuszczu!), nie bardzo ;)

    Dodaj komentarz»
  • regula_przekory
    regula_przekory · 03-05-10 08:34 · do góry^

    nivalis - prędzej uwierzę, że wmasowywanie balsamu ma efekt antycellulitowy niż odchudzający.

    Dodaj komentarz»
  • annace
    annace · 03-05-10 08:36 · do góry^

    Wybacz, coquelicot, nie zauważyłam Twojej prośby :) Proszę-
    dorotac0@op.pl :)

    A6W w połączeniu z innym ogólnoustrojowym treningiem pewnie, że da rezultaty, tyle, że w kwestii wzmacniania mięśni ;) Natomiast stosowany samodzielnie żeby zrzucić brzuch absolutnie nie. Zbyt mała grupa mięśni jest angażowana do pracy, żeby można było wyłącznie dzięki takim ćwiczeniom uruchomić procesy spalania tłuszczu. I jeśli ktoś potrafi, lubi robić i widzi efekty, to czemu nie ;) Tylko cel powinien być jasny- wzmacnianie i rzeźba. Od chudnięcia są inne rzeczy, opisane chyba nazbyt szeroko jak na temat dyskusji, przeze mnie ;)

    Dodaj komentarz»
  • annace
    annace · 03-05-10 08:39 · do góry^

    Tzn. a6w w połączeniu z treningiem ogólnym da rezultaty w postaci wzmocnienia mięśni brzucha, natomiast odpowiedni trening ogólny pomoże zrzucić balast ;) żeby nie było nieporozumień :)

    Dodaj komentarz»
  • annace
    annace · 03-05-10 08:57 · do góry^

    Pierwszalitero, zapytam jeszcze z ciekawości :D
    Dlaczego nie masz możliwości wykonania rozgrzewki przed ćwiczeniami w domu? Nie masz sprzętu?
    Bo jeśli o to chodzi, to nie trzeba się rozgrzewać na maszynach typu stepper/rower/orbitrek itp. ;) Wystarczą skłony, skręty, rozciąganie, pajacyki, podskoki, skakanka, tzw. skipy A i B i wszystko to, co pozwoli nam przygotować organizm do wysiłku, przyspieszy tętno.
    Wbrew pozorom, ćwiczeniom nie poświęcam większości dnia, bo zwyczajnie nie mam tyle czasu i możliwości żeby móc sobie na to pozwolić ;) A nawet potrzeby :D Również traktuję to jako coś w rodzaju higieny ;)
    Od czasu kiedy 5 lat temu doszłam do wniosku, że osiągnęłam już ciało jakie zawsze chciałam mieć (smukłe z widoczną, ale delikatną, kobiecą rzeźbą) ćwiczę 3 razy w tygodniu z ciężarami, co zajmuje mi razem z rozgrzewką i wyciszeniem nieco ponad godzinę. Tyle chyba każdy kto chce, może wygospodarować ;) Raz w tygodniu robię 20 minutowy HIIT, kręcę się wokół tabaty (po tym to dopiero podobno mdli :D), pewnie niedługo wypróbuję ;)
    I również widzę same plusy ćwiczeń :)
    Pomijając to, że poczucie kontroli nad własnym ciałem mnie niesamowicie mobilizowało (jeśli ktoś był przez całe życie chudym drążkiem, bezkształtnym, nieskażonym mięśniami ;) i nagle widzi jak ono się zmienia, to najlepsza motywacja), to zastrzyk energii i realnej radości po wysiłku, jest czymś z czego nie zrezygnuję ;)

    Dodaj komentarz»
  • asiabudyn11
    asiabudyn11 · 03-05-10 10:56 · do góry^

    Mam dwa kolejne pytania laika.
    1) Pierwszalitero, moja koleżanka kiedyś krótko prowadziła też kurs tańca brzucha i mówiła mi, że zmienia się kształt brzucha. Nie rozbi się płaski a tak swoiście, kobieco zaokraglony. Czy to prawda? Pytam tylko z ciekawości.

    2)Kiedy chodziłam na siłownię zauważyłam, że trochę rozbudowane mięśnie "domagają się" ćwiczeń. Oczywiście ćwiczenia przychodzą wówczas łatwiej niż bez nieco rozbudowanych mięśni, ale...no nie wiem. To jest takie specyficzne uczucie. Tak jak maszyny nieporuszane rdzewieja, tak mi się wydawało, że bez jakichś ćwiczeń mięśnie też "się dziwnie czują". Może ktoś wie czym to jest spowodowane (znowu pytam z ciekawości).

    Co do moich osobistych planów ćwiczeniowych.
    Nie zechce mi się na pewno rozgrzewać np. 15 min biegiem, ćwiczyć siłowo i potem biegać, więc chyba będe

    Dodaj komentarz»
  • asiabudyn11
    asiabudyn11 · 03-05-10 11:05 · do góry^

    Sorry, ża urywany tekst

    c.d.
    Więc chyba będę musiała raz biegać, raz ćwiczyć siłowo. Kurcze, nie podoba mi się to. Zniechęca mnie.
    Będę po prostu biegać godzinę a potem siłowe 30-40 min.

    @annance: mam pytanie nt. posiłków okołotreningowych. Po godzinnym biegu i poł h siłowych co mogę zjeśc by mięśnie się pożywiły, ale żeby nie przytyć (chodzi mi tylko o przykład prostego dania a nie całe menu).

    Jeszcze jedno pytanie laika:
    Pamiętam, że gdy biegałam rano to źle to znosiłam (biegałam ok 1 godziny). Po biegu byłam totalnie bez sił. Nie wiedziałam co wtedy jeść by nie przytyć. W końcu zrezygnowałam na rzecz siłowni wieczorem. Moje pytanie brzmi: czy taki godzinny bieg ranny ma jednak swoje zalety (w końcu mnósto ludzi tak robi)? I co można zjeść po tym biegu, żeby nie przytyć i nie czuć takiego wycieńczenia?

    Dodaj komentarz»
  • annace
    annace · 03-05-10 11:09 · do góry^

    Asiabudyn, niestety nie wiem dokładnie o jakim zjawisku mówisz ;)
    Jak ćwiczysz, poprawiasz ukrwienie (z tym też jest związane początkowe opuchnięcie po rozpoczęciu treningów w ogóle, które mija jak napisałam gdzieś wyżej oraz lekkie spuchnięcie utrzymujące się kilkadziesiąt minut bezpośrednio po ćwiczeniach), więc może stąd to wrażenie? :D
    Wrażenie potrzeby ćwiczeń może też być uwarunkowane psychologicznie ;) Ja jeśli 2-3 razy w tygodniu się nie zmacham, to dziwnie się czuję. Odpowiedź organizmu też od razu widzę- mam mniej energii, jestem bardziej ospała, powolna, nic mi się nie chce ;)

    Dodaj komentarz»
  • PinUpGirl
    PinUpGirl · 03-05-10 11:19 · do góry^

    Dla kogoś, kto dba o swoje mięśnie poranny bieg (bez śniadania) to zbrodnia. Dla kogoś, kto po prostu kocha biegać - niesamowita przyjemność :). Jeśli źle się czujesz, moim zdaniem absolutnie nie ma sensu się zmuszać, lepiej wybrać porę i ćwiczenia, które znosisz dobrze.

    Żeby jeszcze trochę zareklamować siłownię - u mnie ćwiczenia siłowe są jedyną metodą na pozbycie się celluitu. A nawet przy stosunkowo dużym %bf można wyglądać dobrze, jeśli ciało jest jędrne. Dodatkowo wzmocnienie mięśni brzucha i pleców tworzy naturalny gorset, który utrzymuje piękną sylwetkę i ładny brzuszek, nawet, jeśli nie ma tam "kaloryfera", a wyćwiczone mięśnie klatki piersiowej unoszą i eksponują biust. Dlatego warto ćwiczyć całe ciało, możliwie różnorodnie.

    Dodaj komentarz»
  • pierwszalitera
    pierwszalitera · 03-05-10 11:33 · do góry^

    @annace: Wszystko fajnie, skłony, skręty, pajacyki, ale do tego trzeba mieć energię i ochotę. ;-) A ja na sport mam zwykle czas wieczorem, dlatego wejście na rower i powolne zaczęcie pedałowania jest często jedynym ruchem, do którego mogę się przemóc. W trakcie nabieram energii na więcej. Podskoki, skakanki nie wchodzą u mnie w grę, bo mam operowane kolano, które musi mi jeszcze wystarczyć. Przypuszczam, że między nami jest spora różnica wieku i możliwości obciążania stawów. ;-)
    A co do bilansowanej diety. Annance, tylko niewielka ilość ludzi ma ochotę na bawienie się w bilansowanie. ;-) A ja z mojej pracy wiem, że bilansowanie czasem nie kończy się najlepiej. Szczególnie gdy zaczyna manipulować się kaloriami. Ludzie tracą poczucie naturalnego głodu i sytości, a naszym organizmom jest do tego obojętne, czy ucinamy 300, czy 500 kalorii. U większości metabolizm prędzej czy później się dopasuje. Piszesz, że jesteś/ byłaś chudzielcem, więc nie masz problemów ze skłonnością do nadwagi i twój organizm nie upiera się przy wadze wyższej niż sobie tego życzysz. Jednak inne dziewczyny, które usilnie próbują zrzucić kilogramy mają często właśnie ten problem i nie dla nich małe, częste posiłki oraz cięcie kalorii. To stymuluje tylko wyrzuty insuliny i prowadzi do insulinooporności. Ja jestem zdania, że należy znaleźć sposób odżywiania, który funkcjonuje nawet podczas faz, kiedy wpadamy w lenistwo. Uprawiam już bowiem sport wiele lat, a jednak też nie potrafię być konsekwentna i utrzymywać ciało w idealnym stanie wagowo-kondycyjnym. Moje leniwe kompromisy opłacają się jednak, w porównaniu z innym 40- latkami wyglądam bardzo dobrze. Dlatego szukam zawsze rzeczy, które mnie przy sporcie trzymają i zachęcają, takie jak taniec, albo urlopy wspinaczkowe w górach, bo wiem, że tylko obowiązek sportowy potrafi rozwalić się, gdy ma się trochę stresu życiowego, albo inne ważniejsze sprawy. Większości ludzi brakuje właśnie tej konsekwencji, dlatego ja radzę zawsze do minimalistycznych rozwiązań, malutkich kroczków, zaczęcia od czegoś przyjemnego, bo przy całym zachwycie i pewnej zadzrości dla twojej postawy i sukcesów, jakoś mnie osobiście nie motywujesz do pójścia w twoje ślady. ;-) Już pójście na siłownię jest dla mnie progiem nie do przekroczenia. ;-)

    Dodaj komentarz»
  • annace
    annace · 03-05-10 11:50 · do góry^

    Nie wolno biegać na czczo! Bo to rozumiem poprzez Twój przekaz ;)
    Ćwicząc na czczo (cokolwiek) palisz mięśnie, a tłuszcz jak sobie wesoło siedział tak siedzi. Chyba nie o taki efekt w treningach chodzi, prawda? ;)
    Przed treningiem białko (tuńczyk, drób, chude mięso, indyk, ryby wszelakie), po treningu białko i węgle, żeby odbudować zapasy glikogenu. Mogą być węgle proste i tak zostaną spalone.

    Bieg to aeroby, nie tyje się od nich nawet nie dbając o dietę ;) Możesz co najwyżej zauważyć opuchnięcie jeśli przeginasz z treningami, albo dopiero zaczynasz przygodę ze sportem. Pisałam o tym akurat w poście wyżej :)

    Dziewczyny, naprawdę trzeba ogromu wysiłku żeby od ćwiczeń trwale przybrać na masie (wykluczam chwilowe wrażenie spuchnięcia/ciasności ubrań). To jest niewyobrażalny wysiłek, wiem co mówię i każdy kto brał się za robienie masy mięśniowej wam to powtórzy ;)

    NIE wykonuje się ćwiczeń aerobowych przed siłowymi.
    Najpierw siłowe, później ewentualnie aeroby (bieg w Twoim przypadku), ale trwające pół godziny w zupełności wystarczą.
    Jeśli zamieniasz kolejność, robisz sobie krzywdę.
    Aeroby przed siłowymi mogą występować wyłącznie w formie rozgrzewki trwającej 5-10 minut. Inna opcja nie ma sensu.

    Druga rzecz (pomijając katabolizm)- kto jest w stanie wykonać trening siłowy z prawdziwego zdarzenia (nie mówię tu o pomachaniu sobie nogami dla relaksu ;)), trwający odpowiednią ilość czasu, z adekwatnym obciążeniem i liczbą serii/powtórzeń, po uprzednich ćwiczeniach aerobowych?

    Poza tym, biorąc pod uwagę efektywność o jaką chodzi osobom, które łączą te 2 rodzaje ćwiczeń w 1 treningu.
    Jeśli najpierw wykonasz siłowe, to masz "załatwione" tym samym bezpośrednie przejście na czerpanie energii z zapasów tłuszczu podczas późniejszych aerobów, ze względu na uzyskany wcześniej niski poziom glikogenu ;)

    Dodaj komentarz»
  • regula_przekory
    regula_przekory · 03-05-10 11:50 · do góry^

    Ja jeszcze dodam, bo mi się przypomniało, a problem dotyczy wielu kobiet - wzmacnianie mięśni brzucha i ćwiczenie ich pozytywnie wpływa na jelita. Masowanie ich ćwiczeniami pozwala na wyregulowanie ich pracy i pozbycie się zaparć, wzdęć i problemów z nieregularną pracą. Nie będę się rozpisywać jakie są skutki pozwolenia jelitom na rozleniwienie się, ale myślę, że 10 minut dziennie ćwiczeń na mięśnie brzucha w znaczący sposób reguluje pracę przewodu pokarmowego. Lepiej niż wszelkie badziewne Activie ;)

    Dodaj komentarz»
  • annace
    annace · 03-05-10 12:10 · do góry^

    Nie aż taka duża ta różnica wieku pomiędzy nami ;)
    Częste posiłki pomagają zapobiegać zgubnemu spadkowi poziomu glikemii we krwi, przez co większość z tych osób nie rzuca się prędzej czy później na coś słodkiego, co momentalnie dodaje energii.
    Nawet jeśli przestaję ćwiczyć (miałam taki okres ze względów zdrowotnych, starość nie radość ;)), nie tyję choć nadal jem tyle ile wcześniej, a efekt ten mam dzięki mięśniom, które pożerają energię przez samo to, że sobie po prostu są ;)
    Dlatego tak ważne są siłowe, to procentuje na przyszłość.
    Z wiekiem naturalnie tracimy tę tkankę, czy tego chcemy czy nie, ale jeśli zapobiegamy, stymulując ją i nie pozwalając na takie spadki, tylko na tym zyskamy :)
    Nie mówiąc o tym, że ciało wygląda na jędrne i sprężyste, a w pewnym wieku o to niełatwo :D
    Co śmieszniejsze, wymiarowo jestem niewiele większa niż te kilka lat temu, ale wizualnie nie ma porównania, na korzyść czasów obecnych rzecz jasna ;)

    Zbilansowane posiłki, tak jak i mniejsze a częstsze ich spożywanie to problem i nie da się ukryć, że potrzeba samozaparcia, którego niestety często brakuje ludziom. Bo wolą szybko, dużo stosując jakieś kopenhaskie cuda, monodiety, albo głodówki, które odbijają się efektem jojo i kwiczącymi z rozpaczy resztkami metabolizmu.

    Dodaj komentarz»
  • annace
    annace · 03-05-10 12:17 · do góry^

    Activie to sam cukier ;) Paskudne nabieranie nieświadomych często ludzi, mamienie 0% zawartością tłuszczu podczas gdy ilość węgli prostych woła o pomstę. Mam koleżankę, która się "odchudzała" nimi i dziwiła dlaczego w pasie przybywa zamiast ubywać? No cóż, niektórym nie przetłumaczysz ;)

    Dodaj komentarz»
  • elftherini
    elftherini · 03-05-10 12:26 · do góry^

    Ja nie do końca jestem przekonana do częstych małych posiłków. Najzwyczajniej jestem po nich non-stop głodna.
    Zaciekawiło mnie pytanie asibudyn odnośnie tańca brzucha, jak to w końcu jest? Tańczyłam zbyt krótko żeby zobaczyć efekty a teraz nie wiem czy do tego wracać czy szukać innego sportu.

    Dodaj komentarz»
  • regula_przekory
    regula_przekory · 03-05-10 12:37 · do góry^

    annace - dokładnie o to mi chodziło ;) Już lepiej kupić sobie w aptece probiotyk i wyjdzie się na tym lepiej podejrzewam. A ta regulacja to jedna wielka ściema - działa tylko wtedy kiedy własne bakterie jelitowe ma się przetrzebione np. antybiotykami. A i to nie zawsze przecież. Nie ma w niej żadnego szczególnie przeczyszczającego składnika oprócz tego, co zawiera nasze własne jelito. Ja wręcz uwielbiam te wszystkie chwyty reklamowe pt. enzymy i polimery bieli w proszkach do prania (WTF?!) albo właśnie regulująca praca Activii.

    Dodaj komentarz»
  • annace
    annace · 03-05-10 12:52 · do góry^

    To naturalne, że jeśli ktoś jadał duże porcje, adaptuje się do mniejszych przez jakiś czas, żołądek bez dna to powiedzenie, które idealnie to opisuje :D
    Psychika też robi swoje, dlatego najlepiej jadać na małych talerzach, bo oszukujesz się w ten sposób ;)
    No i nie przesadzać z tymi małymi porcjami, bo znam osoby, którym wydawało się, że mogą zjeść np. 1 jajeczko i pół kromki chleba :)
    Jeśli ktoś nie daje rady, zmniejszać stopniowo, choć ciężko mi sobie wyobrazić, że po 6 posiłkach dziennie zjadanych w odstępach 2h można pod koniec dnia być głodnym :D
    Znaczy, że kiepsko ułożone były i niepełnowartościowe (pomijam wspomniany wcześniej okres adaptacji).
    Dlatego tak ważne jest aby nie zapominać o warzywach, błonnik w nich zawarty zapełnia żołądek i łatwiej jest się przestawić. Najlepiej początkowo jeść co 2-2,5h, mniejsze ryzyko tego, że dopadnie głód :)

    Dodaj komentarz»
  • megane
    megane · 03-05-10 12:57 · do góry^

    Co do activii to też przez długi czas byłam przekonana, że to jedna wielka ściema, i obchodziłam to słodzone paskudztwo z daleka. Ale od kiedy pojawiła się wersja naturalna i jem sobie od czasu do czasu muszę powiedzieć, że coś w tym chyba jest. Może efekt placebo, ale faktycznie dobrze na mnie działa. Zresztą nawet jeśli nie ma nic szczególnego w środku to naturalny jogurt nigdy nie zaszkodzi, a jest całkiem smaczna moim zdaniem. Poza tym ja nie oczekuje, że jedzenie jogurtu mnie odchudzi albo uleczy więc nie mam nierealnych wymagań :D

    Dodaj komentarz»
  • regula_przekory
    regula_przekory · 03-05-10 13:04 · do góry^

    Aż mi przypomniałaś moje eksperymenty z otrębami :D Nawcinałam się jak głupia, a potem zdychałam bo brzuch jak balon, jelita zastrajkowały, ale w sposób dokładnie przeciwny do zamierzonego - żadnego przeczyszczenia tylko uczucie ciężkości przez 3 dni :D Do dzisiaj wiem, że ciemne pieczywo nie dla mnie jest jeśli bym chciała jeść je na co dzień. Tak ze 2-3x w tygodniu to maks.

    Dodaj komentarz»
  • regula_przekory
    regula_przekory · 03-05-10 13:08 · do góry^

    megane - a może to po prostu kwestia jedzenia jogurtu regularnie? Polecałabym sprawdzenie, czy zwykły jogurt naturalny nie ma takiego samego działania, ewentualnie zamiast Activii probiotyki w kapsułkach. Magii w tym nie ma i działanie jakieś jest, ale na pewno nie jest to coś, bez czego obejść się nie można albo jakaś szczególnie innowacyjna metoda. Ot, po prostu dobry marketing i żerowanie na częstym problemie kobiet.

    Dodaj komentarz»
  • megane
    megane · 03-05-10 14:07 · do góry^

    Właśnie ja też tej activii nie jadam regularnie. To może być też klucz, bo jelita nie są przyzwyczajone. Ogólnie kiedy było zimno nie jadłam praktycznie jogurtów, nie miałam zupełnie ochoty.
    Co do przegięcia z błonnikiem - wszędzie się trąbi, jaki to niezbędny i nieświadomie ludzie wcinają ile wlezie. Moja koleżanka od przeginania z otrębami dorobiła się jakiejś nadwrażliwości jelit. Grunt to umiar we wszystkim. Swoją drogą czytałam kiedyś sporo na temat szkodliwości pełnoziarnistych produktów w nadmiarze, przede wszystkim jedzenia ich na pusty żołądek. Nie chodzi o to, żeby jeść biały pszenny chleb, ale są różne pośrednie rodzaje pieczywa, mieszane, żytnie, z ziarnami, graham. Podstawowa sprawa, to dostosować do swojego organizmu, bo inaczej naprawdę ma się wrażenie, że "dbanie o siebie" = udręka ;)
    W sumie też nie mam jakiś szczególnych problemów, żebym musiała się uciekać do stosowania farmaceutyków. Dla mnie kluczowa sprawa to regularne bezśmieciowe posiłki [jak się najem pizzy to 3 dni problemów murowane ;)], i przede wszystkim warzywa i owoce.

    A ten agresywny marketing to mnie dobija :D - nie mogę tych reklam, w stylu "co słychać??" "czuję się taka wzdęta!". Noż kurcze, zacznę chyba tak odpowiadać znajomym na grzecznościowe co słychać. :DDDDD Dzisiaj widziałam nowy środek na wzdęcia, pani zza lady poradzi :D

    Dodaj komentarz»
  • pierwszalitera
    pierwszalitera · 03-05-10 22:19 · do góry^

    @annace: Napisałaś: "Częste posiłki pomagają zapobiegać zgubnemu spadkowi poziomu glikemii we krwi".
    Masz chyba na myśli poziom cukru? I owszem cukier spada, ale tylko wtedy, gdy jemy za mało przy głównych posiłkach, bo zwykle nasze zapasy glykogenu wystarczają, by nie było potrzeby jeść przez 4-6 godzin. Natomiast każdym małym posiłkiem wyrównującym rzekomo poziom cukru, stymulujesz wydzielanie insuliny, której stale wysoki poziom we krwi utrudnia spalanie tłuszczu i u ludzi z genetyczną skłonnością do nadywżki insuliny dodatkowo podkręca uczucie głodu. Dlatego małe i częste posiłki to już przeżytek w dietetyce i w ostatnich latach zaleca się raczej 3 większe. Od snackowania pomiędzy głównymi posiłkami się tyje, niekiedy nawet bardzo gwałtownie, a wiele ludzi nie potrafi tych mniejszych posiłków kontrolować, by faktycznie były małe, przez co rośnie znacząco bilans energetyczny. Ja nie jem też częściej niż 2-3 razy dziennie i nie odczuwam też żadnych spadków cukru pomiędzy posiłkami. To jest przyjemne uczucie wolności, nie zaprzątać sobie głowy jedzeniem przez przynajmniej 5 godzin. :-) Z tego powodu pomiędzy 18 a 44 rokiem życia przytyłam tylko 7kg i to na własne życzenie, bo miałam niedowagę.
    Zbilansowane posiłki, to też nie tylko sprawa lenistwa, lub jego braku, ale trzymanie się ściśle wyliczonych posiłków pogłębia bardzo często zaburzenia łaknienia u ludzi z nadwagą. U takich ludzi myśli krążą i tak cały dzień tylko wokół tego, co i kiedy wolno jeść, a czego nie wolno. W mojej pracy daję ludziom bardzo proste reguły, których można się trzymać bez wyliczania ilości kalorii, i dzięki którym odzyskują oni naturalne uczucie głodu i sytości. To dla wielu wielka ulga po wieloletnim nieraz wyliczaniu i bilansowaniu, połączonym z wyrzutami sumienia, kiedy nie udało się oszukać głodu.
    Do mniejszych porcji nie można się też zaadaptować, bo sytość i głód powstają w mózgu i są wypadkową wielku faktorów. Wypełnienie żołądka to tylko jedna sprawa. Nasze organizmy wiedzą doskonale kiedy je oszukujemy nisko kalorycznymi posiłkami i błonnikiem, a nasze komórki tłuszczowe posiadają nawet własną przemianą materii, która broni się i wysyła chemiczne sygnały do mózgu, gdy nadmiernie je opróżniamy. Ludzie z zaawansowaną insulinoopornością mogę odczuwać też stałe głód, niezależnie od tego, ile właśnie zjedli. Nieprawdą jest też, że ludzie z nadwagą zawsze jedzą za dużo. Czasem jedzą oni nawet mniej niż wymagałaby tego ich tkanka mięśniowa. Tutaj każda dalsza redukcja wywołuje raczej efekt odwrotny i jeszcze większe spowolnienie spalania.
    I to co nazywasz puchnięciem mięśni po sporcie, jest wzmożonym procesem wymiany energetycznej w komórkach mięśniowych. Wraz z cukrem i tłuszczem komórki wchłaniają większe ilości wody i jest to efekt pozytywny, żadne puchnięcie, które kojarzy mi się z czymś chorym i niepożądanym. Dobrze uwodniona tkanka mięśniona to dowód na dobre jej odżywienie. :-)

    Dodaj komentarz»
  • PinUpGirl
    PinUpGirl · 03-05-10 22:46 · do góry^

    "Dlatego małe i częste posiłki to już przeżytek w dietetyce i w ostatnich latach zaleca się raczej 3 większe. "

    Oby to była prawda, oby!! Bo mam gigantyczne wyrzuty sumienia, że choćbym nie wiem, jak się starała to z 5 posiłkami mi nie wychodzi (chyba, że mam wolne).

    Dodaj komentarz»
  • asiabudyn11
    asiabudyn11 · 03-05-10 23:12 · do góry^

    O, nie wiedziałam o tych 3 posiłkach dziennie. Podoba mi się to.

    Dodaj komentarz»
  • Sunako
    Sunako · 03-05-10 23:13 · do góry^

    ja jem co 4-5h, a mój tryb życia raczej wyklucza 5 posiłków dziennie ;) Poza tym jedzenie co 3h to chyba jednak za często.

    Dodaj komentarz»
  • pierwszalitera
    pierwszalitera · 04-05-10 00:20 · do góry^

    Wierz mi PinUpGirl, na takiej zasadzie odchudziliśmy już tysiące pacjentów. :-) Wystarczy poczytać coś o insulinie i zasadach jej funkcjonowania, by przekonać się, że częste małe posiłki dbają wprawdzie o stały poziom cukru, ale jednocześnie też o stale wysoki poziom insuliny. Genetycznym szczuplakom nie robi to różnicy i może nawet przynosić korzyści, ale takie osoby ze swoim rozrzutnym metabolizmem nie muszą martwić się o nadmiar tkanki tłuszczowej i nie mają problemów ze zrzuceniem 1-2 kilogramów. Paradoksalnie takie osoby chudną nawet od rzeczy, od których inni tyją, od alkoholu i stresu. Niestety, z predyspozycją do nadwagi lepiej nie kusić losu, nie stymulować niepotrzebnej insuliny i nie zmuszać przez obciananie kalorii poniżej zapotrzebowania, do oszczędniejszego metabolizmu. Stare mity jednak jeszcze krążą, efekt jo-jo ma się przez to dobrze, a przecież dietetyka idzie do przodu i wiele teorii zostało sprawdzonych oraz obalonych.

    Dodaj komentarz»
  • Sunako
    Sunako · 04-05-10 01:00 · do góry^

    o tiak, znam szczupłe osoby, które właśnie chudną ze stresu, coś w tym jest :> Ja ze stresu chudnę tylko na twarzy O__o

    Dodaj komentarz»
  • anusiaaa81
    anusiaaa81 · 04-05-10 02:03 · do góry^

    Sunako ja tak mam, coc otoczenie postrzega mnie jako za chudá, to i tak jesli sie stresujé to chocbym nie wiem ile jadla to i tak waga mi leci w dól blyskawicznie.

    Dodaj komentarz»
  • pg04
    pg04 · 04-05-10 06:33 · do góry^

    Pierwszalitero, a czy Ty mieszkasz w Polsce? Dziwię się że poprawiasz wyrażenie "poziom glikemi" na "poziom cukru". "Poziom cukru" to okreslenie laików, w medycynie używa się terminu "glikemia". A poza tym piszesz ciekawie, ale Twoje doświadczenia zawodowe tyczą się ludzi otyłych i o takich tutaj piszesz, a nie o młodych szczupłych dziewczynach, aktywnych fizycznie, więc zasady zywienia dla młodych aktywnych fizycznie osób się różnią. Nie rozmawiamy tu o patologicznej otyłości.

    Dodaj komentarz»
  • annace
    annace · 04-05-10 09:36 · do góry^

    Chodziło mi o wahania glikemii, ale zmieniłam ostatecznie sens zdania, nie zmieniając przy tym na formę "spadkowi poziomu glukozy", lapsus zwyczajny i to chyba oczywiste o co mi chodziło ;)
    Dlatego na redukcji ćwiczy się siłowo (jak już wspomniałam kilkanaście razy, dzięki mięśniom przyspieszamy metabolizm) i przykłada dużą wagę nie tylko do samej jakości posiłków, ale również do spożywania białka, które ma niemały wpływ na przemianę, o czym zapewne wiesz.
    Nie jest moim celem wypisywanie tutaj wszystkich teoretycznych aspektów wpływu czy to diety czy ćwiczeń, bo ani nie mam na to czasu ani nie widzę potrzeby żeby wszystkich na siłę uświadamiać na forum stanikowym ;)
    Ty odchudzasz ludzi dietą, ja jestem za zbilansowanymi posiłkami i ćwiczeniami siłowymi/aerobami, bo choć gubienie tłuszczu zaczyna się nie przy sztandze a przy stole :D (znaczy bez diety ani rusz) tak niestety, ale skutki zrzucania wagi samą redukcją są zwykle opłakane patrząc przyszłościowo (spowolnienie metabolizmu, spadek tkanki mięśniowej).
    Każda z nas ma swoje zdanie, w pewnych sprawach się zgadzamy, w innych nie (dla mnie 2-3 posiłki dziennie to katorga, nie potrafiłabym tak funkcjonować, ale jeśli komuś to pasuje, wolna wola ;)) i o czym tu więcej dyskutować :D
    Kto będzie zainteresowany, sam zacznie zgłębiać teorię i wybierze taką drogę, jaka jest dla niego najbardziej odpowiednia.
    Nie ma złotego środka dla wszystkich, niestety ;)

    Dodaj komentarz»
  • PinUpGirl
    PinUpGirl · 04-05-10 10:30 · do góry^

    "(...)tyczą się ludzi otyłych i o takich tutaj piszesz, a nie o młodych szczupłych dziewczynach, aktywnych fizycznie, więc zasady zywienia dla młodych aktywnych fizycznie osób się różnią. Nie rozmawiamy tu o patologicznej otyłości."

    Ale po co młodym, szczupłym i aktywnym fizycznie dziewczynom jakieś poważniejsze diety? Kilka zasad i nowinek każda z nas chętnie pozna i w miarę możliwości zastosuje. I to właśnie robimy, wymieniamy się informacjami i każda dobierze to, co jej pasuje. Trendy się zmieniają, kilka lat temu lansowano niejedzenie kolacji, możliwe, że 10 przykazań żywieniowych to nie jest ostatnie słowo dietetyki. Ty nie mówisz o patologicznej otyłości, ale też nie każdy mówi o poziomie bf rzędu kilkunastu procent. Ja po prostu chcę zachować zgrabną sylwetkę i zdrowie.

    Dodaj komentarz»
  • annace
    annace · 04-05-10 11:16 · do góry^

    Niestety, ale sporo młodych, szczupłych dziewczyn ma obsesję na punkcie sylwetki, ciągle pragną być jeszcze chudszymi, bo przecież zgodnie z kanonami teraz "za chudym być nie można" :/
    Zamiast jeść racjonalnie i uprawiać sport dla zdrowia, wolą zbijać wagę do granic możliwości i wytrzymałości organizmu, gubiąc wodę i mięśnie. Smutne.
    Efektem są chodzące po ulicach osoby, które choć wyglądają szczupło, a często nawet chudo, mają tak wysoki poziom body fat w organizmie, ze az strach. Bo nie zawsze jest tak, że jak ktoś wygląda szczupło równa się to niskiemu poziomowi tkanki tłuszczowej. Często wprost przeciwnie. A, że nie można być całe życie na diecie, w pewnym momencie waga zacznie wzrastać. Kolejna pułapka, bo jak do tego dojdzie, znów obcinają kalorie i tak w kółko.

    Dodaj komentarz»
  • annace
    annace · 04-05-10 11:29 · do góry^

    Pierwszalitero- nie doczytałam wcześniej fragmentu.
    Oczywiście, że spora część osób z nadwagą zjada często mniej niż inni, nigdzie temu nie zaprzeczałam ;) Żołądek bez dna nie dotyczył tego, że ktoś wpieprza za przeproszeniem, jak opętany przez cały dzień nie odchodząc od stołu ;) Nadwaga często bierze się, pomijając choroby, z bardzo powolnej przemiany materii, którą dodatkowo dobija się dużymi porcjami zjadanymi na raz. Jak ktoś nie je cały dzień i nagle się dopadnie do kuchni, to dopiero wtedy ciężko mu powstrzymać się od pochłaniania nie dość, że byle czego, byle się zapchać, to jeszcze o jakimkolwiek ograniczaniu porcji ciężko mówić.
    Niestety, ale organizm potrafi się adaptować do warunków jaki mu fundujemy i żyć na bardzo niskim bilansie kalorycznym. "Niestety" w tym przypadku, bo jak już dostanie wreszcie rację jedzenia, to nie idzie ona w powietrze ;) a w dodatkowe kilogramy, powszechnie znane zjawisko magazynowania na czarną godzinę ;)

    Nigdzie też nie napisałam, że puchnięcie w początkowych fazach treningów, czy bezpośrednio po nich jest czymś złym. Wyjaśniłam jedynie z czego wynika i że jest efektem przemijającym, bo jak sama słusznie zauważyłaś, nierzadko powoduje panikę- od razu włącza się lampka "ćwiczę i zamiast chudnąć spodnie robią się ciaśniejsze, co jest? Na pewno! rozbudowałam sobie mięśnie tymi 3 treningami ;)".
    Myślę, że warto wspomnieć iż nie ma ono niczym złym (a umówmy się, jeśli ktoś chce gubić centymetry, to obserwuje się uważnie i każde nadwyżki centymetrowe budzą strach), wprost przeciwnie :)

    Dodaj komentarz»
  • pierwszalitera
    pierwszalitera · 04-05-10 11:43 · do góry^

    @pg04: A dlaczego się dziwisz? O ile wiem, nie jest to forum fachowe i po co używać słów, które niewwtajemniczona osoba nie rozumie? I faktycznie nie mieszkam i nie pracuję w Polsce.

    @annace: To co ja stosuję w pracy nie ma nic wspólnego z konwecjonalną dietą, w której tnie się kalorie, więc spowolnienie metabolizmu ograniczone jest do minimum. To raczej ty pisałaś o tnięciach kalorii, więc tutaj osoby z tendencją do oszczędnego spalania powinny się zastanowić. Właśnie po to piszę to wszystko, by nie ulegać zbyt szybko pokusom do bilansowania, bo to co dla ciebie szczupłej dziewczyny jest bez znaczenia, dla nieco okrąglejszej może być wstępem do postępującego wzrostu wagi ciała i tkanki tłuszczowej. Wydawało mi się też, że mówimy tu właśnie o osobach, których proporcje tłuszczu i mięśni w organizmie nie są korzystne, bo szczupłym dziewczynom, jak już zauważyła PinUpGirl diety i bilansowania nie są potrzebne. Ja mam do czynienia z ludźmi mniej i bardziej otyłymi. Średnio z BMI około 30. Wyobraź sobie, że spora częśc tych ludzi była w młodszym wieku bardzo szczupła, a odchudzając się w wieku lat 18, albo 20 mało kto myśli o konsekwencjach w wieku lat 30, albo 40. Liczy się chudość, szczupłość uzyskana na siłę, a rozwalony metabolizm nikogo jeszcze wtedy nie interesuje. A zasady fizjologii są jednakowe i nie zmieniają się automatycznie po przekroczeniu BMI 25, nie zawsze skłonność do otyłości jest widoczna w postaci grubego dziecka. Jeżeli przychodzą do mnie zdrowe dziewczyny z normalną wagą, pragnące zgubić wbrew swojemu biologicznemu programowi kilka kilogramów tłuszczu, by dopasować się do ideału piękności, to też ich nie wyrzucam. Bo u mnie przynajmniej nie zagłodzą redukcją kalorii masy mięśniowej i mogę je z czasem przekonać, by dały sobie spokój i cieszyły się nieco krąglejszą sylwetką, a sportu używały do uzyskania jędrności i sprawności. :-) Właśnie dlatego, że odchudzam ludzi zmieniając im odżywianie (i cały styl życia), reaguję alergicznie na propozycje diet i manipulownia przy ilości kalorii u ludzi, którzy tego nie potrzebują, bo widziałam już setki razy, czym się to może skończyć. Nie miałam jednak nic przeciwko, jak gawędziłyśmy sobie o sporcie, jako wspaniałym środku na zdrowie i zgrabną sylwetkę. Co nie znaczy zawsze bardzo szczupłą, bo ludzie z nadwagą uprawiający regularnie sport są zdrowsi i mają szanse na dłuższe życie od szczupłych kanapowców. Ja mam obecnie tyłek mierzący w obwodzie cały metr, ale nie centymetry wykraczjące poza ideał mnie interesują, tylko fakt, że nic mi nie zwisa. Kiedy miałam modelowe 90cm, to wiecznie mi było zimno i byłam słaba jak gałązka. Chciałabym więc, by innym też zmieniła się trochę perspektywa i nie stosowano szczupłości i niskiego poziomu tłuszczu jako wzoru dla każdego.

    Dodaj komentarz»
  • pierwszalitera
    pierwszalitera · 04-05-10 12:04 · do góry^

    @annace: "Nadwaga często bierze się, pomijając choroby, z bardzo powolnej przemiany materii, którą dodatkowo dobija się dużymi porcjami zjadanymi na raz."
    To zdanie nie jest prawdą. Przemiana materii nie zwalnia się przez jedzenie dużych porcji na raz. Jednorazowo nawet się przyśpiesza. Przemiana materii zwalnia się, gdy jesz za mało niż potrzebuje twój organizm i przez dłuższy czas głodujesz. Niejedzenie cały dzień i napychanie się wieczorem jest przykładem takiej dobrowolnej głodówki. Wielką rolę przy powstawaniu nadwagi gra insulina, dlatego właśnie nie powinno się jej zbyt często stymulować. Trzy posiłki dziennie są jednak optymalne przy naszych warunkach życiowych, bo nie jesteśmy maratończykami. Dostarczają one energii w regularnych odstępach, bez niepotrzebnego podkręcania poziomu insuliny. Jeżeli komuś poziom cukru pomiędzy posiłkami spada za szybko, to najprawdopodobniej ma już za wysoką odpowiedź insuliny. Coś takiego zdarza się już u bardzo szczupłych ludzi, których organizmy walczą z próbami utrzymania za niskiej dla nich wagi. Istnieje bowiem coś takiego jak biologiczny set point. U niektórych leży on niżej, u niektórych jednak wyżej.

    Dodaj komentarz»
  • annace
    annace · 04-05-10 13:47 · do góry^

    Zupełnie źle zinterpretowałaś to zdanie ;)
    Miałam na myśli to (co było dalszym ciągiem i kluczem wyjaśniającym sens zdania, który niestety już pominęłaś: "jak ktoś nie je cały dzień..."), że jeśli ktoś nie jada regularnie, a jedynie dopada się do jedzenia i zjada duże porcje na raz, bo odbija sobie braki całodniowe, to nie ma mowy, żeby jego przemiana materii była taka, jaką mam np. ja, osoba, która zjada 5 posiłków dziennie w odstępach czasu nie wykraczających ponad wiele godzin. I są to 3 główne + 2 mniejsze.
    Jeżeli dany człowiek jada 2, jeden rano, drugi wieczorem, nie ma mowy, żeby organizm nie przeszedł na magazynowanie. Zwyczajnie nie wie, czy w ogóle kolejną porcję otrzyma, więc woli się zabezpieczyć na wszelki wypadek ;)

    Z redukcją znów odwracasz kota ogonem, bo jak doskonale widać po postach wyżej, nie jest ona na tyle ogromna, aby spowalniała metabolizm, a dodatkowo białko w diecie oraz ćwiczenia siłowe, które MUSZĄ jej towarzyszyć, aby do spadków przemiany materii nie doszło, wręcz przeciwnie, aby ją dodatkowo podkręcać i ułatwiać zrzucanie tłuszczu, bez ryzyka utraty tkanki mięśniowej.
    Rozumiem, że ciężko Ci przychodzi zaakceptowanie innego niż Twój punkt widzenia, nie pierwszy raz widzę, że w Twojej ocenie, jedynego słusznego, ale tak to już jest, że na portalach można spotkać ludzi nie myślących identycznie ;)
    Jakoś trzeba z tym żyć.
    Nic więcej w tym temacie nie mam do dodania, choć pewnie zaraz obetniesz inną wypowiedź i przekręcisz tak, żeby wyszło na Twoje ;)
    Pozdrawiam.

    Dodaj komentarz»
  • elftherini
    elftherini · 04-05-10 18:23 · do góry^

    @pierwszalitero: Młode dziewczyny zazwyczaj w ogóle nie wiedzą, że dietami spowalniają metabolizm. Bo i skąd mają to wiedzieć? W podr do biologii tego nie ma (zakładając, że ktoś by wyciągnął wnioski), w gazetach tym bardziej, a mało kto czyta książki fachowe.
    Co do utrzymywania wagi poniżej swojej normy, to jak się taką normę określa? Czy osoba mająca od zawsze niedowagę, mimo normalnych posiłków też jest poniżej takiej normy?

    Dodaj komentarz»
  • Maith
    Maith · 04-05-10 18:42 · do góry^

    Pg04 - odchudzanie to z zasady nie jest temat dotyczący "młodych, szczupłych dziewczyn" :) Jeśli taka dziewczyna upiera się, że musi schudnąć, to potrzebuje psychologa, a nie diety :)

    Dodaj komentarz»
  • asiabudyn11
    asiabudyn11 · 04-05-10 20:00 · do góry^

    Oj, ale już wcześniej ustaliłyśmy, że nawet młode, zgrabne dziewczyny mogą mieć sporo tłuszczyku a mało mięśni i nawet one dobrze gdy nie osiadają na laurach a uczą się, że mięśnie dają dużo (dla przykładu stanowią ten powtarzany tu "gorset" wspomagający poprawną postawę ciała itp).
    Oczywiście nie chodzi mi o namaiwanie do odchudzania. Raczej do ruszenia czasem tyłka z kanapy ;-)
    Nikomu to nie zaszkodzi.

    Dodaj komentarz»
  • pierwszalitera
    pierwszalitera · 05-05-10 00:59 · do góry^

    @annace: Spotykam się z tym nie po raz pierwszy, że jak ktoś nie potrafi przekonać fachowymi argumentami, to atakuje mnie osobiście. Pisałaś o obcinaniu kalorii, to jest fakt niezaprzeczalny. Pisałaś, że najpierw 200, a jak nie przynosi rezulatatów, to trzeba więcej. A ja ci odpowiadam, że nasz organizmy posiadają mechanizmy regulujące i potrafiące przystosować się do nawet bardzo niskiej ilości kalorii. I wtedy się nie chudnie. Z drugiej strony piszesz, że już dwa posiłki dziennie wystarczą, by przemianę materii spowolnić. Masz na to jakieś dowody? Ignorujesz za to teorę insulinową, która jest potwierdzonym faktem naukowym i znajduje zastosowanie w wielu funkcjonujących dietach. Nie wiem, kto tu upiera się przy swoim. Nie będą ci też udowadniać, że mam większe pojęcie i doświadczenie w temacie, bo nie masz obowiązku mi wierzyć.

    @elftherini: Nie ma czegoś takiego jak indywidualna norma. Ja pisałam o set poincie, czyli wadze, a raczej przedziale wagowym, w którym twój organizm czuje się najlepiej i z łatwością utrzymuje. Niektóre osoby są z natury szczupłe i z łatwością trzymają niską wagą orientując się na sygnałach sytości i apetytu, innym osobom pisana jest wyższa waga, z wyższą tkanką tłuszczową. Nie piszę tu o nadwadze, ale ta wyższa waga nie musi zgadzać się z oficjalnym ideałem piękności i noże stać stać się powodem frustracji. Odchudzanie będzie więc ciągłą walką, organizm będzie się bronił i próbował różnym sposobami wagę podwyższyć. Czasem set point przesuwa się wtedy nawet do góry, bo oszczędność i rezerwy na "głodne czasy" mogą organizmowi wydać się bardzo ważne. Taki stały stan stałego zagrożenia może odbić się na zdrowiu. Można mieć zaburzenia cyklu, albo problemy z zajściem w ciążę. Można dorobić się insulinooporności i przy genetycznej skłonności nawet cukrzycy. Ale nie trzeba nawet fachowej wiedzy. Wydawało mi się, że to już dawno jasne, że dietami, głodówkami i niskokalorycznym odżywianiem nie robi się sobie żadnej przysługi. Zwykle trenuje się tylko organizm do jeszcze oszczędniejszgo radzenia sobie z tym, co jeszcze dostaje.
    A tak w ogóle, to post asibudyn11 wyydaje mi się najsensowniejszy. Chodziło przecież tylko o wstanie z kanapy i trochę ruchu, by rozruszać mięśnie i ujędrnić ciała. Szczupłe dziewczyny, których świat krąży wokół wychudzonego ideału nie mają zwykle problemu z wagą.

    Dodaj komentarz»
  • annace
    annace · 05-05-10 08:19 · do góry^

    Atakować? Powyższy post odebrałaś w ten sposób? No chyba, że jest nim to, iż nie zgadzam się z Twoimi teoriami ;)
    Mogłabym pisać długo i dyskutować na temat tego jak bardzo metabolizm spowolni jeśli ktoś jada 2-3 razy dziennie. Choćby z tego powodu, że zapotrzebowanie kaloryczne przy takiej częstości spożywania posiłków nie ma szans pokryć tego, którego wymaga dorosły człowiek (chyba, że jeden posiłek ma przynajmniej 700kcal) Ile kcal można dziennie przyjąć jedząc 2 razy, hmm? Albo inaczej, jeśli uda się pokryć zapotrzebowanie i nie być jednocześnie na głodowych 1000-1200kcal, jak bogaty w nie musi być każdy 1 z tych 3 posiłków?
    Ja dla przykładu, żeby nie chudnąć i utrzymywać swoją masę ciała, musiałabym moje 2400kcal dziennie bo tyle spalam bez problemu, z racji posiadania takiej ilości tk.mięśniowej, rozkładając na 3 razy, spożywać w jednej porcji blisko 800kcal :O To ogromne ilości. Nie wiem też jak można nie przejść na magazynowanie, jeśli dzień normalnego człowieka trwa 6-23, czyli 17h albo i więcej. Posiłki co blisko 6h? :O Umarłabym z głodu i to wtedy obsesyjnie myślała kiedy już wreszcie będę mogła coś zjeść.
    Jedzenie jest dla mnie ogromną przyjemnością, nie wyobrażam sobie i na szczęście dzięki rozsądnemu podejściu do własnego ciała, nie muszę z niego rezygnować. Dla wielu ludzi również posiłki byłyby powodem do czerpania radości z nich, a nie katorgi ograniczenia się do zjedzenia 3 razy w ciągu tak długiego dnia, jeśli tylko mogliby sobie na to pozwolić.
    A mogliby, gdyby ich przemiana nie kwiczała z rozpaczy.
    Tę natomiast, można podkręcić, jeśli wie się jak to zrobić.

    Gdybyś zapoznała się z zasadami redukcyjnego sposobu odżywiania o jakim mówię podczas zrzucania balastu poprzez nią i nieodłączne treningi (redukcji nie przeprowadza się przez długi okres czasu bezustannie, są okresy ładowanie, ale po co się zagłębiać w temat skoro można w każdym poście pisać o insulinooporności :/) oraz tym, w jaki sposób owe odpowiednio ułożone treningi wpływają na metabolizm i zrzucanie tłuszczu (z postów o "mitologii interwałów/hiit", nieznajomości podstaw kolejności ćwiczeń i innych wnioskuję, że wiedza w tym temacie jest znikoma) wiedziałabyś, że o żadnym spowolnieniu nie ma mowy. O podkręceniu za to i owszem.
    W przeciwieństwie do tego, jakiego można się nabawić samym drastycznym cięciem kalorii. Wygląd ciała pomiędzy wersją dieta 3 posiłkowa z obcięciem kalorii, a zaplanowana redukcja + ćwiczenia, raczę pominąć, bo o tym, że nie ma porównania chyba każdy wie.

    Dodaj komentarz»
  • annace
    annace · 05-05-10 08:19 · do góry^

    Pytasz o dowody na to, że jedzenie rano i wieczorem, jeśli czyjś dzień trwa 14-16h od wstania do pójścia spać, na poważnie? :O Już sam brak kolacji powoduje spowolnienie metabolizmu (dlatego tłumaczy się, że powszechne "niejedzenie po 18" to krzywda na własnym ciele), a o tym jakie skutki w zakresie przemiany materii może wywołać brak dostarczania pożywienia chronicznie wg schematu 2-3 razy na dzień u takiej osoby, nawet nie chcę myśleć.
    Wiesz doskonale, że wygłodzenie, które człowiek odczuwa w przypadku spadku glukozy we krwi, a o nie bardzo prosto jeśli nie jem przez 4-6h, przyczynia się do rzucenia się na:
    - niewiarygodne ilości jedzenia, bo zanim ośrodek sytości wyśle sygnał, każdy zdąży się już napchać
    - pochłonięcia byle czego, byle z węglami prostymi najczęściej, żeby jak najszybciej odbić się od hipoglikemicznego dna
    - zmagazynowania kalorii, bo nie wiadomo ile czasu kolejna "głodówka" trwać będzie
    - pochłonięcia iluśset kalorii na raz, co w połączeniu z niską przemianą, jaką taki człowiek posiada (o jakiej przemianie można mówić w takich przypadkach- odpowiedź pozna każdy, kto po takim głodowaniu zacząłby pokrywać swoje realne dzienne zapotrzebowanie- tycie w mig) nie równa się nadwyżkom wagowym tylko w przypadku bycia całe życie na ujemnym bilansie.

    Ja za całożyciową dietę dziękuję. A człowiek, który nie podkręci sobie metabolizmu sposobami, o których wspomniałam w postach wyżej, żeby utrzymywać niską wagę* uzyskaną za pomocą wyłącznie diety, nigdy nie będzie mógł już jeść tyle kcal, ile mógłby i ile wynosiłoby jego zapotrzebowanie, gdyby nie spowalniał sobie nią przemiany na własne życzenie.

    *Niską wagę, która niestety, ale jeśli nie jest wsparta ćwiczeniami zapobiegającymi utracie tkanki mięśniowej, a wynika z palenia mięśni, gubienia wody i dopiero utraty tłuszczu, nie jest żadnym powodem do dumy. Bo cóż z tego, że stracę 20kg, jeśli tłuszczu ubyło mi z powyższych najmniej? I poziom bf jest przerażający? Sukces to wytopić tłuszcz przy braku strat mięśniowych. Wtedy można się chwalić i w pełni cieszyć z efektów, bo owa tkanka zapewni nam możliwość odpowiedniego wyjścia z redukcji, posiadając przy tym rozhulany do granic możliwości metabolizm, jędrne ciało i szansę na wreszcie! nie ograniczanie się kaloryczne.

    Dodaj komentarz»
  • annace
    annace · 05-05-10 08:21 · do góry^

    Ps. "Nie będą ci też udowadniać, że mam większe pojęcie i doświadczenie w temacie".
    Błędnie zakładasz również, że jesteś jedyną osobą tutaj (na dodatek mieszkającą w Niemczech, co jak widać jest jakimś niesamowitym argumentem pod względem naukowym) mającą pojęcie o fizjologii organizmu. Na forum nie siedzą głupie gąski. Osoby kończące studia medyczne również.
    Pozdrawiam i bez odbioru, bo o tym, że tematu uciąć bez powiedzenia ostatniego słowa nie potrafisz, przekonałam się już czytając ileś wątków tutaj, w których brałaś udział, a nie mam zamiaru się spierać, szkoda mi na to czasu.
    Masz swoje zdanie, świetnie. Odchudzaj 2-3 posiłkami osoby z nadwagą. Jeśli po powrocie do normalnej kaloryczności jaka wynikałaby z ich normalnego zapotrzebowania!, nie odnotują nadwyżek wagi po 5-10 latach, dopiero możesz myśleć o sukcesie zawodowym :)

    Niestety musiałam podzielić na kilka postów. Czytających przepraszam w swoim imieniu za te nudne spory na forum, które do tego przeznaczone nie jest, biorąc pod uwagę tematykę.

    Dodaj komentarz»
  • felisdomestica
    felisdomestica · 05-05-10 12:46 · do góry^

    Kurcze, wydaje mi się nieporozumieniem namawianie ludzi do trenowania przez 6 dni w tygodniu na siłowni, dodatkowo jeszcze do biegania i jazdy na rowerze, bilansowania diety, etc etc. Normalny człowiek nie ma na to czasu, taki tryb życia prowadzą zawodowcy którzy żyją ze swojego ciała. Nie dla każdego sport jest sensem życia. To jest zresztą raczej krótka piłka, dobra dla ludzi przed czterdziestką powiedzmy. A co potem? Kiedy już nie będzie można uprawiać sportu na takim poziomie? Kiedy boli zwyrodniały kręgosłup i stawy? Kiedy pojawi się nadciśnienie? Te rzeczy się dzieją niezależnie od tego jak dużo ćwiczymy, często są uwarunkowane genetycznie. Oczywiście sport pomaga zachować dobrą formę, ale raczej nie sport zawodowy :-). Co się dzieje, kiedy przestajemy intensywnie trenować? Czy powinniśmy wtedy ograniczyć racje pokarmowe :-)? Czy flaczejemy wtedy w przyspieszonym tempie?

    Dodaj komentarz»
  • annace
    annace · 05-05-10 13:42 · do góry^

    6 dni w tygodniu siłowo? A któż coś takiego proponował normalnemu człowiekowi, dla którego sport nie jest pracą zawodową? :O
    Czas na 3 dni ćwiczeń siłowych po 40-60 minut z rozgrzewką każdy wygospodaruje, o ile dba o swoje zdrowie i patrzy przyszłościowo.
    Nie trzeba do tego dokładać jeszcze aerobów czy interwałów. Owszem, jeśli ktoś chce palić tłuszcz szybciej, może je włączyć do treningów, ale samymi siłowymi w zupełności osiągnie cel, tyle, że zajmie mu to więcej czasu :)
    Nadciśnienie jest niezależne od tego czy ćwiczymy i jaką mamy dietę? Ciekawe :) Ćwiczenia siłowe wzmacniają garnitur mięśniowy, a także zapobiegają osteoporozie ;)
    Nie trzeba dźwigać ciężarów mając 50 lat czy więcej. Mylisz pojęcie ćwiczeń siłowych z obciążeniami rzędu kilkudziesięciu kg talerzy.
    Kiedy przestajesz całkowicie ćwiczyć (a nie tylko przez jakiś czas np. z powodów zdrowotnych) odliczasz sobie wyłącznie te kalorie, które spalałaś podczas treningu, czyli niewielkie ilości, jakieś (patrząc na mój przykład) 150kcal dziennie.
    Flaczejesz? :D Nie, nie flaczejesz ;) Sflaczały to jest człowiek po diecie bez ćwiczeń. Ani nie obrastasz tłuszczem, bo wbrew temu co głoszą nieuświadomieni, tkanka mięśniowa nie zamienia się w tłuszczową. Tak jak i tłuszczu nie zamienisz na mięśnie, bo to 2 różne tkanki i choć byłoby miło w tę drugą stronę, nie tak to działa ;)
    Poprzez bilansowanie diety cały czas rozumiem po prostu zdrowy tryb odżywiania, tj. odpowiednią dobraną ilość białka/tłuszczów/węglowodanów. Każdy człowiek powinien tego przestrzegać od małego ;) A, że większość* jest wychowywana na chrupkach, słodkich Kubusiach, batonikach, białym chlebie, tłustych kiełbachach, ziemniakach z tłuszczem, bardzo małej ilości warzyw, to inna sprawa ;)

    *Większość, ale nie wszyscy, na szczęście ostatnio rośnie świadomość i się to zmienia na lepsze :) Ludzie zaczynają rozumieć, że organizm to nie śmietnik, w którego można wrzucać byle co bez efektów, które kiedyś się na nas odbiją ;)

    Dodaj komentarz»
  • Sunako
    Sunako · 05-05-10 14:04 · do góry^

    z tego co pisała kiedyś Pierwszalitera, ja rozumiem, że te 3 posiłki to jest normalne zapotrzebowanie danego człowieka na kcal, powiedzmy że miałoby to być 2100, to i tak daje rozłożenie na 700kcal posiłek.
    Dla mnie to jednak za dużo, nie jestem w stanie jeść dużo na raz i wydaje mi się przesadą "zmuszanie" się do zjedzenia sporego posiłku, po którym a) będę miała problem z dopięciem spodni, b) będzie podchodzić mi treść żołądka (z przeżarcia tak mi się robi), c) stanę się ociężała i senna

    Dodaj komentarz»
  • felisdomestica
    felisdomestica · 05-05-10 14:25 · do góry^

    No wspominałaś coś o jednym wolnym od ćwiczeń dniu w tygodniu :-).
    Dla większości ludzi trzy dni w tygodniu na siłowni to też za dużo - po prostu nie ma na to czasu jeśli ma się obowiązki. A jak rozumiem trening siłowy można wykonywać tylko na siłowni wykorzystując odpowiedni sprzęt.
    Co do nadciśnienia to w 90 proc przypadków przyczyna jest nieznana i dieta i ćwiczenia nie pomagają. Trzeba brać prochy :-).
    Oczywiście nie twierdzę, że ćwiczenia nic nie dają, jestem absolutnie jak najdalsza od tego typu opinii. Zgadzam się że sama dieta nie zapewni zdrowia. Ruch jest bardzo zdrowy :-). Dla zapobieżenia osteoporozie wystarczą spacerki czy nordic walking. No bo jakie ćwiczenia siłowe przewidziano dla 60, 70-latków? O takiej perspektywie czasowej myślę. Wydaje mi się, że większość teorii i ćwiczeń jest przystosowania dla ludzi bardzo młodych i młodych.
    Co do flaczenia: chyba nie da się utrzymać masy mięśniowej bez ćwiczeń? One jednak zanikają wskutek nieużywania?
    Zastanawiam się jak organizm przystosowany przez lata ćwiczeń do życia na wysokich obrotach daje sobie radę kiedy obroty spadają.
    Co do zbilansowanej diety: pewnie że warto odżywiać się zdrowo :-). Mnie się wydawało, że to zbilansowanie polega na siedzeniu i liczeniu co i ile gramów mogę zjeść i o której godzinie. Za nic w świecie, życia mi szkoda :-).

    Dodaj komentarz»
  • pierwszalitera
    pierwszalitera · 05-05-10 15:30 · do góry^

    @annace: Nasi pacjenci nie wracają do żadnego "normalnego" jedzenia po schudnięciu, bo 3 posiłki dziennie stają się normalnym jedzeniem. I jeżeli trzymają się tego rytmu i nie zaczynają jeść mniej i snackować pomiędzy, to trzymają wagę na przyzwoitym poziomie. Mamy w komputerze pacjentów z 96 roku, niektórzy przechodzą jeszcze do nas, by się mierzyć i kontrolować swoją wagę, więc arogancko będę zakładać, że nasz koncept działa. Niektórzy przychodzą, bo znowu utyli, ale to nie nasze trzy posiłki są temu winne, tylko natura ludzka jest słaba i ludzie wracają do starych przyzwyczajeń, typu coś tam w ciągu dnia przekąsić i najeść się wieczorem. Nie chwaliłam się też moją pracą zawodową w Niemczech, równie dobrze moglibyśmy mieć poradnię w Polsce, albo innym kraju Europy. To chyba jakieś kompleksy przez ciebie mówią. ;-) No i niestety, przeciętny lekarz o odchudzaniu nie wiele wie, najwyżej poleci ci mniej jeść, to nie jest w programie studiów medycznych. Zapytaj osób z nadwagą, co polecają im lekarze domowi.
    A że mnie powoli mierznie dysusja z tobą na takim poziomie i jeżeli tak bardzo ci zależy, by dowalać sobie osobiście, to ode mnie ci napiszę, że z Kubusiami i batonikami to walisz banały. Dosis facit venenum.

    @Sunako: 700 kalorii to pestka. Zjesz w ciągu jednego posiłku bezproblemowo. Matko jedyna, ja żyję już tak do 44 lat, nigdy nie miałam potrzeby jedzenia 5 posiłków. Raz tylko, podczas urlopu w Turcji, tam były 4 posiłki dziennie, przytyłam 2 kg w ciągu trzech tygodni. ;-)

    @felisdomestica: Używane mięśnie nie flaczeją, ale do tego nie potrzeba wcale siłowni. Ja jestem tego przykładem. Posiadam dzisiaj więcej mięśni niż 20 lat temu, a uprawiam tylko sporty, które sprawiają mi przyjemność i nie zagrażają moim słabym stawom oraz wplatam w to ćwiczenia siłowe, typu Pilates, w których jako obciążenia używa się oporu własnego ciała. A w liczbach wygląda to tak, że po 40- tym roku życia traci się co dziesięć lat około 10 procent tkanki mięśniwoej. Naturalanie przy wygodnym trybie życia. Dobrą wiadomością jest to, że nawet w wieku lat 80-ciu możesz trenować swoje mięśnie i zwiększyć ich możliwości, nawet jak do tego czasu się zaniedbałaś. Sprawdzone eksperymentalnie na staruszkach. Dano im hantelki do machania i takie tam, pod okiem instruktora. Niedołężne kobiety nagle mogły znowu pracować w ogródku i miały więcej radości z życia. Więc nigdy nie jest za późno. :-)

    Dodaj komentarz»
  • annace
    annace · 05-05-10 15:30 · do góry^

    Wspomniałam w odniesieniu do tego jak rozplanować treningi, na które składać się będą a) ćwiczenia siłowe b) aeroby/interwały (przy czym napisałam, że interwały lepsze dla osób już z wyrobioną kondycją, bo jest ona do nich potrzebna).
    W takiej sytuacji, albo łączymy najpierw siłowe, póxniej max pół godziny aerobów, albo robimy jednego dnia, drugiego to, nie zapominając o 1 dni, który absolutnie musi być wolny od ćwiczeń.
    Siłowe również nie są równoznaczne wizytom w siłowni ;)
    Podałam zdaje się link do prostego treningu "domatora",od którego można zacząć przygodę z tą formą wysiłku. Nie ma tam ani obciążeń w postaci sztangi/hantli itp, ani tym bardziej maszyn. Obciążenie może równie dobrze stanowić nasze ciało :)
    Flaczenie rozumiem poprzez wiszące fałdy skóry, obwisłe mięśnie. Nic takiego się nie dzieje ;) Naturalnie, że jeśli przestajesz całkowicie trenować siłowo (aeroby to inna bajka- jeśli ćwiczysz wyłacznie w ten sposób, przestajesz, nadal jesz tyle ile wcześniej, rośniesz- ćwiczenia aerobowe nie budują mięśni, więc i wpływ na podkręcanie metabolizmu tak jak siłowe, mają prawie żaden) to kilka % tk. mięśniowej możesz stracić, w zależności od tego co ćwiczyłaś, jak intensywnie, w jakim celu itd. (ja ćwiczę od tych kilku lat już bez skupienia na budowie masy, bo tyle ile chciałam, zyskałam) możesz stracić co się odbija w postaci spadku obwodów o kilka cm. Na pewno nic Ci nie flaczeje, robisz się najwyżej mniejsza ;)
    No chyba, że ktoś ćwiczył bo chciał schudnąć, a jednak zasady żywienia są mu na tyle obce aby je wprowadzić w życie na stałe, a nie tylko podczas okresu treningowego. Naturalne, że jeżeli ktoś zacznie żreć za przeproszeniem, a ćwiczenia porzuci, przytyje. To wydawało mi się dość oczywiste ;)

    Ćwiczeń siłowych jest mnóstwo, od przysiadów, wykroków, wypadów, wymachów nóg, po ćwiczenia z gumą/taśmą i inne, lżejsze. Wszystko dostosowuje się do możliwości, wieku, stanu zdrowia.
    Myślisz, że jakie ćwiczenia zaleca się na rehabilitacji osobom, które są np. po udarze niedokrwiennym? ;) Siłowe :D
    Te wszystkie, które wykonują pokonując jakiś opór, czy to taśmy czy ręki fizjoterapeuty/czegoś, to siłówki, aby nie dopuścić do zaników mięśniowych, o które u takich pacjentów bardzo łatwo :)

    Dodaj komentarz»
  • felisdomestica
    felisdomestica · 05-05-10 16:19 · do góry^

    OK. czyli podsumowując siłownia niekoniecznie. To pocieszające :-). W sumie te wykroki, wypady, przysiady brzmią jak staroświecka gimnastyka, którą uprawiałam w szkole :-).
    A z tymi pacjentami z udarem to ostrożnie z ćwiczeniami, bo mogą przynieść więcej szkody niż pożytku:-). Ale to mam nadzieję nowocześni rehabilitanci wiedzą.

    Dodaj komentarz»
  • Sunako
    Sunako · 05-05-10 16:24 · do góry^

    no pewnie, że zjem 700kcal jeśli to będzie bardzo kaloryczne jedzenie ;) albo bardzo duży posiłek

    Dodaj komentarz»
  • annace
    annace · 05-05-10 16:29 · do góry^

    Naprawdę zajmujesz się profesjonalnie poradnictwem żywieniowym? I nie zdajesz sobie sprawy z tego, że przejście z trybu 2 posiłków dziennie, na 4-5 powoduje u osób z powolną przemianą początkowy wzrost wagi? :O
    Naturalne jest, że organizm będący na ciągłym głodzie, a tym jest jedzenie 2 razy dziennie, zanim nauczy się, że nie musi już magazynować, bo porcje jedzenia przychodzą regularnie i okresów niedostatków żywieniowych brak, mija trochę czasu.
    Dlatego każdy, kto zaczyna, powinien być o tym fakcie uprzedzony, żeby wiedzieć z czego to wynika i że jest to zjawisko przemijające.
    No to chyba rzeczywiście nie mamy o czym rozmawiać :) Udowodniłaś tym samym, jaki masz cudnie spowolniony metabolizm przez to jedzenie 2 razy dziennie :)
    I kompleksów nie mam absolutnie żadnych. Nie muszę też pisać, że skończyłam medycynę, aktualnie zamykam drugi kierunek na medycznej (zarządzanie), żeby w ten sposób potwierdzać iż to co mówię nie jest wyssane z palca. Takie argumenty są dla mnie niedorzeczne (to ad. tego, że "w Niemczech przyjmuje się taką teorię i taką leczy czyt. jest ona lepsza niż wasza w Polsce, pracuję w poradni, odchudziliśmy tysiące osób, mam większe doświadczenie, większą wiedzę" i z czym tam jeszcze wyskoczyłaś. To jest dla mnie poniżej poziomu. I piszesz mi o braku argumentów? Podczas gdy dostałaś ich w powyższych postach kilkanaście? Strasznie mnie rozbawiło to sformułowanie, naprawdę :)

    Dodaj komentarz»
  • annace
    annace · 05-05-10 16:36 · do góry^

    Pacjentów z udarem niedokrwiennym uruchamia się od samego początku (przy krwotocznych zasady są nieco inne, z racji innej terapii i zagrożenia z samej charakterystyki jednostki chorobowej wynikającego), początkowo zwykle są to ćwiczenia bierne (choć wszystko zależy od pacjenta), później czynne. Do wszystkiego dochodzi się stopniowo i w profesjonalnych jednostkach zajmujących się terapią tego typu, nikt nikomu krzywdy nie zrobi. Choćby ze względu na to, że lekarz rehabilitacji medycznej sprawuje nas całym procesem leczenia pieczę :)

    Dodaj komentarz»
  • elftherini
    elftherini · 05-05-10 16:38 · do góry^

    @annace: ale są osoby, które jedząc 2-3 razy dziennie NIE są głodne. Zwłaszcza, że przecież jedzenie 3 posiłków o w miarę stałych porach jest regularne...

    Dodaj komentarz»
  • Yaga7
    Yaga7 · 05-05-10 16:45 · do góry^

    A mnie się też wydaje, że - jak wszystko ;) - to zależy i nie można uogólniać. Są osoby, którym pasuje jeść 5x razy dziennie, a są takie, którym pasuje 3x. Nie ma jednego schematu, który będzie pasować _wszystkim_ ludziom.

    Mnie akurat pasuje 3x, bo wolę zjeść bardziej konkretnie i rzadziej niż mniej a częściej. Aha, głodna nie chodzę absolutnie przy tych 3 posiłkach.
    Natomiast jak swego czasu probowałam diet 5x, to głodna chodziłam, bo nie mogłam sie najeść. U mnie ważne jest uczucie pełnego żołądka ;)

    Natomiast dobrze wiedzieć, że z tego co tu czytam, że moje fitnessowe BPU to są ćwiczenia siłowe. A jak doda się obciążenia na nogi czy hantelki, to już na pewno.
    Co nie zmienia faktu, że 3-4x w tygodniu to dla mojego organizmu za mało, żeby zrzucić co nieco. Ale za to wystarczająco, żeby wyrobić mięśnie i nie sflaczeć ;)

    Dodaj komentarz»
  • annace
    annace · 05-05-10 17:01 · do góry^

    Nie są głodne, bo organizm to maszyna, która ma takie zdolności adaptacyjne, że aż ciężko uwierzyć :)
    Jeśli jednak ktoś wstaje o 6, kładzie się spać o 23, powinien jednak jadać częściej, bo blisko 6h przerwy pomiędzy posiłkami to jednak sporo. Pomijając rozkład kaloryczny. Nie wyobrażam sobie pochłaniać 700-800kcal na raz.
    Jeżeli jednak komuś to pasuje, wolna wola, jak już wspomniałam :)
    Nie mogę się jednak zgodzić z teorią, że 2 razy dziennie (no chyba, że ktoś jest na nogach jedynie 8h, może gdzieś tak ludzie żyją) to optymalna ilość dla każdego, która nie ma żadnego wpływu na spowolnienie metabolizmu.

    Dodaj komentarz»
  • elftherini
    elftherini · 05-05-10 17:09 · do góry^

    Hmm czyli de facto winę ponoszą rodzice? Bo małe dziecko nie chciało jeść co 3 godziny to go nie napychali a potem już się organizm przyzwyczaił? Ja nie mówię o ludziach, którzy cięli kalorie i ilość posiłków, tylko o takich którzy od zawsze tak jedzą - bo więcej nigdy nie potrzebowali. Nasze organizmy chyba nie są tak głupie, nie?

    Dodaj komentarz»
  • annace
    annace · 05-05-10 17:21 · do góry^

    Elftherini- mój błąd, regularność łączę nierozerwalnie z jedzeniem posiłków, których odstępy nie są na tyle duże, aby powodowały drastyczne spadki poziomi glukozy. 6h przerwy, pomimo mechanizmów, które nas chronią przed wpadnięciem w hipoglikemię, to naprawdę sporo. O ile nie zawsze jest możliwość zjedzenia czegoś- czasami człowiek może sobie pozwolić na posiłek dopiero po tych 6h, nie jest to aż takim problemem, z którym system by sobie nie poradził, tak propagowanie takiego schematu na stałe, jest imo irracjonalne.

    Dodaj komentarz»
  • PinUpGirl
    PinUpGirl · 05-05-10 17:33 · do góry^

    annace - bez urazy, ale co chcesz udowodnić? Ty masz swoje zdanie, pierwszalitera swoje - o co chodzi? Nie musisz wmawiać, że nie zna się na swojej robocie czy że próbuje szpanować miejscem zamieszkania. To raczej Ty nie potrafisz przejść do porządku dziennego nad tym, że ktoś może mieć inne zdanie niż Ty.
    Nie rozsądzam Waszego sporu, tym bardziej że sama za przykład nie służę, bo kocham (to dobre słowo!) śmieciowe jedzenie.

    Dodaj komentarz»
  • annace
    annace · 05-05-10 18:22 · do góry^

    Jeśli ktoś obcina czyjąś wypowiedź tak, aby wyszło iż ma rację, bądź jako argumentu używa tego, że to co mówi jest jedyną słuszną wersją: "bo ja mam większe doświadczenie, większą wiedzę, bo robię to, tylu ludzi to stosuje, na dodatek tu", z góry zakładając iż inne osoby wypowiadające swoje zdanie nie mają zielonego pojęcia na dany temat, zarzucając kompleksy (?), bo ośmieliłam się mieć inny punkt widzenia, to dla mnie faktycznie nie ma o czym dyskutować.
    Mam nadzieję, że temat jest zakończony, bo nie widzę sensu ciągnięcia go i nie robiłabym tego już od kilku wiadomości, gdyby powyższe nie miały miejsca.

    Dodaj komentarz»
  • asiabudyn11
    asiabudyn11 · 05-05-10 19:33 · do góry^

    Kończyć szybko tę kłótnię proszę!
    ;-)

    Mam kolejne pytanie: jeśli żeby schudnąć przeciętna osoba musi "uciąć sobie kalorie" (a powinna dodać też ćwiczenia) to jak nie przestawić organizmu na spowolniony metabolizm (bo coś czuje, że mi się to zdarza) i w konsekwencji schudnąć?

    Dodaj komentarz»
  • PinUpGirl
    PinUpGirl · 05-05-10 19:50 · do góry^

    Może pierwsząliterę też poniosło, ale sama się zastanów, co fakt, że ona mieszka w Niemczech czy że śmie trenować aeroby przed siłowym ma do tej dyskusji? A temat jest bardzo ciekawy i wart długich wątków. Kiedyś podzielałam Twoje poglądy treningowo-żywieniowe, chociaż bez takich sukcesów, bo udało mi się osiągnąć około 22%bf, co było niemałym wysiłkiem. Teraz sobie odpuściłam, jem to, na co mam ochotę i na co mnie stać :), chociaż dochodzę do momentu, kiedy sama się wezmę za siebie, to moje podejście do tematu będzie już dużo bardziej elastyczne, bo bieganie z każdym kęsem na wagę i trzymanie się konkretnego planu treningowego to nie dla mnie. Są osoby, które to lubią - i świetnie. I też jestem z frakcji "więcej niż 3 posiłki dziennie", krakowskim targiem za ideał uznaję 4, chociaż to zależy od dnia, jednego dnia jem dwa, innego jem jeden posiłek o 8:00 do 23:00 :D.

    Dodaj komentarz»
  • annace
    annace · 05-05-10 19:52 · do góry^

    Ja się kłócić nie chciałam i nie chcę (dyskusja na temat założeń teoretycznych to co innego, chyba można przedstawiać argumenty za i przeciw? ;)), ale ciężko nie odebrać osobiście przytyku, że "przeciętny lekarz niewiele wie o odżywianiu, najwyżej każe ciąć kalorie, bo się ich tego nie uczy na studiach" po tym, kiedy powiedziałam, że osoby kończące studia medyczne również tu są (bo z racji indywidualnego toku ze względu na 2 kierunki, lek skończyłam można rzec, został mi 1 egzamin, zarządzanie kończę bo mam pracę do napisania, prawie zamkniętą na szczęście ;)). Odebrałam to osobiście, czyt. odzywasz się, a jesteś z ich ekipy, więc również cóż możesz wiedzieć. Być może nie takie były intencje, nieważne.

    Żeby ćwicząc i wprowadzając lekką redukcję nie spowolnić sobie metabolizmu należy:
    - ćwiczyć siłowo ;) Jeśli nie masz w tym żadnego doświadczenia, możesz spojrzeć na trening początkujących, tzw. domatora, czyli z obciążeniem własnym ;)
    Nie pamiętam już czy go wklejałam- http://super-sylwetka.pl/trening_w_wa...
    Całkiem do rzeczy jak dla laika rozpoczynającego swoją przygodę :)
    - dbać o posiłki- zasady żywienia były w linku wyżej, w tym nie zapominać o źródle białka- gdzie się znajduje było w linku wyżej na temat zasad zdrowego żywienia, w tym zwracać uwagę na okołotreningowe, czyli przed i po ;)
    - nie ucinać od razu wielu kcal, obserwujesz efekty i w zależności od tego czy chudniesz np. po zredukowaniu 200-300kcal z własnego zapotrzebowania (link do obliczenia zapotrzebowania wyżej) i iluś z ćwiczeń (zależy od tego co będziesz ćwiczyć), czy nie, albo zostawiasz na takim poziomie jaki ustaliłaś na początku jeśli są efekty, albo tniesz trochę bardziej/dokładasz więcej aktywności ;)
    - zapoznajesz się dokładnie z zasadami redukcji oraz pilnujesz tego, żeby co jakiś czas robić tzw. ładowanie. Nie można się redukować przez dłuższy okres bez przerw ;)

    Dodaj komentarz»
  • annace
    annace · 05-05-10 19:58 · do góry^

    PinUpGirl- ja zawsze miałam niski poziom %bf, więc dla mnie zejście do 16% nie było aż takim wielkim trudem (trudniejsze było nabieranie masy). Dla kogoś, kto normalnie ma wysoki poziom tłuszczu, zejście do 22% jest bardzo dobrym wynikiem, więc bez "chociaż bez takich sukcesów jak Ty" ;)
    Wszystko zależy od stanu wyjściowego i danej osoby. Nie ma się co sugerować, że każdy musi być na takim poziomie, niektórzy mogliby sobie narobić problemów ;)

    Dodaj komentarz»
  • elftherini
    elftherini · 05-05-10 20:03 · do góry^

    @annace wybacz ale widząc jaką ignorancją czasami popisują się lekarze w swoich specjalizacjach (!) to naprawdę jestem w stanie uwierzyć, że przeciętny lekarz nie ma pojęcia o zasadach dietetycznych. Jeśli Ty masz - super, chwali się. Jednak przeciętny lekarz (nie dietetyk) raczej pójdzie na łatwiznę jeśli chodzi o diety. I nie jest to żaden przytyk w stronę kogoś kto kończy medycynę.

    Swoją drogą to opuchnięcie mięśni po ćwiczeniach może naprawdę zniechęcić początkujących i laików. Zamiast delikatnych mięśni, przez ćwiczenia musiałam poszerzać sukienkę na studniówkę. Jak łatwo się domyślić, zaraz po imprezie z ćwiczeń zrezygnowałam, bo sądziłam, że to zostanie na stałe.

    A takie wątki są ciekawe i można się dowiedzieć bardzo dużo, dlatego warto jednak na spokojnie ciągnąć temat.

    Dodaj komentarz»
  • PinUpGirl
    PinUpGirl · 05-05-10 20:14 · do góry^


    Co do moich wyczynów treningowych - teraz mam około 28-29% (czego po mnie nie widać, ale zaczynam to czuć), przy odrobinie starań udaje mi się zejść do około 25%, te 22% to naprawdę było okupione krwią, potem i łzami :D.

    Z puchnięciem mięśni - ah, tak ;). Też kiedyś z przerażeniem obserwowałam, jak rosnę od brzuszków i rowerka, oczami wyobraźni widziałam już kulturystkę tuż przed zawodami :D. Później przeżyłam okres fascynacji sportami siłowymi i okazało się, że nie jest tak łatwo :).

    Dodaj komentarz»
  • regula_przekory
    regula_przekory · 05-05-10 20:14 · do góry^

    A mnie ciekawi dlaczego cukrzycy po wyregulowaniu glikemii nagle chudną. I jak to się ma do teorii pierwszejlitery o tym, że nie należy stymulować wydzielania insuliny za bardzo.

    Dodaj komentarz»
  • annace
    annace · 05-05-10 20:23 · do góry^

    O tym jak wygląda nasza służba zdrowia niestety wiem doskonale ;) i że w zawodzie są zarówno osoby posiadające bogatą wiedzą, jak i te delikatnie mówiąc niezbyt rozumne również (zastanawiam się czasem z czego to wynika, cofnięcie się bo człowiek nie rozszerza wiedzy przez całe życie czy komuś się udało pozdawać jakimś cudem egzaminy, w tym tzw. trójki, czyli test teoretyczny, ustny i praktyczny z głównych przedmiotów, przynajmniej na mojej uczelni jest taki podział), długo by pisać.
    W takim razie cieszę się, że wątek puchnięcia został poruszony ;) Nie jesteś jedyną Elftherini, która z tego powodu po rozpoczęciu ćwiczeń szybko je porzuciła :)

    Jak wspominałam, ja lubię potem i łzami, krwią niekoniecznie :D Uczucie zmęczenia mnie nakręca ;) No, ale ja nawet zakwasy lubię, więc chyba należę do mniejszości ;)

    Dodaj komentarz»
  • asiabudyn11
    asiabudyn11 · 05-05-10 20:36 · do góry^

    @annance: dzięki za odpowiedź.
    Nigdy nie nauczyłam się liczyć kalorii i raczej wolę się nie uczyć (zachować spojrzenie na jedzenie jak na jedzenie, a nie zbiór kalorii-takie moje może skrzywienie), więc powiedźmy, że utnę sobie te kalorie w ten sposób, że zjem mniej niż zwykle, tak na wyczucie. I będę ćwiczyć (tylko nie wiem czemu dzięki samym aerobowym miałabym nie schudnąć-takie moje teoretyczne dywagacje).

    Natomiast powiedz mi coś o jedzeniu "okołotreningowym": czy to przypadkiem nie jest tak, że jest ono potrzebne tylko przy chęci budowania mięśni (którą w sumie mam)? Pisałaś już co mam jeść wtedy (uprościłam to sobie do małych porcji gootwanego ryżu i piersi z kurczaka, że niby cukry i białko ;-)). Powiedz mi jeszcze kiedy jeść te okołotreningowe posiłki. Ile przed i ile po ćwiczeniach. I ile czasu przed snem maksymlanie.

    Czyli wszystko u mnie się sprowadzi do prostego: jeść mniej, więcej ćwiczyć.
    Czyli do niedopuszczenia do spowolnienia metabolizmu wystarczy ruch.
    Teraz wydaje się proste.

    Dodaj komentarz»
  • PinUpGirl
    PinUpGirl · 05-05-10 20:54 · do góry^

    Właśnie nie jest proste, dlatego uważam, że manipulacja przy diecie jest zawsze ryzykowna i łatwo coś przeoczyć.
    Po pierwsze - mięśnie ma każdy, sądzę, że podejrzewasz, że masz mięśnie już dość spore, których nie chcesz rozbudowywać. Niestety w 90% to nie mięśnie, a tłuszcz, sporo osób uważa, że że ma np. umięśnione uda, a prawda jest bardziej prozaiczna :).
    Cięcie kalorii "na oko" też nie jest dobrym rozwiązaniem. Skąd wiesz, że teraz jesz zgodnie z zapotrzebowaniem?
    Dlatego raczej radziłabym od wprowadzenia porcji ruchu i dzienniczka co, ile i kiedy się je. Mi tylko sposobem udało się uświadomić, ile podjadam między posiłkami i to samych śmieci :).

    Dodaj komentarz»
  • annace
    annace · 05-05-10 21:01 · do góry^

    Dzięki samym aerobowym człowiek też chudnie, ale nie obywa się to bez utraty tkanki mięśniowej to po pierwsze (a skoro to dzięki niej podkręcić można przemianę, nie należy się jej pozbywać rzecz jasna ;)), a poza tym organizm szybko się adaptuje do wysiłku aerobowego i coraz trudniej przychodzi gubienie cm w ten sposób. W przypadku siłowych wprowadza się proste modyfikacje sporej grupy czynników (liczba serii, liczba powtórzeń w danej serii, mniejsze przerwy pomiędzy kolejnymi seriami, większe obciążenie itd.), natomiast przy aerobach nie masz takiej możliwości- musiałabyś wydłużać czas np. stepperowania, żeby nadal palić tak efektywnie jak na początku. Tyle tylko, że z racji ryzyka spadków mięśniowych, nie wolno ich ćwiczyć dłużej niż godzinę, więc szybko do takiego pułapu każdy dojdzie ;)

    To czy podczas ćwiczeń siłowych budujesz masę czy chudniesz nie zależy od posiłków okołotreningowych, a od ogólnego bilansu. Jeśli jest on na plusie (więcej kcal dziennie niż wynika z zapotrzebowania), ma szansę na nabranie masy mięśniowej. W sytuacji odwrotnej, tj. bilansu na minusie (odpowiednia redukcja), nie urośniesz, bo nie masz z czego ;) cm spadają.

    Posiłek okołotreningowy jeść należy, żeby nie dopuszczać do spalania mięśni. Na tyle przed żebyś nie zwymiotowała podczas ćwiczeń ;D czyli raczej bezpośrednio po spożyciu odradzam ;) i żebyś mogła swobodnie te ćwiczenia wykonywać, bez uczucia ciężkości. Mi się najlepiej ćwiczy około godzinę po zjedzeniu. Posiłek potreningowy bezpośrednio po skończeniu treningu, białko standardowo + węgle, mogą być proste bo i tak to spalisz, a dodatkowo odbudowujesz zapasy glikogenu.
    Nawet jeżeli ćwiczysz wieczorem po kolacji, musisz zjeść coś po ćwiczeniach. Zresztą, lekki białkowy posiłek (jestem fanką nabiału, więc u mnie często jest to twaróg z jakimiś dodatkami, zwykle ćwiczę właśnie wieczorami) można spożyć nawet 0,5h przed snem, bez martwienia się o ewentualne odłożenie w postaci fałdek ;)

    Dodaj komentarz»
  • annace
    annace · 05-05-10 21:06 · do góry^

    A, zapomniałam o diecie. Nie możesz ciąć kalorii, nie znając swojego zapotrzebowania i nie obliczając ile dziennie spożywasz! Przypuśćmy, że zapotrzebowanie wynosi 2000kcal dziennie. Z tego, Ty jadasz tylko 1600kcal (mimo to nie chudniesz, z umiejętności przystosowawczych nazwijmy to ;)). Jeśli obetniesz od tego co spożywasz jeszcze 200-300kcal i dołączysz treningi, to nie będzie to nic innego jak głodówka.
    Nie wolno postępować w ten sposób!

    Dodaj komentarz»
  • elftherini
    elftherini · 05-05-10 21:12 · do góry^

    @annace: czyli powiedzmy, że zjadam mniej niż powinnam (hipotetycznie) a chcę schudnąć i zaczynam ćwiczyć. Czyli mam zwiększyć ilość kalorii i liczyć, że schudnę? Zostawić bez zmian?
    Bo jakby nie widzę wyjścia z tej sytuacji, którą opisałaś.

    Dodaj komentarz»
  • asiabudyn11
    asiabudyn11 · 05-05-10 21:44 · do góry^

    Dzięki za rady, ale liczenie kalorii i zapisywanie co jem na pewno nie jest dla mnie. Już coś tam sobie wykombinuje.

    Dodaj komentarz»
  • annace
    annace · 05-05-10 21:49 · do góry^

    To dość częsta sytuacja wbrew pozorom ;)
    Dlatego tak wiele osób narzeka, że ledwo sobie pofolgują (i nie mam tu nawet na myśli tego, że objadają się tortami ;) a raczej to, że zjedzą posiłek więcej niż zwykle przez kilka dni) i już skok wagi. Sami sobie zapracowujemy na to, jaką mamy przemianę. Będąc stale na ujemnym bilansie, niestety, ale ją spowalniamy (stąd każda redukcja trwa określony czas z okresami wspomnianego wcześniej ładowania). I trzeba liczyć się z tym, że zaczynając jeść tyle ile powinniśmy (dochodzi się do tego stopniowo, gdzieś wyżej jest link, w którym są łopatologicznie ;) omówione reguły wychodzenia z diety niskokalorycznej, poczytaj proszę) możemy odnotować lekki skok wagi. Nie należy się tym martwić, bo to jest coś co po prostu przejść trzeba, żeby później móc już w spokoju spalać tłuszcz odpowiednimi ćwiczeniami :)

    Inna sprawa, że Tobie raczej przydałoby się, pomijając przejście na odpowiednią kaloryczność żeby nie musieć być całe życie na minusie ;) nabrać mięśni i poprawić stosunek tkanka tłuszczowa/tkanka mięśniowa, na korzyść tej drugiej ;)
    Bo jeśli jesteś szczupła jak pisałaś, a zauważasz jednocześnie nadmiar tłuszczu w jakimś miejscu to podejrzewam, że właśnie z tym stosunkiem masz problem, z niczym innym.
    Słowem, najpierw zwiększać kaloryczność powolutku wg zasad, a później pracować nad wypracowaniem mięśni :)

    Dodaj komentarz»
  • elftherini
    elftherini · 05-05-10 22:10 · do góry^

    @annace: ten post był do mnie? Ja mówiłam hipotetycznie;)
    Niestety ale nie mogę sobie pozwolić na okresowe przytycie, bo jest duża szansa, że tego nie zrzucę (problemy z tarczycą), no i zmieniać ciuchy na jakiś czas, zwłaszcza na wakacje, gdzie chce się wyglądać jak najlepiej? Bez sensu.:)
    Inna sprawa, że ćwiczenie w domu mnie nudzi, a rolki i basen zdecydowanie nie działają na zbicie wagi.

    Dodaj komentarz»
  • pierwszalitera
    pierwszalitera · 06-05-10 00:16 · do góry^

    @regula_przekory: Przyczną cukrzycy jest zaawansowana insulinooproność. To znaczy, że na początku choroby ludzie ci mają bardzo wysoki poziom insuliny i na byle snack, czy posiłek reagują sporą jej nadwyżką. Komórki stają się jednak na tą insulinę niewrażliwe, czyli nie "otwierają" się i nie przyjmują cukru. Rezulatem jest wysoki poziom cukru we krwi. Bardzo często cukrzycy przybierają sporo na wadze, bo niewykorzystany przez komórki mięśniowe cukier ląduje w tkance tłuszowej. Konwecjonalna terapia polega bardzo często na wstrzykiwaniu dodatkowej insuliny, która działa jako wytrych na zamknięte kómórki, poziom cukru spada. Nie jest tajemnicą, że podczas terapii insulinowej większość cukrzyków znacznie przybiera na wadze. Jeżeli uda się dietą, i/albo odpowiednimi medykamentami jak na przykład metforminą, osłabić insulinową blokadę, cukier może być znowu wykorzystywany jako enegria do spalania. To podkręca metabolizm i chorzy chudną. W naszej poradnii mamy dużo cukrzyków. Ograniczamy im posiłki do trzech większych dziennie, wymieniając jeden na białkowy. W ten sposób pomiędzy posiłkami i w godzinach wieczornych zaoszczędzamy produkcję własnej inusliny. Blokada insulinowa się osłabia i ludzie tracą na wadze, bez poczucia głodu. Kilka małych posiłków dziennie jest dla takich ludzi zabójcza. Mają oni wtedy ciągle wysoki poziom insuliny, powodujący huśtawki cukru we krwi, ciągły apetyt i tycie przy niedożywieniu mięśni i ważnych organów. Insulinooporność zaczyna się jednak dużo wcześniej, niektórzy ludzie mają genetycznie większą do niej skłonność i małymi częstymi posiłkami i tnięciem kalorii rozwalają sobie metabolizm. To zresztą już od dawna jest zupełnie out. Annace opowiada tu rzeczy, o których nie ma pojęcia. Zapraszam ją do naszej poradnii, adres podam na prywatnego maila. Prowadzimy bowiem uznane szkolenia dla lekarzy i bierzmy udział w międzynarowowych kongresach medycznych dotyczących stanu nauki w temacie adipositas. Na następnym w Szwecji w lipcu też będziemy. I jeżeli annace jako specjalistka mówi tu o jakiś zakwasach po sporcie, to widzę, że czerpie swoją wiedzę z przedpotopowych podręczników. Bóle mieśni po wysiłku to nie są zakwasy, a mikrouszkodzenia tkanki, która naciąga sią ochronną wodą, a to właśnie boli. No i nie wiem czym ma sens orientować się na kimś, kto uprawia sport prawie do wymiotów. Wtedy faktycznie można utrzmywać niską wagę, bez względu na to ile i kiedy się je. Ale takiego odżywiania nie można przekładać na normalnych ludzi. Jestem ciekawa, czy annace wypróbowała tą swoją wiedzę jeszcze na kimś innym, czy tylko na sobie. ;-)

    Dodaj komentarz»
  • Sunako
    Sunako · 06-05-10 00:29 · do góry^

    "Bóle mieśni po wysiłku to nie są zakwasy, a mikrouszkodzenia tkanki, która naciąga sią ochronną wodą, a to właśnie boli."

    jedyny sposób aby tego uniknąć, to stopniowanie wysiłku? Ja zawsze reagowałam zakwasami po pierwszym chodzeniu po górach, pierwszych ćwiczeniach fizycznych po długiej przerwie itp. Czy to jest po prostu przeciążenie?

    Dodaj komentarz»
  • agneskka
    agneskka · 06-05-10 03:13 · do góry^

    @asiabudyn11: "ale liczenie kalorii i zapisywanie co jem na pewno nie jest dla mnie. Już coś tam sobie wykombinuje."

    Polecam "dziennik posiłków" do ściągnięcia stąd: http://www.darkthorn.republika.pl/dp.htm
    Plik excel, kilkaset produktów do wyboru podzielonych na kategorie, wystarczy parę klików żeby policzyć co się zjadło i ile w tym było kcal, białka, tłuszczu etc. (w jednej z zakladek ustawiasz swoje wartości docelowe, więc na końcu każdego dnia masz w % ile zapotrzebowania zrealizowałaś). Jedyna niedogodność: konieczność ważenia tego co jesz, ale warto się przemęczyć przez kilkanaście dni, potem będziesz wiedziała "na oko" :)

    Dodaj komentarz»
  • regula_przekory
    regula_przekory · 06-05-10 08:34 · do góry^

    pierwszalitera - oczywiście nie zawierasz w swojej wypowiedzi nt. cukrzycy całości patogenezy, bo jednak czynniki infekcyjne, autoimmunologiczne i inne powodujące typ I cukrzycy nie na tym polegają. Trochę mi się to jednak nie zgadza z tym, czego mnie uczą.

    A uczucie mdłości po wysiłku to naturalna reakcja naszego układu krążenia i nie jest niczym szkodliwym ;)

    Dodaj komentarz»
  • annace
    annace · 06-05-10 08:39 · do góry^

    Pierwszalitero naprawdę, nie widzę sensu dłuższej dyskusji z Tobą, zwłaszcza na tematy aktywności fizycznej.
    Nigdzie nie napisałam, że wymiotuję po wysiłku (Twoje skłonności do nadinterpretacji i obcinania wypowiedzi tak, żebyś mogła się odgryźć są niesłychane), tylko o wysiłku, po którym człowiek ma wrażenie, że jeszcze trochę i by się porzygał mówiąc wprost. Pomiędzy uczuciem, że zaraz zwymiotujesz, a realnymi wymiotami jest spora różnica, więc nie wmawiaj mi czegoś, czego nigdzie nie napisałam. Prawidłowo wykonany HIIT, a odnośnie tego tematu wspominałam o powyższym, może wywoływać taką reakcję organizmu.
    Wystarczyłoby poczytać cóż to takiego jest i jakie reakcje zachodzą podczas takich ćwiczeń. Wolisz pisać o mitologii, ok ;)
    Polecam również zapoznać się z tematem kto oraz w jaki sposób wykorzystuje mikrouszkodzenia mięśni (nadal powszechnie nazywane zakwasami, choć pod względem teoretycznym nie mają z nimi nic wspólnego, o czym wiem, ale rozumiem próby wykazania, że jesteś jedyną tutaj orientującą się we wszystkim) i po co się do nich doprowadza ;) Teraz już ich niestety nie odczuwam, z racji tego iż trenuję w innym celu. Niestety, bo jak wspomniałam, jestem na tyle dziwna, że lubię to uczucie.
    Za zaproszenie na kongres dziękuję, nie wiążę swojej przyszłości z tą tematyką. Może inni polscy lekarze powinni z tego skorzystać, skoro nadal stosowany jest u nas schemat więcej niż 2-3 posiłków dziennie u cukrzyków ;)
    Na "świeżość" mojej wiedzy również nie narzekam, choćby z tego względu, że jak wspomniałam wyżej, studia niebawem kończę (jeden blok i jeden potrójny egzamin to nic w porównaniu do tych, które mam za sobą). Zarządzania, również na medycznej dla niewtajemniczonych, nie wliczam, bo ono z kliniką ma niewiele wspólnego. Pewnie różnice w poglądach są spowodowane tym kiepskim systemem nauczania naszych przeciętnych lekarzy :)
    Pozdrawiam raz jeszcze, dziękuję za wymianę myśli i tę szczyptę złośliwości. Dalszych sukcesów zawodowych :)

    Dodaj komentarz»
  • regula_przekory
    regula_przekory · 06-05-10 08:44 · do góry^

    No chyba, że mówimy wyłącznie o typie II cukrzycy, bo typ I to jednak zupełnie inna bajka i zupełnie inna patogeneza.

    Dodaj komentarz»
  • annace
    annace · 06-05-10 08:45 · do góry^

    Dopisek- nie mikrouszkodzenia są nazywane potocznie zakwasami, a oczywiście uczucie bólu, który człowiek ukierunkowany na konkretny cel treningowy, może odczuwać, a z nich wynikające.
    Dla wyjaśnienia ;)

    Dodaj komentarz»
  • pierwszalitera
    pierwszalitera · 06-05-10 14:13 · do góry^

    @regula_przekory: Naturalnie, że piszę o cukrzycy typu II. Cukrzyca typu I ma wprawdzie podobną nazwę, że ktoś niezainteresowany może wrzucić obie do jednego worka, ale cukrzycy typu I nie daje się "zawrócić" dietą i zmianą stylu życia. Cukrzycę typu II się da, więc o niej piszę w ramach usportawiania i odżywiania.

    @annace: No tak, schemat wielu małych posiłków u cukrzyków uspokaja sumienie lekarza, bo mierzony cukier jest w normie, pacjent zabezpieczony i wszystko gra. ;-) Tylko terapią cukrzycy to nie jest, bo nie słyszałam, by przez to komuś się faktycznie polepszyło, w sensie cukrzyca zniknęła, albo przynajamniej przestała być uzależniona od dodatkowej insuliny. A takimi sukcesami możemy pochwalić się u nas. Więc nie rozumiem twojej postawy, zależy ci na obronie konwencjonalnych terapii i nie interesują nowe, jeszcze nie standardowe podjeścia, mające więcej korzyści dla pacjenta? A może poczytać by tak trochę w fachowej, zagranicznej literaturze, co dzieje się ostatnio w diabetologii? Piszę to poważnie.
    Polscy lekarze nie są też tacy źli, ale ci z uniwersytetów, badający sobie w cichych laboratoriach. Na ostatnim kongresie jacyś młodzi naukowcy z Warszawy przedstawiali bardzo innowatywne spojrzenia na sprawę i Zachód z tego profitował, tylko praktycznie nie dochodzi to niestety do polskiego pacjenta. Bo polscy lekarze się nie kształcą, raz zdobyta wiedza wystarcza im na zawsze, nawet gdy chodzi już o przestarzałą. A nawet gdyby czegoś nowego się dowiedzieli, to jej nie będą entuzjastycznie stosowali, bo łatwiej jest wystawić receptę, niż zajmować szczegółowym uświadamianiem i motywacją pacjenta, o tym jak może kontrolować sam swoją chorobę i uprawiać skuteczną profilaktykę. Na to trzeba czasu, a czas to są koszty, których nie pokrywają kasy chorych. O planach nauczania trudno mi też coś powiedzieć, ale przyjmuję, że tu też stosuje się regułę pewności i nie zajmuje nowinkami. Sama studiowałam i wiele z tego, czego się uczyłam w latach 90-tych, o przyczynach otyłości na przykład, ma już tylko historyczne znaczenie. Życzę więc powodzenia w życiu zawodowym i sprawdzenia swojej teoretycznej wiedzy na szerszej rzeczywistości. :-)

    Dodaj komentarz»
  • pg04
    pg04 · 06-05-10 17:07 · do góry^

    Dietetyka to nie jest jedyny sposób leczenia cukrzycy t.2 (tak to się pisze w aktualnej nomenklaturze, II rzymska już dawno wyszła z użycia), ty zajmujesz się swoją działką, a diabetolodzy swoją, wątpię żebyś posiadała szeroką wiedzę na temat farmakoterapii, tak samo lekarz nie musi być specjalista od dietetyki. Powikłania cukrzycy często występują zanim się ją rozpozna, wynikają z podwyższonej glikemii (czyli poziomu cukru) i glikozylacji białek. Dlatego regulacja stężenia cukru jest ważna, bo zapobiega rozwojowi powikłań- w szerokim znaczeniu, również tych kardiologicznych. W skrócie mówiąc zanim rozpozna się cukrzycę, hiperglikemia poposiłkowa może już powodować rozwój powiklań, np. miażdżycy. Dlatego potocznie stosuje się częstsze posiłki o mniejszej zawartości kalorycznej, żeby nie powodować skoków glikemii. Insulinooporność przełamuje się farmakologicznie i wlasnie za pomocą ruchu, zreszta wysiłek fizyczny to podstawa w prewencji chorób sercowo- naczyniowych. Hipoglikemia czyli spadki cukru z kolei uszkadzają OUN czyli mózg. W prawidłowym leczeniu cukrzycy wyrównanie glikemii i parametrów gospodarki lipidowej to podstawa, nie mierzy się powszechnie insulinooporności, bo to nie przekłada się na korzyści terapeutyczne.

    Dodaj komentarz»
  • pierwszalitera
    pierwszalitera · 07-05-10 21:04 · do góry^

    @pg04: Nie musisz pisać mi o konieczności regulacji cukru u diabetyków, bo doskonale zdaję sobie z tego sprawę. Również z tego, że cukrzyca nie powstaje z dnia na dzień, a poprzedzają ją lata insulinooporności i podwyższonych wartości cukru. Również problem syndromu X, czyli wpływu podwyższonej insuliny na rozwój chorób cywilizacyjnych jest mi znany. Tylko konwencjonalna terapia farmakologiczna i dietetyczna nie rozwiązują tego problemu. Częste posiłki stabilizują może poziom cukru, ale nie leczą choroby. Nikt też nie powiedział, że namawiamy pacjentów do odstawienia medykamentów. Jeżeli konieczna jest nawet insulina, to pacjenci muszą ją sobie wstrzykiwać. Tylko, że zmianą stylu odżywiania stwarzamy możliwość zmniejszania z czasem dawki i zejścia z dodatkowej insuliny. Większe a rzadsze porcje są też korzystne dla diabetyków, bo konwecjonalne częste, a malutkie ilości węglowodanów przy małej wrażliwości komórek na insulinę, powodują niedożywienie organizmu, spadek energii, przy jednoczesnym tuczeniu tkanki tłuszczowej. Niekiedy trzeba coś tam przestawić w lekarstwach, tym też się zajmujemy, nie jesteśmy poradnią tylko dietetyczną, pracuje u nas doświadczony w medycynie żywienia lekarz internista. I krótkotrwały wzrost glikemii po przestawieniu diety jest nieporównywalnie mniejszym złem dla pacjentów od skazania na cukrzycę do końca życia, bo chyba sama wiesz, że same zbicie poziomu cukru nie leczy tej choroby i nawet dobrze ustawieni ludzie muszą liczyć się z komplikacjami i pogorszeniem stanu zdrowia. Stwierdzenie insulinooporności nie ma faktycznie wielkiej korzyści terapeutycznej, dla cukrzyków na pewno nie, bo u nich jest/była ona faktem i nie ma co stwierdzać. Czasem jednak stwierdzenie insulinooporności u ludzi pozornie zdrowych może motywować ich do zmiany stylu odżywiania, która pozwoli im nawet zrzucić parę kilo i zmiejszyć ryzyko cukrzycy, a i terepia metforminą może przynieść korzyści. Pokazują się też nowe lekarstwa, które działają w inny sposób i których używamy towarzysząco do diety, jak na przykład Sitagliptin, niestety nie znam polskiej nazwy. I nie łap mnie na nomenklaturę cukrzycy. Typ II, czy typ 2, jakie ma to znaczenie? Mieszkam od 22 lat na emigracji, tam kończyłam studia i mogę nie mieć pojęcia jakiego języka fachowego używa się obecnie w Polsce.

    Dodaj komentarz»
  • ewkamarchevka
    ewkamarchevka · 24-08-11 10:09 · do góry^

    Ogłądałam w oryginale do pierwszych 2ch minut byłam w stanie to oglądać, dochodzę do wnisoku ,że angielki są strasznie głupie jeżeli mają duże biusty to czemu nie szukają odpowiednich staników , tylko narzekają ,że im się ramiączka wrzynają(jak noszą przynajmniej o 2 rozm za szerokie obwody 28K to jeszcze nie tragedia a 70E czy F to raczej normalny biust) i nie mogą kupić sobie ciuchów(od czego są przeróbki krawieckie 1 rozm więcej ciucha się kupuje i zwężą u nich może nie ma tyle zakładów co szyją ciuchy od początku do końca ale są zakłady które oferują przeróbki odzieży) , oni mają większy wybór ciuchów i bielizny i do tego o wiele taniej( z mojego regionu latają do anglii na zakupy i to im się opłaca bo jest tanio a na wyprzedażach jeszcze bardziej się opłaca) nawet taką probiuściastą tania marką jest F&F(dostępna w tesco wiem ,że brytyjskim),M&S czy New Look(wcale nie takie koszmarne ceny) nawet atmosphere ma takie ciuszki , tylko trzeba szukać a te dwie ostatnie marki są tanie jak barszcz mam kilka rzeczy a nawet stanik na moje "cycory" pewnie jakby mnie któraś z nich zobaczyła to nie uwierzyłaby ,że nie mam z niczym problemu i nie składam na operację . Najbardzej mnie rozwaliła ta laska na początku ani dobrze nie dobrała rozmiarów ani fasonów(może i miski ok ale obwody za luźne i wszystko odrzuca i pokazuje jak odstaje, przecież obwody ciaśniejsze też produkują panache , simply yours z uk ma ściśliwce i wielkie miski, shapelly figures ma nawet swoja linię ściśliwców)nie rozumiem mają wszystko pod nosem , taniej niż my w pl ,większy wybór i jeszcze im źle.Dwie rzeczy są nieskończone Wszechświat i ludzka głupota..ale A.Einstein powiedział ,że pierwszego to nikt nie jest pewien. Chłopa tym angielkom trzeba (albo też psychiatry)jak człowiek nie akceptuje siebie to zawsze będzie szukał mankamentów i okazji do marudzenia. Jednak to prawda angielki są strasznie głupie i leniwe , bo lepiej ponarzekać niż cokolwiek z tym robić a nie mają takich baniaków po 5kg każdy , z tego co wiem jak każdy cycek waży ok 3kg i duża asymetria to operacje takie są refundowane. Ale przeciez one mają trochę większe biusty a nie przeogromne.Może to reklama obecnej mody na małe cycki i operacje pomniejszania. Zbulwersował mnie ten film tak samo jak artykuł na onecie (wg którego 70B byłoby najodpowiedniejsze , tylko pytanie czy autor widział prawidłowo dobrane 70B).Ludzie mają większe problemy jak osoby samotne i żyjące w biedzie , mające na wychowaniu dzieci nieuleczalnie chore czy niedorozwinięte (tak tylko te cymbały z zachodu nawet nie zdają sobie sprawy ,że istnieje coś gorsze niż poszukiwanie odpowiednio dobranych ciuchów)

    Dodaj komentarz»
  • ewkamarchevka
    ewkamarchevka · 24-08-11 10:11 · do góry^

    zjadło mi primarka obok atmosfera , to dwie tanie marki gdzie ciuha już sie kupi za funta

    Dodaj komentarz»

Tylko zalogowani użytkownicy mogą dodawać komentarze.

Zarejestruj się i zaloguj, aby dodawać komentarze.