Recenzujemy staniki, bo wiemy, że dobrze dobrane czynią cuda!

Życie bez auta ;)

  • squirrell
    squirrell · 18-04-13 21:22 · do góry^

    Jestem ciekawa co sądzicie na ten temat. Mam znajomych, którzy nie ruszą się bez samochodu na odległość dalszą niż do osiedlowego sklepu. Kiedy są bez kasy, nie wybiorą tańszej opcji podróży autobusem (czy to pks, czy prywatnym busem do innego miasta), wysupłają i skombinują grosz na paliwo. Bo wygodniej, nie trzeba być o określonej godzinie na dworcu, na który notabene też trzeba jakoś się dostać. Mało tego, z komunikacji miejskiej też nie korzystają.
    Nie rzumiem tego ogólnego pędu za posiadaniem samochodu, nie wiem po co w trzyosobowej rodzinie dwa albo trzy samochody (ludzie mieszkają w mieście, w którym kursuje komunikacja miejska). Pomijam sposób, w jaki kierowcy traktują pieszych i co gorsza - rowerzystów... Wczoraj byłam na spacerze z psem i samochód omal nie przejechał mi po stopach, bo przecież państwo w aucie nie poczeka trzech sekund, aż czmychnę z drogi. Rzecz działa się na wąskiej drodze między cmentarzem a działkami, niestety nie ma tam chodnika i mimo zakazu parkowania wąska uliczka jest obstawiona samochodami, postawionymi niemal pod cmentarną bramą. Oczywiście położony 20 m dalej parking stoi pusty.
    Jeśli w moim rodzinnym miasteczku, przy trasie s8 próbujesz przejśc przez ulicę, na pasach, ale w miejscu pozbawionym sygnalizacji, uzbrój się w cierpliwość, weź ksiązkę i rzkładane krzesełko ;) Graniczy to z cudem, bo nikt się nie zatrzyma i pozostaje czekać na chwilowy brak radosnych pogromców szos, mknących w beztroskim zapomnieniu ;)
    Przykłady możnaby mnożyć, ale ja coraz bardziej wkurzam się na kierowców i jestem za stopniowym zmniejszaniem udziału samochodów osobowych w ruchu ulicznym w miastach. A Wy, co sądzicie?

    Odpowiedz»
  • laliho
    laliho · 18-04-13 21:29 · do góry^

    Wśród moich znajomych tylko ja mam samochód, nie widzę u siebie szczególnie tego pędu. U siebie w sumie też nie..
    Wiadomo wygodne to i w ogóle, ale jak tylko jest ciepło to jeżdżę na rowerze. Robię tak póki nie muszę przewieźć jakiś większych projektów, albo nie mogę przyjechać zmachana na jakieś spotkanie :P wiadomo.
    Moja siostra wyjechala do większego miasta i już ma coś takiego, że do autobusu za skarby nie wsiądzie, a jedzie autem 200m do sklepu. Bez sensu jak dla mnie :D

    Odpowiedz»
  • mistle
    mistle · 18-04-13 21:30 · do góry^

    Ooo, też jestem za tym. Szlag mnie trafia, jak mój autobus się spóźnia, bo stoi po drugiej stronie miasta w ogromnym korku, stworzonym przez masę aut, w których średnia liczba pasażerów wynosi 2 (w tym kierowca). Marnowanie miejsca :P Wiadomo, marudzi się (i ja też marudzę), bo komunikacja miejska w moim mieście jest kiepska, a spóźnienia się na porządku dziennym, no ale... dlaczego niby tak się dzieje, jak nie przez to, że są korki? Ograniczyć jedno, usprawnić drugie, a wszystkim to ułatwi życie.

    Odpowiedz»
  • neath
    neath · 18-04-13 21:32 · do góry^

    Ja do 22 roku życia nie miałam auta, potem chwila z seicento i znów nie mam :P Nie uważam samochodu za coś niezbędnego, chociaż są chwile, że się przydaje (zakupy, dowiezienie starszych/chorych osób w konkretne miejsce). Od dziecka poruszam się komunikacją miejską i nie sprawia mi to problemów. No i miesięczny, choć ciągle drożeje, jest tańszy niż benzyna ;)
    Co do nieuprzejmości i bezmyślności niektórych kierowców, to spotykam się z tym często. Ostatnio jakiś wariat o mało mnie nie przejechał, chociaż przechodziłam, uwaga: przez pasy na zielonym świetle! Na szczęście zdarzają się też tacy, którzy przepuszczą przez ulicę, nawet jak nie muszą :)

    Odpowiedz»
  • laliho
    laliho · 18-04-13 21:37 · do góry^

    Mnie to wkurza jak faceci patrzą, gdy widzą dziewczynę za kółkiem :P
    Raz po serwisie źle mi klocki hamulcowe zamontowali i piszczały jak "jechałam" w korku. Oczywiście znalazła się masa komentujących facetów w średnim wieku, leciały teksty typu "nie spuściła pani ręcznego! hehe baby...", czasami były to bardziej chamskie słowa muszę przyznać.

    Odpowiedz»
  • elftherini
    elftherini · 18-04-13 21:38 · do góry^

    Ja wypowiem się z dwóch perspektyw:
    studentki mieszkającej w Krakowie oraz dziewczyny mieszkającej w miasteczku oddalonym o 20 km od Katowic. Bo w zależności czy mieszkam w Krk czy wracam do rodziców moje pojęcie potrzeby samochodu jest zupełnie inne.

    W Krakowie - absolutnie nie chcę auta. Uważam komunikację miejską za bardzo dobrą - autobusy i tramwaje mają własne pasy, raczej są punktualne, raczej warunki są kulturalne (no oprócz niektórych linii o niektórych godzinach). Jako studentka bilet mam w zasadzie prawie za darmo bo niecałe 200 zł za semestr. Zakupy może mi dowieźć Alma czy inne Tesco, ewentualnie raz na jakis czas równie dobrze mogę przywieźć zgrzewkę mleka taksówką lub zabrać się ze znajomym.

    Katowice - masakra. Do szkoły dojeżdżałam z przesiadką, 1.5h, autobusy często nie jeździły lub były bardzo poopóźniane. Jazda na glonojada w zasadzie już od początkowych przystanków. Tragedia. Tam - jedno auto to zdecydowanie za mało, bo jedna osoba jedzie do pracy do Katowic a tata z siostrą są mniej lub bardziej unieruchomieni w domu (do "centrum" czyli szkoły, sklepu jest coś koło 3 hm, niby nic ale ani dobrego chodnika ani ścieżki rowerowej, kręta droga po pagórkach, no paskudnie, w zimie raczej rzadko odśnieżane chodniki). Jak w domu jestem ja i rodzice to na samochód w sumie są kolejki, często pożyczamy wtedy auto od dziadków bo inaczej się nie da.

    Komunikacja międzymiastowa - na dalekie dystanse lubię jeździć pociągiem ;) pomimo masakrycznych opóźnień po prostu lubię klimat pociągów. Trasę Krk-Kato robię busem, w sumie to tanio, szybko i wygodnie, nie zamieniłabym tego na stałe na samochód - a czasami jak coś trzeba przewieźć to zawszę mogę poprosić rodziców.

    Odpowiedz»
  • Yaga7
    Yaga7 · 18-04-13 21:38 · do góry^

    Ja nie miałam auta do trzydziestu paru lat :P

    Prawko jazdy zrobiłam na studiach, samochód na studia mi nie był potrzebny (dobry dojazd), po studiach również mi nie był potrzebny, zresztą moi znajomi jakoś też nie byli zmotoryzowani, więc czułam się normalnie.

    W sumie dopiero parę lat po ślubie zaczęło nam przeszkadzać, że nie można sobie ot tak wyskoczyć na weekend czy gdzieś dalej. No i teraz mamy autko i nie oddałabym go za nic w świecie :) I faktycznie więcej jeździmy za miasto, na krótsze czy dłuższe wypady.

    Ale ja nadal wolę do centrum jechać autobusem, bo nie chce mi się iść do garażu, jechać, szukać miejsca parkingowego, znaleźć kilometry od miejsca docelowego itp. W moim konkretnie przypadku auto jest fajne pod względem wycieczek, ale do codziennego życia mi nie jest potrzebne.

    Odpowiedz»
  • Alchemia
    Alchemia · 18-04-13 21:41 · do góry^

    Nie posiadam samochodu, a gdybym nawet posiadała, to chyba tylko w celach kolekcjonerskich, ponieważ nie mam prawa jazdy. I raczej mieć nie będę. Ze względu na oczy. Całe życie, a trochę tego już się nazbierało, łażę piechotą i korzystam z komunikacji. Na wsi rower był oczywistością, w mieście mam, ale jazda napawa mnie lekkim przerażeniem, chociaż jeżdżę. Osobiście uważam, że wyciąganie samochodu, żeby jechać do warzywniaka za rogiem, to choroba cywilizacyjna. Po centrum i okolicach, tych naprawdę dobrze skomunikaowanych, też można się z powodzeniem poruszać ztm-em.
    Jednakże... czasem, a ostatnio wczoraj, miewam chwile, gdy marzy mi się auto. Nawet stanie w korku - byle by tylko a) już więcej nie dźwigać b) nie być bez przerwy przygniatana, szarpana etc. c) nie wąchać palaczy, żuli, nastolatków, wielbicieli perfum itd. d) nie mieć zadeptywanych nowych butów.
    I zdecydowanie żałuję, że nie mam dostępu do samochodu, kiedy muszę się wybrać na większe zakupy jedzeniowe.

    albeddo[na]gazeta.pl

    Odpowiedz»
  • Eshi
    Eshi · 18-04-13 21:53 · do góry^

    Jestem parę lat po 18 i nawet prawa jazdy nie mam, jakoś mnie do tego nie ciągnie, m.in. dlatego, że do szkoły, mimo, że mam te 2-3km wolę się przejść, szczególnie jak jest ciepło. Wyjątkami były tylko straszne ulewy- kiedy prosiłam, żeby ktoś mnie podwiózł, ale to przez prawie 4 lata wydarzyło się może z 5 razy.
    Wkurza mnie bezmyślność kierowców, szczególnie młoedgo pokolenia, no i...kobiet. Tak, kobiet, które widać, że prawko zdały albo na ładne oczy albo wybłagały. Wiadomo nie wszystkie kobiety mam na myśli, żeby zaraz nie było na mnie nagonki, że są wyjątki. Ale coraz więcej takich jest.
    Kobiety na drogach są strasznie niezdecydowane, wiadome jest, że jak ktoś już wejdzie na pasy, to ma pierwszeństwo i trzeba się zatrzymać. Facet od razu się zatrzymuje, kiedy pieszy nie wie co zrobić, to kierowca pokazuje ręką, że można przejść. Z kolei baba, nie dość, że jest się na środku drogi, to jedzie tak szybko, że ty nie wiesz czy ona się zatrzyma, więc się zatrzymujesz na środku drogi, kiedy jednak zdąrzyła zahamować, wtedy akurat ty w tym czasie znowu ruszasz, to ona też-bo myślała, że będziesz stać na środku drogi jak cielepa i tak z 3 razy. Zamiast od razu pokazać, ze można iść. W taki sposób też kilka razy mnie baba o mało nie potrąciła. Już pomijam wszelkie wymuszenia, kiedy trzeba mocno hamować, bo tu blondyna ci z podporządkowanej wyjedzie, myśląc chyba, że jako kobieta ma pierwszeństwo (?)

    Kiedyś też przechodziłam przez ulicę, zatrzymała mi się na pasach starsza pani, zza której z nienacka, z impetem wyjechał małolat w sportowej furze, kiedy ja już byłam na środku jezdni i normalnie poczułam wiatr wszędzie gdzie mogłam poczuć,miałam farta, że nie zrobiłam kroku więcej, kretyn jechał chyba setką jak nie lepiej w terenie zabudowanym-centrum miasta, to jeszcze wyprzedzał tą starszą panią na pasach! Kiedy przechodzili ludzie! Inni ludzie byli w szoku, pytali później czy wszystko w porządku.

    U mnie też dalej niż 50m z buta nie pójdą. Mój facet też taki był, ale oduczyłam go na szczęście trochę i teraz częściej idziemy spacerkiem niż jedziemy autem.

    Z kolei w większych miastach fajne jest to, że coraz częściej autobusy mają swoje pasy i nie stoją w korkach, przez co może więcej osób będzie korzystać z komunikacji miejskiej.
    Chociaż i autobusy dają popalić, szczególnie mohery i ich wiecznie "zmęczone" reklamówki.

    monika.sk8 (małpa) wp.pl

    Odpowiedz»
  • zetka_2
    zetka_2 · 18-04-13 21:57 · do góry^

    Nie mam prawa jazdy i mieć nie chcę, mieszkam w Wawie, komunikacja miejska jest ok, do śródmieścia mam 30 min autobusem/tramwajem, do marketu i na bazar mogę iść na piechotę (10 min) do kina też (10min). Mamy samochód, mąż jeździ do pracy codziennie te 10 km stojąc w korkach ale jak lubi to mu przecież nie zabronię;) Ja tam wole tramwaj :D I nikkt mnie nie przekona do samochodu!

    e-mail:morphinae(małpa)interia(kropka)pl

    Odpowiedz»
  • Jaga
    Jaga · 18-04-13 22:03 · do góry^

    No właśnie - ja też nie mam prawa jazdy - uważam, że na ulicach jest wystarczająca ilość kiepskich kierowców, po co kolejny? I kiedy tylko komuś się przyznam - to patrzą na mnie jakbym z kosmosu przyleciała. Dlaczego? Czy posiadanie prawa jazdy jest naprawdę wymogiem w naszych czasach?
    Na codzień poruszam się komunikacją miejską (elftherini - wiem co czujesz jezdżąc komunikacją w Katowicach ;)), a od święta mam osobistego kierowcę w postaci męża, w osobistej limuzynie :D. I nie narzekam. Do miasta wolę jechać autobusem. Nie muszę się martwić gdzie zaparkować, idę tam gdzie chcę, a nie tam gdzie jest miejsce do parkowania. A na większe zakupy wysyłam męża w samochodzie :).

    Odpowiedz»
  • Eshi
    Eshi · 18-04-13 22:15 · do góry^

    Jaga, dokładnie:D jak jakiś facet się mnie pyta, dlaczego nie mam prawka to mu odp, "po co ci kolejna baba na drodze?":D
    Ja ogólnie się boje samochodów, jakoś nie wyobrażam sobie jakbym ja miała prowadzić, od razu wyobrażam sobie, że kogoś potrącę albo gdzieś przywalę.
    Z resztą na razie nie potrzebuję. Ale będę robiła za jakiś czas, żeby oficjalnie posiadać prawo jazdy, w większości ogłoszeń o pracę jest w wymaganiach "posiadanie prawa jazdy kat. B". Koszmar.
    Ja też od święta, a nawet częściej mam osobistego szofera w postaci chłopa mego i jak trzeba to mnie zawiezie, więc żyć bez auta się jakoś da:)

    monika.sk8 (małpa) wp.pl

    Odpowiedz»
  • Eshi
    Eshi · 18-04-13 22:16 · do góry^

    Alchemia, a można wiedzieć co masz z oczami, że wyklucza to jazdę samochodem?

    monika.sk8 (małpa) wp.pl

    Odpowiedz»
  • genia
    genia · 18-04-13 22:21 · do góry^

    O, temat dla mnie, jutro zdaję egzamin, to będzie moje drugie podejście:) Też nigdy nie było mi potrzebne, bo dotąd mieszkalam w samym centrum, wszędzie chodziłam pieszo/jeździłam tramwajem, a gdzieś dalej woził mnie facet. Ale jednak chcę być niezależna, takze i w tej kwestii:)

    Odpowiedz»
  • neath
    neath · 18-04-13 22:26 · do góry^

    Hah, korki w stronę Katowic są straszne, zwłaszcza na Milowicach :P
    A co do oczu, to mam prawie -7 dioptrii w jednym oku, w drugim ponad -5, no i astygmatyzm różny na obu oczach i jakoś jeździłam. W kontaktach było mi o wiele wygodniej, ale w okularach też dawałam radę :) Chyba, że chodzi o coś innego, bo bycie krótko- czy dalekowidzem nie wyklucza bycia kierowcą.

    Odpowiedz»
  • bieganosia
    bieganosia · 18-04-13 22:31 · do góry^

    Mieszkam w W-wie i nie wyobrażam sobie codziennie dojeżdżać samochodem... korki, miejsca parkingowe, parkometry, to nie na moje nerwy. Ale to jest urok większych miast, Z drugiej strony na moją działkę, to bez samochodu w ogóle trudno się dostać. najbliższy PKS 6 km, najbliższy większy sklep 11 km, w perspektywie 9 dniowej majówki troszkę ciężko byłoby się zabrać.
    Choć pamiętam czasy jak miałam 16 lat i wymykałam się tam ze znajomymi na weekendy:) wtedy nawet burze śnieżną te 6 km od pks-u nam nie przeszkadzało:)

    Odpowiedz»
  • sybla1
    sybla1 · 18-04-13 22:34 · do góry^

    Ciekawy temat :)
    Również nie mam prawa jazdy, nigdy mnie nie ciągnęło no i nie miałam potrzeby samodzielnie prowadzić. Mieszkam w niedużym mieście, z jednego najbardziej oddalonego końca na drugi równie odległy można dojść pieszo w jakieś 4 godziny. W centrum wygodniej poruszać się bez autka, bo jest straszny problem z parkowaniem, mało miejsc i czasami żeby zaparkować to trzeba kilka razy objeżdżać kilka ulic. Do pracy idę 20 minut, nawet autobusem nie warto podjechać, bo jedzie pół godziny.

    W rodzinie mąż ma prawko i mnie wozi jak potrzebuję. Tak w ogóle na ślubną instruktora nauki jazdy bez prawka duuużo osób dziwnie patrzy. A jak się dowiadują, że przepisy mam w małym paluszku - z konieczności zawodowej co prawda, no ale mam - bo uczę techniki i mam uprawnienia do egzaminowania na kartę rowerową - naprawdę miny bezcenne :P
    Nie przeczę, czasami nam się pojazd przydaje. Jest codziene wożenie psa te 8km za miasto żeby pobiegał. Nie dolazłby, my też, a bliżej z agresorem się nie da wyskoczyć, za dużo obcych form psiego białka w okolicy. Na duże gabarytowo zakupy gdzieś dalej też wolę się wybrać autkiem, jest poręczniej i taniej. Ale zwykle umawiam się z rodziną albo znajomymi i jedziemy "na pełno", podobnie jak dojeżdżałam na studia zaoczne, bo bardzo drażni mnie marnowanie miejsca w samochodzie gdy można by było kogos ze sobą zabrać. I zimą lubię rano być odwieziona do szkoły żebym gdzieś w zaspie po drodze nie przysnęła :D, ale jak mija pora snu zimowego to już śmigam bez problemu.

    Kontakt: m.smol1(małpa)wp.pl

    przeważnie 34FF

    Odpowiedz»
  • Eshi
    Eshi · 18-04-13 22:35 · do góry^

    Ja ostatnio badałam wzrok prywatnie, bo strasznie mi się męczyły oczy, szczególnie przy kompie-takie studia, wydałam 300zł, ale warto było, przynajmniej się dowiedziałam, że mam bardzo zdrowe i ładne oczka od pani doktor;) miałam tylko stosować sztuszne łzy.
    Uff.

    neith, mojej koleżanki siostra miała jakąś chorobę, ale nie wiem czy to oczu czy coś z głową. Nie chodzi o to, że jest upośledzona, jest całkowicie normalna, nie wiem jak to się nazywało, ale miała ona coś takiego, że w pewnym momencie, nagle przez parę sekund jej się tak oczy przewracały w każdą stronę i przez te pare sekund nie kontaktowała. Później było wszystko ok, nie nosi ona okularów itp. jest całkowicie normalna. Ale jakiś lekarz jej powiedział, że dyskwalifikuje to ją jako kierowcę, bo przez te parę sekund może stracić panowanie nad kierownicą.

    monika.sk8 (małpa) wp.pl

    Odpowiedz»
  • sybla1
    sybla1 · 18-04-13 22:36 · do góry^

    Aha, nie napisałam najważniejszego - po pierwsze mam problem z poruszaniem się w samochodzie po zmroku, każde światła z naprzeciwka mnie oślepiają i powodują niekontrolowane łzawienie. No i kompletnie nie mam wyczucia odległości powyżej 1 m, poniżej określam bez przyrządów z dok łądnością do 2-3 mm, powyżej zawsze jest dla mnie "daleko". Byłabym d*** a nie kierowca, więc po co innym przeszkadzać na drodze?

    Kontakt: m.smol1(małpa)wp.pl

    przeważnie 34FF

    Odpowiedz»
  • rudazouza
    rudazouza · 18-04-13 22:45 · do góry^

    Ja w mieście Łodzi strasznie tęsknię za samochodem tylko w czasie noszenia zakupów ze sklepu do mieszkania. Wracam w torbiskiem wyładowanym po brzegi żarciem, bo w szafce pustki i ledwo daję radę dojść na przystanek autobusowy. Najgorzej z noszeniem zgrzewek wody, bo piję jej dość dużo. Komunikacja miejska w Łodzi bywa straszna, na przystanku pod marketem autobusy zatrzymują się co 20 minut i zawsze dojdę tam spóźniona minutę ;)
    Wiem, mogłabym mądrzej to porozkładać, ale nadal jestem przyzwyczajona do dużych zakupów (wyniesione jeszcze z domu, kiedy jeździliśmy do sklepu zawsze samochodem).
    Kiedy mieszkałam w domu, pod miastem, bardzo dużo spacerowałam i w sumie mi to nie przeszkadzało, zawsze doliczałam sobie do czasu umówionego spotkania co najmniej pół godziny na dojście. Fajnie się tak łaziło :)

    Odpowiedz»
  • Alchemia
    Alchemia · 18-04-13 22:47 · do góry^

    Dość dużą krótkowzroczność połączoną z lekkim astygmatyzmem oraz "coś" z gałką oczną, co powoduje, że nie łapię pełnej ostrości krawędzi - m.in. mam kłopot odróżnieniem 3 od 8 i to wcale nie z tak daleka :( to "coś" dyskwalifikuje mnie jako pacjenta na operację laserową oraz na kierowcę (nie jestem w stanie odczytać znaków drogowych).

    Wiecie, kiedy jeszcze żałuję, że nie mam prawa jazdy? Kiedy jestem z rodzicami i babcią - wszyscy sercowcy, domo poza miastem i zdaję sobie sprawę, że jakby co, to niestety ja ich nigdzie nie będę mogła zawieźć :( Czasem więc brak samochodu, a raczej prawa jazdy, sprawia, że czuję się zupełnie bezsilna i bezużyteczna - a tych dwóch odczuć szczególnie nie lubię.

    albeddo[na]gazeta.pl

    Odpowiedz»
  • neath
    neath · 18-04-13 22:55 · do góry^

    rudazouza, problem wody rozumiem doskonale :P Na większe zakupy zazwyczaj biorę duży plecak, gdzie zgrzewka wchodzi bez problemu. Wolę nosić ciężar na plecach niż w rękach, mniej to odczuwam, chociaż przy dłuższych trasach drętwieje mi kark :/
    Alchemia, ja też strasznie żałuję, że nie mogę dziadka nigdzie zawieźć. Ma problemy z chodzeniem, do przychodni, którą mam pod nosem, ledwo daje radę, a co dopiero gdzieś dalej :( Głównie dla niego i mamy zdecydowałabym się na auto.

    Odpowiedz»
  • Pierz
    Pierz · 18-04-13 22:59 · do góry^

    Nie mam prawa jazdy i nie czuję potrzeby.

    Też nie rozumiem po co w dużym mieście każdemu koniecznie samochód. Owszem, w wielu sytuacjach jest wygodny, ale ma też swoje wady - oprócz kosztów np. trudności z parkowaniem, nie do użytku po alkoholu itp. Najbardziej się w sumie przydaje do przewożenia kilku osób na raz, a ostatnio taka głupia moda, że nawet studenci mają własny samochód, najczęściej jakiś rzęch, którym jeżdżą na zajęcia w pojedynkę i narzekają na brak miejsc parkingowych i ceny benzyny... bez sensu.

    W dodatku nadmiar samochodów w mieście jest bardzo uciążliwy dla wszystkich... powinno być jak w Tokio - żadnych darmowych miejsc parkingowych i kogo nie stać na miejsce, niech nie ma samochodu. A nie wszyscy parkują na chodnikach i nie ma jak chodzić. Poza tym ten nieustanny hałas, nie mówiąc już o spalinach... samochody, wynocha z miast!

    Odpowiedz»
  • Eshi
    Eshi · 18-04-13 23:07 · do góry^

    Alchemia, a to "coś" nie jest spowodowanem właśnie astygmatyzmem? Kiedyś dużo czytałam o tej chorobie i ona właśnie polega na tym, że "Jeżeli oko ma większą szerokość niż wysokość, to soczewka i rogówka zamiast skupiać światło w okrągłym obszarze siatkówki, będzie tworzyć obraz rozmazany w jednym z kierunków. Pacjent z astygmatyzmem będzie np. widział obraz nieostro w pewnych obszarach pola widzenia. "

    Ja na więsze zakupy chodze z facetem, dla którego zgrzewa wody to na szczęście żaden ciężar.
    Zdarzają się sytuacje kiedy naprawdę nie chce się gdzieś iść, a trzeba, ale czy jakbym miała prawko i samochód, to czy bym pojechała? Pewnie nie.
    Ja na szczęście przewozowych problemów nie mam, bo oprócz faceta, to mama i brat mają auta i zawsze się ktoś znajdzie do podwózki.

    Z kolei wszyscy wokół mi mówią, że im później zaczne zdawać na prawko, tym gorzej mi będzie się uczyć i przyswajać to wszystko i wtedy dopiero będę miała problem z jazdą i w ogóle wsiadaniem za kółko. Coś w tym jest. Prawko nie jest złe, raz na jakiś czas gdzieś można pojechać, żeby nie wyjść z wprawy, tym bardziej, że też często jeździmy za miasto.
    Ale zastanawiałam się, czy jakbym w końcu zdała na prawko, to czy by mi też nie odbiło i wszędzie bym autem jeździła, myślę, że nie, bo uwielbiam spacery, często nawet sama lubię połazić po sklepach. Ale kto wie:)

    monika.sk8 (małpa) wp.pl

    Odpowiedz»
  • Alchemia
    Alchemia · 18-04-13 23:08 · do góry^

    Coś mi się przypomniało :)) Dość długo nie wiedziałam, że mam problem z gałką, ponieważ z bliska (ok. 0,5 m) wszystko jest ok. Po prostu źle widziałam i tyle. Jak szłam do lekarza, np. w związku z pracą, to zanim zdjęłam okulary, robiłam rzut oka na tablicę z literkami i zapamiętywałam dwa ostatnie rzędy - mam całkiem niezłą pamięć - i w ten sposób "zdawałam" badanie. Taka byłam "mądra"... W końcu się kiedyś przyznałam jednej pani, że nie ja tych literek nie odróżniam, bo je widzę jakby potrójnie i drżąco, ale zwyczajnie wiem, co tam jest napisane, bo się nauczyłam.

    albeddo[na]gazeta.pl

    Odpowiedz»
  • Alchemia
    Alchemia · 18-04-13 23:12 · do góry^

    Nie, to jest związane z ruchami gałki ocznej i mięśniami. żeby użyć obrazowej metafory - moje oczy są jak rozregulowany autofocus, który nie potrafi się zatrzymać, żeby złapać ostrość w punkcie. Tego się nie leczy, przechodzi z wiekiem, na starość, czyli jak będę na emeryturze, to pójdę na prawko :P

    albeddo[na]gazeta.pl

    Odpowiedz»
  • Eshi
    Eshi · 18-04-13 23:21 · do góry^

    Ha, nie tylko Ty tak robiłaś:D w mojej klasie prawie wszyscy koledzy uczyli się ostatnich linijek na pamięć, bo przecież noszenie okularów to siara:D ja na szczęście nie mam z tym problemów, z kolei odwrotnie, przy kompie i jak czytam książkę muszę mieć dalej głowę, bo inaczej oczy mi się szybko męczą, jak mam blisko obraz.

    monika.sk8 (małpa) wp.pl

    Odpowiedz»
  • Donegal
    Donegal · 18-04-13 23:33 · do góry^

    Prawo jazdy mam od roku, ale już dawno nie jeździłam, zrobiłam żeby zrobić, bo samochodu swojego nie mam, rodzinnego nie biorę, a jak jedziemy gdzieś razem z rodzicami, to i tak tata prowadzi.
    Na razie samochód nie jest niezbędny, ale tak z czystej wygody wolałabym go w tej chwili mieć niż nie mieć. Na uczelnie mam około godziny drogi pieszo, wiec jeżdżę autobusami - 20 minut. Mam dwa autobusy od siebie do wyboru i o ile z dojazdem na zajęcia jest mniejszy problem, bo jakoś się te autobusy uzupełniają, tak z powrotem obydwa w moją stronę podjeżdżają w tej samej minucie... Jak nie zdążę (a one lubią w godzinach 10-13 przyjeżdżać za wcześnie), to czekam 15 minut na kolejny. Pół biedy, gdyby to był koniec zajęć, ale ja przykładowo chcę wrócić do domu coś zjeść, bo mam akurat 1,5h przerwy. Automatycznie po ucieczce takiego autobusu nie opłaca mi się w ogóle wracać i siedzę przez kolejne 3,5h głodna albo kupuje jakieś śmieci z automatów. Mając samochód w 10 minut byłabym w domu i w 10 minut z powrotem wracam na uczelnię. Zajmuje mi to w 2 strony max pół godziny, a autobusem, jeśli trafię akurat na autobus bez czekania, godzinę.
    Babcie i ich siaty zapełniają pół autobusu. Mam wrażenie, że one jeżdżą, żeby pojeździć, ostatnio słyszę dialog dwóch takich babć już siedzących wygodnie na miejscach w autobusie:
    - Czy ten autobus jedzie do dworca?
    - (chwila zastanowienia) Tak, tak, jedzie.
    - Aha, to dobrze, jak jedzie do dworca to dobrze
    - Tak myślę, że jedzie, bo nie spojrzałam w jaki wsiadłam. To chyba siódemka? (i tu pytanie do mnie) Tak, siódemka?
    - Tak, siódemka...

    I to się zdarza bez przerwy "w jaki ja wsiadłam autobus i gdzie on jedzie". No wsiada babcia, autobus rusza, a ona pyta czy on będzie skręcał na tym skrzyżowaniu w lewo czy w prawo...

    Nie miałam jeszcze okazji wąchać spoconych ciał, bo jeżdżę autobusami dopiero od października, a kurtki w zimę jakoś te zapachy izolują ;) Dopóki nie poszłam na studia, wszędzie gdzie potrzebowałam miałam zawsze blisko, do 20 minut pieszo.

    Nie wyobrażam sobie moich wyjazdów z rodziną autobusem czy pociągiem. Jesteśmy w mieście sami, najbliższa rodzina 60km od nas, dalej 120 i około 200. Jeśli się wybieramy, to zawsze na kilka dni. 4 osoby, często w tereny typowo wiejskie gdzie z przystanku trzeba dojść te 3km. No nie wyobrażam sobie takich "spacerów" z torbami zapakowanymi na 5 dni. Do tego autobusy jadą dwa razy dłużej i wcale nie przesadzam. Przykładowo samochodem jestem w 45 minut prosto spod domu pod dom dziadka, a autobusem: dojście na dworzec 10minut, 1,5h jazdy i dojście 3km z przystanku. To jest po prostu niewygodne.
    Mamy tez działkę 7km za miastem i jest cały czas "w budowie", a to murek, a to ścieżka, a to sadzenie drzewek - wozić drzewka i kamienie autobusem? No nie ;)

    I zawsze uważam, że kolejność jest następująca: najpierw samochód, potem dziecko. Nie wyobrażam sobie tachania wózka czy małego dziecka po autobusach. No nie, po prostu nie, już się naoglądałam i nasłuchałam bobasów w autobusach i powiedziałam sobie "nigdy". Oczywiście w miarę możliwości, jeśli wszystko byłoby według moich kolorowych planów... ;D Jeśli się nie ma wyboru i bach, dziecko na studiach no to trzeba sobie radzić, ale jeśli ma się kasę, żeby sobie pozwolić na samochód i jest to tylko zastanawianie się, czy będę dodatkowymi czterema kółkami w korku, to nie jest to akurat argument jeśli w grę wchodzi wózek, płacz i ścisk w komunikacji miejskiej...

    Także tak naprawdę to zależy od rodziny, czy potrzebuje samochodu czy nie, w moim przypadku na co dzień nie jest niezbędny, bo raczej oprócz tej mojej nieszczęsnej uczelni wszyscy mamy wszędzie blisko, ale mamy mnóstwo innych sytuacji w których samochód jest potrzebny, tak jak te wyjazdy do rodziny czy działka i przeróżne prace z nią związane. Ja sama dopóki nie wyprowadzę się gdzieś dalej od rodziców nie odczuwam niesamowitej potrzeby posiadania samochodu, ale przy zakładaniu swojej rodziny i/lub przeprowadzce dalej samochód jest na liście obowiązkowych zakupów.

    Odpowiedz»
  • Neith
    Neith · 18-04-13 23:36 · do góry^

    Nie mam prawa jazdy, mój TŻ też nie. Ale planuje zrobić i kupić samochód. Po co? Żebyśmy mogli jeździć gdzieś z Kurczakiem, bo teraz przewożenie go odpada ;)
    Do pracy, na zakupy, do lekarz itd. jeżdżę komunikacją miejską (lub chodzę na piechotę), do rodziców pociągiem (moich) lub autobusem (jego). Czasami na większe zakupy zabieramy się z koleżanką, która pożycza auto od szefowej - wtedy jedziemy trochę dalej, kupujemy trochę więcej i jest wygodnie. Ale zupełnie się bez auta obchodzimy - nie widzę sensu w tym, żebym miała do pracy jeździć samochodem. Raz, że zajęłoby mi to więcej czasu, a dwa, że wychodziłoby drożej (paliwo + parking w centrum Warszawy) ;)

    Odpowiedz»
  • Eshi
    Eshi · 18-04-13 23:51 · do góry^

    Kto lub co to jest Kurczak?:D

    Miło wiedzieć, że nie jestem odludkiem, bo ludzie jeszcze dobrze 18 nie skończą, a już zapisują się na prawko. Naprawdę do tej pory czułam się jak kosmita, tym bardziej że mam dwadzieścia parę lat i "jestem już za stara, żeby nie posiadać prawka."
    A tu niespodzianka, coraz kolejna dziewczyna pisze, że nie ma prawa jazdy i nie potrzebuje na razie, uff:)

    monika.sk8 (małpa) wp.pl

    Odpowiedz»