Recenzujemy staniki, bo wiemy, że dobrze dobrane czynią cuda!

Życie bez auta ;)

  • bzium
    bzium · 19-04-13 00:02 · do góry^

    Nie przeczytałam całości :)

    Moje prawo jazdy czeka na mnie do odbioru, ale nie zanosi się na kupno samochodu - nie mam na to kasy, mam inne priorytety. Jednak w moim zawodzie bez samochodu trochę ciężko, głupio spakować leki do torebki i jechać na wizytę domową autobusem i tracić na to mnóstwo czasu - to by się nie kalkulowało.
    Ogólnie jeżdżę komunikacją miejską lub autostopem i nie doskwiera mi to aż tak bardzo, ale znacznie więcej czasu tracę w ten sposób. Np. jeżdżę na praktyki do lecznicy - rekordowo, jeśli mam idealne przesiadki to od drzwi do drzwi droga w jedną stronę zajmuje mi godzinę, ale zwykle nawet do 1,5h, gdy tę samą drogę z chłopakiem, samochodem pokonujemy może w 30 min... i teraz droga w dwie strony to tracenie 1 godziny w samochodzie kontra 3 godz. w tramwaju (przez całą drogę ma swoje tory i omija korki ;)). Lubię swój czas, jest cenniejszy niż pieniądze, dlatego jeśli będę mieć podobne warunki w kwestii dojazdu do pracy to kupię samochód choćbym miała jeździć nim sama i marnotrawić przestrzeń...

    Odpowiedz»
  • bzium
    bzium · 19-04-13 00:24 · do góry^

    " nagle przez parę sekund jej się tak oczy przewracały w każdą stronę i przez te pare sekund nie kontaktowała. " to mi brzmi na padaczkę

    Co do dużych zakupów - nigdy ich nie robię, może jakbym miała samochód... ogólnie kupuję jak najbliżej akademika, płacę więcej niż w biedronce 1km dalej, ale bardzo szkoda mi mojego kręgosłupa i nigdy nie obciążam go bez potrzeby (ale ja mam schizę na jego punkcie).

    Odpowiedz»
  • shenzi
    shenzi · 19-04-13 00:30 · do góry^

    Nie wyobrażam sobie życia bez auta, zwłaszcza odkąd wyniosłam się na peryferia, które jeszcze w dodatku od roku z hakiem non stop są rozkopane. Wyjazd to horror, więc zamiast kisić się w mpk z ludźmi, czego nie znoszę, wolę od czasu do czasu wziąć kogoś i jechać swoim autem. Kiedy jest ciepło to zmieniam środek transportu na dwa koła i nie przejmuję się korkami.
    Zawarłam z rodziną umowę, że zapłacą mi za kurs prawka i egzamin tuż po 18., ale za to będę ich szoferem kiedykolwiek, czymkolwiek i dokądkolwiek zechcą. To najlepsza umowa, jaką w życiu zawarłam, bo wszyscy są zadowoleni :) Ja mogę jeździć (a uwielbiam jeździć autem), inni nie muszą, auto też nie narzeka, bo jest zatankowane, umyte i ogarnięte. Nie zauważyłam jednak, aby jakoś specjalnie dużo ludzi, np. z mojej klasy robiło na siłę prawko tuż po skończeniu 18 lat. Raczej robili ci, którzy mieli chęć, a potem możliwości korzystać z aut.
    Minusy auta - wiadomo, trudno nim zaparkować w centrum, jest drogie, no i trzęsę się trochę nad nim i przeżywam każdą nową rysę. Plusy - zamiast godzinę do centrum jadę 20 minut. I mogę głośno śpiewać i fałszować ;)
    Niestety, posiadanie auta i częste nim jeżdżenie bardzo rzutuje na to, jak jestem odbierana. To chyba jedna z większych wad posiadania samochodu, która nie jest bezpośrednio związana z samą maszyną, tylko z tym, jak ludzie myślą (lub nie myślą) i na którą nie mam wpływu. Zazwyczaj są to jakieś bzdury i uleganie stereotypom, jednak mówiąc szczerze nie chce mi się już z tym walczyć. Wyciągam wnioski, ale nie dementuję, bo i po co. Ludzie zawsze "wiedzą lepiej"...

    best things happen when you least expect them
    shenzee@gazeta.pl

    Odpowiedz»
  • missalchemist
    missalchemist · 19-04-13 07:00 · do góry^

    Prawo jazdy zrobiłam na studiach (na przełomie drugiego i trzeciego roku), jak już miałam pieniądze. Gdybym miała je wcześniej, to i prawko byłoby wcześniej, to było moje wielkie marzenie. Jak się okazało, jedna z lepszych inwestycji w życiu ;)

    Jak jestem w domu, to często robię za kierowcę (tata po dwudziestu latach ma wolne za kierownicą). W takich niedużych miastach, jak moje miasto rodzinne, w ogóle nie ma opcji funkcjonować normalnie bez auta. Autobusy jeżdżą najczęściej raz na godzinę, dojechać do dziadków do wsi 10 km dalej niemal niewykonalne, jak ktoś pracuje na obrzeżach miasta, to już w ogóle kaplica bez auta.

    W mieście Łodzi, gdzie mieszkam na co dzień, nie mamy własnego samochodu, ale nie dlatego, że nie chcemy, tylko dlatego, że póki co nas nie stać. Pożyczamy od moich teściów in spe, bo mieszkają obok ;) I bardzo dobrze, że mamy taką możliwość, bo ja nie wyobrażam sobie życia bez auta na dłuższą metę. Każde większe zakupy w markecie - auto niezbędne. Mieszkając w akademiku nanosiłam się już toreb z zakupami, dziękuję, nigdy więcej. Jak chcemy jechać na narty do Łagiewnik - auto niezbędne, nie będę się przecież tłukła z blisko dwumetrowymi autami 2 godziny autobusami z przesiadką ;)
    Komunikacja w Łodzi działa BEZNADZIEJNIE, w zasadzie tylko na pojedynczych liniach w centrum można mieć pewność, że się gdzieś dojedzie. Dopóki mieszkałam w akademiku, to aż tak tego nie odczuwałam, ale teraz przynajmniej raz w tygodniu spóźniam się na zajęcia, bo tramwaj albo się spóźni, albo przyjedzie za wcześnie, albo nie przyjedzie wcale (bardzo częste, tajemnicze zjawisko znikania tramwajów). I to nie z powodu korków, bo korków o 10 jeszcze nie widziałam. W zasadzie tramwajem jest szybciej tylko i wyłącznie w godzinach szczytu, tylko i wyłącznie na liniach jeżdżących wydzielonym torowiskiem. Za to w tramwajach mamy mnóstwo niezapomnianych atrakcji - cyganie z harmoszką, śmierdzący żule, awanturujący się kibole... Serio, jak już będę pracować, to do pracy latem rowerem, a zimą autem, żeby nie musieć jeździć mpk, dopóki będzie w takim stanie, w jakim jest :/ Na imprezie wieczorem to bym nawet wolała się nie napić, żeby móc wracać autem, niż jechać nocnym. Mam nadzieję, że mnie będzie stać na taksówki ;) ;)

    Tak samo bez porównania dalekie podróże. Mój autobus z Łodzi do domu jedzie 6 godzin + pół godziny postoju w Kielcach (jedyny moment na zrobienie siku). Tzn 6 godzin wg rozkładu, bo zdarzało mu się jechać 7. Samochodem ta sama trasa zajmuje 4-5 godzin w zależności od tego, jaki jest ruch na drodze i czy robi się jakieś dłuższe postoje. Najeździłam się w życiu pociągami, autobusami i autostopem, autem ZAWSZE jest wygodniej. W tym roku postawiłam lubemu warunek, albo jedziemy na weekend majowy autem, albo wcale :P

    Do wygody człowiek szybko się przyzwyczaja ;) Jak teście in spe zrezygnują z auta, to się chyba zapożyczę, żeby mieć swoje.

    Odpowiedz»
  • Neith
    Neith · 19-04-13 09:22 · do góry^

    Eshi, Kurczak to nasza papuga :)
    Ja prawa jazdy nie robiłam najpierw dlatego, że nie miałam na to kasy (a od rodziców nie chciałam brać, chociaż rodzeństwu zasponsorowali), a później dlatego, że nie miałam widoków na samochód - a uważam, że bez sensu jest mieć prawo jazdy, jeśli się nie jeździ ;)
    A w ogóle to chyba nigdy nie mieszkałam w miejscu, gdzie "musiałabym" mieć samochód... Do końca liceum u rodziców w miasteczku 40km na północ od Krakowa. Do podstawówki chodziłam na piechotę, do gimnazjum też, do liceum dojeżdżałam busem albo stopem (jakieś 30km). Do sklepów na piechotę, do babci na piechotę, czasami jakiś wypad na zakupy do Krakowa czy Olkusza - bus.
    Później przez niecałe 5 lat mieszkałam w Krakowie - wszędzie w obrębie miasta mogłam dojechać komunikacją, do rodziców busem, do rodziców ówczesnego chłopaka tak samo, jakieś wyjazdy - pociąg lub autobus. Niedługo zacznę trzeci rok w Warszawie - tak samo radzę sobie bez samochodu :)

    Odpowiedz»
  • Eshi
    Eshi · 19-04-13 09:56 · do góry^

    bzium, właśnie nie, było to całkowicie niegroźne, nie wiem czy to był oczopląs, czy coś takiego.

    Papuga nazywa się kurczak?:D Kreatywnie:D

    Mnie wszyscy "zmuszają" do zrobienia prawka,odkąd skończyłam 18 praktycznie, już obiecywany mi był stąd i zewsząd samochód, jeśli tylko zdam egzamin.

    Ja tak samo nie mieszkam w miejscu, gdzie muszę mieć prawko, bo kupę lat mieszkałam w centrum mojego miasta, do szkoły miałam pareset m, dopiero niedawno jak się wyprowadziłam to wszędzie mam duży "kawłek", ale dalej mi nie doskwiera brak prawka na razie. Tyle, że nie jeżdzę komunikacją miejską też, bo przez korki szybciej dojdę niż dojadę.

    Ale jak jadę gdzieś do rodziny itp. to uwielbiam jechać autobusem, jadę te 2-3h, sama, z słuchawkami na uszach, mam jakąś gazetkę czy książkę, cisza, dodatkowo jak dość ładna pogoda i uczucie, że w końcu oderwałam się od "muszę", mam chwilkę dla siebie, bez wkurzących "pomóż, zrób to i tamto" i jadę na wakacje:)))

    monika.sk8 (małpa) wp.pl

    Odpowiedz»
  • sellenka
    sellenka · 19-04-13 10:19 · do góry^

    Wlasnie wyliczylam ze mam prawo jazdy 17 lat, cyzli dokladnie polowe mojego zycia :)

    rodzice prawie ze zmusili mnie do zrobienia prawka w wieku 17 lat. i mieli racje! Moja tata jest chory, i spedzil duzo czasu w szpitalu. To ja wozilam mame (ktora tez w tym czasie byla chora) do szpitala.
    Juz w pierwszej pracy szef jak sie dowiedzial ze mam prawko natychmiast dal mi kluczyki do sluzbowego samochodu i kazal jezdzic zalatwiac sprawy.
    Mieszkalam w gdansku, studiowalam w sopocie, pracowalam w gdyni. Bez samochodu dziennie spedzalabym min 6 godz w srodkach komunikacji miejskiej, samochodem skracalam ten czas o polowe.

    Od czasu jak zamieszkalam w berlinie nie uzywam samochodu. Jezdze wszedzie komunikacja miejska, ktora zreszta kocham i chwale. Jak jest cieplej to przesiadam sie na rower. Ale samochod mamy - tesciowa mieszka 620 km od nas, bracia meza okolo 580 km od nas, moja rodzina 450 km. Bez samochody te podrozy bylyby dlugie, trudne i ... drogie. Pociagi w niemczech kosztuja fortune. Dodatkowo chcemy w wakacje pojechac poza miasto? Nie ma problemu. Mamy wieksze zakupy? nie ma problemu.

    Na razie zuzywamy nasz stary samochod, a jak sie juz zuzyje, to bedziemy myslec. ALbo kupimy cos uzywanego, albo sie zapiszemy to autosharing. Obecnie w berlinie mozna tez pozyczac samochod na minuty.

    Acha, i w przeciwienstwie do wiekszosci z was, to ja jestem szoferem mojego meza. On nie ma prawka :)

    Odpowiedz»
  • elftherini
    elftherini · 19-04-13 12:04 · do góry^

    Ja prawko zrobiłam w 3 LO, potem zaraz po odebraniu pojechałam w trasę Katowice - Lubin (z zahaczeniem o Wrocław), potem miałam zawsze możliwość korzystania z auta o ile nie było zaklepane przez któreś z rodziców. Sporo osób robiło prawka tuż po 18 (tak jak ja), część od razu miała własne samochody albo stały dostęp do auta rodziców. No i chyba miałam zupełnie inaczej nastawionych rodziców - ZAWSZE jak jadę z mamą/tatą to pada pytanie czy chcę prowadzić i zawsze mam taką możliwość, niezależnie czy to trasa Krk-Kato czy dom-sklep.

    Inna sprawa, że prawko miałam w 100% finansowane (zdałam za pierwszym razem) i nie było opcji nie iść na kurs, moi rodzice stwierdzili, że prawo jazdy jest niezbędne w obecnych czasach i dopóki mi finansują to nie mam nic do gadania, najwyżej będzie leżeć a w przyszłości dokupię sobie jazdy ale papier będzie ;).

    O tyle o ile auta nie potrzebuje w Krk to być całkowicie bez prawka sobie nie wyobrażam - są sytuacje awaryjne, gdzie potrzebny jest szybki transport itp. No i ja uwielbiam prowadzić ;)

    Odpowiedz»
  • Alchemia
    Alchemia · 19-04-13 13:55 · do góry^

    A ja uwielbiam jeździć pociągiem - zwłaszcza dalekobieżnym, a w mieście metrem (bo tez pociąg) lub tramwajem. :) Tata jest specjalistą od kolei, jego siostra również - to muszą być geny. Przez całe liceum i studia i jeszcze po studiach dojeżdżałam do Wa-wy pociągiem. Akurat moja wieś ma nienajgorsze połączenie. Jedzie się godzinę, czyli nawet krócej niż centrum na Targówek w godzinach szczytu. Poddałam się, kiedy musiałam być w pracy na 7.00, na dalekim Mokotowie. Wstawanie o 4.00, żeby złapać pociąg po 5.00 było ponad moje siły - a jestem tym no "skowronkiem". Po przeprowadzce mogłam wstawać o 5.30 - hehe. I wiecie jak dojeżdżałam to więcej czytałam.
    Jak jadę za granicę to zawsze odkładam jakąś część kasy na przejażdżkę pociągiem - ot takie zboczenie. Jakiś czas temu odwiedzałam kolegę w Berlinie - pojechałam pociągiem. Na oparciu siedzenia, które było przede mną ktoś wyrył "I like trains". :) Do dziś tam fotkę tego na tapecie w komórce. W te wakacje mam jechać z koleżanką do Belgii na kilka dni, mamy jechać z Francji. Belgia Belgia, Francja Francją, a ja najbardziej czekam na przejażdżkę TGV - już odkładam kasę.
    Niestety pociągi wszędzie nie dojeżdżają i bywają kosmicznie drogie :(

    albeddo[na]gazeta.pl

    Odpowiedz»
  • Alchemia
    Alchemia · 19-04-13 13:57 · do góry^

    Też się zastanawiałam, kim jest Kurczak :)

    albeddo[na]gazeta.pl

    Odpowiedz»
  • Neith
    Neith · 19-04-13 17:05 · do góry^

    Eshi, Alchemia - gdzieś już kiedyś wspominałam o moim drobiu :)
    Co do imienia - na początku chciałam, żeby się nazywał Paput (Stefan odpadł w przedbiegach ;)), później wyszło Koko, ale teraz jest Kura/Kurczak - pasuje do małego ptaszydła :D
    O taki jest, o:
    https://fbcdn-sphotos-d-a.akamaihd.net/hphotos-ak-snc7/400422_447732525249469_1557147525_n.jpg

    Odpowiedz»
  • sierpniowa
    sierpniowa · 19-04-13 17:15 · do góry^

    Neith, kiedyś jak wspomniałaś w innym wątku o Kurczaku, byłam pewna, że to zwykły... kurczak właśnie ;) Śliczne, małe i kolorowe :)
    O autach też się wypowiem, prawka nie mam i żałuję (bardzo żałuję, że nie robiłam tak jak większość mojej klasy w liceum ale mi nikt nie zaproponował zasponsorowania a swoich pieniędzy miałam tyle co nic).
    Z samochodem życie jest dużo wygodniejsze a mówię to z perspektywy pasażera. Od strony kierowcy to już musi być niebo, nie cierpię wystawać na przystankach w deszczu i targać zakupów. Ale z drugiej strony, przy dobrze działającym mpk nie ma takiego problemu, pociągiem też można prawie wszędzie dojechać.

    Odpowiedz»
  • Eshi
    Eshi · 19-04-13 22:13 · do góry^

    Neith, śliczna jest:) śpiewa?
    Na początku myślałam, że to maleńkie dziecko, że ciężko z nim komunikacją miejską, później, że może piesek, ale w życiu bym nie wpadła na to, że to papuga:D
    Ja mam z kolei szczura, miał jakieś wymyślne imiona, ale i tak każdy mówi na niech myszek, więc chyba tak zostanie;)

    monika.sk8 (małpa) wp.pl

    Odpowiedz»
  • Neith
    Neith · 19-04-13 22:43 · do góry^

    Nie śpiewa, ale niesamowicie głośno drze dzioba, jak tylko ktoś wejdzie do łazienki :D
    Ja miałam chomika o imieniu Mysz czy tam Misiek (zmieniało mu się) :)

    Odpowiedz»
  • Fufka
    Fufka · 19-04-13 22:55 · do góry^

    Ja zrobiłam prawko późno, w połowie studiów, bo dopiero wtedy tak na prawdę chciałam to zrobić. Było to chyba już ze 3, 4 lata temu, od tego czasu jeździłam bardzo mało bo nie mam czym. Ale istotniejsze jest to, że nie mam potrzeby. Mieszkam w mieście, centrum, wszędzie mogę dojść w 15-20 min. Na codzień jeżdżę rowerem bo szybciej i przyjemniej niż na piechotę a i dalej można dotrzeć. Z komunikacji korzytam bardzo rzadko, bo jest droga i jak sobie policze ile kosztuje 15 min przyjemności to wolę rower. Brak auta odczuwam tylko w podróży, albo raczej tym, że gdybym miała samochód, to mogłabym częściej jeździć na jakieś krótkie jedniodniowe wycieczki, a tak tego nie robię. Do rodziny, na wakację jeżdże głównie pociągami czasem pksem lub samolotem, ale to rzadziej.

    Wielu kierowców mnie irytuje, glównie nieznajomość przepisów i brak kultury. Każdy myśli tylko o tym by mu było najszybciej, najbliżej, a reszta jest nieistotna. Parkowanie w miejscach niedozwolonych albo niebezpiecznych dla pieszych, wyprzedzanie, przykładów można mnożyć i pewnie każda z Was wie o co mi chodzi.

    missfufka @ gmail . com

    Odpowiedz»
  • Alchemia
    Alchemia · 19-04-13 23:28 · do góry^

    Neith, ano pisałaś gdzieś, że Kurczak wam spać nie daje po nacy, że pióra itp. tożem myślała, mało kreatywnie, że Kurczak to kurczak :) Śliczna ta papuga - a imię pasuje do upierzenia bez dwóch zdań. :)
    A dzisiaj jak drałowałam do domu po 22.00 (= obniżona częstotliwość kursowania komunikacji) z ciężkim laptopem to znowu mi się zamarzył samochód...

    albeddo[na]gazeta.pl

    Odpowiedz»
  • squirrell
    squirrell · 20-04-13 06:09 · do góry^

    W mojej rodzinie nie było samochodu i nie jestem przyzwyczajona, dlatego pewnie nie mam na to ciśnienia :) Myślę, że kiedyś zrobię prawo jazdy. Wydaje mi się, że "w połowie studiów" to wcale nie jest późno ;D Późno to jest po 50 :D
    Samochody mają duży wpływ na zanieczyszczenie powietrza, czytałam gdzieś, że spaliny z aut są dużo bardziej niebezpieczne niż to, co wydostaje się z kominów przemysłowych.. Zresztą, strasznie śmierdzą i przyczyniają się do zmian klimatu. Głównie chodzi o samochody ciężąrowe, ale myślę, że osobówki też mają swój udział. Najbardziej chciałabym auto z napędem hybrydowym :D ale zanim trafią do powszechnej sprzedaży po nrmalnej cenie... Nie wiem czy w ogóle kiedykolwiek do tego dojdzie, bo przecież nie można dopuścić, aby mniej osób kupowało benzynę ;p

    Odpowiedz»
  • anusiaaa81
    anusiaaa81 · 20-04-13 11:05 · do góry^

    Swiétny wátek:) tez nie mam prawa jazdy ani samochodu. Nie bylo mnie do tej pory stac na prawo jazdy, moze kiedys. Uwielbiam pociági i jezdzé nimi od dziecka, podejrzewam,ze to sprawa kolejowych genów. Wiékszosc rodziny pracuje lub pracowala na kolei:) Troché sié bojé jazdy, brakuje mi orientacji w terenie i péwnie wszédzie bédé sie gubic.

    Odpowiedz»
  • anusiaaa81
    anusiaaa81 · 20-04-13 11:07 · do góry^

    Squirell moja ciocia zrobila prawo jazdy w wieku 50 lat, stwierdzila,ze nie bedzie gorsza od syna:)zdala za drugim razem.

    Odpowiedz»
  • rudazouza
    rudazouza · 20-04-13 11:16 · do góry^

    O, ja też uwielbiam pociągi :D Dojeżdżałam codziennie przez trzy lata do liceum, koło 45 minut osobówką lub 30 pospiesznym. Mieszkałam wtedy w miejscowości kolo 50 km od Warszawy, na trasie z Łodzi, więc połączenie dość przyjemne (nie licząc dzikiego ścisku na korytarzach w pospiesznych, to było przeżycie :D). Tylko zimą te osobowe pociągi doprowadzały mnie do płaczu, nie dość, że jeździły jak chciały to jeszcze zawsze za długo a potem musiałam jeszcze dojść do domu przez zaspy ponad kilometr.
    Najfajniej wspominam powroty do domu, kiedy lekcje były krótsze, ładnym nowym składem, w pustym wagonie :D
    A śmiesznie też było w wagonie dla rowerów, kiedy przez Żyrardów jeździły jeszcze pociągi na południe Polski.

    Odpowiedz»
  • Anydalla
    Anydalla · 20-04-13 11:30 · do góry^

    Wszystko zależy od tego, gdzie się mieszka...
    U mnie na wsi samochód to podstawa - autobusy praktycznie polikwidowali, busy drogie i rzadko, a do pracy jechać trzeba... zasuwaj teraz 15 km rowerem wąskim poboczem ruchliwej drogi. Latem ujdzie, ale zimą, jesienią? Śnieg, deszcz? Nie ma mowy. Można łapać stopa (o 5.20 rano...), ale jest ryzyko spóźnienia. Bez samochodu nie da rady. Choć u mnie ludzie na wsi, jeśli pracują w jednym zakładzie, jeżdżą do pracy razem jednym samochodem w kilka osób, więc wychodzi względnie ekonomicznie.
    Z kolei w Wawie - ja nie potrzebuję samochodu (choć prawko mam), TŻ bardzo.
    Jak jeszcze mieszkałam w akademiku, dojazd tramwajem na uczelnię zajmował minimum 30 minut. Przerzuciłam się na rower - okazało się, że wystarczy 20 minut - z zegarkiem w ręku.;) W dodatku unika się tłoku w tramwajach, same zalety.;) teraz też mam wszędzie blisko i auta nie potrzebuję. Poza tym to za duży wydatek - ubezpieczenie, paliwo, garaż, wydatki na parkowanie... Nie opłaca się.
    Za to TŻ musi mieć auto. Gdy w pracy liczy się szybkość dojazdu na miejsce albo trzeba zrobić zakupy z zaopatrzeniem biura, to nikt przy zdrowych zmysłach nie będzie wiózł np. 50 litrów wody autobusem z 2 przesiadkami.
    Tak samo w długie trasy wolimy jechać samochodem... zajmuje to wtedy 3,5 godziny w dogodnym czasie, a nie 7 godzin przez całą noc. Do mnie też jedziemy 1,5 godziny, a pociągiem - w sumie 3 i 160 zł na bilety dla 2 osób. A staramy się jeździć w 5 osób.

    http://olx.pl/oferty/uzytkownik/agT/
    anydalla małpa gmail kropka com

    Odpowiedz»
  • Anydalla
    Anydalla · 20-04-13 11:34 · do góry^

    Ja bym raczej optowała za życiem bez telewizora;)) Samochód się przydaje, a TV to zupełnie zbędny sprzęt. Praktycznie nie oglądam TV od 8 lat (na palcach jednej ręki mogę policzyć, ile razy go włączałam z własnej woli przez ten czas;p). Jak dla mnie mógłby istnieć tylko "Jeden z dziesięciu" i kanały muzyczne;p

    http://olx.pl/oferty/uzytkownik/agT/
    anydalla małpa gmail kropka com

    Odpowiedz»
  • msselfdestruct
    msselfdestruct · 20-04-13 12:38 · do góry^

    No ja teraz robię prawko, trochę opornie mi idzie, ale nie wyobrażam sobie nie mieć… jednak jak się mieszka na wiosce to bez możliwości dojechania gdzieś autem słabo. Akurat teraz jak się przeprowadziłam pod Wrocław to połączenia są dość dobre, ale wcześniej mieszkałam w Wielkopolsce w takiej wioseczce 10 km od Turku i za przejazd PKSem tych 10 km trzeba było zapłacić ok. 4,50 zł, a tę przyjemność można było odbyć co najwyżej w roku szkolnym – było u nas duże technikum więc puszczali busy, ale w wakacje gdzieś dojechać to koszmar. A transportowanie dużych zakupów autobusem to też żadna atrakcja.

    Samochodu własnego nie będę miała pewnie długo, ale w mojej rodzinie są aktualnie 3 sztuki, więc zawsze jak będzie potrzeba to pożyczę. Zakładając, że zdam ;d

    Robię też prawko na motocykl (chciałam A, ale po zmianach raczej celuję w kategorię A1) i własnego motocykla dorobię się już prędzej. Staram się nie narzekać na komunikację miejską i podmiejską bo aż takiej tragedii nie ma, ale… kurde np. teraz znowu zamknęli nam tory na 3 miesiące i zamiast jechać do szkoły 30 min pociągiem to jadę minimum godzinę (a w poniedziałki nawet 1,5, rekordowo jechałam 2) autobusem, gdzie jest ścisk i generalnie tragedia. Stoję w tym korku i sobie wyobrażam, jakbym go omijała jakimś zgrabnym małym motorkiem ;)

    Odpowiedz»
  • jogurtwaniliowy
    jogurtwaniliowy · 20-04-13 12:50 · do góry^

    Co do pasów, to u nas nie ma takiej kultury jazdy. Czai się pieszy przed przejściem, czai się kierowca i wszyscy się czają. ;)

    Ale ogólnie zauważyłam, że faceci puszczają mnie na pasach (pewnie dlatego, że jestem dziewczyną), a baby za wszelką cenę przejadą :P Nie rozumiem tego, bo ja chętnie puszczam pieszych.

    A co do prawa jazdy - jestem za zrobieniem nawet bez samochodu, jak najszybciej. Lepiej nawet potem dokupić sobie kilka godzin z instruktorem na przypomnienie, niż potrzebować prawka i go nie mieć. M i przeszkodziły studia i robiłam "na raty". Dokupowałam godziny. Żałowałam, że nie zrobiłam w lo, kiedy robili "wszyscy".

    Anydalla, jeszcze discvoery :D

    Odpowiedz»
  • bzium
    bzium · 22-04-13 18:07 · do góry^

    Zrobiłam teraz pod koniec studiów i też czuję, że to późno, bo zdecydowana większość osób zrobiła w LO. Mnie w LO nie było na to stać i bardzo nie lubię pytań, dlaczego robię tak późno... niekoniecznie wszystkim chce mi się gadać, że miałyśmy z mamą może 600zł na miesiąc na 2 osoby i rosnące długi... teraz odbiłyśmy od dna to zostałam zmuszona do zrobienia prawa jazdy i bardzo się z tego cieszę.
    Chłopak obiecał, że jak już je odbiorę to będzie ze mną jeździł wieczorami/nocami, żebym szlifowałą umiejętności :] i trochę nie mogę się tego doczekać, a początkowo myślałam, że komletnie się do tego nie nadaję.

    Co do "bab" za kółkiem nie zauważyłam, żeby były gorsze niż "chłopy"... jedyne co to wieeeele dziewczyn pierwszy raz siada za kierownicą na kursie, a wielu chłopaków tatusiowie uczą prowadzić od 5 roku życia :D wszyscy moi kuzyni w wieku 10 lat umieli prowadzić... a ja pierwszy raz prowadziłam w wieku 23 lat ;) i dziwić się, że dłużej się uczę.

    Odpowiedz»
  • naniulka
    naniulka · 23-04-13 09:14 · do góry^

    ja mam 25 lat, a prawa jazdy dalej nie :D ale to w większości dlatego, że tak jakby nie jestem do auta przyzwyczajona, bo rodzice też niezmotoryzowani ;) mój przyszły małżonek jednak naciska, by zająć się kursem, bo w jego rodzinie auta są od zawsze, a ja się oczywiście trochę bardzo nawet boję ;) ale powoli kończą mi się wymówki ;P

    [url=http://www.urbud-ogrodzenia.pl/bramy-przesuwne.aspx]bramy wjazdowe![/url]

    Odpowiedz»
  • Eshi
    Eshi · 23-04-13 10:51 · do góry^

    bzium, kwestia podejścia. Mój brat jak robił prawko oprócz godzin na kursie jeździł na jakieś pola, place itp, żeby popróbować, czyli w trakcie zdawania. I wtedy ciężko było kogoś na to namówić, żeby z nim pojechał.
    Z kolei w moim przypadku jest inaczej, bo nie dość, że mnie już dobre 4-5lat namawiają na prawko, to każdy co chwilkę pyta "jedziemy pojeździć na jakiś plac?":)

    Co innego jest oczywiście na wsiach, bo zauważyłam, że tak faktycznie faceci mieszkający na wsi, gdzie jest pełno pół, mają wielkie podwóka, umieli jeździć już w wieku kilkunastu lat, ale nie oszukujmy się, dziewczyny nie umieją, bo mają inne ciekawsze rzeczy do robienia i nie w głowach im takie rzeczy;)

    Poza tym, nie twierdzę, że kobiety są gorsze za kierownicą, ale taka jest prawda, że ewolucja, genetyka kobieca czy jak to tam nazwać, tak się wytworzyła, że znaczna większość kobiet nie ma podzielnej uwagi, nie widzą odległości, czy szerokości- stąd też problemy z parkowaniem u kobiet, które mają prawko jazdy nawet kilkadziesiąt lat. Dużo kobiet cofać nie umie. Zaznaczam, że nigdzie nie napisałam "wszystkie kobiety", wiadomo, że to też zależy od osobistych preferencji, ale z moich kilku lat obserwacji, jeżdzenia z kobietami i facetami, to widać i to bardzo wyraźnie.

    Z kolei u facetów jest taki problem, że oni nie potrafią "przewidywać", że tak to ujmę. Kobieta zanim coś zrobi, pomyśli jakie będą tego konsekwencje i co na pewno się wydarzy. Facet najpierw zrobi, później się okazuje, że klapa, a to było przecież wiadome, że tak się stanie.
    Głupi przykład z biegającym małym dzieckiem, mama krzyknie "zaraz się przewrócisz", facet po przewróceniu się dziecka "jak to, przewróciło się".
    Czy dziecko pod stołem, kobiety automatycznie (w tym też ja:D mimo, że nie mam swoich dzieci i raczej na tą chwilę nie planuję) od razu kiedy widzą dziecko wchodzące pod stół, nawet nie myśląc o tym zakrywają ręką narożniki stołu, czy ostre kanty, żeby się dziecko nie uderzyło, facet w życiu o tym nie pomyśli.
    Stąd wszelkie wypadki zdarzają się częsciej u facetów niż u kobiet.

    Tak to jest z kobietami i facetami, wszystko jest dla ludzi, ale uważam, że są rzeczy, które lepiej zrobi facet, i są rzeczy, do których nadawać się będzie bardziej kobieta. I uważam, że za kierownicą o wiele lepiej radzą sobie faceci, bo do tej pory nie jeździłam z żadną kobietą, która chociaż w małym stopniu byłaby tak pewna i wyluzowana za kierownicą i wszystko robiła nie myśląc o tym.

    Ostatnio jechałam z koleżanką, rozmawiałyśmy o czymś, a ta nawet nie zauważyła i przejechała na czerwonym świetle:D kobiety za kierownicą muszą jakby o wszystkim pamiętać i o wszystkim myśleć, facet robi to automatycznie, nawet nie patrząc na to.

    monika.sk8 (małpa) wp.pl

    Odpowiedz»
  • bzium
    bzium · 24-04-13 01:13 · do góry^

    A to ja jeździłam z dziewczynami pewnymi siebie i dobrze jeżdżącymi i z facetami, przy których czułam wielką niepewność ;)
    Przy czym ogólnie większość chłopaków jeździ lepiej, ale też zdecydowana większość umiała jeździć przed robieniem kursu... natomiast z dziewczyn tylko pojedyncze jeździły jeszcze przed kursem.

    Jeździłam tylko na kursie i dokupionych godzinach, poza samochodem instruktora nigdy nie prowadziłam, dlatego wiem że jeszcze długa droga przede mną, żeby ta jazda jako tako wyglądała ;) Ale mam nadzieję, że nie będę pod wpływem narzekania/wzdychania faceta oddawać mu samochód (nawet swój), żeby on prowadził (a znam takie przypadki). Kiedyś muszę się nauczyć ;)

    Co mnie denerwuje w kierowcach-facetach - każdy jest najlepszy i wrzuca na wszystkich w koło, bo to inni robią błędy a on jest świetny :P przynajmniej mam takie wrażenie, jak jeżdżę z wieloma kolegami :D

    Odpowiedz»
  • elftherini
    elftherini · 24-04-13 08:03 · do góry^

    Hmm zawsze myślałam, że to kobiety mają podzielną uwagę i byłoby to logiczne z punktu widzenia ewolucji (patrz na wszystkie dzieciaki, żeby ich nie zżarł jakiś tygrys a jednoczesnie gotuj stek z mamuta :P).

    W ogóle jeśli ktos ma problemy z odległościami i np cofaniem - to niezależnie od płci byłoby lepiej jakby nie prowadził ;).

    Z twojej wypowiedzi wynika, że jestem facetem ;). Serio, w sumie większość kobiet może jeździłaby lepiej gdyby nie nieustanne wmawianie, że się do tego nie nadają. Były kiedyś testy, chyba matematyczne, oczywiście napisane gorzej przez te kobiety, którym wmawiano, że to matematyka i przedmiot dla facetów (inny tego typu eksperyment dotyczył nie pamiętam czego ale wtedy udowadniali coś o włosach blond).
    Fajnie byłoby w końcu zmienić nastawienie i zamiast powtarzać bzdury, że któraś płeć się do czegoś nie nadaje, to ją dopingować ;) Tak pozytywniej byłoby na świecie, mam wrażenie.

    Odpowiedz»
  • missalchemist
    missalchemist · 24-04-13 09:25 · do góry^

    "Z twojej wypowiedzi wynika, że jestem facetem ;). Serio, w sumie większość kobiet może jeździłaby lepiej gdyby nie nieustanne wmawianie, że się do tego nie nadają. Były kiedyś testy, chyba matematyczne, oczywiście napisane gorzej przez te kobiety, którym wmawiano, że to matematyka i przedmiot dla facetów (inny tego typu eksperyment dotyczył nie pamiętam czego ale wtedy udowadniali coś o włosach blond).
    Fajnie byłoby w końcu zmienić nastawienie i zamiast powtarzać bzdury, że któraś płeć się do czegoś nie nadaje, to ją dopingować ;) Tak pozytywniej byłoby na świecie, mam wrażenie."

    Najprawdziwsza prawda - kobiety dają sobie wmówić, że są gorsze i dlatego za kierownicą czują się mniej pewnie. To dotyczy także innych dziedzin życia - statystycznie kobiety oczekują mniejszej pensji, bo wmawia im się, że są gorsze o facetów z tą samą wiedzą i doświadczeniem. Faceci rzadko miewają takie problemy - większość żyje z poczuciem, że wszystko robi świetnie ;)
    Co do pewności za kółkiem - owszem, brak pewności robi czasem swoje, stąd kobiety powodują więcej kolizji. Jednocześnie kobiety jeżdżą mniej brawurowo, bardziej zachowawczo i powodują znacznie mniej wypadków. Także zdecydowana większość kierowców "po kielichu" to także mężczyźni - po prostu są tak pewni siebie, że dużo częściej mają skłonność do ryzykownych zachowań. Z babeczkami jako pasażer zazwyczaj jestem spokojna, z facetami, nawet jeśli jeżdżą dobrze, czasem wolę jeździć z zamkniętymi oczami (ostatnio po podróży z kolegą pół wieczora spędziłam w toalecie, bo mi żołądek nie wytrzymał). Wmawianie facetom, że są urodzonymi kierowcami, bardzo im szkodzi ;);)

    Kobiety jak najbardziej mają podzielną uwagę, to raczej nie jest zależne od płci. Ja tam nie mam problemów z ogarnięciem kilku czynności jednocześnie, na kursie poszło mi to bez większych zgrzytów. Dużo więcej problemów miałam właśnie z pewnością siebie, bardzo się stresowałam, że pójdzie mi źle, rozbiję się i w ogóle ;);) Zresztą, jeżdżę na tyle rzadko, że do dziś miewam te stresy. Natomiast nie sądzę, że gdybym wcześniej uczyła się "na dziko", to by mi to pomogło. Jeździłam z dwoma instruktorami i oboje twierdzili, że mają problemy z tymi, co wcześniej uczyli się na własną rękę, bo baaardzo często mają wyrobione złe nawyki, których ciężko ich oduczyć.

    Odpowiedz»