Balkonetka to miejsce szczęśliwych biustów, ale dziś na łamach zagości temat nieco bardziej męski…

Do poruszenia sprawy skłoniło mnie długo wyczekiwane wiosenne słoneczko, dzięki któremu balkony miast i miasteczek masowo szturmuje mokre pranie, wywieszane na widoku publicznym celem szybszego wysuszenia. Na rozpiętych między balustradami sznurach zawisły więc dumnie sąsiedzkie skarpety i koszule, a na uprzywilejowanych miejscach obok talerzy satelitarnych jeszcze dumniej powiewa… męska bielizna. W Polsce znana głównie pod nazwą „gacie”.

Nie należę do tych, których specjalnie interesuje, co ludzie noszą pod spodniami. Mam jednak wrażenie, że szuflada z bielizną przeciętnego posiadacza balkonu to obraz nędzy i rozpaczy. Królują szare i białe majtasy o nieokreślonym fasonie, wyglądające, jakby powiewały na tym samym balkonie niezmiennie od dwudziestu lat. Być może zabrzmi to brutalnie, ale majtkom naszych facetów zwyczajnie brakuje jaj.

Kolorowa bielizna męska „z ikrą” kojarzy się z czymś, co przystoi nosić tylko gejom — ewnetualnie metroseksualnym narcyzom. „Prawdziwy facet” nie dba o tak przyziemne sprawy. Nawet w wielkich sieciówkach typu H&M; pomiędzy regałami z kolorowymi bokserkami buszują zazwyczaj kobiety — klienci płci męskiej zapuszczają się co najwyżej w rejony skarpetek. Mężczyźni estetycznie uświadomieni na ogół także nie grzeszą zbyt interesującą bielizną. Nie raz zresztą zdarzyło mi się wysłuchać podśmiewanek i chichotów na temat facetów, których szuflady są pełne identycznych szarych bokserek, które pasują do wszystkiego.

Stare przyzwyczajenia do podstawowych kolorów i pewne tabu, którym objęte jest dbanie przez mężczyzn o tę część garderoby, sprawiają, że balkony obwieszone przykuwającymi wzrok męskimi gatkami trafiają się niezwykle rzadko. Pewnie wynika to w dużej mierze także z tego, że w tradycyjnych sklepach ciekawej, kolorowej męskiej bielizny po prostu nie ma. Nie mówiąc już o wyborze spośród wielu modeli i krojów (w końcu nie każdy fason na każdym dobrze leży;)

Robiąc mały riserczyk tematu, znalazłam brytyjski sklep UnderU, który specjalizuje się w dizajnerskiej bieliźnie męskiej w niższych cenach. UnderU oferuje męskie majtki w aż pięciu rodzajach; o niektórych nigdy wcześniej nie słyszałam.

Mamy tam slipy (briefs), które charakteryzują się wysoko wyciętymi nogawkami i niskim stanem. Są stosunkowo obcisłe, a wedle obecnej mody najczęściej wykończone u góry szeroką gumą. Tradycyjne bokserki (boxers) rozpoznamy po luźnych nogawkach do pół uda. Wariacja na ich temat, czyli trunk-bokserki (trunks), ma obcisłe i nieco krótsze nogawki. Męskie stringi występują w dwóch wersjach: thongs i jockstraps. Pierwsze przypominają krojem typowe stringi damskie, natomiast jockstrapy okalają dodatkowo pośladki elastycznymi paskami gumy. Fason ten wywodzi się od noszonych przez atletów suspensoriów, które mają na celu chronić genitalia w trakcie sportu.

Zwróćcie przy okazji uwagę na to, jak ubogie jest polskie słownictwo określające tę część garderoby. Praktycznie każde słowo nazywające rodzaj męskich majtek wywodzi się z języka obcego!

Na zakończenie ankietka (niech stanie się to nową świecką tradycją): gdzie Wasi mężczyźni najczęściej kupują sobie bieliznę? Panowie niech odpowiadają za siebie;) Może atrakcyjna bielizna męska nie jest tak rzadka, jakby można było wnioskować na podstawie prania z sąsiedzkich balkonów?